Wiadomości

stat

Blues i black metal. Relacja z koncertu Behemoth w B90

Koncert zespołu Behemoth w B90.
Koncert zespołu Behemoth w B90. fot. Dominik Staniszewski/trojmiasto.pl

To już niemal tradycja, że w ostatnich miesiącach roku Behemoth staje na deskach klubu B90, tradycją jest także swoista edukacyjna działalność zespołu, który na wspólne koncerty często zabiera zaskakujące towarzystwo poszerzające muzyczne horyzonty publiczności. Tym razem stało się nawet tak, że jeden z tych zespołów skradł cały show...



Punktualnie o godz. 19 rozpoczęło norweskie Whoredom Rife - szorstki, dość przewidywalny, ale satysfakcjonujący black metal. To jeden z tych zespołów, które przypominają skromne początku Behemoth - bez widowiskowej oprawy scenicznej, bez zaskakujących rozwiązań kompozycyjnych, po prostu skrzek, siarczyste tremolo i zarzynanie perkusji, co oczywiście nie mogło się nie podobać.

Koncerty: ciężkie brzmienia w Trójmieście


Podobnie jak nie podobać nie mogło się In Twilight's Embrace, w którego muzyce jest nieco więcej przestrzeni i znacznie wyraźniejsze zróżnicowanie dynamiki, a w dodatku teksty odśpiewywane są w języku polskim. Trzeba lubić tę specyficzną, black metalową poezję, żeby się w tym odnaleźć, bo chociaż treści nie odbiegały od najczęściej poruszanych w gatunku tematów, to jednak podane w języku angielskim zawsze zdają się nieco przystępniejsze. Dla zgromadzonych w B90 nie stanowiło to jednak problemu, a nawet znaleźli się tacy, którzy wtórowali zespołowi przy użyciu własnych gardeł.

Niespodzianką dla wielu musiał okazać się zespół Zeal & Ardor, którego żywot rozpoczął się od złośliwego wpisu w internecie. Manuel Gagneux na jednym z for dla zabawy zapytał, jakie dwa gatunki muzyczne powinien połączyć, na co w odpowiedzi otrzymał rasistowskie komentarze, że jako osoba czarnoskóra najlepiej niech sięgnie po blues - muzykę niewolników oraz... black metal. Na przekór tak właśnie uczynił i stworzył jeden z najbardziej zaskakujących czy wręcz najdziwniejszy zespół, jakie we współczesnej muzyce możecie znaleźć.

Część publiczności nie spodziewała się usłyszeć dźwięków tak odmiennych, od tego, co przedstawiały pozostałe grupy tego wieczoru. Znakomity, bluesowy głos Gagneuxa w tych warunkach zdawał się pochodzić niemalże z innej planety, ale kiedy wszedł w splot z prostymi, charakterystycznymi dla black metalu riffami i chyba najszybciej wystukiwanymi blastami tego wieczoru, nie było na sali nikogo, kto nie dały się porwać.

Równie zaskoczone mogły być te osoby, które znały twórczość zespołu z dwóch albumów studyjnych, ale nie słyszały tegorocznego wydawnictwa koncertowego - "Live in London", bo o ile wcześniej równowaga pomiędzy dwoma gatunkami składającymi się na brzmienie Zeal & Ardor była zachowana, o tyle na scenie dokonano wyraźnego zwrotu ku black metalowi. Niespodziewanie też w momentach przejściowych pomiędzy tymi dwiema stylistykami pojawiały się - zdecydowanie przypadkowe - naleciałości z grunge'u, który z bluesem zawsze miał wiele wspólnego.

Zeal & Ardor - "Devil is Fine":


Zeal & Ardor wprawili publiczność w ruch i być może jako pierwsi w historii sprawili, że tak wiele osób pogowało do bluesa. To był wyjątkowy koncert wyjątkowego zespołu i całe szczęście, że następny w kolejce czekał Behemoth, bo niewielu mogłoby udźwignąć występowanie po czymś tak unikalnym. Set gdańskiego zespołu nieznacznie różnił się od tego, co zaprezentowali w ubiegłym roku - wciąż dominowały utworu z najnowszego albumu ("I Loved You at Your Darkest"), aczkolwiek znalazło się miejsce dla kilku rzadziej odgrywanych, chociażby "Horns ov Baphomet" z albumu "Zos Kia Cultus" czy dwa smaczki z wydanego ponad dwadzieścia lat temu "Pandemonic Incantations" - "Satan's Sword (I Have Become)" oraz prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjny utwór w dorobku zespołu, "Chwała mordercom Wojciecha (997-1997 dziesięć wieków hańby)", do odśpiewania którego publiczność ochoczo się włączała.

Również od strony wizualnej tegoroczny występ Behemoth był bardzo zbliżony do tego sprzed dwunastu miesięcy, co nie powinno być jednak dla nikogo rozczarowaniem, bo jak na przestrzeń klubu B90, o szerzej zakrojonych działaniach pirotechnicznych mówić raczej nie można. Ogień buchał ze sceny nieustannie i to z taką mocą, że można było odczuć jego ciepło nawet w ostatnich rzędach.

Tym, co zmieniło się natomiast w stosunku do zeszłego roku jest sama publiczność. Nie zabrakło rzecz jasna załóg od lat chodzących na podobne wydarzenia, ale pojawiło się także bardzo dużo młodzieży czy osób, których wygląd absolutnie nie zdradzał, że black metal może grać im w duszach (chociażby grupa mężczyzn w garniturach).

To oczywiście pozytywne zjawisko, bo podobnie jak zespoły pokroju Zeal & Ardor dbają o powiew świeżości w muzyce, tak i jej odbiorcy będą coraz bardziej różnorodni. Ostatecznie nie ma przecież znaczenia, czy założymy koszulę i krawat, czy koszulkę z Behemothem - najważniejsza jest muzyka.

20

października

Scenariusz dla trzech aktorów Gdynia, Teatr Muzyczny

23

października

8. NeoArte. Syntezator Sztuki Gdańsk, Nowa Synagoga

25

października

Bracia Figo Fagot Gdynia, Klub Ucho

Kultura

Będzie nowa wiceprezydent Sopotu. Joanna Cichocka-Gula odchodzi z Urzędu
Sopot będzie miał nową wiceprezydent
Odkryli Gdynię w grze miejskiej
Odkryli Gdynię w grze miejskiej

Kulinaria

Jesień w trójmiejskich restauracjach
Jesień w trójmiejskich restauracjach
Rodzice małych dzieci w kociej kawiarni. Nie wszyscy szanują regulamin
Rodzice robią problemy w kociej kawiarni

Planuj z nami tydzień

Hevelka, Michał Szpak i pokazy ognia. Planuj tydzień
Planuj tydzień: najciekawsze wydarzenia

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Na festiwalu Kolosy spotykają się: