Wiadomości

Ania Renusz: nie jestem królową życia. Jestem królową pracy

Ania i Mateusz pojawili się w 9. edycji programu "Królowe Życia" stacji TTV.
Ania i Mateusz pojawili się w 9. edycji programu "Królowe Życia" stacji TTV. fot. instagram/ ondiehair

Ania Renusz, gdynianka znana również jako Ondiehair, to jedna z najbardziej wyrazistych uczestniczek programu stacji TTV "Królowe życia". Nie unika operacji plastycznych i zabiegów medycyny estetycznej, kocha tatuaże i luksus, na który ciężko pracuje. Ania opowiedziała nam o swoim życiu, kulisach programu oraz odpowiedziała na pytanie, czy udział w tego typu programie wiąże się z wątpliwą sławą i hejtem, czy wręcz przeciwnie?



Wydarzenia w Trójmieście



Czy oglądasz program "Królowe Życia"?

tak, uwielbiam go 16%
tak, czasami zobaczę jakiś odcinek 21%
raczej nie, ale znam 9%
nie, ale mam w planach 1%
nie, to nie dla mnie 53%
zakończona Łącznie głosów: 1759
Faktycznie jesteś królową życia?

Ania Renusz: (śmiech) Nie jestem królową życia. Jestem królową pracy. Pracy, którą kocham i która pozwala mi godnie żyć. Pracy, która jest kreatywna i która uszczęśliwia innych. Często mówię, że wygrałam swoje życie pracą. Fryzjerstwo było od zawsze moją pasją i gdy dzisiaj patrzę na drogę, jaką przeszłam, jak rozwinęłam się ja sama i mój salon, to uczciwie mogę przyznać, że jestem z siebie dumna. Tym bardziej, że nie miałam łatwo w życiu, dużo przeszłam, cierpiałam, ale obecnie jestem kobietą bardzo szczęśliwą i cieszę się z tego, co mam. Tak naprawdę nie marzę o nie wiadomo jakich rzeczach. Jest mi dobrze tak, jak jest.

A jak jest?

Wiadomo, że w czasie pandemii życie jest nieprzewidywalne. Ja skupiłam się na pracy, pielęgnowaniu relacji i na związku. Znalazłam też czas na rzeczy, które dawno już chciałam robić, ale albo nie miałam motywacji, albo czasu. Mówię na przykład o treningach pole dance oraz treningach siłowych. To też jest pozytywny efekt udziału w programie "Królowe życia". Producenci nas namawiają i motywują do tego, by nie odkładać marzeń w czasie.

Ania słynie z kolorowych stylizacji, tatuaży i odważnych sesji zdjęciowych. Lubi się wyróżniać i sama to podkreśla.
Ania słynie z kolorowych stylizacji, tatuaży i odważnych sesji zdjęciowych. Lubi się wyróżniać i sama to podkreśla. fot. Andrzej Brzeziński
Jak rozpoczęła się twoja przygoda z programem?

Ktoś z produkcji zadzwonił z propozycją na telefon służbowy. Odebrała koleżanka, ja byłam akurat zajęta pracą. Byłam przekonana, że ktoś sobie jaja robi i nie oddzwoniłam. Następnie dostałam kolejną wiadomość na Instagramie, ale odpisałam, że nie jestem zainteresowana. Może na taką nie wyglądam, ale z natury jestem dość wstydliwa i nieśmiała. Przekonał mnie telefon od reżysera, który opowiedział mi dokładnie, jak wygląda produkcja i zapewnił, że jest to bezpieczny program, w którym nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem, nikt mnie nie będzie zmuszał do zachowań, których nie akceptuję lub które nie są zgodne z moimi zasadami. Pomyślałam też, że skoro trzy razy składają mi propozycję, to faktycznie musi im na mnie zależeć. Ostatecznie, po konsultacji z moim partnerem Mateuszem, zgodziłam się. Potem były trzy miesiące ciszy i niedługo przed pierwszymi nagraniami dostałam informację, że zaczynamy nagrywać. Nawet nie miałam jak schudnąć, bo już było za późno, a w pandemii trochę dużo jadłam (śmiech).

Jak wygląda program "Królowe życia" od kulis?

Na początku było to dziwne doświadczenie. Gdy do domu weszło mi ośmiu chłopaków z produkcji, rozstawili światła, kamery, mikrofony, to złapał mnie stres i zastanawiałam się, czy dam radę grać, cokolwiek powiedzieć. Szybko jednak okazało się, że nie o granie tu chodzi, ale o bycie sobą. Skoro się na to zdecydowałam, to dlaczego mam kreować nieprawdziwy wizerunek, udawać kogoś, kim nie jestem? Nie jest to łatwe, kiedy tyle osób na ciebie patrzy i kiedy ma się świadomość, że to pójdzie w świat. Z czasem przywykłam do kamer i często zapominam, że one mi towarzyszą. To mój drugi sezon w programie. Nagrania nie są uciążliwe, choć gdy przyjeżdża do nas ekipa, to jest intensywnie i wyczerpująco, bo nagrywamy non stop, od rana do nocy przez 2-3 dni.

To ty proponujesz, co chcesz pokazać, czy jest to narzucone przez produkcję?

Przeważnie jest tak, że oni mają swoje pomysły, ale nie muszę się na nie godzić. W końcu pokazywane jest nasze życie. Na samym początku przeprowadzają dość duży wywiad z nami i nas poznają, przez co łatwiej im proponować różne rzeczy. Ostatnio prosili mnie na przykład, abym była milsza dla Mateusza (śmiech).

Jakie były pierwsze reakcje po emisji pierwszego odcinka?

Wchodząc w komentarze, trochę się załamałam. Uwagi typu "jaki karp" były na porządku dziennym. Wyzywali mnie od glonojadów, rozebrali na czynniki pierwsze moją fizjonomię, oblali mnie swoją żółcią. Nie ukrywam, trochę się to na mnie odbiło. Postanowiłam nawet poddać się zabiegowi rozpuszczania kwasu hialuronowego w ustach, by zmniejszyć ich objętość. To dość powszechnie stosowany zabieg w medycynie estetycznej, mający na celu usunięcie niechcianych i niepożądanych efektów zabiegów z wykorzystaniem wypełniaczy. W dalszym ciągu patrzę na te negatywne komentarze, ale już się nimi tak nie przejmuję. Poza tym sporo się zmieniło w nowym sezonie. Jest coraz więcej miłych komentarzy. Ludzie chyba coraz bardziej akceptują fakt, że wygląd to indywidualna sprawa każdego człowieka, a liczy się serce, dusza, charakter.

Zatem jakie masz serce, duszę i charakter?

Jestem kobietą wrażliwą. To na pewno. Staram się żyć tak, aby nie robić ludziom krzywdy i przykrości. Bardzo sobie cenię relacje, uczciwą, ciężką pracę i bez dwóch zdań kocham moje klientki, rozmowy z nimi są czymś naprawdę wyjątkowym, często doświadczeniem wręcz intymnym.

Jak sama podkreśla, jest, jaka jest, a w programie pokazuje siebie.
Jak sama podkreśla, jest, jaka jest, a w programie pokazuje siebie. Fot. Monika Kosecka
Programy typu "Królowe życia" nie cieszą się dobrą opinią. Powszechnie uważa się, że promują niskie wartości. Nie miałaś obaw, że zostaniesz zaszufladkowana, biorąc udział w tym programie?

Takich obaw nie miałam, wszak wiele osób mnie zaszufladkowało, choćby znając mnie tylko z widzenia lub śledząc mój profil na Instagramie. Poszłam do tego programu, by przeżyć przygodę, by w tym trudnym dla wszystkich czasie znaleźć trochę radości i rozrywki. Mówisz, że tego typu programy nie cieszą się dobrą opinią, niemniej mnóstwo ludzi je ogląda, bez względu na wykształcenie, status społeczny, majątkowy czy miejsce zamieszkania. Niskie wartości? Zależy, co chcesz pokazać i co sobą reprezentujesz. Jeśli ktoś chce dostrzec we mnie niskie wartości tylko dlatego, że wyglądam, jak wyglądam, to naprawdę nie wiem, co na ten temat myśleć. Kiedyś mi było przykro z tego powodu. Teraz jest mi to obojętne. Ludzie zawsze będą mówić. Taka jest bowiem ludzka mentalność.

Skoro jesteśmy przy twoim wyglądzie, to zdradź, proszę, jak mocno ingerujesz w swoją naturalną urodę i jakie zabiegi miałaś zrobione.

Mam zoperowany nos, powiększone piersi, regularnie też wypełniam usta. Poddałam się także zabiegowi odsysania tłuszczu z nóg i rąk, a następnie ten tłuszcz został wykorzystany w zabiegu kształtowania pośladków. Mam także usunięte poduszki Bichata, czyli struktury tłuszczowe położone wewnątrz policzków. Odpowiadają one za prawidłowy kontur twarzy. Dzięki temu zabiegowi twarz staje się smuklejsza, a kości policzkowe są bardziej wyeksponowane. Ostrzykuję też twarz kwasem hialuronowym, dzięki czemu skóra jest odpowiednio nawilżona i elastyczna. Mam jeszcze doczepiane włosy.

Otwarcie przyznajesz się do tych zabiegów. Co chciałabyś jeszcze poprawić i czy są zabiegi, których byś sobie nie zrobiła?

Z tymi zabiegami to jest tak, że za każdym razem mówię, że to już ostatni raz. Do czasu, aż pojawi się jakiś nowy zabieg dający spektakularne efekty lub gdy stwierdzę, że jednak coś tam się u mnie popsuło lub zadziałał naturalny upływ czasu. Aktualnie zastanawiam się nad nieznacznym liftingiem twarzy. A jeśli pytasz o zabiegi, na które bym się nie zdecydowała, to ostatnio widziałam metodę poprawy wyglądu zębów. Polega ona na piłowaniu zębów i nałożeniu na nie specjalnych nakładek. Efekt jest ładny, ale szkoda by mi było moich naturalnych zębów i bałabym się, że na starość zostanę bez nich. Z zabiegami medycyny estetycznej trzeba być ostrożnym i - pewnie to dziwnie zabrzmi w moich ustach - ale nie ma co przesadzać.

Faktycznie, dziwnie to brzmi, gdy patrzy się na ciebie.

Może faktycznie, jednak ja tak na to nie patrzę. Zawsze taka byłam, już w gimnazjum moja mama musiała chodzić do szkoły, bo byłam cały czas umalowana. Zawsze się wyróżniałam, ale to właśnie jestem ja. Nie lubię być bezbarwna. Miałam kiedyś straszne kompleksy, zresztą do dzisiaj mam. Leczyłam je wyrazistością. Zaczęło się od nosa, to był mój olbrzymi kompleks, wręcz moja zmora. Często słyszałam przytyki, że mam wielki nos, od rodziny, od rówieśników. Dlatego gdy tylko uzbierałam pierwsze większe pieniądze, od razu wydałam je na operację. Dzisiaj, gdy widzę, że ciało się starzeje lub gdy coś zaczyna się sypać, to poprawiam. Zdaję sobie sprawę, że te słowa nie spotkają się z akceptacją, ale taka jestem. Dzisiaj medycyna estetyczna jest powszechna, mnóstwo kobiet i mężczyzn korzysta z niej, mało kto jednak się do tego przyznaje. I ja poniekąd to rozumiem, w polskiej mentalności wciąż jest mała akceptacja dla tego typu zabiegów, co przy skłonnościach do powierzchownego oceniania, krytykowania, hejtowania naraża takie osoby jak chociażby ja na wiele przykrości. Nie rozumiem, dlaczego ktoś rości sobie prawo do rzucania we mnie obelgami, tylko dlatego, że powiększyłam usta. Ludzka agresja jest przerażająca.

Wspominałaś wcześniej, że wiele w życiu przeszłaś. Co takiego wydarzyło się w twoim życiu?

Było ciężko, ponieważ na dobrą sprawę wychowywałam się sama. Straciłam rodziców, gdy byłam nastolatką. Zostaliśmy z siostrą i bratem sami. Mój brat, starszy ode mnie o pięć lat, nie podołał, załamał się, wpadł w alkoholizm i zmarł kilka lat po śmierci mamy. Szybko musiałam wziąć się w garść i stać się dorosła.

Jesteś właścicielką salonu i fryzjerką. Co cię popchnęło w tym kierunku?

Od zawsze to lubiłam. Gdy byłam nastolatką, robiłam wszystkim warkoczyki. Mieszkałam w Szepietowie, małej miejscowości na Podlasiu. Czesałam tam wszystkie dziewczyny z okolicy na wesela, a byłam wtedy w gimnazjum. Niemniej dość późno poszłam do szkoły fryzjerskiej. Chciałam mieć maturę i skończyłam najpierw technikum hotelarskie. Po szkole fryzjerskiej zaczęłam pracować w różnych salonach. Miałam chłopaka, a później męża piłkarza, który grał w różnych klubach w Polsce. Tak trafiliśmy do Gdyni. Na samym początku pracowałam w domu, jednak tak to się wszystko ładnie poukładało, że wraz z koleżanką otworzyłyśmy salon, który od czterech lat tętni życiem i radosną atmosferą. Dziś mogę powiedzieć, że spełniam się w tym, co robię, i jestem w tym dobra.

Wspomniałaś o mężu... małżeństwo nie przetrwało próby czasu?

Z Michałem byłam przez 10 lat, to była wielka, młodzieńcza miłość. Ślub wzięliśmy na jednej z greckich wysp. Było romantycznie, ale była też proza życia. Przyszedł czas, że postanowiliśmy się rozstać. Kilka lat temu się rozwiedliśmy, ale dalej mamy kontakt. Rozstaliśmy się w normalnych relacjach, szkoda życia na wojny i złe emocje.

Wróćmy na chwilę do programu. Widać w nim twoją relację z obecnym partnerem Mateuszem, pokazywana jest twoja codzienność - praca, treningi itp. Czy jest coś, czego nie zobaczymy w telewizji?

- Nie zobaczymy domu dziecka. Mój były chłopak ma koleżankę, która jest wychowawczynią w domu dziecka w Elblągu. Pojechaliśmy tam kiedyś i przepadłam. Przyjeżdżałam, czesałam, rozmawiałam, po prostu z tymi dzieciakami byłam. Wiele dziewczyn z tego ośrodka w dalszym ciągu przyjeżdża do mnie na darmowe metamorfozy. Robiliśmy im włosy, makijaże, ładne zdjęcia. Niedawno też poznałam miłe panie z fundacji "Żar Miłości". Odezwały się do mnie, bo usłyszały, że robię dzieciakom metamorfozy. Przyprowadziły do mnie dziewczyny z domu dziecka w Straszynie. Tak się zakochałam w tych dzieciakach, że regularnie je odwiedzamy. Ostatnio byłam tam z moją ekipą z pracy, robiliśmy im kolorowe warkocze, tańczyliśmy.

Zaangażowałaś się emocjonalnie?

Tak, bo wiem, jak to jest wychowywać się bez rodziców. Gdy byłam młoda i moja mama zmarła, to było ryzyko, że moja młodsza siostra wyląduje w domu dziecka. Brakowało nam ludzi, którzy by się nami zaopiekowali i zajęli. Dzisiaj widzę, jak te dzieci zaczynają się przede mną otwierać. Poczułam jednak niewyobrażalny ból, gdy usłyszałam od jednej z dziewczynek, że nie wierzy, że jeszcze do niej kiedyś przyjadę. Mówiła, że wielu przyjeżdżało, obiecywało, że będą wracać i na jednej wizycie się kończyło. Zrobiło mi się strasznie przykro. Dzieci inaczej to odbierają. Powiedziałam sobie, że ich nie zawiodę. Gdy raz mi się samochód zepsuł, to nie szukałam wymówek, tylko poprosiłam koleżankę, by mnie zawiozła. Bo dzieci czekają. Zgłosiłam się nawet na wolontariat, by móc w sposób bardziej formalny i usystematyzowany opiekować się tymi dziećmi. Bardzo to lubię, jest to coś, czego potrzebuję i przede wszystkim cenię sobie te szczere relacje.

Myślałaś kiedyś o adopcji dziecka?

Tak, poważnie nad tym myślę. Już jak byłam dzieciakiem, mówiłam, że chcę zaadoptować dziecko, a nie mieć własne. Nie wiem dlaczego, ale tak właśnie czuję. Wokół nas jest tyle dzieci skrzywdzonych przez los, które czekają na dom. Ciężko mi jest się z tym pogodzić. Moje zaangażowanie w pomoc dzieciom z domów dziecka jest też pewnego rodzaju testem dla mnie samej - testem mojej emocjonalności, przygotowaniem do tej odpowiedzialnej roli.

A wy co sądzicie na temat programów typu reality show? Jesteśmy ciekawi waszych opinii.

Quiz - Mieszkańcy Trójmiasta w programach rozrywkowych. Znasz ich?

Pytanie 1 / 8

Pytanie 1 / 8
Basia Ritz to zwyciężczyni pierwszej edycji popularnego programu kulinarnego:

Opinie wybrane


wszystkie opinie (242)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Kultura

Czuwaj Papciu - mural Tuse w hołdzie dla Papcia Chmiela
Papcio Chmiel na muralu Tuse
Przybylska, Wałęsa, Tusk, Krauze i inni - inspirujące biografie
Lubisz biografie? Zobacz nasze propozycje

Kulinaria

Kaszubska Koza w płomieniach. Pomoc płynie z całego świata
Kaszubska Koza w płomieniach
Smacznie, zdrowo, kolorowo. Ekorynki w Trójmieście
Bio i eko. Dokąd na zdrowe zakupy?

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Prawdziwe meksykańskie tortille są z mąki: