Wiadomości

stat

Historia jak z filmu: połączyła nas miłość do tańca

"Odeszłam od myślenia o tym, co mogłabym jeszcze osiągnąć, chciałabym po prostu szczęścia dla naszej rodziny."
"Odeszłam od myślenia o tym, co mogłabym jeszcze osiągnąć, chciałabym po prostu szczęścia dla naszej rodziny." mat. prasowe

Poznali się w Stanach, ona była młodą polską florecistką, na którą czekało miejsce w drużynie narodowej, on pochodził z Meksyku i był gwiazdą klubu tanecznego. Uczucie, które ich połączyło, wywróciło ich życie do góry nogami. Alicja i Ricardo Lara spotkali się ze mną zaraz po prowadzonych wspólnie zajęciach tańca, towarzyszył nam Alex, ich roczny synek.



Aleksandra Wrona: Florecistka z Polski i tancerz z Meksyku, jak to się stało, że spotykamy się dziś w Gdańsku, po prowadzonych przez was wspólnie zajęciach tańca?

Alicja Lara: To długa historia... Ricarda poznałam w Stanach, niedaleko Chicago, to była przez chwilę nasza wspólna ziemia. Byłam tam na stypendium sportowym na Uniwersytecie Notre Dame. Chciałam pojechać tylko na cztery lata, skończyć studia, zdobyć doświadczenie i wrócić, ale na ostatnim roku moja profesor od hiszpańskiego zabrała mnie do klubu tanecznego, w którym uczył Ricardo. Był tam gwiazdą, wszystkie dziewczyny chciały z nim tańczyć, ale między nami coś zaiskrzyło, choć nie miałam w tańcu żadnego doświadczenia. Od tego wszystko się zaczęło, więc postanowiłam zostać w Stanach dłużej.

Pojechałaś do Stanów na stypendium sportowe, byłaś dobrze zapowiadającą się florecistką. Jak to się stało, że przestałaś trenować szermierkę?

Alicja: Podczas studiów cały czas trenowałam, walczyłam w akademickich mistrzostwach Stanów Zjednoczonych, trzy razy udało mi się wygrać, za czwartym razem byłam druga. Pojechałam również na Mistrzostwa Europy, na których zajęłam miejsce w pierwszej ósemce. W momencie, kiedy poznałam Ricarda, zakochałam się w tańcu i nagle ta szermierka zeszła na dalszy plan. Mogłam wrócić do Polski, gdzie czekało na mnie miejsce w drużynie narodowej, ale postanowiłam posłuchać serca i zostać w Stanach, ta decyzja sama w sobie była zamknięciem kariery sportowej. W pewnym sensie zrezygnowałam z niej dla miłości, ale nigdy tego nie żałowałam, to przyszło mi bardzo naturalnie i nie zastanawiałam się nad tym zbyt długo. Miłość była dla mnie zawsze najważniejsza.

A skąd decyzja, żeby wspólnie przyjechać do Polski?

Alicja: Najpierw przeniosłam się z Chicago do Londynu i to tam budowaliśmy swoje życie. Niestety, jakiś czas później moja mama bardzo zachorowała, więc powoli, z czasem przenieśliśmy się tu. Właściwie wciąż się przenosimy, bo tak naprawdę nie jesteśmy przekonani, czy chcemy tu zostać na zawsze. Teraz Polska jest naszym miejscem, ale dużo podróżujemy, szczególnie ja, bo wymaga tego moja praca.

Ricardo, pamiętasz swój pierwszy przyjazd do Polski? Jakie były twoje wrażenia?

Ricardo Lara: Już w Stanach Zjednoczonych spotkałem się z dużym rasizmem, dlatego bałem się wyjazdu do Polski, gdzie Meksykanie to bardzo mała mniejszość. Z jednej strony się bałem, a z drugiej czułem ekscytację, byłem ciekawy, jak wygląda kraj Alicji.

Alicja: Warto wspomnieć, że przed przyjazdem Ricarda do Polski nie widzieliśmy się przez cały rok. Ja musiałam przeprowadzić się do Londynu, a Ricardo wrócić do Meksyku. Po przyjeździe do Polski przeżył nie tylko szok związany z nowym krajem, ale też po roku rozłąki spotkał się ze mną.

Ricardo: Byłem bardzo szczęśliwy, że widzę Alicję, a jednocześnie był między nami pewien dystans. Alicja czuła go nawet bardziej niż ja. Zajęło nam trochę czasu, żeby znów się do siebie zbliżyć.

Alicja: Żeby tego było mało, Ricardo przyjechał w Święta Bożego Narodzenia i od razu się strasznie rozchorował, cała rodzina skupiła się wokół niego.

Ricardo: Przed przyjazdem do Polski byłem przez osiem miesięcy w Meksyku, gdzie były 32 stopnie. Przyjechałem do Polski, gdzie było minus siedem, dlatego tak mnie rozłożyło!

Zostaliście już później w Polsce?

Ricardo: Najpierw mieszkaliśmy w Londynie, a potem lataliśmy wte i wewte między Polską a Londynem, wyglądało to mniej więcej tak: 3 tygodnie w Londynie, kilka dni w Polsce.

Alicja: To się powoli zmienia, choć dalej dużo podróżujemy, szczególnie ja ze względów zawodowych, pracuję w rekrutacji, przy międzynarodowych projektach, co wymaga częstych podróży.

Monika Grzelak: Czerpię radość z drobiazgów

Ricardo, co teraz myślisz o Polsce? Jakie widzisz różnice między polską a meksykańską mentalnością?

Ricardo: Latynosi, ale też Amerykanie, mają sposób myślenia i zachowywania się zdecydowanie inny od polskiego. Na początku czułem się dziwnie, wszyscy byli tu tacy poważni.

Alicja: Kiedy Ricardo zaczynał uczyć tańca, ludzie z jego grupy wydawali mu się bardzo konserwatywni i mało emocjonalni. Ricardo był zdezorientowany, nie wiedział, czy ludziom podobają się jego zajęcia. Żartował, ale nikt nie odpowiadał...

Ricardo: Myślałem, że moja grupa mnie nie lubi. Najważniejszym wyzwaniem było nauczenie się Polaków, tego, jak zbudować z nimi więź. Powoli niektórzy zaczęli ze mną rozmawiać, krok po kroku uczyłem się mojej grupy. Lubię żartować w trakcie zajęć, ale kiedy nie ma wzajemnego porozumienia, to to zupełnie nie działa. Kiedy nauczyłem się tego, jak zachowuje się moja grupa, jak przeżywa emocje, nareszcie poczułem, że zaczynamy się rozumieć. Teraz już dużo się razem śmiejemy.

Alicja: Tak, teraz na zajęciach panuje świetna atmosfera. Nawet ja, kiedy uczę razem z Ricardem, czuję to, jak się relaksuję i zapominam o stresach i zmartwieniach. Ricardo kradnie serca swoich uczniów, rok temu został wybrany najpopularniejszym instruktorem na Pomorzu, wygrał nawet z instruktorkami pole dance!

Ricardo: Ucząc, czuję się spełniony. Najbardziej lubię, kiedy moi uczniowie mówią mi, że cały tydzień czekali na moje zajęcia.

Kiedy pierwszy raz poczułeś pasję do tańca?

Ricardo: Wszystko zaczęło się, kiedy byłem w Stanach. Dorastając, słuchałem wyłącznie rockowej muzyki, nosiłem długie włosy i machałem nimi na koncertach. Którejś nocy, po pracy, usłyszałem w lokalnym radiu o klubie, w którym grają salsę i merengue, postanowiłem tam zajrzeć. To taka życiowa ironia, że ja, Latynos, brałem lekcje tańca od instruktora z Libanu! To były moje pierwsze kroki w tym świecie. W Stanach uczyłem się salsy, bachaty i merengue od instruktorów z całego świata, później pojechałem do Chicago i Kalifornii, żeby uczyć się salsy bardziej profesjonalnie. Teraz praktycznie nie mogę żyć bez tańca.

Alicja: Kiedy poznałam Ricarda powiedział mi, że taniec to więcej niż pasja, to styl życia.

Ricardo: W pewnym momencie pasja staje się stylem życia, sposobem na nie. Pamiętam, jak dwa lata temu byłem bardzo chory w walentynki, tańczyłem wtedy z Alicją w szpitalu.

Alicja: Warto dodać, że prosto ze szpitala pojechał prowadzić swoje zajęcia taneczne, wypisał się wcześniej, żeby zdążyć na czas. Bywało też tak, że Ricardo tańczył posługując się tylko jedną ręką, bo drugą miał w gipsie...

Ricardo: Po operacji kolana nie mogłem sam tańczyć, użyłem więc stojaka, żeby sobie pomóc.

Alicja: Tak, a ostatnio tydzień po operacji barku znów tańczył. Jego nie da się zatrzymać!

A ty, Alicjo, kiedy poczułaś, że taniec jest dla ciebie czymś więcej?

Alicja: Jakoś tak... chyba od razu zakochałam się w tańcu...

Najpierw w tańcu czy najpierw w tancerzu?

Alicja (śmiech): Trudno powiedzieć... Chyba najpierw w tańcu, chociaż między mną a Ricardo od razu była chemia, co sprawiało, że taniec był niesamowicie przyjemny, przepływała przez nas energia, w tym tańcu było coś, co nas połączyło.

(Naszą rozmowę na chwilę przerywa mały Alex, który próbuje zwrócić na siebie uwagę rodziców. Alicja tłumaczy, że chłopiec świętował dzisiaj swoje pierwsze urodziny i może być trochę zmęczony po przyjęciu.)

Ricardo: Alicja tańczyła przez całą ciążę, aż do samego porodu. W czwartek wieczorem była jeszcze na zajęciach, a w piątek rano już na porodówce. Trochę bałem się o jej zdrowie, ale ona przekonywała mnie, że to jedna z niewielu rzeczy, która ją uszczęśliwia w ostatnich dniach ciąży.

Alicja: Jestem taką pasjonatką tańca, że tańczyłam dopóki mogłam. Z ciążą wszystko było w porządku, a mi to naprawdę służyło. Mam wrażenie, że to dzięki tańcowi przeszłam przez ciążę tak lekko i w sumie przyjemnie.

Co robicie, kiedy nie tańczycie? Jak spędzacie wolny czas?

Alicja: Nie lubimy siedzieć bezczynnie w domu. Jeśli mamy chwilę wolnego, staramy się gdzieś pojechać, choćby nad morze. Lubimy być aktywni, zbierać doświadczania, odkrywać nowe rzeczy.

Ricardo: Przez prawie miesiąc, który spędziliśmy w Meksyku, prawie wcale nie korzystaliśmy z taksówek, cały czas chodziliśmy. Dzięki temu można cieszyć się miejscami, ludźmi... Nawet kiedy jadę pociągiem, jestem przyklejony do szyby, żeby jak najwięcej zobaczyć.

A jeśli nie taniec to...? Czym byście się zajmowali?

Ricardo: Nie wiem, może bym się zestarzał? Byłbym stary i bardzo, bardzo smutny.

Alicja: Moje życie na pewno byłoby inne, prawdopodobnie nie spotkałabym Ricarda, wróciła dużo wcześniej do Polski... Trudno powiedzieć, ale myślę, że nie byłoby tak kolorowe jak teraz.

Ricardo: Myślę, że moje życie byłoby bardzo nudne, zwyczajne i dołujące. Taniec jest dla mnie bardzo ważny, daje mi spełnienie.

Jakie są wasze plany i marzenia na przyszłość?

Alicja: Przez ostatnie lata moja perspektywa zupełnie się zmieniła, przeżyłam dużo ciężkich momentów, odeszło dużo ludzi, których bardzo kochałam, przyszły inne osoby, które bardzo kocham. Odeszłam od myślenia o tym, co mogłabym jeszcze osiągnąć, chciałabym po prostu szczęścia dla naszej rodziny, oraz tego, żeby się jeszcze powiększyła.

Ricardo: Zainicjowałem takie wydarzenie, podczas którego sprowadzam do Polski różnych tancerzy z zagranicy i organizuję z nimi warsztaty. Teraz jest to małe przedsięwzięcie, rok temu przyjechała tu jedna para, w tym roku dwie, chciałbym, żeby kiedyś przyjechało ich około dwudziestu, żeby to przekształciło się w dużą imprezę. A któregoś dnia... czemu by nie otworzyć własnej szkoły tańca? Jest jeszcze mnóstwo rzeczy, które mogą się zdarzyć.

Alicja: Ja mam jeszcze jedno takie małe marzenie... Lubię czytać i pisać, marzy mi się blog o życiu polsko-meksykańskim, nawet trochę zaczęłam w tym działać, ale brakuje mi na to czasu. Może w przyszłości napisałabym własną książkę.

Ricardo: To wycieczka do Meksyku tak zainspirowała Alicję.

Alicja: Tak, zakochałam się w Meksyku.

Myśleliście o tym, żeby się tam przenieść?

Alicja: Przeszło nam przez myśl, żeby tam zostać. Było naprawdę pięknie, a ja czułam się jakbym od dawna znała Meksyk. Nie jesteśmy przywiązani do jednego miejsca, dom jest tam, gdzie są bliscy ludzie, dlatego rozważamy różne opcje, może kiedyś wylądujemy w Meksyku. Na razie chcielibyśmy pomieszkać tam parę miesięcy, jednak boję się, że jest to trochę nieobliczalny kraj. Z jednej strony jest piękny, z drugiej nieprzewidywalny, trochę bałabym się budować tam życie rodzinne, ale niczego nie wykluczamy. Nie wiadomo, gdzie będziemy za rok.

Ricardo: Mimo tego, że Meksyk jest moim krajem rodzinnym, myślę, że nie mógłbym tam żyć. Już tak długo mieszkam poza Meksykiem, że znalazłem tu swój sposób życia, którego nie mógłbym mieć w Meksyku. Kiedy tam jadę, jestem bardzo szczęśliwy, że spotkam się z rodziną i przyjaciółmi. Z chęcią zostałbym tam z trzy miesiące, pozwiedzał, pomieszkał, ale wrócić tam i żyć na stałe? Nie sądzę, żebym jeszcze potrafił. Może i bym mógł, ale nie byłbym szczęśliwy.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (13)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Najnowsze wiadomości

Kalendarz imprez

kalendarz

Zdjęcia z imprez

    Nowe lokale

    Najczęściej czytane