Wiadomości

stat

Jachimek pyta: gdzie się podziały tamte ogniska?

felieton w trojmiasto.pl

Wirtuozi gitary podczas ognisk są fajni, ale też mogą być utrapieniem, bo bawią się w solówki i jakieś takie zawijasy. A tu trzeba rytmicznie, prosto, do przodu! Herbatka stygnie, zapada zmrok, a nie że Carlos Santana i cis7/5-.
Wirtuozi gitary podczas ognisk są fajni, ale też mogą być utrapieniem, bo bawią się w solówki i jakieś takie zawijasy. A tu trzeba rytmicznie, prosto, do przodu! Herbatka stygnie, zapada zmrok, a nie że Carlos Santana i cis7/5-. Fotolia/nd3000

Nasz naród, podobnie zresztą jak każdy inny, ma kilka niewątpliwych zalet. Niestety, jakby nie patrzeć, nie możemy wśród tych zalet umieścić wspólnego muzykowania. Oprócz "Sto lat" i "Polskaaaa biało-czerwoni" śpiewamy rzadko i raczej niechętnie. Wyjątkiem od tej reguły są ogniska, przy których gitarzyści za pomocą trzech akordów akompaniują rozśpiewanej gawiedzi. Ale i te ogniska zdają się z wolna tracić swój blask.



Czy lubisz śpiewanie przy ognisku?

tak, organizuję takie imprezy lub biorę w nich udział

24%

tak i sam(a) gram na gitarze

11%

tak, ale częściej słucham niż śpiewam

24%

kiedyś tak, dziś już raczej nie

24%

nie, to przestarzała forma spędzania wolnego czasu

3%

nie, to nie moje klimaty

8%

nigdy nie byłem(am) na takim ognisku

6%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 411
Przyznam się szczerze: jestem wielbicielem takich imprez. Uwędzone ubrania noszę potem z dumą i chrypię z rozkoszą. Porzucam każdą toczącą się rozmowę, gdy słyszę, że ktoś gdzieś zaczyna brzdąkać na gitarze. I zdaję sobie sprawę: to nie jest, jakby to powiedział ktoś młody, trendy. Atrakcyjność medialna ognisk porównywalna jest z zawodami w szydełkowaniu tunezyjskim (bo jest takie), a wiele osób na hasło "ej, może pośpiewamy?", przypomina sobie nagle, że ma właśnie pilny wyjazd do Radomia.

Przeczytaj więcej felietonów Szymona Jachimka

Ale! Nieraz byłem świadkiem, gdy nawet ci abnegaci muzyczni dawali się wciągać we wspólne wycie do księżyca. Mamy w sobie chęć, niestety systematycznie tłamszoną i niwelowaną, by razem wyśpiewywać nasze troski, radości oraz to, że Baśka miała fajny biust. Ostatecznie - ile można gadać o Lewandowskim, "apkach" i polityce? Ja wiem, że dużo. Ale jestem przekonany, że znacznie lepiej wznieść się na muzyczne wyżyny. Albo chociaż na jakiś taki niewielki wzgórek.

Śpiewanie przy ognisku ma swoje drobne rytuały i reguły. Są osoby, które nie wyobrażają sobie, by nie zagrać "Whisky" Dżemu. I przeciwnie, są tacy, którzy uważają "Whisky" za najbardziej zgrany numer na świecie. Osobiście wychodzę z założenia, że ten numer nie jest taki najgorszy. Dla mnie najgorsze są "Hej, sokoły". Serio, gdy słyszę, że wsiada na koń kozak młody, chcę pogonić chór kijem od kiełbasek.
Atrakcyjność medialna ognisk porównywalna jest z zawodami w szydełkowaniu tunezyjskim (bo jest takie), a wiele osób na hasło "ej, może pośpiewamy?", przypomina sobie nagle, że ma właśnie pilny wyjazd do Radomia.


Innym problemem jest zróżnicowanie poziomu wykonawców. Nie sprawdzają się ani ci tragiczni, ani ci świetni. Tragiczni - wiadomo. A świetni... Narzekają, że tonacja nie taka, że dolna "E" nie stroi, że najlepiej na sześć głosów... Wirtuozi gitary też mogą być utrapieniem, bo bawią się w solówki i jakieś takie zawijasy. A tu trzeba rytmicznie, prosto, do przodu! Herbatka stygnie, zapada zmrok, a nie że Carlos Santana i cis7/5-.

Co nie zmienia faktu, że jaki by gitarzysta nie był, jest najważniejszy. Jemu donosi się piwo, jemu oświetla się śpiewnik (albo trzyma smartfona), to on wreszcie decyduje o doborze repertuaru. Jego trzy magiczne słowa - "tego nie kojarzę" - powodują, że na nowo trzeba przeczesywać pamięć w poszukiwaniu evergreenów. Na nim wreszcie, o ile tylko nie schrzani swojej roboty, skupia się uwaga płci przeciwnej.

Nic więc dziwnego, że sam co jakiś czas chwytam za wiosło i zamieniam każdy oddech w niespokojny wiatr. I wierzę, że chociaż częściej słychać dźwięki cymbergaja i automatu z workiem bokserskim niż chóralne śpiewy, to ta umiejętność jeszcze mi się przyda.

Zresztą - byłem niedawno w Bieszczadach i znienacka poznałem grupkę 19-latków ze Szczecinka, którzy: a) mieli śpiewniki; b) mieli gitarę; c) umieli ją nastroić. Co prawda stwierdzili, że nie lubią Heya, ale lubią Wilki (?!), niemniej - jest nadzieja, że nie wszystko stracone. A jeśli ktoś w komentarzach napisze, że te moje lamenty są nieuzasadnione, bo imprez z gitarą jest bez liku, tym bardziej się ucieszę i pójdę coś zagrać. Może być nawet i "Whisky".

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (54)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Najnowsze wiadomości

Kalendarz imprez

kalendarz

Zdjęcia z imprez

    Nowe lokale

    Najczęściej czytane