Wiadomości

Agnieszka Pestka o swoim amerykańskim śnie

Do odważnych świat należy, a dowodem na to jest historia Agnieszki Pestki, polskiej artystki, która zamarzyła o karierze w Nowym Jorku. W rozmowie z nami opowiedziała o tym, co zrobić, żeby "amerykański sen" miał szansę się spełnić, jak studia nie zaspokoiły jej ciekawości świata i dlaczego jej prace szokują innych twórców.



Aleksandra Wrona: Dużo podróżowałaś po świecie, teraz mieszkasz w Nowym Jorku, ale wiem, że dużą rolę w twoim życiu odegrał też Gdańsk. Jak to miasto cię ukształtowało?

Agnieszka Pestka: Gdańsk odegrał w moim życiu dużą rolę. Pochodzę z małego miasta, więc tak naprawdę to Gdańsk poszerzył moje horyzonty, to właśnie tu poszłam na pierwszą operę i do filharmonii. W Gdańsku studiowałam ochronę środowiska na Uniwersytecie Gdańskim. Wytrwałam tylko pół roku, bo zorientowałam się, że siedząc na uczelni nie uratuję planety. Rozpoczęłam kierunek Geografia, również na Uniwersytecie Gdańskim, ale jeszcze szybciej odkryłam, że siedząc w szkole nie zobaczę świata, dlatego zaraz po moich trzymiesięcznych studiach, wyruszyłam w pierwszą podróż po świecie.

Wystawy w Trójmieście


Najważniejszą rzeczą, która wpłynęła na mnie w Gdańsku, było poznanie ludzi działających na rzecz ochrony praw zwierząt. Poznałam tam moja bardzo dobrą koleżankę Joannę Krupicką z Avocado, z którą wspólnie działałam w Gdańsku. W tym samym czasie poznałam podobne do mnie osoby, które wyznawały te same wartości. Większość moich znajomych ze Sławna przeprowadziła się do Gdańska, dlatego za każdym razem, gdy jestem w Polsce, obowiązkowo przyjeżdżam do mojego ukochanego miasta.

Co było dla ciebie impulsem, żeby "wyruszyć w świat"?

Kierowały mną dwa impulsy: ciekawość i głód poznawania świata. Początkowo dużo podróżowałam po Polsce na tak zwanego "stopa". Dzięki temu śmiało mogę powiedzieć, że zwiedziłam ją praktycznie całą. Właśnie dlatego chciałam zobaczyć więcej i zwiedzić cały świat. Podróże pomogły mi też docenić nasz wspaniały kraj. Kocham Polskę i jestem bardzo szczęśliwa, że ja i moja rodzina się w niej urodziliśmy.

W takim razie dlaczego wybrałaś Nowy Jork?

W moim życiu zawsze idę na całość. Nowy Jork to stolica świata sztuki, mieszka tu największa liczba artystów. Nowy Jork jest bardzo trudny, wymagający, ale jest tu też najwięcej możliwości. Myślę, że jeśli chcesz coś znaczyć w świecie sztuki to twoja noga (lub sztuka) musi przejść przez to miasto.

Rzeczywiście, Nowy Jork jest otwarty na sztukę, ale też pełen osób, które przybyły tu z nadzieją na swój "American Dream".

To prawda, Nowy Jork jest pełen ludzi z wielkimi nadziejami i marzeniami. Większość nie zdaje sobie sprawy, ile pracy i poświęcenia kosztuje życie w Nowym Jorku. Nieważne co robisz, kim jesteś - Nowy Jork może złamać najsilniejszego. Wydaje mi się, że wiele osób ma wielkie nadzieje, ale brakuje im wytrwałości. Od początku wiedziałam, że kiedy tu przyjadę, będę bardzo samotna. Liczyłam się z tym, że będzie mi bardzo ciężko i ze wszystkim będę musiała radzić sobie sama. Myślę jednak, że nagroda, jaką jest realizacja swoich marzeń, jest warta tego poświęcenia.

Jak udało ci się przebić?

Jedynym sposobem na przebicie się w Nowym Jorku jest praca. Trzeba pracować dzień w dzień po dwanaście, czternaście godzin, chodzić na otwarcia galerii i poznawać mnóstwo nowych ludzi. Nie warto nikogo oceniać, trzeba być miłym i uprzejmym, bo nigdy nie wiadomo, kogo się spotka. W ten sposób rozpoczęła się moja historia. Kiedy tu przyjechałam, znałam zaledwie jedną osobę, później sieć kontaktów się powiększała, ktoś mnie polubił, ktoś polecił i dzięki temu doszło do mojej pierwszej wystawy.

Przy twoim nazwisku pojawiają się takie hasła jak rzeźba, sitodruk, fotografia i akwaforta. Czym tak właściwie się zajmujesz? Która z tych dziedzin jest ci najbliższa?

Sztuką zajęłam się na poważnie dwa lata temu, zaraz po przyjeździe do Nowego Jorku. Wcześniej hobbystycznie fotografowałam i próbowałam różnych nowych rzeczy, aby odkryć, co do mnie przemawia. Aktualnie skupiam się na metalach: stali i cynku. Uwielbiam chłód i siłę metalu, ten materiał najlepiej mnie wyraża. Mam z nim połączenie. Myślę jednak, że artyści powinni być elastyczni i eksperymentować, dlatego nie sądzę, żeby poprzestała na pracy z metalem. Lubię powietrze, szkło, przestrzeń, dźwięk... to wspaniałe, że w sztuce możliwości są nieograniczone.

Tworzysz w technice akwaforty. Na czym ona polega?

Akwaforta jest to metoda druku z XV i XVI wieku. Obraz nanosi się różnymi technikami na płytę cynkową lub miedzianą, a później wyżera go przez zanurzenie w kwasie. Następnie w obraz wciera się farbę, żeby później wydrukować go na papierze. Taką techniką pracuje większość moich kolegów z pracowni, ja jednak od momentu ujrzenia pierwszej płyty, wiedziałam, że to tak będą wyglądały moje finałowe prace. Myślę poza schematami, bo nigdy nie uczęszczałam do żadnej szkoły artystycznej. Większość osób z pracowni była zszokowana moim pomysłem, ale powoli przekonują się, że sama płyta może być piękna.

Co inspiruje cię do tworzenia?

Inspiruje mnie wszystko, co mnie otacza. Mieszkałam w czternastu krajach, doświadczenia zdobyte podczas podróży dały mi przekonanie, że mam wiele do opowiedzenia i mogę to zrobić za pomocą sztuki. Moje prace opowiadają historie i mnie - o moich przeżyciach, uczuciach. Sporo w nich kontrastów - od piękna i radości do bólu i obrzydzenia. Moim największym marzeniem jest, aby moje prace oddawały to, co czuję. Chcę, żeby inspirowały i działały na widza dając mu coś, czego nie da się zmierzyć żadną miarą.


Czy któraś z twoich dotychczasowych wystaw była dla ciebie szczególnie ważna?

Myślę, że były dla mnie równie ważne. Każda z nich była dla mnie wielkim doświadczeniem. Za każdą kryła się ciężka praca, morze wylanych łez, nieprzespane noce, ale też mnóstwo pozytywnych emocji.

Jakie są twoje najbliższe plany artystyczne?

Przygotowuję się do grupowej wystawy w Miami podczas jednego z największych wydarzeń artystycznych na świecie - Art Basel, które odbędzie się na początku grudnia. W pierwszej połowie przyszłego roku będę miała kolejną solową wystawę w Nowym Jorku. Latem planuję wysłać moje prace na wystawę w Tokio, a za siedem lat chciałabym znaleźć się w MoMie i Tate Museum. Oczywiście, jeśli miałabym okazję, z chęcią pokazałabym moje prace również w Polsce.

Opinie (25) ponad 10 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • To nie jest tak, że do NY zjeżdżają sobie ludzie i tam stają się artystami. Zjeżdżają tam artyści, którzy coś już dokonali, wiedzą co jest ich powołaniem i tam starają się wybić i coś osiągnąć. Marzenia marzeniami ale solidna podbudowa przede wszystkim. Np ASP, Akademia Muzyczna, itp a potem NY, kontakty i wielką sława ( to nie żart ). Mimo to powodzenia.

    • 1 0

  • A nie lepiej mieć męża i dzieci (1)

    i po świecie się nie włóczyć?

    • 21 31

    • Ola

      Na szczęście są kobiety, dla których nie jest to szczytem marzeń i osiągnięć życiowych...pisze to mama dwójki dzieci i posiadaczka super męża:)

      • 1 0

  • Też chętnie

    Bym nawiązał kontakt z Panią Agnieszką ;-)

    • 0 4

  • Miasto z gigantycznymi kosztami zycia, ludzmi (1)

    ktorzy przyjezdzaja tu z nierealnymi oczekiwaniami a potem wszystko o kant stolu rozbija sie po zderzeniu z miejscowymi realiami. Piani Agnieszcze radze na poczatek aby skupila sie na konkretnym rzemiosle dogadac sie ze sklepami meblarskimi, handlujacymi sztuka uzytkowa czy nawet typu home depot i robic jakies akcesoria typu figurki, rzezby, obrazki, mozaiki itp. Nawet z ludzmi z branzy construction ktorzy robia prace dla bogatych jeleni z Manhattanu a takich wsrod nawet Polakow jest tu masa. Wiem, ze jest to mniej ambitne ale bardziej oplacane a swojemu hobby oddac sie gdy bedzie w miare stabilna finansowa. Jesli nie wie jak to zrobic moge pomoc z kontaktami do odpowiednich ludzi.

    • 8 2

    • New York New York

      Trudno cokolwiek wytłumaczyć komuś kto całe życie jako najemnik albo sovieckiej pensyji pracował -to niewytłumaczalne,dla was to będzie szaleńcy dobrze

      • 0 2

  • jaka kariera ?

    co ta pani osiągnęła ?

    • 7 0

  • Nie mogę znaleźć którą uczelnię artystyczną ukończyła (4)

    i z jakim tytułem a nie li tylko uczęszczała owa "artystka"?

    • 30 13

    • może tak pozwoli moderator

      Panie/Pani Pepe, spróbuj sam/a wyjechać i spróbować. Najłatwiej odebrać dyplom na uczelni i uważać, że jest to najwspanialsze osiągnięcie życia.
      Panie Moderatorze, teraz było ślicznie, prawda

      • 4 4

    • Nie ważne co kończyła

      A to ważne by coś kończyła? Od kiedy studia określają kogoś poziom? Pomagają, ale ile ludzi po ASP nic nie potrafi? Tutaj liczy się warsztat i praca, podejście, a nie tytuł skończonej uczelni.

      • 15 9

    • ale o co konkretnie chodzi???

      no wlasnie czy cos skonczyła i co soba reprezentuje ta niewiasta???

      • 12 3

    • zazdrosny ?

      Pepe :)
      Żal czytać kogoś kto "zrobił magistra" w prywatnej uczelni w jakiejś niewielkiej miejscowości

      • 4 14

  • Leonardo da Vinci mówił o niej "moje światło". (2)

    • 14 1

    • a dla Peryklesa była po prostu wzorem

      • 3 1

    • Chyba DiCaprio

      • 7 1

  • prace są bardzo słabe, na szczęście w NY jest sporo małych galerii i ludzi którzy to kupią

    • 2 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

września

03

października

Święto Hal Targowych w Gdyni Gdynia, Hala Targowa

10

października

Jan Serce Gdańsk, Klub ŻAK

Kultura

Koncert skrzypcowy w zaskakującej scenerii
Koncert w zaskakującej scenerii
Roztańczony introwertyk. Artur Rojek w Starym Maneżu
Rojek w Starym Maneżu

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Okiem dietetyka: jak wybrać dobry chleb?
Okiem dietetyka: jak wybrać dobry chleb?

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Zespołem zaliczanym do Gdańskiej Sceny Alternatywnej jest: