Wiadomości

stat

Fotografka z Gdańska, która nie boi się dalekich podróży

Magda Jończyk podczas jednej ze swoich dalekich podróży (na zdjęciu: Indie. W lokalnym autobusie w Radżastanie).
Magda Jończyk podczas jednej ze swoich dalekich podróży (na zdjęciu: Indie. W lokalnym autobusie w Radżastanie). fot. Magda Jończyk

- Idąc z trudem na wysokości 4 tysięcy metrów w Himalajach przestań myśleć o tym, że bijesz swój kolejny rekord wysokości, że chciałeś być pierwszy, a zupełnie nie jesteś w formie. Rozejrzyj się, zatrzymaj na chwilę, złap oddech i pomyśl, patrząc na mapę świata, gdzie jesteś i jakie to szczęście, że możesz tu być - o podróżach, tych samotnych i grupowych, pokonywaniu granic i szukaniu własnego miejsca rozmawiamy z Magdą Jończyk, podróżniczką i fotografką z Gdańska.



Alicja Olkowska: Pamiętasz pierwszą podróż, podczas której pomyślałaś, że podróżowanie jest twoją pasją i chcesz więcej?

Magda Jończyk: Nie byłam wielką eksploratorką, ale przeżyłam kilka fajnych przygód w Pirenejach, Atlasie, Tatrach. Miałam za sobą włóczęgi z plecakiem i nocowanie na lotniskach. Ale dopiero kiedy wróciłam z pierwszego wyjazdu w Himalaje, wiedziałam, że już nic nie będzie takie samo. Zaczęłam odliczać dni do kolejnej podróży. Zasmakowałam w Azji, zobaczyłam wyczekiwane górskie kolosy, doświadczyłam zmieniających się i coraz trudniejszych warunków, a przede wszystkim poznałam mieszkańców tego nieprzyjaznego życiu rejonu świata i zakochałam się. Zakochałam się w niedostępności wysokich gór, w przestrzeni, prostocie życia i nade wszystko w ludzkiej serdeczności. Nauczyłam się pokory, cierpliwości i szacunku do człowieka.
Sama byłam kilkakrotnie w Indiach, gdzie korzystałam z publicznego transportu, w Nepalu nieraz samotnie wędrowałam w Himalajach i nigdy nie miałam przykrych historii związanych z tym, że byłam bez towarzystwa czy dlatego, że jestem kobietą.


Podróżujesz w odległe rejony świata. Gdzie najdalej dotarłaś i jakie nieprzyjazne turystom krainy zwiedziłaś?

Najbardziej odległa kulturowo była podróż przez Chiny. 3 miesiące, 11 tys. kilometrów przemierzonych pociągami, autobusami, stopem. To był intensywny i niezmiernie fascynujący czas od momentu pieszego przekroczenia granicy laotańsko-chińskiej po dotarcie do zachodnich rubieży, skąd słynna Karakorum Highway prowadzi przez wysokie góry Pakistanu. Zmieniały się twarze, języki, pejzaż, klimat, religie. A wszystko było dla mnie nowe i zaskakujące.

Kunming było pierwszym większym miastem, w którym się zatrzymałam. 7 milionów mieszkańców, a o poranku powszedniego dnia, kiedy to ludzie śpieszą do pracy, na ulicach panowała dziwna cisza. Pojazdy, prywatne samochody, skutery były napędzane prądem. Jedynie miejskie autobusy zbliżały się z warkotem spalinowego motoru. Odgórną decyzją, w bardzo krótkim czasie silniki elektryczne zastąpiły spalinowe. Idziesz ulicami nowoczesnego miasta, z ogromnymi wieżowcami, obserwujesz ruch na drodze, ale bez fonii. Obce uczucie. W pewien sposób było to niebezpieczne, nie słyszałam zbliżającego się za moimi plecami samochodu. Jednocześnie w tym samym nowoczesnym mieście na chodniku mijasz ubrane w tradycyjne stroje młode Tybetanki niosące niemowlaki na plecach, za rogiem tata Chińczyk wysadza synka na siusiu na schodach supermarketu, a potem z wnuczkiem to samo robi babcia w autobusie i złota strużka płynie do ostatniego siedzenia mijając wszystkich pasażerów. Inny świat.

Samotna podróż do dalekich, egzotycznych krajów to:

fajny pomysł, ale raczej dla odważnych

34%

duże ryzyko dla niedoświadczonych podróżników

26%

głupota, lepiej nie ryzykować

10%

najlepszy sposób na poznanie kraju i jego mieszkańców

30%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 199
Szukałam straganów z tanimi ciuchami, a znajdowałam wyłącznie ekskluzywne butiki. Nic nie było takie, jak można się było spodziewać. Okazało się, że turystyka w Chinach jest bardzo droga, a bilety wstępu często kupuje się w pakietach. Papierowe przewodniki nie nadążają z aktualizacją informacji. Wejście na wydmę w Dunhuang, miasto położone na granicy pustyni Gobi, kosztuje 180 zł. Bilet wstępu na betonową platformę z widokiem na pasmo ze świętą górą Kawa Karpo w Deqin jest do kupienia w pakiecie z wejściem pod wodospad oddalony o 100 km i kosztuje 260 zł. Starówki miast, jak w historycznym Lijangu, rozrastają się, przybywa nowych "antycznych" budynków, aby zaspokoić żarłocznego smoka chińskiej turystyki. To samo dzieje się z Tybetem. Powstają nowe-stare świątynie, a istniejące są odmalowywane i gotowe na turystyczną inwazję bogatych Chińczyków ze wschodu.

Rzucić wszystko i wyjechać na Islandię. Artyści z Trójmiasta o miłości do dzikiej wyspy


A co z komunikacją? W jakim języku rozmawiałaś z napotkanymi po drodze ludźmi?

Bardzo trudno było znaleźć kogoś mówiącego po angielsku. Trzeba było rysować i odważnie gestykulować, aby zaczerpnąć skrawków informacji, które często okazywały się być zupełnie nieprawdziwe. Szukanie kasy biletowej, kupowanie biletów, zamawianie w restauracji było niezłą akrobacją. Z pomocą przychodził Google Translator, ale i on miał szansę zadziałać jedynie przy dwóch słowach. Więcej słów wprowadzało tylko chaos i dziwną reakcję. Normalnie w kontaktach za granicą pomaga znajomość kilku słów, takich jak "dzień dobry", "dziękuję". W Chinach to zupełnie nie działało. Albo akcent nie ten, albo wymowa niewłaściwa. Faktem jest, że dla większości mieszkańców język mandaryński jest ich drugim językiem, bo w domach porozumiewają się w swoim własnym, więc i zrozumieć kogoś obcego nie jest łatwo i sympatia do języka niewielka.

Mimo wielu trudności i irytujących sytuacji była to podróż, która zupełnie zmieniła moje postrzeganie świata. Pamiętam, jak po powrocie mówiłam wszystkim, aby uczyli się mandaryńskiego.

Nie zawsze podróżujesz w grupie. Na co podróżująca samotnie kobieta musi uważać?

Bywało tak, że w podróż wybierałam się samodzielnie. Sama byłam kilkakrotnie w Indiach, gdzie korzystałam z publicznego transportu, w Nepalu nieraz samotnie wędrowałam w Himalajach i nigdy nie miałam przykrych historii związanych z tym, że byłam bez towarzystwa, czy dlatego, że jestem kobietą.

Ważne, aby wiedzieć cokolwiek o miejscu, w którym będziemy podróżować, o ludziach i ich zwyczajach. W drodze jestem ostrożna i oceniam sytuację. Rozważam różne scenariusze i nie boję się. Robię wszystko, aby dostosować się do miejsca, nie chcę się wyróżniać, czy to strojem, czy zachowaniem. W ten sposób mogę być bliżej ludzi i mam szansę być zaakceptowaną przez nich. Raczej czuję, że ludzie chcą mi pomóc, niż zrobić krzywdę. Ale też nie kuszę losu. To pomaga mi wytworzyć neutralną atmosferę, bez napięcia i też bez zbytniego poruszenia moją obecnością. Lubię ten moment. Wówczas mogę wyjąć aparat i wtopić się w sytuację.

Podróżowanie to jednak nie jest zabawa dla wszystkich. Z kim najtrudniej ruszać w trasę?
W drodze jestem ostrożna i oceniam sytuacje. Rozważam różne scenariusze i nie boję się. Robię wszystko, aby dostosować się do miejsca, nie chce się wyróżniać, czy to strojem, czy zachowaniem.


Nie jest łatwo ruszyć w drogę z kimś, kto ma w głowie dokładny obraz podróży i bardzo konkretne oczekiwania. Zdarza się, że ludzie, których zabieram na wyprawy widzieli w internecie filmy z trasy, znają zdjęcia z miejsc, które będziemy odwiedzać i na tej podstawie malują sobie obraz własnej wycieczki i związanych z nią przeżyć, tworzą mapę przyszłych dokonań. Tacy ludzie podczas wyjazdu szukają potwierdzenia własnych wyobrażeń. A tymczasem okazuje się, że duża wysokość odbiera siły i każdy krok stawia się z ogromnym trudem, albo upał Radżastanu doskwiera tak mocno, że nie można się skupić na cudach architektury, a otaczający ludzie, którzy ciągle chcą coś sprzedać, irytują do granic cierpliwości. I pada pytanie, gdzie przyjemność? Moim zdaniem gdzieś pośrodku.

Co zatem byś poradziła osobom, które pierwszy raz ruszają w daleką, egzotyczną podróż?

Trzeba być otwartym na całą gamę przeżyć i potraktować je jako doświadczanie podróży. Z natarczywym sprzedawcą można wdać się w rozmowę i dowiedzieć się, że ma na utrzymaniu pięcioro dzieci, które mieszkają w wiosce oddalonej o 20 kilometrów i widuje je raz na miesiąc. Zaczynasz lepiej widzieć sytuację i już się tak nie irytujesz. Idąc z trudem na wysokości 4 tysięcy metrów w Himalajach przestań myśleć o tym, że bijesz swój kolejny rekord wysokości, że chciałeś być pierwszy, a zupełnie nie jesteś w formie. Rozejrzyj się, zatrzymaj na chwilę, złap oddech i pomyśl, patrząc na mapę świata, gdzie jesteś i jakie to szczęście, że możesz tu być.

Łatwo się zachwycać panoramą Himalajów oglądając zdjęcia w zaciszu ciepłego domu. Docenić piękno wysokogórskiego pejzażu, kiedy wiatr wieje w oczy, robi się coraz chłodniej i znowu trzeba iść pod górę, a do tego warunki, w których odpoczywasz są dalekie od wymarzonych, to duży wyczyn. Wielokrotnie się przekonałam, że nie tylko forma fizyczna jest ważna, ale również otwartość na nieznane.

W dzisiejszych czasach ekstremalne podróżowanie to dobry biznes. Ile mniej więcej kosztuje taka eskapada i czy trzeba się do niej odpowiednio przygotować fizycznie?


Trekkingu w Himalajach w Nepalu czy w Małym Tybecie w Indiach, które prowadzę, nie nazwałabym ekstremalnymi wyprawami. To są dobrze zorganizowane wędrówki z odpowiednim zapleczem logistycznym. Nie jest to wyprawa w nieznane. Trudności, które napotykamy, są przewidywalne i możemy im zaradzić. Jednak Himalaje to nie tylko najwyższe, ale również bardzo rozległe pasmo górskie. Do wielu miejsc można dotrzeć jedynie na własnych nogach. I trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Jeśli nie lubisz chodzić, męczysz się na samą myśl o całodniowym marszu, lepszą inwestycją będzie wyjazd na egzotyczną plażę albo wycieczkę objazdową.

Pełen koszt zorganizowanej wyprawy to około 6 tys. zł plus bilet. Czy to dobry biznes? Znam dużo lepsze sposoby na zrobienie pieniędzy, ale przygotowywanie i prowadzenie trekkingów, mimo sporego wysiłku i wielu nerwów, daje mi ogromną satysfakcję. Kocham Himalaje i z radością dzielę się swoją pasją i pokazuję moje ulubione zakątki.

Aby cieszyć się wysokogórską wędrówką, nie trzeba mieć specjalnych umiejętności ani górskiego doświadczenia. Wielu moich klientów wcześniej nie interesowało się górami, a teraz z radością wspominają wspólną wyprawę, a nawet wracają w Himalaje. Warto jednak zadbać o dobrą formę i zdrowie. Najlepszy trening to długie spacery w terenie.

Gdzie dalej cię poniesie w najbliższym czasie?

Jawią mi się różne pomysły, ale najbliższy wyjazd to znowu Himalaje (śmiech). Wędruję w jedno z moich ulubionych miejsc, jezioro Gokyo w rejonie Everestu, położone na wysokości 4800m n.p.m. tuż przy najdłuższym lodowcu w Nepalu. Zabierzesz się ze mną?

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (74)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Najnowsze wiadomości

Kalendarz imprez

kalendarz

Zdjęcia z imprez

    Nowe lokale

    Najczęściej czytane