Wiadomości

Cała doba z festiwalem Fringe w Sopocie

Rozmach festiwalu Fringe to jego największy atut.


Pierwszą odsłonę nowego festiwalu miejskiego Sopot Fringe trzeba uznać za udaną. Nie oznacza to jednak, że imprezie nie potrzeba kilku istotnych zmian.



Koncerty, spektakle, kiermasz sztuki, wystawy, warsztaty artystyczne, fireshow, a nawet wróżka stawiająca tarota i wiele innych - w sobotę, przez całą dobę w Sopocie odbyło się kilkadziesiąt otwartych dla mieszkańców akcji artystycznych.

Ogromna skala pierwszej edycji Sopot Fringe jest jego największym atutem. Brawa należą się organizatorom z MCKA Zatoka Sztuki za to, że w zaledwie kilka tygodni udało im się przekonać do swojego projektu niemal 80 profesjonalnych i amatorskich artystów. Dzięki temu impreza stała się świetną okazją, aby poznać lokalną muzykę i sztukę, kupić sobie artystyczny bibelot lub w niebanalny sposób spędzić czas z rodziną.

Gośćmi większości wydarzeń na świeżym powietrzu byli głównie przypadkowi przechodnie. Lepiej było na koncertach i imprezach klubowych, które przyciągnęły zdeklarowaną publiczności. Jednak łatwo było zobaczyć, że osoby, które wybrały się celowo na festiwal były w mniejszości. Choć to przypadłość każdej nowej imprezy, Fringe - biorąc pod uwagę prestiż wydarzenia (festiwale pod tym szyldem odbywają się na całym świecie od ponad pół wieku) - zasługiwał na lepszą promocję wśród mieszkańców.

Broszura z mapką i programem była przejrzysta, jednak mało kto wiedział, że może ją otrzymać. Zabrakło również jasnych oznaczeń lub krótkich informacji w poszczególnych miejscach wydarzeń. Sam szyld z nieznanym większości mieszkańców i turystów hasłem "Sopot Fringe" nie wystarczył, aby wzbudzić zainteresowanie.

Udanym pomysłem było skupienie części imprez wokół nadmorskiej siedziby Zatoki Sztuki w Parku Północnym. Otwarty, przeszklony budynek zachęcał do wstąpienia na koncert czy przejścia się pomiędzy straganami kiermaszu sztuki. Stał się też swoistą przystanią dla artystów, którzy swoje projekty w ciągu dnia prezentowali na pobliskich trawnikach. Szkoda tylko, że było ich raptem kilku, a program zdominowały wieczorne koncerty i imprezy w sopockich imprezowaniach przy Monciaku.

Jeśli organizatorzy Fringe chcą rzeczywistego ożywienia kulturalnego Sopotu, powinni poszukać projektów artystycznych, które trafiłyby przede wszystkim w niezagospodarowaną dotąd przestrzeń miasta. Warto do tego przekonywać urzędników, wydających zgody na przedsięwzięcia w przestrzeni publicznej miasta.

Pierwszą edycję sopockiego Fringe należy uznać za udaną. Już sama idea imprezy, otwartej na wszelkie oblicza ludzkiej kreatywności i udostępniającej każdemu chętnemu swoją przestrzeń, jest godna pochwały. Jednak, żeby podczas kolejnych odsłon impreza dorównała swoim odpowiednikom na całym świecie, przed organizatorami jeszcze sporo pracy.

Głównym celem przed przyszłoroczną odsłoną powinno być przekonania do imprezy kolejnych trójmiejskich artystów i to nie tylko tych początkujących, ale również znanych i cenionych. W parze z tym pójść powinna większa jakość organizacji - koordynacja niektórych wydarzeń sprawiała wrażenie amatorskiej, a artyści często byli pozostawienie samym sobie, bez żadnej opieki ze strony organizatora.

Ważne jest także wypracowanie bardziej spójnego wizerunku całego przedsięwzięcia. Wiele osób, które uczestniczyły w wydarzeniach, zapewne nie wiedziało, że było na imprezie o nazwie Fringe. Na pewno nie wiedziały o tym tłumy turystów, które przelewały się w sobotę w Sopocie.

Warto mieszkańców nauczyć, że to impreza tworzona dla nich. Dobrze by było, gdyby następne edycje festiwalu (organizatorzy zapowiadają kolejną za rok) cieszyły się popularnością porównywalną choćby z gdańskim festiwalem dzielnicowym Streetwaves, na który wiele osób wybiera się dla samej atmosfery, często nie znając programu wydarzeń.

Sprostowanie organizatora, MCKA Zatoka Sztuki w Sopocie

Szanowna Redakcjo Trojmiasto.pl,

W artykule oceniają Państwo pierwszą odsłonę festiwalu za udaną, ale jednak wytykają nam, organizatorom wiele drobnych błędów, które w ustach dziennikarza, na łamach mediów urastają do słów krytyki. Niestety - niekonstruktywnej. Czytając artykuł, mamy wrażenie, że nie zrozumieli Państwo przesłania oraz idei tego festiwalu, a jest ona bardzo prosta - Fringe tworzą artyści, uczestnicy tego wydarzenia.

W każdym festiwalu Fringe to artyści przygotowują swoje wydarzenia, spektakle, koncerty i prezentują na Fringe gotowe produkcje. Pomoc, jaką dostają od organizatora to parasol promocyjny, skomunikowanie artystów z miejscami, w których mogą się zaprezentować, natomiast artyści zapewniają gotowe wydarzenia i są samodzielni i samowystarczalni. Dziwi nas, że twierdzą Państwo, że artystów pozostawiano samym sobie. Według formuły tak powinno być, jednak w sopockiej edycji każdemu uczestnikowi został dostarczony zgłoszony wcześniej sprzęt i pomoc, której nie zabrakło też podczas samego festiwalu.

Kolejna zasada Fringe to jego otwartość, czyli formuła dająca możliwość zgłoszenia się do udziału we Fringe do ostatniej chwili, nawet na kilka godzin przed początkiem wydarzenia, ale też wycofania się z udziału w ostatnim momencie. To oczywiste, że taka formuła może spowodować wrażenie bałaganu lub złej organizacji, jednak taka jest uroda Fringe.

Również naturą festiwalu jest to, że odbywa się w przeróżnych miejscach i to artyści decydują o tym, gdzie chcą zaprezentować swój projekt. Stąd część projektów została przeniesiona do klubu Organica oraz do baru Kiss Ass. Nieprawdą jest jednak, że ciężar wieczornych i nocnych wydarzeń przeniósł się do "sopockich imprezowni". W samej Zatoce Sztuki i przylegającej do niej plaży do ostatniej chwili towarzyszyła Fringe'owi grupa wiernych widzów.

Chcemy zaznaczyć, że Sopot Fringe został przygotowany w bardzo krótkim czasie przez niewielką grupę ludzi i nie posiada sponsora, nie korzysta z pieniędzy publicznych, dlatego nie można go porównywać do dużych miejskich festiwali z renomą, tradycją, świetnym zapleczem ludzkim i finansowym. Nasz budżet był bardzo mały, dlatego promocja jaką mogliśmy przygotować była na taką, a nie inną skalę.

Mamy nadzieję, że Trójmiasto.pl jako patron Sopot Fringe i Zatoki Sztuki w przyszłości będzie pomagał nam, organizatorom, w szerzeniu wiedzy i świadomości o tym, czym jest Fringe i jaka jest jego formuła. Większość zarzutów, jakie pojawiły się zarówno w mediach, jak i w opinii publicznej wynika z niewiedzy na temat idei Fringe. Festiwal nigdy nie będzie miał spójnego programu, nie będzie uporządkowany, jakość wydarzeń będzie różna, nigdy też nie pojawi się wydrukowany program, który w 100 proc. będzie zgadzał się z faktycznie odbywającymi się wydarzeniami.

Pierwszy Sopocki Fringe był swojego rodzaju eksperymentem, który mamy zamiar powtórzyć w przyszłym roku bogatsi o doświadczenia tegorocznego Sopot Fringe.

Opinie (63) 5 zablokowanych

  • O.o

    Mieszkam w Sopocie, ale nie słyszałam o Fringe festiwalu nic a nic. Az mnie zdziwilo, ze to "juz koniec" bo nawet nie wiedzialam, ze takie cos mialo w ogole miejsce..

    • 26 8

  • festiwal dzielnicowy Streetwaves

    Co to takiego i dlaczego tak się nazywa? W państwach na zachód od Odry obowiązują nazwy krajowe. W POlsce wszystko nazywa się po angielsku jakby to był język ludu znad Wisły.

    • 21 14

  • Fringe - dobry serial SF. Festiwal? Nie kojarzę. MCKA? Marnotrawienie pieniędzy.

    • 13 20

  • Teraz czas na jakieś wydarzenia w górnym Sopocie,bo u nas kompletnie poza niedzielną mszą nic się nie dzieje

    • 11 0

  • Swietny koncert,swietna impreza

    Przypadkiem trafilam na koncert Misshapen, mimo ze glucha i ciemna noc to chlopaki dali rade.Energia jak z detonatora:) Szkoda ze tak krotko.

    • 11 1

  • jestem rozczarowany

    byłem jednym z wykonawców na tym festiwalu, zrobiłem to za darmo aby ożywić miasto, identyczny efekt byłby gdybym zrobił to prywatnie, stając na ulicy i grając. publika zadowolona, ja też, ale gdzie w tym wszystkim byli organizatorzy? Ano - nie było ich. Jako miejsca występów wybrali kluby powiązane kapitałowo z własnym biznesem, o mało artystycznej renomie, kompletnie bez głowy (do tego stopnia że np. obsługa klubu w którym grałem nie miała pojęcia że odbędzie się w nim jakikolwiek występ). Promocja - zerowa. Największa porażka - brak skupienia festiwalu na centralnym placu Sopotu (od tego trzeba było zacząć aby zostać zauważonym - choćby przy pierwszej edycji). Ogólnie festiwal utonął w braku pomysłu organizatorów, tłumach przypadkowych wczasowiczów i braku nakładów na jakikolwiek większy akcent w kluczowej przestrzeni miasta (scena, namiot - cokolwiek). A gdy słyszę że to festiwal ma przekonywać do siebie urzędników wydających pozwolenia to chce mi się śmiać. Jakie pozwolenia? Na co? Na hałas? Przecież centrum dolnego Sopotu to jedna permanentna dyskoteka zawalona hałasem i wstawioną widownią

    • 39 11

  • Udane udane -przyszlo 6 osob

    o 300% więcej niż w zeszłym roku :) POdało PO

    • 11 5

  • niedlugo beda saneczki a moze i skoki narciarskie

    • 0 0

  • około pólnocy grali...nad nocnym

    usłyszałem ich jak stałem pod sklepem.. nieźle grali..jeśli to kapela misshapen, to gratuluje im niezłego pałkera.. grał jak zwierzę!! oby takich więcej było...

    • 10 1

  • Wcale się nie zdziwię, jeżeli MCKA "Zatoka sztuki" okaże się za chwilę nową Copacabaną "klubem żeglarskim".. Zrobili ten festiwal, żeby nikt im nie zarzucił, że się nie wywiązują ze swojej "misji".

    • 9 6

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

września

03

października

Święto Hal Targowych w Gdyni Gdynia, Hala Targowa

04

października

Targi Ślubne Weselnik Gdańsk, Plenum

Kultura

Koncert skrzypcowy w zaskakującej scenerii
Koncert w zaskakującej scenerii
Roztańczony introwertyk. Artur Rojek w Starym Maneżu
Rojek w Starym Maneżu

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Szampańsko i rybnie. Kolacja komentowana w Grand Blue
Kolacja komentowana w Grand Blue

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Konkurs Literacki Miasta Gdańska nosi imię: