Baner
.

Wiadomości

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł

Pierwszy polski film gejowski zdobędzie Złote Lwy?

Kuba i Michał - bohaterowie pierwszego polskiego filmu gejowskiego pt. "Płynące wieżowce".
Kuba i Michał - bohaterowie pierwszego polskiego filmu gejowskiego pt. "Płynące wieżowce". mat. prasowe

Pierwszy film gejowski, żołnierski (ale cywilny) thriller i młodzieńczy dramat. Przedstawiamy pierwsze trzy filmy walczące o Złote Lwy.



Ostatnie piętro
reż. Tadeusz Król

"Ostatnie piętro" Tadeusza Króla wywołało gorące dyskusje na konferencji prasowej. Nic dziwnego, film porusza bardzo wrażliwe struny przemocy w rodzinie oraz radykalnego nacjonalizmu. Kapitan Wojska Polskiego Derczyński (Janusz Chabior) natrafia na ślady przekrętów finansowych w jednostce. W tym samym czasie w miasteczku pojawia się po piętnastu latach dawny kochanek żony wojskowego (Joanna Orleańska). Jego psychika się załamuje. Z autorytarnego ojca rządzącego rodziną twardą ręką, Derczyński zamienia się w szaleńca opętanego manią prześladowczą. Terroryzuje swoją rodzinę, zamykając ją w domowym więzieniu. Tragedia wisi na włosku. Król tworząc "Ostatnie piętro" inspirował się opowiadaniem Witka Beresia, który z kolei oparł swą fabułę na faktach. Dzięki świetnej pracy operatora (Tomasz Augustynek) i scenografów film zamyka widza w klaustrofobicznej klatce mieszkania Derczyńskich. Widz przed ekranem zaczyna się wiercić na krześle, błagając w duchu, żeby uwięzieni mogli już się wydostać z pułapki. Nic z tego - ofiary przemocy są bezradne. Szkoda, że reżyser nie zdecydował się skoncentrować właśnie na nich: żonie, dwóch synach i córce Derczyńskiego. Zamiast tego otrzymujemy analizę przypadku szaleństwa: mocną, ale dość przewidywalną. Filmowi brakuje silnego akcentu, który przełamałby dość linearną fabułę (Derczyński stopniowo popada w obłęd). Mimo to brawa należą się reżyserowi za podjęcie kilku trudnych tematów, za przełamanie tabu i za wyrazisty głos zabrany w dyskusji o Polsce małych i średnich miast, przerażonej wszystkim, co nieznane.

Płynące wieżowce
reż. Tomasz Wasilewski

"Płynące wieżowce" nazywany jest pierwszym polskim filmem gejowskim. I choć reżyser Tomasz Wasilewski zarzeka się, że najważniejszy jest w filmie dramat nieszczęśliwie zakochanego człowieka (bez względu na orientację), to nie da się ukryć, że osią filmu jest miłość homoerotyczna. Wasilewski, mówiąc kolokwialnie, poszedł na całość. Na ekranie pokazał wiwisekcję związku, począwszy od huśtawki emocjonalnej (od ekstazy po rozpacz), przez bardzo odważną erotykę, której nie powstydziłby się Pedro Almodovar, po aspekty społeczne. Język reżysera nie jest łatwy. Wasilewski unika dialogów, stawia na poetyckie, surowe ujęcia. Jak mówi pasjonuje go beton, woda i światła jarzeniówek - chętnie pokazuje swoich bohaterów milczących na tle takich krajobrazów miejskich. Akcja filmu przez to wydaje się nieco rozrzedzona i potrzebuje czasu, by wciągnąć widza w swój nurt. Jeśli jednak damy "Wieżowcom" szansę, okaże się, że aktorzy potrafią podbić serce widza, a ich dramat chwyta za duszę. Wasilewski stworzył bohaterów z krwi i kości, a ich emocje na ekranie tętnią życiem. Kuba (Mateusz Banasiuk), którego serce rozdarte jest między dziewczynę (Martę Nieradkiewicz) a chłopaka (Bartosza Gelnera), potrafi z równym zaangażowaniem oddać pożądanie do kobiety, jak i do mężczyzny. Wasilewski ma swoją wizję kina i konsekwentnie ją realizuje. Jest chłodny i wyważony, nie epatuje gejowskim stylem zachowania, jak Almodovar. Jego bohaterowie są wielowymiarowi. Choć brakuje mi w tym filmie dialogów, które by uwiarygodniły tę historię, "Płynące wieżowce" są według mnie filmem, który będzie się liczył na sobotniej gali.

Nieulotne
reż. Jacek Borcuch

Ci, którzy pamiętają "Wszystko, co kocham" Jacka Borcucha, musieli czuć się zawiedzeni po seansie "Nieulotnych". Reżyser znów sięga po historię młodzieńczą, ale tym razem zamiast energicznej, punkowej akcji dostajemy rozwleczony i mało angażujący dramat. On (Jakub Gierszał) i ona (Magdalena Berus) zakochują się podczas pracy sezonowej w Hiszpanii. Sielankę przerywa dość absurdalne i niezbyt przekonujące morderstwo, które spycha głównego bohatera w otchłań depresji. Gdy jego ukochana dowiaduje się o tragedii odwraca się od chłopaka. Za tą dość banalną historią (a jednocześnie mało wiarygodną) stoją niestety słabe dialogi, przeciętna gra aktorska i okropne dłużyzny. Operator Michał Englert robi co może, żeby zatuszować filmowe płycizny, jednak "Nieulotne" zaskakująco często przypominają studenckie etiudy, zamiast profesjonalnego filmu. Reżyserowi nie udało się też wykorzystać potencjału dwójki bohaterów drugiego planu granych przez Andrzeja Chyrę i Joannę Kulig. Ich epizodyczne wręcz role nie pozwoliły na odpowiednią ekspozycję ich talentu. Zaskakujący jest również świat przedstawiony w filmie: akcja dzieje się w czasach współczesnych, o czym świadczy obecność np. smartfonów. A jednak na ekranie widzimy jakby świat żywcem przeniesiony z lat 70'. Stare obdrapane kamienice, pani w dziekanacie paląca papierosa za biurkiem, leciwy motocykl głównego bohatera, obskurny szpital. Trudno powiedzieć, na ile to celowy zabieg twórców filmu i co za nim stoi. U mnie wywołał mieszane uczucia.

festiwal filmów gdynia
Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 154)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Zdjęcia z imprez

    Nowe lokale

    Najczęściej czytane