Wiadomości

stat

Ciekawe zawody: gra na hangu i podbija serca przechodniów

Maria Kochańska gra na hang drum znane melodie, choć z założenia jest to instrument perkusyjny



Rozpoczynamy cykl comiesięcznych wywiadów, w których przybliżymy czytelnikom interesujące, niespotykane lub dynamicznie rozwijające się zawody w Trójmieście. W pierwszym z nich poznacie 24-letnią gdańszczankę, która swoją grą oczarowuje przechodniów. Wykorzystuje do tego jeden z najnowszych instrumentów na świecie - hang drum.



Hang drum - choć powstał kilkanaście lat temu w Szwajcarii - wygląda jak azjatycki instrument, stworzony wieki temu. Wrażenie potęguje mistyczne brzmienie, które z wyjątkową lekkością wydobywa z niego Maria Kochańska. W tym duecie to bez wątpienia hang jest dodatkiem do Marii, nie odwrotnie. Kiedy zaczyna grać, szybko wokół niej gromadzi się wianuszek słuchaczy, do którego co chwilę dołączają kolejne osoby. Nigdy nie widziałam, żeby uliczna publiczność tak hojnie obdarowywała muzyka. Skąd to zainteresowanie i gest? Po części to zaskakujący wygląd instrumentu i jego hipnotyzujące dźwięki, ale główną rolę i tak odgrywa ona. Uśmiechnięta, otwarta, z olbrzymimi pokładami pozytywnej energii. Maria mogłaby być wzorem nawiązywania relacji z klientami prezentowanym na szkoleniach.

Maria Kochańska gra na hangu od października 2017 r. Kiedy zobaczyła go pierwszy raz, 2 lata temu, w Polsce były zaledwie cztery egzemplarze.
Maria Kochańska gra na hangu od października 2017 r. Kiedy zobaczyła go pierwszy raz, 2 lata temu, w Polsce były zaledwie cztery egzemplarze. fot. Trojmiasto.pl
Potrafisz grać na instrumencie i potrzebujesz gotówki. Odważysz się zagrać na ulicy?

tak, zrobił(a)bym to bez problemu

23%

na pewno bym się stresował(a), ale dał(a)bym radę

24%

nie odważył(a)bym się na taki występ

24%

nie stresowałoby mnie to, ale szukał(a)bym innego sposobu zarobienia pieniędzy

29%

- Co decyduje o tym, czy muzyk uliczny zyska zainteresowanie i przychylność szybko zmieniającej się publiczności?

Maria Kochańska: - Już po pierwszych ulicznych występach zauważyłam, że moje nastawienie i energia przekładają się na zainteresowanie ludzi. Kiedy jestem uśmiechnięta i nawiązuję kontakt z publicznością, ona się odwdzięcza. A to znowu mnie napędza i daje satysfakcję. Nie, nie chodzi mi tylko o to, że futerał zapełnia się monetami. Tak samo cieszą gesty: czasem ludzie zdejmują z ręki swoje ręcznie robione bransoletki, czasem wrzucają kwiaty, innym razem na kartce spisane pochwały, numer telefonu, czy coś bardziej osobliwego, jak drewniany Chopin. Niesamowicie cieszy też po prostu bicie brawa i stwierdzenie, że moja muzyka im się podoba. W żadnej pracy nie ma tak szybkiej informacji, że to, co robisz jest doceniane.

Granie na ulicy było celem czy koniecznością?

- Marzeniem! Kocham podróże i muzykę. Urodziłam się w Gdańsku, jako 7-latka przeprowadziłam się z rodzicami do Szwecji. W wieku 11 lat pojechałam z mamą i siostrą w wakacje zwiedzać Azję, mając 13 lat - Amerykę. To były takie wycieczki, na które - jak zapowiedziała mama - mogliśmy wziąć tylko 3-kilogramowe plecaki. Po naszym spakowaniu ważyła je i wszystko powyżej 3 kg trzeba było odkładać. Mając 16 lat wyjechałam na roczną wymianę do Brazylii, potem była Dania, na studia wróciłam do Polski. W sumie zwiedziłam już ponad 60 krajów. Jednak za każdym razem, gdy mijałam muzyka na ulicy czułam straszny żal, że podróże oddalają mnie od tego, co kocham. Czułam, że granie na ulicy sprawiłoby mi olbrzymią przyjemność. Muzyka była obecna w moim życiu od dziecka. Grałam dobrze na pianinie. Mam świetny słuch, który do tamtej pory wykorzystywałam do nauki języków zamiast zawodowej gry. W ten sposób też dorabiałam na studiach. Znam płynnie osiem języków, więc nie miałam problemów ze znalezieniem chętnych na korepetycje.

Aż pewnego dnia zobaczyłaś hang?

- Dokładnie. Właściwie to usłyszałam. Ten dźwięk był niesamowity, podeszłam zobaczyć, skąd dochodzi. Zobaczyłam chłopaka, który na nim grał. Wtedy odkryłam, że istnieje instrument, który może połączyć moje obie pasje. Łatwy do przewożenia, z niesamowitym brzmieniem. Jedyne, co na chwilę kazało mi przemyśleć jego zakup, to cena. To dość nowy instrument, powstał w 2000 r., wyprodukowany przez szwajcarską parę. Długi czas był bardzo trudny do zdobycia. Dziś jest już kilkadziesiąt miejsc, gdzie można go nabyć, ale cena nadal odstrasza. W zależności od modelu zapłacimy za niego od 6 do 8 tys. zł. W końcu stwierdziłam, że hang jest tak niesamowity i rzadko spotykany, że na siebie zarobi. Jeszcze rok temu temu uważano, że w Polsce są tylko cztery takie instrumenty.

Rzeczywistość dorównała wyobrażeniom?

- Tak. Nawet je przewyższyła. Kupiłam swojego hanga w Mediolanie. Zaraz potem pojechałam do znajomego do Nicei, poszłam na główną, turystyczną ulicę, żeby zacząć odrabiać jego zakup. Nigdy wcześniej nie grałam na hangu, nigdy wcześniej nie grałam na ulicy. Postawiłam sobie za cel 100 euro i je zarobiłam. Znajomy uważa, że uśmiechem, bo moja nauka na żywo, przy ludziach, nie miała za wiele wspólnego z muzyką. Potem przyszły kolejne miasta. Prawdziwym rajem okazało się Korfu, wyjątkowo słabo zarabiałam za to w Bułgarii i sam hang wywoływał najmniej entuzjazmu. W Warszawie i Gdańsku jest bardzo dobrze, za to w Poznaniu słabiej.

Są różnice w podejściu do artystów ulicznych, w zależności od miasta czy kraju?

- Tak, i widzę też zmiany, które zachodzą w ostatnim czasie. Oczywiście największy entuzjazm i szczodrość znajdziemy w ciepłych krajach, z dużą liczbą turystów. Tam, gdzie jest euro, artysta zarabia w euro, więc przynajmniej cztery razy więcej niż w Polsce. Ta zmiana, która zachodzi w Polsce jest jednak najciekawsza. Jeszcze do niedawna artyści uliczni byli postrzegani jako ludzie, którzy nie wiedzą, co ze sobą zrobić i potrzebują pieniędzy, przez to nie mieli specjalnego szacunku w społeczeństwie. Teraz zaczęto doceniać artystów za tworzenie klimatu miasta, za wyjście z kulturą wprost do ludzi - na ulicę. Przechodnie potrafią dać olbrzymią dawkę pozytywnej energii. Podchodzą, pytają, chwalą i faktycznie coraz hojniej wynagradzają. Zarabianie w taki sposób jest niezwykle miłe, bo to dowód na to, że to, co robię, cieszy innych.

Łatwo jest grać na ulicy?

- Od mamy nauczyłam się otwartości do ludzi i świata. Właśnie tego, że mogę stanąć przed obcymi osobami na ulicy i grać, a właściwie uczyć się grać na nieznanym instrumencie. Przecież mnie nie zjedzą, zdecydowaną większość zobaczę tylko raz w życiu. Jeśli pytasz jednak, czy zarabianie na ulicy to proste pieniądze, to nie do końca tak jest. Taka gra wymaga wydatkowania niesamowitej energii, jeśli chce się to robić z pasją. To nie jest zajęcie na całe życie zawodowe.

Przemyślałaś, jak ma to życie zawodowe wyglądać?

- Przez rok, dwa chciałabym podróżować z hangiem. Poznać kolejne kraje. Lubię zwiedzać wnikając w kulturę miejsca. Bardzo w tym pomaga znajomość języka. Zanim wyjeżdżam, zawsze się go uczę. Średnio zajmuje mi to około miesiąca. 50 słówek dziennie i podstawy gramatyki. Często mówię, że nie znam angielskiego, żeby nie iść na skróty. Myślę, że taka przygoda już mi się nie przytrafi, więc warto z niej skorzystać. Później marzy mi się praca, w której połączę znajomość języków obcych z pomaganiem, np. w organizacjach humanitarnych. Mam się za co odwdzięczyć, bo na swojej drodze spotkałam bardzo dużo życzliwych osób.

Osoby, które nie spotkały cię na ulicach Gdańska, być może niedługo zobaczą i posłuchają w programie Mam Talent.

- W eliminacjach bierze udział 150 osób, do programu dostanie się 40 półfinalistów. Będę się ogromnie cieszyć, jeśli uda mi się być w tej grupie.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (84)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

18

sierpnia

23

sierpnia

25

sierpnia

Stand up: Elżbietańska w pl... Sopot, Tarasy przy Aquaparku

Kultura

Zmarł Brunon Zwarra
Zmarł Brunon Zwarra
Humor Fredry a sprawa polska. O "Damach i Huzarach albo Play Fredro"
O "Damach i Huzarach albo Play Fredro"

Kulinaria

Jemy na mieście: Meat Shack BBQ - ciekawy mięsny projekt
Jemy na mieście: Meat Shack BBQ
Okiem dietetyka: czy bezglutenowe znaczy zdrowe?
Czy bezglutenowe znaczy zdrowe?

Planuj z nami tydzień

    Najczęściej czytane