Adam Van Bendler: nie zadzieraj z byłym

Adam Van Bendler to komik i twórca internetowych teledysków, m.in. "Moja bryka" oraz "Nie zadzieraj z byłym", który został nominowany do konkursu Yach Film 2014 za najlepszą kreację aktorską.
Adam Van Bendler to komik i twórca internetowych teledysków, m.in. "Moja bryka" oraz "Nie zadzieraj z byłym", który został nominowany do konkursu Yach Film 2014 za najlepszą kreację aktorską. fot. mat. prasowe

Komik z Trójmiasta, któremu niedługo stuknie trzydziestka. Miał studiować Prawo i Administrację, ale szybko zorientował się, że to nie jego bajka. Chociaż dzisiaj rozbawia ludzi, kiedyś zapomniał, że w życiu można się śmiać. Adam Van Bendler - niegdyś klasowy pajacyk, dzisiaj dojrzały stand-uper i twórca śmiesznych teledysków, które podbijają internet. Jaki jest naprawdę?



Justyna Michalkiewicz: Jakim dzieckiem był Adam Bendler?

Adam Van Bendler: Wesołym. Zawsze byłem takim klasowym pajacykiem. Zależało mi na uwadze innych. Często robiłem z siebie głupka nawet kosztem jedynki z jakiegoś przedmiotu. Chciałem, żeby było śmiesznie, chociaż przez krótką chwilę.

Jaka była najbardziej szalona chwila w życiu szkolnego pajacyka?

O, masa rzeczy. Tak na szybko przypominam sobie Dzień Europejczyka. Nasza klasa wylosowała Grecję. W przerwie wyszliśmy na fajkę i przyłapał nas jeden z nauczycieli. Aby obejść szkołę i na spokojnie do niej wejść musiałem przebiec pół Orłowa. Biegłem w stroju Juliusza Cezara przez miasto. Bardzo szybko, żeby wyrobić się na czas i zaprzeczyć, że mnie tam za rogiem z tą fajką na pewno nie było. Jak jakiś wariat.

Studiowałem Prawo i Administrację. Rzuciłem to i wyjechałem do Norwegii, żeby filetować ryby.
Twoje życie było mlekiem i miodem płynące?

Dopóki mój ojciec nie postanowił posadzić drzewa i wybudować domu w Baninie. Ze względu na koszta, robił to własną parą rąk, a ja stałem się jego pomocnikiem. Beztroskie dzieciństwo się skończyło. Gdy kumple grali w piłkę plażową, ja wykańczałem wnętrza. Z bólem serca. Poza tym z tego Banina był słaby transport. Jedyny autobus oddalony o pięć kilometrów, a ostatni nocny wracał przed 22. Do szkoły się spóźniałem, a z imprez musiałem zmywać się po 21.

Dużo straciłeś?

Co straciłem, to później sobie odbiłem. Okazjonalnie kupiłem białe Seicento typu Van (stąd dzisiaj jego ksywa - dop. red.) Jeszcze nie miałem prawka. Ten samochód był moją sypialnią po imprezach. Tylna paka się nie otwierała, więc zrobiłem system sznurkowy. Po jednej z imprez się zatrzasnąłem. Obudziło mnie słońce, które prażyło mnie jak frytkę. Miałem siedem groszy na koncie, więc był szybki alarm do kumpla - Wojtek, korty, ratuj. Przyjechał po 40 minutach. Dobrze, że miałem w środku pustą butelkę, bo byłoby krucho.

Masz dzisiaj o czym opowiadać na scenie.

Tak. Wszystkie sytuacje w moim życiu były spowodowane niefrasobliwością. Najpierw zrobiłem, później pomyślałem.

Jaki był plan A na życie Adama?

Prawo i Administracja. Studiowałem przez chwilę. To był najlepszy krok, jaki mogłem podjąć w swoim życiu, bo szybko przekonałem się, że to kompletnie nie moja bajka. Rzuciłem to i wyjechałem do Norwegii na kilka miesięcy, żeby filetować ryby.

Chciałem się katapultować. Nacisnąć "escape", żeby wylogować się z życia. Myślałem, że skoro jest takie uniwersum planet we Wszechświecie, to jedna z nich na pewno mnie zassie. Odrodzę się wtedy w równoległej rzeczywistości.
Stawka była dobra?

Jak na polskie realia, bardzo dobra. Trzy miesiące na taśmie produkcyjnej. Od poniedziałku, do soboty. Robiłem trzy proste ruchy mechaniczne przez cały dzień. Pracowałem z Wietnamczykami i Litwinami. Tak mi się spodobało, że zarabiam, więc postanowiłem zostać o kilka lat dłużej. Niestety rozwinęła się we mnie depresja. Powiem prosto z mostu, żeby nie owijać w bawełnę. Dwa razy próbowałem się zabić i dwa razy wylądowałem w psychiatryku. Śmierć nie jest dla mnie metą, a jedynie kolejnym etapem. Jest pospolita i wszechobecna.

Czego ci brakowało?

Śmiechu, przyjaciół, osób z dystansem. W pracy liczył się efekt. Kompletnie nie pasowałem do tego systemu. Chociaż oczywiście bardzo się starałem, pracując po kilkanaście godzin dziennie. Niby miałem wszystko, ale pękło mi jakieś naczynko w mózgu i przestałem wierzyć, że cokolwiek może mnie w życiu uszczęśliwić. Byłem wyprany z emocji. Nie było radości, nie było smutku. Taka wielka pustka. Myślałem - a co, jeżeli dalej nic nie ma?

Gdzie odnalazłeś sens, żeby się nie poddawać?

Dałem sobie 9 miesięcy na odłożenie minimum finansowego. Chciałem z tym wrócić do Polski i rozkręcać pomysł na siebie. Pracowałem jako profesjonalny czyściciel centrum handlowego, później jako stolarz fabryczny. Na ostatniej prostej nie wytrzymałem. Znowu próba samobójcza i psychiatryk. Chciałem się katapultować. Nacisnąć "escape", żeby wylogować się z życia. Myślałem, że skoro jest takie uniwersum planet we Wszechświecie, to jedna z nich na pewno mnie zassie. Odrodzę się wtedy w równoległej rzeczywistości.

Chciałeś zmienić program?

Tak jak w Mario. Są różne kartridże. Niby ta sama gra, a jednak zmienia się grafika i dochodzą różne bonusy w misjach.

Wróciłeś do Polski, żeby pracować w schronisku dla zwierząt.

Kocham psy. Zwłaszcza te najbrzydsze, których nikt nie chce pokochać. Zatrudniłem się w schronisku, ale mnie wykopali. To był dla mnie cios, bo mogłem tam pracować nawet za darmo. Ba! Miałem tyle swoich oszczędności, że nawet chciałem dokładać do interesu. Od razu powiedziałem, że chcę najcięższą pracę, więc dali mi czyszczenie klatek. Mogłem godzinami spędzać czas z tymi zwierzętami. Przy odrobinie zainteresowania, każde z nich zaczyna się otwierać, pokazywać swoją indywidualną osobowość. Zacząłem kręcić krótkie filmiki, żeby pokazać pozytywną stronę schroniska, a nie tylko obraz smutnej łapy zza szarych krat.

Dlaczego ciebie wyrzucili??

Właśnie dlatego. Raz na ambulatorium pooperacyjnym chciałem sfilmować pięknego, ale śmiesznego kotka. Myśleli, że chcę ich sabotować, wysłać materiał do mediów. Na drugi dzień dostałem telefon, że już z nimi nie pracuję, bo złamałem regulamin. Serce mi pękło.

Pamiętasz swój pierwszy stand up?

To był szok. Wyskoczyłem na scenę na Elżbietańskiej 6. Podaliśmy sobie łapy z Gizą i Rucińskim. Nie spodziewałem się, że będę mieć problem, żeby zapamiętać 5-minutowy materiał. Ponadto wybrałem ciężki temat. Miałem kilka fajnych reakcji, ale wiadomo, że początki są trudne. Za drugim razem wyszedłem na luzie, pewny siebie z materiałem, który mnie osobiście bardzo śmieszył. Kiedy usłyszałem pierwszą salwę śmiechu, wiedziałem, że chcę to robić do końca życia.

Przygotowujesz się do wystąpień czy zdarza się, że improwizujesz?

Trzeba być przygotowanym. Uzbrojonym w żarty, które zaskakują albo skłaniają do myślenia. Przekaz musi być ciekawy i gruntownie przemyślany, żeby skupić uwagę widza przez kilkadziesiąt minut. Pisanie żartów jest bardzo czasochłonne. Tekst przechodzi nieustanną korektę. Trzeba go skracać, zwężać, uzupełniać. Materiał testuję, a gdy czuję, że jest doszlifowany, wrzucam go do stałego repertuaru. Czasami trwa to miesiąc, czasami rok. No i trzeba być czujnym, bo dobry żart może przyjść do głowy w każdej chwili. Nawet teraz.

Nie ruszasz się z domu bez notesu?

Mam kilka notesów. Dziewczyna mi kupiła i sam sobie kupiłem. Niestety, nigdy żadnego nie noszę. Myśli zapisuję w telefonie, ale żeby było szybciej to pod ostatnią osobą z którą pisałem. Są w wiadomościach roboczych. Weź się w tym połap później.

Na swój pierwszy klip "Moja bryka" wydałeś połowę swoich oszczędności?

Tak, to mnie kosztowało ponad 20 tys. zł. Każda złotówka była ciężko wypracowana w Norwegii. Trzy miesiące przygotowywałem się do realizacji. Napisanie słów było najmniejszym problemem. Zebrać 40 osób na raz, wyreżyserować to i zadbać, aby wszystko zagrało scenariuszowo - tutaj zaczęły się schody. Musiałem zadbać o aktorów, gadżety, catering. Kręciliśmy trzy dni.

Auto z "Moja Bryka" jest na sprzedaż. Zaczęło ciążyć?

Średnio przykładam się do jego sprzedaży. Świeżo po teledysku byli chętni i mogłem go opchnąć za dużo wyższą kwotę niż kupiłem, ale wtedy myślałem, ze będzie to mój znak rozpoznawczy. I faktycznie jest. Nie ma osoby na chodniku, która by się za nim nie obejrzała. Pokazuje dystans właściciela do swojej osoby. Pozostał gadżetem, rekwizytem, do którego przestałem przywiązywać uwagę.

W pracy jesteś wymagający?

Najbardziej wobec siebie, ale wiem również, czego oczekuję od ludzi. Przy pierwszym klipie brałem ludzi trochę z łapanki. W drugim - "Nie zadzieraj z byłym" świadomie wybrałem ekipę. Mieliśmy pięciu operatorów i zgranych aktorów. Poszło sprawniej i efekt jest znacznie lepszy.

Grasz główną rolę. Klip otrzymał nominację do Yach Film 2014 za najlepszą kreację aktorską. Czyli wysiłek nie poszedł na marne.

Fajne wyróżnienie. To taki buziak od jury.

Zobacz teledysk "Nie zadzieraj z byłym"



Wierzysz w coś?

W Boga?

W coś metafizycznego?

Są rzeczy, o których nie mam zamiaru myśleć, bo to by spowodowało eksplozję mojej głowy. Na pewno wierzę w karmę. Robiąc dobrze, otrzymujemy dobrze. To, co się dzieje w moim życiu... dobra wróć. Muszę to powiedzieć swoimi słowami.

Tak będzie najlepiej.

Kiedyś myślałem, że pieniądze i rzeczy materialne to ta ostatnia baza, jaką można osiągnąć w życiu. A dzisiaj myślę, że dawanie ludziom śmiechu i pomaganie zwierzętom nadaje sens mojemu życiu. Jeszcze rok temu nie czułem swojej tożsamości w tym życiowym systemie. Dzisiaj już wiem, że jestem Adam Bendler. Jestem sympatycznym gościem na scenie i poza nią. Mam swoją pasję, chcę kochać zwierzęta, robić fajne klipy i dawać ludziom radość. Robię to w swoim stylu i po swojemu. I na całe szczęście, codziennie budzę się z uśmiechem na ustach.

Opinie (19) 2 zablokowane

  • Gość jest świetny!

    Ma świetne żarty i myślę że z każdym występem jest coraz lepszy.

    • 2 0

  • Świetny gość...

    • 1 0

  • miałem okazję słyszeć / widzieć (10)

    trochę nie rozumiem motywu lansowania tego przedsięwzięcia, no i generalnie tego cyrku nazywanego stand upem, ponieważ było to dla mnie raczej mało śmieszne, a ponurakiem nie jestem

    • 9 16

    • (8)

      Lansują ludzie którym się to podoba, dla ludzi którym się to podoba, a jak widać tacy są. Nie rozumiem sensu pisania takich komentarzy.

      • 4 1

      • (6)

        Jeśli coś jest złe - a 90% stan uperów to absolutne dno komizmu, to należy o tym pisać.

        • 1 2

        • (5)

          dobrze mistrzu, że Ty jesteś takim wielkim znawcą kabaretu i stand up'u! domyślam się, że sam piszesz lepsze teksty, tylko jesteś zbyt zarąbisty, żeby się pokazać na scenie!

          raczkująca forma kabaretu, która ma duży potencjał. zamiast narzekać, przybij piątke! nikt nikogo nie zmusza do słuchania. jeśli Ciebie to nie bawi- zamiast tylko NARZEKAĆ, znajdź coś, co Cię śmieszy i tego się trzymaj! więcej dystansu!

          mi tam się podoba.

          • 3 1

          • (4)

            No tak, wreszcie żarty które jesteś wstanie zrozumieć - o fekaliach i bąkach.
            Śledzę niszowe kabarety. One powinny być promowane a nie jakiś błazen bez polotu.

            • 4 1

            • (3)

              tylko takie słyszałeś? o fekaliach i bąkach? przykro mi.

              powtórze jeszcze raz- znajdź sobie inną pożywkę do narzekania. albo w ogóle przestań narzekać. ciesz się życiem. jeśli podobają Ci się niszowe kabarety to sam je promuj. narzekaniem na innych nic nie osiągniesz.

              • 2 3

              • (2)

                Nie rozkazuj mi świrze. Mam prawo narzekać tak samo jak Ty mi rozkazywać. Umówimy się na kawę?

                • 1 0

              • kawę? w innym wcieleniu, kiedy dostaniesz w końcu ludzką postać :)

                • 0 0

              • To dobiero podryw ;) Hejtowac i hejtowac a pozniej wyciagnac na kawe ;)

                • 3 1

      • tylko pozytywne komentarze?

        rozumiem, że jeśli mamy oceniać to tylko w superlatywach? negatywne wyppowiedzi są z automatu traktowane jako hejt i nie powinno się ich umieszczać? ja wyraziłem tylko swoją opinię, nie chciałem nikogo obrażać jeśli Ty, ktoś z Twojego otoczenia lub sam zainteresowany poczuł sie dotknięty to przykro. zdarzenie które samo potrafi się obronić nie wymaga specjalnego traktowania

        • 3 0

    • Całe szczęście, że nie jesteś ostanim widzem na ziemi, ani pępkiem świata i Twój gust nikogo, poza Tobą, nie obchodzi.

      j.w.

      • 1 1

  • Tego gościa nie kupuje (2)

    W porównaniu do innych wykonawców ten jest wyjątkowo irytujący. Ma coś w swojej facjacie i nie tylko, że mnie odrzuca!

    • 7 15

    • dokładnie

      chodzę na stand- upy, opowieści, kabarety itp i mogę stwierdzić jedynie, że Adam choć człowiekiem jest spoko, jest średni w tym co robi... Są od niego o parę klas lepsi wykonawcy jak i mniej irytujący swoim zachowaniem i pewnością siebie. Choć faktycznie zrobił duże postępy.

      • 3 2

    • ale musisz nienawidzić Smolenia

      :)

      • 0 3

  • Na trzeciego się nie wchodzi

    • 0 1

  • Cytuję:

    "Robiąc dobrze, otrzymujemy dobrze. To, co się dzieje w moim życiu... dobra wróć. Muszę to powiedzieć swoimi słowami."

    To w takim razie tu też się przydadzą swoje słowa:
    "jestem Adam Bendler (...) chcę kochać zwierzęta"

    • 3 1

  • oby tak dalej !

    Adam to człowiek, którego miałem okazję oglądać na jego debiucie i w kilku kolejnych występach. Na debiucie wyszło fajnie, ale bez szału - natomiast kilka miesięcy później (to był występ z Grzegorzem halamą w Jack`s Bar) RYŁEM (autentycznie) ze śmiechy, nie mogłem złapać oddechu. Postęp jest nieprawdopodobny! powodzenia dalej !!

    • 18 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jarmark Bożonarodzeniowy
Jarmark Bożonarodzeniowy
jarmark
lis 19-24.12
g. 12:00 - 20:00
Gdańsk, Targ Węglowy
Aga Zaryan Christmas Songs
Aga Zaryan Christmas Songs
kolędy i pastorałki
gru 12
niedziela, g. 19:00
Gdańsk, Stary Maneż
Tymek
Tymek
hip-hop
gru 16
czwartek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywa się aktor Teatru Wybrzeże, który zagrał w najnowszym filmie Jana Komasy "Hejter"?