Wiadomości

stat

19-latek z Nowego Portu wygrał "Project Runway"

Michał Zieliński jest jednym z najmłodszych zwycięzców w historii programu.
Michał Zieliński jest jednym z najmłodszych zwycięzców w historii programu. x-news/Grzegorz Press

14 uczestników walczyło o główną nagrodę, czyli 100 tys. zł, ale to 19-letni Michał Zieliński z Nowego Portu okazał się czarnym koniem drugiej edycji "Project Runway". O udziale w produkcji, planach na przyszłość i wyprowadzce z Gdańska rozmawialiśmy ze zwycięzcą tuż po emisji finałowego odcinka.



Alicja Olkowska-Szczegielniak: Pamiętasz pierwszy projekt, który samodzielnie uszyłeś?

Michał Zieliński: Tak, to było w pierwszej klasie technikum. Szykowałem się wtedy do konkursu w Poznaniu. Wykorzystałem materiały i stare ubrania, które miałem w domu, czyli z resztek zrobiłem kreację, której dziś się wstydzę. (śmiech)

Dziś już możesz być dumny ze swoich projektów. Jakie są więc kreacje, które tworzysz?

Odważne. Ludzie czasem mogą mieć problem z ich założeniem, bo nie są to klasyczne stroje do pracy, a najczęściej wieczorowe kreacje na czerwony dywan. Docelowo tworzę dla luksusowego odbiorcy. Łatwiej też mi się projektuje dla kobiet, bo gdy szyję dla mężczyzn, czuję się lekko ograniczony. Moda dla kobiet oferuje dużo więcej możliwości.

Dlaczego zdecydowałeś się na udział w programie?


Oglądałem pierwszą edycję ze znajomymi. Namawiali mnie, abym zaryzykował i zgłosił się do "Project Runway". Uznałem, że nie mam nic do stracenia. Wiedziałem, że niebawem kończę szkołę i muszę wybrać studia, ale nie byłem pewny, czy powinienem wiązać swoje życie z projektowaniem, czy będę się w stanie z niego utrzymać. Program utwierdził mnie w przekonaniu, że to była dobra decyzja.

Masz też pracownię w Nowym Porcie. Jak to się stało, że otrzymałeś ją od Stowarzyszenia Nowy Port Sztuki?

W wieku 15 lat zacząłem chodzić na zajęcia plastyczne organizowane przez Stowarzyszenie, byłem tam też wolontariuszem. Niedługo później przenieśliśmy się do dawnego hotelowca w Nowym Porcie przy ul. Wyzwolenia 49 zobacz na mapie Gdańska, gdzie "wprowadzili" się artyści. Któregoś dnia zapytałem, czy znajdą dla mnie miejsce, w którym będę mógł zorganizować pracownię. Otrzymałem pomieszczenie, które było w opłakanym stanie i wymagało kapitalnego remontu. Nie pochodzę z bogatej rodziny - utrzymywały mnie moja mama oraz babcia, więc pracowałem przez całe wakacje, m.in. smażyłem ziemniaczane sprężynki na Jarmarku Dominikańskim, aby uzbierać potrzebną kwotę na remont i dzięki wsparciu znajomych, udało mi się stworzyć przestrzeń dla siebie. W końcu miałem swoje miejsce, gdzie mogłem spokojnie pracować. Wtedy też poczułem, że się rozwijam, bo w szybkim tempie zaczęły powstawać moje kolejne projekty.


Uczysz się w Zespole Szkół Zawodowych nr 9 w Gdańsku. Kilka miesięcy temu głośno było o przeniesieniu placówki do Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego nr 3. Jak zareagowałeś na tę wiadomość?

Kiedy to się działo, byłem w Warszawie na nagraniach. Wracam do Gdańska, a znajomi mówią, że chcą zamknąć szkołę. Byłoby mi przykro, gdyby te plany doszły do skutku, zwłaszcza że szkoła wiele mi dała. Zanim tam trafiłem, prawie nic nie umiałem. Nie wiedziałem nawet jak obsłużyć maszynę do szycia. Pójście do niej było świadomym wyborem, bo chciałem się nauczyć rzemiosła.

Jak przyjęto w szkole twój udział w programie? Nauczyciele nie bali się, że maturzysta zniknie na prawie dwa miesiące?

W szkole spotkałem się ze wsparciem, ale i tak był to dla mnie trudny okres. Nie dość, że spędzałem dużo czasu na nagraniach do programu, to jeszcze zbliżała się wielkimi krokami matura oraz zakończenie szkoły, a zależało mi na dobrych wynikach. Musiałem jeszcze stworzyć kolekcję finałową do "Project Runway". Przez dwa miesiące wstawałem rano na lekcje, wracałem do domu, uczyłem się, a potem do 1 w nocy siedziałem w pracowni. Były obawy, że nie podołam, ale okazało się, że dobrze funkcjonuję, gdy mam dużo wyzwań i zadań. Praca pod presją czasu mobilizuje mnie do jeszcze intensywniejszego działania.

Z tego, co wiem, masz najlepszą średnią wśród tegorocznych maturzystów w szkole.


Tak, to prawda. Wiedziałem, że skończę szkołę nawet mimo przerwy, ale jestem takim prymusem, że chciałem mieć możliwie najlepsze wyniki. Nie zniósłbym, gdybym miał na świadectwie np. dwóję. Nigdy zresztą na świadectwie nie miałem tak niskiej oceny, bo nauka nie sprawiała mi trudności. Kończę więc technikum z czerwonym paskiem.

Co dalej po maturze?


Planuję studia w Warszawie. Chcę się skupić na tworzeniu wykrojów 2 i 3D, czyli nauczyć projektowania od strony czysto technicznej. Wizję mam już w głowie, jej nie można się nauczyć, choć można oszlifować. Natomiast pozostałą wiedzę z m.in. prowadzenia firmy, tworzenia kolekcji, trzeba zdobyć. Uczyć się będę zaocznie, bo równocześnie chcę pracować nad debiutancką kolekcją. Już w lipcu wyjeżdżam do stolicy, by jak najszybciej zacząć tworzyć. Trzeba kuć żelazo, póki gorące.

Wróćmy do programu. Byłeś najmłodszym uczestnikiem drugiej edycji. Spotkałeś ludzi nie tylko starszych, ale też bardziej doświadczonych. Niektórzy z nich projektowali także dla polskich gwiazd. Jak się wśród nich odnalazłeś?

Na początku było mi bardzo ciężko, byłem zrezygnowany i modliłem się, aby tylko nie odpaść w pierwszym odcinku. Początkowo nie mogłem z nimi konkurować - niektórzy mieli własne firmy, ubierali znanych ludzi, otrzymywali zlecenia od zagranicznych klientów. Wydawało mi się, że jestem na straconej pozycji. Na szczęście dość szybko się zaaklimatyzowałem i wyczułem rywali. Forma programu również mi odpowiadała, mam na myśli wyzwania, pracę pod presją czasu, konieczność improwizowania. Widziałem też, że nie wszyscy dają radę, niektórzy uczestnicy potrzebowali do projektowania ciszy i spokoju. Kolejne sukcesy jeszcze bardziej mnie podbudowały.

Czy w programie naszpikowanym kamerami, z ciągłą rywalizacją, możliwa jest przyjaźń między uczestnikami?

Tak, jest możliwa, choć nie dla wszystkich. Przyjaźnię się z niektórymi uczestnikami, zwłaszcza finalistami, ale też od samego początku powtarzałem, że do "Project Runway" przyszedłem wygrać, a nie szukać znajomych.

Ile prawdy jest w tym, co widzieliśmy na ekranie? Czy program pokazał Michała Zielińskiego?

Akceptuję siebie w tym programie i nie żałuję niczego, co tam powiedziałem czy zrobiłem, choć wiem, że pewne cechy mojego charakteru, jak np. pewność siebie, zostały mocno podkreślone. Byłem sobą w warunkach takich, jakie zostały narzucone, czyli atmosferze rywalizacji. Zapewniam, mam też ludzkie cechy, nie jestem wypruty z emocji. (śmiech)

Małgorzata Rozenek, gość specjalny programu, zwróciła ci uwagę, że jesteś zarozumiały.

Nie mam problemu z akceptacją swojego charakteru. Wiem, że czasem mogę wydawać się zbyt wyniosły, ale jeśli np. uważam, że mój projekt jest świetny, to głośno to mówię. W tym biznesie trzeba mieć pewność siebie, bo jeśli coś komuś sprzedajesz, musisz być tego pewny. Jeśli sam nie jestem zadowolony ze swojego projektu, to jak ktoś inny ma go docenić?

Główną nagrodą w "Project Runway" jest 100 tys. zł. Wiesz już, na co przeznaczysz wygraną?

Przede wszystkim na stworzenie pracowni w Warszawie. Muszę też założyć stronę internetową oraz zacząć budować swoją markę. Od czerwca moje rzeczy będą już do kupienia w jednym z warszawskich butików.

Wychowałeś się w falowcu w Nowym Porcie. Jesteś chłopakiem z blokowiska, który dużo czasu spędzał na podwórku, a w domu się nie przelewało. Dziś wielki świat stoi przed tobą otworem. Trochę jak w bajce...

To prawda! Bardzo lubię Nowy Port, nigdy żadna przykrość mnie tam nie spotkała, ale kiedyś, jak wyszedłem ze znajomymi, którzy również bawią się modą, ludzie czasem na nas zwracali uwagę, niektórzy krzywo się patrzyli. Teraz po programie oswoili się ze mną, wręcz mnie wspierają. Zaczepiają na ulicy, życzą powodzenia. To bardzo miłe, choć nie czuję się gwiazdą, po prostu robię to, co lubię.

Stolica to rozwój i nowe możliwości, ale też wiele niebezpieczeństw i pokus. Nie boisz się, że uderzy ci do głowy sodówka? Mimo komercyjnego sukcesu na koncie, wciąż jesteś bardzo młodym człowiekiem.

Wiem, co mam robić i nie mam ochoty nikogo zapewniać, że się nie zmienię. To pokaże moje zachowanie i to, jak będę pracować. Sferę prywatną odcinam od zawodowej, dlatego tworzę pod marką Vandis, żeby ludzie odbierali mnie przez moje projekty. Nie kręci mnie życie celebryckie, będę się starał trzymać od niego z daleka.

Będziesz tęsknić za Gdańskiem po przeprowadzce do Warszawy?

Bardzo. Gdańsk zawsze będzie moim miastem i domem, tutaj mam rodzinę i przyjaciół. Spędziłem tu najlepsze chwile w życiu.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (91)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Najnowsze wiadomości

Kalendarz imprez

kalendarz

Zdjęcia z imprez

    Nowe lokale

    Najczęściej czytane