Wiadomości

Agnieszka Osiecka i Trójmiasto. Wątki trójmiejskie w serialu o poetce

artykuł historyczny
Agnieszka Osiecka w teatrze Atelier w Sopocie, który dziś nosi jej imię. Zdjęcie z 1995 r.
Agnieszka Osiecka w teatrze Atelier w Sopocie, który dziś nosi jej imię. Zdjęcie z 1995 r. fot. Maciej Kosycarz/KFP

Pisarka, poetka, reżyserka, dziennikarka, autorka ponad dwóch tysięcy piosenek, skeczy i utworów scenicznych. Agnieszka Osiecka to twórczyni tekstów, które na stałe wpisały się w pejzaż polskiej muzyki rozrywkowej, a wiele z nich stało się kultowymi i ponadczasowymi. O poetce jest ostatnio głośno za sprawą serialu wyprodukowanego i wyemitowanego przez TVP. Nie brakuje w nim również wyrazistych wątków trójmiejskich.



Repertuar kin w Trójmieście



Pierwszy odcinek serialu "Osiecka" w reżyserii Roberta Glińskiego i Michała Rosy został wyemitowany na antenie VOD TVP pod koniec grudnia 2020 r. Scenariusz oparty na biografii poetki napisali Maciej Karpiński i Maciej Wojtyszko we współpracy z Henryką Królikowską i Robertem Glińskim. Całość składa się z 13 odcinków. W rolę legendarnej artystki na różnych etapach jej życia wcieliły się Eliza Rycembel i Magdalena Popławska. Serial zapowiadaliśmy jakiś czas temu w osobnym artykule: "Osiecka": plan zdjęciowy także w Sopocie. Poszukiwani statyści.

Życie Osieckiej w serialu



Produkcja ukazuje całe dorosłe życie Osieckiej - od wczesnej młodości (koniec liceum i bal maturalny), przypadającej na lata pięćdziesiąte, aż do śmierci, czyli lata dziewięćdziesiąte XX wieku. Tłem opowieści są artystyczne, obyczajowe oraz polityczne realia tamtych czasów, poczynając od edukacji w komunistycznej szkole, przynależność do ZMP, przez studia dziennikarskie na UW i artystyczne w Szkole Filmowej w Łodzi oraz świat studenckich teatrów: warszawskiego STS-u oraz gdańskiego Bim-Bomu. Ważnym wątkiem jest także dom rodzinny Osieckiej (warte uwagi są tutaj bardzo dobre role Marii Pakulnis, grającej matkę i Jana Frycza - Wiktora Osieckiego). Zdjęcia realizowane były w Warszawie, na Mazurach, w Krakowie, Trójmieście, Łodzi, Kazimierzu Dolnym, Opolu i w Zakopanem.

Serial od początku emisji wzbudza wiele kontrowersji i jest mocno krytykowany przez recenzentów, żyjących bohaterów, a także innych twórców. Niedawno pisaliśmy o oświadczeniu, jakie wydała Fundacja Teatru Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie, dotyczącym ostatniego odcinka serialu, w którym ukazani są artyści związani z tym teatrem.

Przeczytaj także: Teatr Atelier: Serial "Osiecka" TVP mija się z prawdą.

Twórcom serialu zarzucane są błędy i niedociągnięcia, ale trzeba przyznać, że został on zrealizowany na przyzwoitym poziomie. Zadbano o ciekawą obsadę (choć dyskusyjnych ról jest wiele i na pewno poddałabym w wątpliwość podwójną obsadę głównej bohaterki), zatroszczono się o tło historyczne (w scenografii i kostiumach), nie można też produkcji odmówić artystycznego polotu i poziomu. Dlaczego zatem "Osiecka" jest serialem nieudanym, czy może lepiej powiedzieć zmarnowaną szansą na dobry, a może i wybitny serial? Szukałabym odpowiedzi na to pytanie w scenariuszu, który w bardzo krótkim czasie chciał opowiedzieć bardzo długą i skomplikowaną historię.

13 odcinków, każdy po 45 minut, miało za zadanie pokazać niemal pół wieku z życia osoby niezwykłej, co z góry musiało być skazane na porażkę. W efekcie wiele wątków zostało spłaszczonych, brakuje pogłębienia psychologicznego postaci, brak głównego motywu, wiele relacji i zdarzeń ukazanych jest bardzo skrótowo, migawkowo lub symbolicznie. Wyszła z tego taka Osiecka w pigułce. Tymczasem autorka "Okularników" była osobowością o wielu twarzach, do tej pory nikt nie umie powiedzieć, ile Agnieszek mieściło się w jednej kobiecie. Natomiast twórcy serialu pokusili się o odpowiedź, pokazując poetkę w zasadzie w jednej roli, co jest mocno krzywdzącym obrazem, dlatego serial momentami ociera się o telenowelowy kicz.

Nie jest moim zamiarem analiza i ocena całego serialu, jednak mimo wszystko zasługuje on na uwagę, ogląda się go z ciekawością. Ponadto są w nim również podjęte wątki trójmiejskie związane z życiem pisarki. Agnieszka Osiecka była związana z Gdańskiem i Sopotem na różnych etapach życia, co zostało częściowo oddane w telewizyjnej produkcji. Pokazany jest jej przyjazd na staż w "Głosie Wybrzeża", przyjaźń ze Zbyszkiem Cybulskim i Bogumiłem Kobielą oraz teatrzykiem "Bim-Bom", a także jej związki ze wspomnianym Teatrem Atelier w Sopocie.

Początki dziennikarskie w "Głosie Wybrzeża"



Zanim Agnieszka Osiecka przyjechała tu na staż, już wcześniej bywała w Sopocie jako nastolatka, spędzając w kurorcie wakacje z matką. Opisywaliśmy jeden z takich pobytów pisarki w osobnym artykule. Sopot nie był więc dla niej ani nieznany, ani obcy, jednak dopiero praktyki studenckie w gazecie, z dala od domu, stały się przełomowe dla niej z wielu powodów, a jednym z nich była próba samodzielności.

Przeczytaj także: Delikatny szmer zdzieranych zelówek. Sopockie wakacje Agnieszki Osieckiej w 1950 r.

- Dla mnie Sopot jest ogromnie ważny. Tutaj spróbowałam samodzielnego życia. Gdy przyjechałam na praktykę dziennikarską, miałam 18 lat i byłam trochę rozpieszczona. Pierwszy raz mieszkałam nie u rodziców, a w pokoiku przerobionym z werandy. To, że jeździłam kolejką do "Głosu Wybrzeża", musiałam spać w obcym domu, sama sobie zrobić coś do jedzenia, było dla mnie zupełnie nowe. Moi rodzice trzymali mnie pod kloszem i nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak to jest mieszkać samemu, jak to jest gospodarować czterystoma złotymi, które wtedy zarabiałam - mówiła w audycji Radia Gdańsk Agnieszka Osiecka w rozmowie z Anną Sobecką.
Osiecka przyjechała na staż jako studentka Wydziału Dziennikarskiego na Uniwersytecie Warszawskim w 1954 r. "Głos Wybrzeża" był dziennikiem informacyjnym, ukazującym się od czerwca 1947 roku. Była to gazeta partyjna, ale tworzona przez zespół znanych postaci. Prócz poetki znalazły się tam takie znakomitości, jak: Stanisław Dygat, Mieczysław Jastrun, Arkady Fiedler i Maciej Słomczyński. Osiecka trafiła do działu społeczno-kulturalnego i tu zadebiutowała jako reporterka.

W serialu poświęcony temu wątkowi został drugi odcinek. Bohaterka mówi o stażu, że to "zsyłka karna do Gdańska". Pokazana jest następnie zabawna scena, kiedy Agnieszka przychodzi do redakcji, gdzie chwilę wcześniej redaktor prowadzący czytał wszystkim na głos jej skierowanie na praktykę, w którym wyraźnie jest mowa o tym, że Osiecką trzeba jeszcze utemperować i "wychować" partyjnie. Osiecka opowiada o koncercie Sextetu Komedy w Sopocie, na którym była do późnych godzin nocnych, dostaje więc zlecenie, by o tym napisać, a tymczasem za oknem słychać warkot zepsutego motoru słynnej pary "aktorów-wariatów", jak mówi o nich naczelny, czyli Cybulskiego i Kobieli. I tak praktykanta dostaje kolejne zadanie reporterskie: poznać i opisać teatrzyk Bim-Bom. Tak powstanie artykuł "Serce Pierrota", który stał się dla niej początkiem nowej drogi.

W kręgu humoru i satyry Bim-Bomu



Osiecka pojawia się w Bim-Bomie, gdzie poznaje Zbyszka Cybulskiego (gra go Oskar Borkowski), Bogumiła Kobielę (Marcin Bubółka), Jacka Fedorowicza (Szymon Czacki) oraz wielu innych artystów trójmiejskich - ówczesną artystyczną cyganerię. Bim-Bom był gdańskim teatrem studenckim, działającym w latach 1954-1960. Powstał, kiedy młody aktor Teatru Wybrzeże - Zbigniew Cybulski objął opiekę artystyczną nad grupą studentów Politechniki Gdańskiej. Do grupy dołączyli studenci Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych z Wowo Bielickim i Jackiem Fedorowiczem oraz grupa z Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie, której przewodził Bogumił Kobiela. Bim-Bom nazywany był "teatrem plastyków i architektów".

W serialu położony jest nacisk na zderzenie wizji artystycznej Bim-Bomu ze słynnym warszawskim STS-em. Ten pierwszy teatr miał charakter bardziej kabaretowy, wydaje się artystyczną prowokacją, jest kontestujący, absurdalny, satyryczny, plastyczny i oszczędny w słowie, bazujący często na pantomimie, wyraźnym ruchu scenicznym. Artyści z nim związani wciąż się bawią, uwielbiają żarty i wygłupy, co zostało mocno podkreślone w filmie m.in. w w scenie wywiadu Osieckiej z Cybulskim oraz w sekwencji nad morzem. W opozycji do tego STS wydaje się być poważny, zaangażowany politycznie, literacki i bardziej oparty na słowie.

To zderzenie dwóch poetyk i koncepcji artystycznych można uznać za symboliczne zderzenie idei, ale też ma na celu podkreślić większą swobodę sztuki trójmiejskiej oraz pęd Agnieszki do wolności, niezależności i chęci samostanowienia. Jest tutaj też jej pierwszy wyraźny konflikt osobisty w relacji z Witoldem Dąbrowskim (Jan Hrynkiewicz). Ich rozmowa o różnicach w estetyce teatrów jest kluczowa.

- Chciałam robić coś ciekawego, spotykać ciekawych ludzi. Może gdybym była chłopcem, to poszłabym do biblioteki i czytała mądre książki i chciałabym robić coś na własną rękę. Tymczasem jako dziewczyna rozumiałam robienie czegoś ciekawego poprzez przyklejenie się do grupy ludzi, więc przykleiłam się do teatrzyku Bim-Bom - opowiadała pisarka w archiwalnym nagraniu PR.
Poetka była zafascynowana twórczością Bim-Bomu i zaprzyjaźniła się z nim. Warto dodać, że od tego czasu Cybulski i Kobiela będą się pojawiać w serialu w różnych (raczej epizodycznych) sytuacjach i innych konfiguracjach artystycznych, spotykając się z Agnieszką w kawiarniach, na imprezach i w środowisku filmowo-artystycznym, m.in. zabiegając o udział w filmie Wajdy. Ważna będzie także scena pożegnania Agnieszki z przyjaciółmi po ich śmierci (Cybulski zginie w 1967 r., dwa lata później Kobiela), nawiązująca do słynnej sceny z filmu "Popiół i diament", czyli zapalania kieliszków z alkoholem. Osiecka żegna w tej scenie wielu bliskich: Hłaskę, Komedę, Frykowskiego, Cybulskiego i Kobielę. Wszystkich straciła w bardzo krótkim czasie.

Agnieszka Osiecka i André Hübnerem-Ochodlo w Teatrze Atelier w Sopocie, sierpień 1996 r.
Agnieszka Osiecka i André Hübnerem-Ochodlo w Teatrze Atelier w Sopocie, sierpień 1996 r. fot. Łukasz Głowala / KFP

Ostatni teatr Agnieszki - Teatr Atelier



W ostatnich latach swojego życia, w latach 1994-1996, Osiecka współpracowała z Teatrem Atelier w Sopocie, dla którego napisała swoje ostatnie sztuki i songi uznane przez krytykę za najdoskonalsze w jej artystycznym dorobku. Od 1997 r. jest patronką tego teatru. Co roku odbywają się w nim półfinałowe koncerty konkursu na interpretację piosenek Agnieszki pod nazwą "Pamiętajmy o Osieckiej". Prócz tego jej imieniem nazwano alejkę w Sopocie, biegnącą do teatru. W serialu poświęcono temu wątkowi jedynie część ostatniego, czyli 13 odcinka.

Sama Osiecka twierdziła, że piosenkami do spektaklu "Apetyt na śmierć" "wzniosła się ponad wszystko, co w życiu zrobiła". Teatr Atelier i przyjaźń z André Hübnerem-Ochodlo były dla niej niezwykle ważne. W lecie 1996 r. mówiła na łamach "Głosu Wybrzeża": "Jestem w siódmym niebie, bo Sopot był zawsze dla mnie miejscem szczęśliwym". W innym wywiadzie z kolei opowiadała o teatrze:

- (...) nasz teatrzyk ma bardzo piękną aurę, w pięknym miejscu Sopotu, na plaży, w takim bardzo starym baraku, chyba tam była kiedyś stolarnia czy coś podobnego. I po każdym przedstawieniu widzowie zostają z nami, można sobie wypić jakieś piwo, czy kawę, czy zjeść lody. I tak siedzimy w różnych grupkach, z aktorami, widzami, a przede wszystkim z reżyserem, który ma niezwykłą osobowość - mówiła Osiecka.
Specjalnie dla Atelier napisała sztuki: "Wilki" (premiera w 1995), "Apetyt na śmierć" (1996), songi do spektaklu "Do dna" (1997) oraz jej ostatni tekst dramatyczny - "Darcie pierza" (1998). W ostatnim odcinku serialu "Osiecka" pojawiają się sceny związane z tym miejscem. Zagrał też Marek Richter, aktor i współtwórca Teatru Atelier, który występował na deskach tej sceny w latach 1989-1999. Richter gra tu siebie samego sprzed prawie 30 lat, co jest zupełnie niezrozumiałe, zwłaszcza że André Hübnera-Ochodlo kreuje z kolei (notabene dość karykaturalnie) o wiele młodszy aktor, śpiewający kiedyś Osiecką w konkursie "Pamiętajmy o Osieckiej" - Marcin Przybylski.

W filmie jest scena, w której Richter biega po plaży w pióropuszu (co jest prawdopodobnie nawiązaniem do spektaklu "Weisman i Czerwona Twarz"), spotyka Osiecką i zaprasza ją do teatru. Oglądamy wystawiany wtedy faktycznie utwór "Hopla żyjemy!" (taki tytuł nosiła cała rewia na 5. urodziny teatru). Tak w serialu zaczyna się wspólna przygoda Osieckiej z teatrem Atelier. W rzeczywistości wyglądało to nieco inaczej, podobnie jak w przypadku późniejszej walki o teatr - by został on na plaży, nie był przeniesiony w inne miejsce. Teatr wystosował w tej sprawie oświadczenie, w którym odcina się od serialowej wersji: "Prawie wszystkie sceny pokazane w tym odcinku, dotyczące Teatru Atelier w Sopocie i osoby André Ochodlo, są albo całkowicie, albo w przeważającej mierze fikcją i nie mają nic wspólnego z historyczną prawdą."

Ostatnią sztuką, jaką Osiecka napisała, było "Darcie pierza", którą wystawiono w Atelier już po śmierci poetki w 1998 r. (w serialu pokazane są natomiast próby do tego spektaklu, w których bierze ona udział). Obok Marka Richtera zagrała w nim Teresa Budzisz-Krzyżanowska, która zaśpiewała jedną z najbardziej przejmujących pieśni Osieckiej pt. "Panie obłoczny". W serialu oglądamy i słyszymy tę pieśń w wykonaniu Richtera.

Czasem, kiedy się modlę, pytam niegrzecznie: "Panie Boże, powiedz mi, czy Ty jesteś wszystkim? Naczelnym zegarmistrzem, małą chmurką, receptą w torebce. Czasem zaś mówię krnąbrnie: "A może Ty jesteś... hm... czy ja wiem? Może Ty jesteś drugim poetą? A może ja jestem drugą poetką?" On mi na to poprzez kukułkę: "Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje". Ooo, nie, tak nie postępuje poeta, tak postępuje prozaik. On za bardzo lubi rachunki... - napisała Osiecka w "Darciu pierza".

Jaka była naprawdę?



Jaka naprawdę była Osiecka? Można by chyba odpowiedzieć słowami innego poety, Jonasza Kofty: "Naprawdę jaka jesteś / Nie wie nikt / Bo tego nie wiesz / Nawet sama ty".

Lubiła opuszczać salony i znikać na peryferiach rzeczywistości, miała talent do wyławiania ludzi na tak zwanych życiowych zakrętach... Kochała i porzucała, choć często i ją porzucano. Pełna nieodwzajemnionej miłości rozdawała czułość w zwrotkach i refrenach. [...] Z Osiecką epoka ma same kłopoty. Nie dość, że każdemu serwowała inną wersję siebie, to jeszcze wszystko robiła na odwrót. Tam gdzie w życiu jest miejsce na constans, urządzała dzikie crescendo. A tam gdzie się mówi o sprawach wzniosłych, wdawała się w żarty. Upływ czasu zaciera pamięć o miernych. Indywidualności wybitne ocala od zapomnienia. Dziś bardziej niż dekady temu widać, że ta nie całkiem poważnie traktowana poetka dość poważnie wyprzedzała swoją epokę. Chociażby tym, jak pragmatycznie i konsekwentnie zarządzała swoją twórczością. Jak korzystała z wolności, jak kosmopolitycznie postrzegała rzeczywistość i wreszcie - jak przecierała szlaki dla kobiecej niezależności. (...) Sama o sobie powiedziała, że jej życie to powieść z przygodami, ale nie zawsze w dobrym guście - pisze Ula Ryciak w książce "Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej".

Fascynująca kobieta i fascynujący człowiek. Wielka poetka. Choćby dla jej piosenek warto ten serial zobaczyć, bo akurat tego w nim nie brakuje.

Agnieszka Osiecka urodziła się 9 października 1936 r. w Warszawie, gdzie też zmarła 7 marca 1997 r. Poetka, prozaiczka, autorka spektakli teatralnych i telewizyjnych, reżyserka filmowa, dziennikarka, a przede wszystkim autorka ponad dwóch tysięcy tekstów piosenek. Córka pianisty i kompozytora Wiktora Osieckiego oraz polonistki Marii Osieckiej z domu Sztechman, pierwsze lata dzieciństwa spędziła w Zakopanem, a potem mieszkała głównie na Saskiej Kępie w Warszawie. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim (1956). Debiutowała jako reporterka w dzienniku "Głos Wybrzeża" (1954). Podczas dalszych studiów, na Wydziale Reżyserii Filmowej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi (1957-1962), pisała recenzje z filmów do "Sztandaru Młodych". Współpracowała potem z wieloma pismami. Od 1954 r. była związana z warszawskim Studenckim Teatrem Satyryków, dla którego napisała 166 utworów. W Polskim Radiu prowadziła Radiowe Studio Piosenki. Tworzyła sztuki i spektakle z piosenkami dla teatrów i telewizji. Jej pierwszą sztukę przygotowaną z myślą o zawodowej scenie "Niech no tylko zakwitną jabłonie" wystawił Teatr Ateneum, z którym była związana przez wiele następnych lat. Sprawdzała się w różnych gatunkach literackich: widowiskach muzycznych, collage'ach, monodramach, powieściach, wierszach, powiastkach dla dzieci i młodzieży, słuchowiskach radiowych, a nawet w reklamie. Dużo podróżowała, prowadziła bogatą korespondencję, fotografowała. Pod koniec życia związała się z małym teatrem Atelier na plaży w Sopocie. Spędzała tam wiele czasu. Pisała dla niego sztuki i piosenki. Kiedy odeszła, teatr przybrał jej imię.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (106)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

17

czerwca

Paweł Domagała - Wracaj Tour Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

26

czerwca

Slow Fest Sopot Sopot, Molo w Sopocie

27

czerwca

Święto Wielkiej Alei Gdańsk, Park Steffensów

Kultura

Wybraliście operę - w parku Oruńskim zobaczymy "Rigoletto"
W parku Oruńskim zobaczymy Rigoletto

Kulinaria

Gdzie jedzą "lokalsi"? Gdańsk, mamy problem...
Zabierz mnie tam, gdzie jedzą "lokalsi"
Nowe lokale: śniadania, wursty, etniczne, włoskie i gruzińskie smaki
Nowe Lokale: śniadania i kuchnie świata

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Opera Leśna to obiekt wybudowany w roku: