Wiadomości

"Chodowiecki": gdański artysta bohaterem filmu

artykuł historyczny

"Chodowiecki", reż. Jakub Pączek:

Zasłynął jako jeden z najbardziej uznanych twórców swojej epoki, fascynował Johanna Wolfganga Goethego i Guntera Grassa, inspirował legendarnego Stanleya Kubricka. Historię gdańskiego artysty, Daniela Chodowieckiego, w krótkometrażowym filmie przedstawił reżyser Jakub Pączek. Innowacyjna produkcja powstała w wyniku animacji grafik słynnego rysownika oraz prac innych artystów, inspirowanych twórczością Chodowieckiego.



Repertuar kin w Trójmieście


Pięciominutowy animowany film Jakuba Pączka z poczuciem humoru opowiada o drodze Daniela Chodowieckiego od dzieciństwa w Gdańsku aż do zdobycia statusu jednego z najbardziej uznanych twórców swojej epoki. Artysta przyszedł na świat w 1726 roku. Jego ojciec pochodził ze starej polskiej rodziny szlacheckiej. Matka była hugenotką i córką pozłotnika. Chodowiecki większość życia spędził w Berlinie, gdzie początkowo uczył się zawodu kupca, by po latach zmienić profesję i zostać dyrektorem tamtejszej Akademii Sztuk.

W 1773 roku, po przeszło 30 latach, ponownie zawitał do rodzinnego Gdańska, a całą podróż udokumentował w spisanym po francusku dzienniku, który wzbogacił ponad setką rysunków. Wielokrotnie deklarował swoją polskość, a po ostatnim rozbiorze Polski nazwał się nawet "potomkiem wielkiego narodu, który wkrótce przestanie istnieć". Pozostawił po sobie ponad 2 tys. rycin, przeszło setkę obrazów i miniatur oraz tysiące rysunków. Zasłynął przede wszystkim autorską akwafortą "Wielki Calas". Ilustrował także pierwsze wydania Goethego, Lessinga czy Krasickiego. Zmarł w 1801 roku w Berlinie. Jego nazwiskiem nazwano ulice w Gdańsku i Sopocie, ale także w Krakowie i w stolicy Niemiec. Jest także patronem jednego z gdańskich tramwajów.

Patroni tramwajów: Daniel Chodowiecki



Daniel Chodowiecki, "Wielki Calas", akwaforta, 1768, E.48II
© kolekcja prywatna, Kraków
Daniel Chodowiecki, "Wielki Calas", akwaforta, 1768, E.48II © kolekcja prywatna, Kraków
Historię artysty postanowił opowiedzieć Jakub Pączek, uznany i wielokrotnie wyróżniany na festiwalach w Polsce i na świecie twórca krótkich form, reżyser spektakli telewizyjnych, filmów fabularnych i dokumentalnych. Pochodzący z Krakowa filmowiec już wcześniej w karierze zaliczył trójmiejskie akcenty. W 2017 roku jego pełnometrażowy debiut - "Reakcja łańcuchowa" - był nominowany do Złotych Lwów podczas 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Rok później wyreżyserował spektakl telewizyjny "Falowiec", który jest swobodną interpretacją sztuki Moniki Milewskiej o tym samym tytule. Jak przyznaje, Chodowieckim interesuje się już od ponad dwóch dekad, a film jest niejako ukłonem w stronę uznanego grafika i rysownika.

- Zanim dostałem się do szkoły filmowej w Katowicach, skończyłem historię na Uniwersytecie Papieskim im. Jana Pawła II w Krakowie. Uwielbiałem Chodowieckiego od pierwszego wejrzenia. Odkąd zobaczyłem jego rysunki z podróży do Gdańska, przeczytałem dziennik z wyprawy, a potem książki Kaliny Zabuskiej, absolutnie urzekł mnie jako artysta, postać historyczna, ale także jako niezwykły człowiek ze wspaniałą filozofią życia - podkreśla reżyser filmu, Jakub Pączek.
Daniel Chodowiecki, "Wyprawa do Francuskiego Lasku",
akwaforta, 1779, E.337 © kolekcja prywatna, Kraków
Daniel Chodowiecki, "Wyprawa do Francuskiego Lasku", akwaforta, 1779, E.337 © kolekcja prywatna, Kraków
Charakterystyczny styl Chodowieckiego widać w każdej sekundzie filmu i nic w tym dziwnego, skoro wszystkie sceny powstały w wyniku animacji grafik gdańszczanina i prac innych artystów opartych na jego rysunkach lub go przedstawiających. Film daje możliwość nie tylko zobaczenia prac Daniela Chodowieckiego w ruchu, ale też w detalu, który trudno dostrzec gołym okiem.

- Chodowiecki nieświadomie, ponad 200 lat temu, pozostawił po sobie materiały umożliwiające animowanie jego prac. Często je zmieniał i drukował w różnych wersjach. Dodawał i usuwał elementy, tworzył swoiste miniopowieści, niemal komiksy. Stworzył w ten sposób właściwie gotowe warstwy obrazu do animacji, które musieliśmy jedynie zdigitalizować i ożywić w komputerze. Tak jak na przykład z ryciną przedstawiającą muzyka grającego na gitarze. Takich scen jest więcej. Kto przeszedłby obojętnie obok takiej szansy? - pyta retorycznie Jakub Pączek.
Reżyser z kilkudziesięciu prac artysty stworzył narrację wizualną filmu, a z materiałów źródłowych, listów i swoistej autobiografii, którą Chodowiecki napisał w 1780 roku, skompilował opowieść pełną humoru, ale zarazem skromności, jaką wykazywał się za życia gdański rysownik. Sposób nakręcenia "Chodowieckiego" wielu osobom może nasuwać mimowolnie skojarzenia z "Twoim Vincentem". Według Jakuba Pączka to jednak dwie autonomiczne produkcje.

- Mój pomysł polegał na czymś innym. Na opowiedzeniu o artyście jego dziełami, z ich specyficzną, ale i cudowną plastyką. Trzeba było oczywiście uzyskać dostęp do rycin, bo film powstawał w trakcie totalnego lockdownu. Muzea były zamknięte, więc sięgałem do pewnej krakowskiej kolekcji. Potem rozpoczęliśmy testy sprzętowe i dwumiesięczne skanowanie. Następnie powstał scenopis, który połączył konkretne ryciny z lektorem. Skany, które robiłem, obrabiał wstępnie Jarek Sterczewski, a potem Krzysztof Cięgowski - nasz bezcenny animator - ciął je na elementy i ożywiał. W sumie trwało to pół roku, czyli niecała minuta filmu na miesiąc pracy.
Reżyserem pięciominutowego filmu o Danielu Chodowieckim jest Jakub Pączek, wielki miłośnik twórczości gdańskiego artysty.
Reżyserem pięciominutowego filmu o Danielu Chodowieckim jest Jakub Pączek, wielki miłośnik twórczości gdańskiego artysty. fot. Jakub Pączek
Narratorem w filmie jest sam Daniel Chodowiecki, któremu głosu użyczył Mirosław Haniszewski, aktor znany z takich filmów, jak: "Jestem mordercą", "Amok" czy "Kler", z którym Jakub Pączek współpracował już przy okazji spektaklu "Reytan. Druga strona drzwi".

Gdański artysta stał się bohaterem filmu, choć kinematografia już nieco wcześniej dostrzegła potencjał jego prac. A mowa o nie byle kim, bo o samym Stanleyu Kubricku, legendarnym już twórcy takich klasyków jak "Lśnienie" czy "Mechaniczna pomarańcza".

- Podczas studiów w szkole filmowej często kłóciłem się z kolegami o to, że w filmie "Barry Lyndon" są kadry przypominające do złudzenia grafiki Daniela Chodowieckiego. Zauważałem sceny, inscenizację, ba, nawet postacie znane mi z rycin ukochanego gdańszczanina. A nie mogłem się mylić, bo film Kubricka widziałem co najmniej sto razy. Koledzy jednak nie wierzyli, odpowiadali "Jaki Chodowiecki? To Hogarth!" - tak pisano we wszystkich opracowaniach. Aż tu nagle - w 2013 roku - wędrując po wystawie Kubricka w Krakowie, w części poświęconej mojemu ulubionemu filmowi, widzę tekę z reprodukcjami rysunków Chodowieckiego. Wtedy okazało się, że moje pielęgnowane od lat przekonanie było słuszne - wspomina Pączek.
Daniel Chodowiecki, "Monsieur de Vollange", akwaforta, 1798,
E.884 © kolekcja prywatna, Kraków
Daniel Chodowiecki, "Monsieur de Vollange", akwaforta, 1798, E.884 © kolekcja prywatna, Kraków
Ken Adam, który odpowiadał za scenografię w filmie "Barry Lyndon", otrzymał Oscara za swoją pracę. Po latach tak wspominał wpływ Chodowieckiego na dzieło Kubricka: "Chodowiecki był artystą, który zainspirował nas obu, był mistrzem rysunku i akwareli, o cudownie prostym stylu i niezwykłym darze kompozycji".

Być może dzięki "Chodowieckiemu" podobnych inspiracji będzie teraz znacznie więcej, a o artyście usłyszą również nie tylko mieszkańcy Trójmiasta.

- Chciałbym, by ten krótki film był początkiem serii tego typu filmów poświęconych polskim artystom, nad którą już pracujemy z producentami projektu, a być może także dłuższego animowanego projektu poświęconego podróży Chodowieckiego do rodzinnego Gdańska w 1773 roku i opartego na jego dzienniku i rysunkach z tej podróży, które na co dzień znajdują się w zbiorach berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych, a które w Polsce są znane głównie z XIX-wiecznych, złych, reprodukcji - kończy Jakub Pączek.

Opinie (7) 4 zablokowane

  • Brawo!

    W końcu!

    • 13 2

  • Cudna miniatura filmowa (1)

    Aż się prosi o produkcję długometrażową albo o większy format.

    • 12 2

    • Ani Gdańsk, ani Dom Chodowieckiego i Grassa w tym nie partycypował?!

      Szkoda, że z tego co czytam, ani miasto, ani Dom Chodowieckiego i Grassa nie brał udziału w powstaniu tego nowatorskiego filmu. Po co właściwie są i co oni robią? Budynek Domu powstaje wieczność, a miał być gotowy w tym roku? W dodatku pusty budynek ma kosztować 20 mln złotych? A ten film robi więcej dla popularyzacji Daniela Chodowieckiego i Gdańska w pięć minut, niż oni przez całe swoje istnienie. Może czas się zastanowić nad wsparciem takiego następnego projektu tego twórcy o Chodowieckim?

      • 5 1

  • Piękna rzecz

    Dziękuję za wprawienie w ruch prac Daniela Chodowieckiego.

    • 12 1

  • Opinia została zablokowana przez moderatora

  • Wspaniały film!

    Dzięki za za tę chwilę przyjemności jesiennego wieczora.

    • 6 1

  • Brawa dla Pomysłodawców!!!

    • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

grudnia

02

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Kultura

Kulinaria

Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i dla smaku
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i smaku

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Delfinalia to juwenalia: