Zakończony właśnie festiwal Animation Now! z sukcesem przekonuje niedowiarków, że współczesna animacja to w pełni dojrzałe kino oraz pełnoprawna dziedzina sztuki współczesnej, której twórcy coraz śmielej porzucają kinowe sale na rzecz innych form wyrazu.
Nikt jednak nie narzekał, że ktoś komuś zasłania swoim cieniem obraz. W opartej na technice tzw. videomappingu instalacji "Cast a shadow" właśnie o zasłanianie światła projektorów chodziło. Cień uruchamiał dźwięk i obraz, dzięki czemu widzowie kierowali wyświetlanymi animacjami, samodzielnie dekorując nimi wybrane elementy wnętrza.
Ciekawa była trójwymiarowa animacja, którą artyści umieścili na piętrze budynku. Stając przed specjalnym urządzeniem wychwytującym ruch i ruszając dłonią, widz sterował kursorem wyświetlanym na ekranie przed nim. Za jego pomocą można było zmieniać kolory i kształty obrazu, czyli w czasie rzeczywistym dowolnie ingerować w oglądaną animację.
Gdyńskie zakończenie festiwalu świetnie pokazuje, w jaki sposób współcześni artyści rozumieją sztukę animacji. To oczywiście wciąż przede wszystkim tworzone przeróżnymi technikami, czasami niezwykle wymagającymi i pracochłonnymi, filmy. Na równi z nimi stoi jednak animacja postrzegana jako niezależna od kinowego ekranu dziedzina nowoczesnej sztuki. Inne festiwalowe wydarzenie - performance czeskiego duetu Mateřídouška - pokazało, że rodzajem animacji może być nawet aktorskie show. Tańcząca w rytm transowej muzyki i przebrana w bajkowe, zakrywające twarz kostiumy aktorka sprawiała wrażenie postaci, która uciekła z ekranu dziecięcej kreskówki.
Podczas pięciu festiwalowych dni nie zabrakło oczywiście projekcji kinowych. W salach gdańskiego Kina Kameralnego i gdyńskiego Klubu Filmowego wyświetlono łącznie kilkadziesiąt najnowszych krótko i pełnometrażowych filmów. Z jednej strony był to przyspieszony kurs z technik współczesnego tworzenia animacji - od klasycznej, rysunkowej i japońskiej anime, przez poklatkową i kukiełkową, po trójwymiarowe komputerowe efekty.
Z drugiej strony, Animation Now! niestrudzenie przypomina, że kino animowane to nie tylko bajki dla dzieci, ale także bardzo szeroki segment kina równie ważnego, co filmy fabularne z żywymi aktorami. Dowodem na to jest odbiór jednego z najciekawszych obrazów tegorocznej edycji, polsko-rumuńskiego filmu "Crulic. Droga na drugą stronę". Ten obnażający biurokrację i znieczulicę systemu państwowego dokument o niesłusznie skazanym więźniu, który umiera w areszcie na skutek strajku głodowego, na prestiżowym festiwalu w Locarno był jedyną animacją, która dostała się do konkursu głównego obok "żywych" fabuł.
Innym wyświetlanym podczas festiwalu filmem, który swobodnie mógłby konkurować z filmami nieanimowanymi, był romans "Chico&Rita" z mistrzowsko skomponowaną ścieżką dźwiękową z piękną latynoamerykańską muzyką i rozbudowanym scenariuszem wiernie oddającym codzienność lat 50. na Kubie. W bogatym programie filmowym warto było również zobaczyć pasmo dowcipnych historyjek o seksie i erotyce, tematach rzadko kojarzonych z animacją. Uzupełnieniem programu festiwalu zorganizowanego przez Stowarzyszenie A Kuku Sztuka było kilka bloków warsztatowych prowadzonych przez polskich i czeskich twórców animacji.


na liście wydarzeń.















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.