Jak pandemia wpłynęła na rodzinne obiady?

Wspólne niedzielne obiady to dla wielu bezcenny czas z bliskimi.
Wspólne niedzielne obiady to dla wielu bezcenny czas z bliskimi. fot. 123rf.com /Roman Samborskyi

Niedziela stanowczej większości z nas przywodzi na myśl wspólne spędzanie czasu i jedzenie lubianych polskich obiadów w towarzystwie najbliższej rodziny lub wizytę u dziadków. Niemniej przez panującą pandemię wiele tradycji musiało ulec zmianie. Postanowiliśmy zapytać wybranych osób z Trójmiasta, jak teraz wyglądają niedziele "od strony kuchni" w ich domach, oraz sprawdziliśmy, czy rodzinne posiłki nie przeszły już do "lamusa".



Jedzenie na wynos/telefon w Trójmieście


Słowo klucz: tradycja



Z kim spędzasz niedzielę?

często w dużym składzie rodzinnym, jak dziadkowie, dzieci i pozostali krewni 9%
najczęściej w małym gronie najbliższych 42%
z partnerem 27%
z dzieckiem 4%
z przyjaciółmi 2%
przeważnie sam(a) 16%
zakończona Łącznie głosów: 784
Tempo życia oraz obowiązki nie zawsze pozwalają nam na częstsze odwiedzanie naszych najbliższych niż raz lub dwa razy w tygodniu, a dla wielu nawet to może graniczyć z cudem. Dodatkowo panująca pandemia spowodowała, że kontakt z nestorami rodu bardzo często musiał zostać ograniczony do minimum z uwagi na troskę o ich zdrowie.

Dlatego występująca w wielu domach niepisana zasada wspólnego spędzania czasu w ten jeden niedzielny dzień tygodnia musi teraz ograniczać się jedynie do tzw. domowników.

Niemniej co dom to inny obyczaj, dlatego uznaliśmy, że zapytamy naszych bliższych i dalszych znajomych o to, jak u nich wyglądają ich niedzielne obiady... i czy dzień ten różni się od pozostałych dni tygodnia
.

Niedziela w czasach pandemii



Niedziela to często dzień spędzony z rodziną, dla jednych jeszcze do niedawna była to wielka wizyta u babci czy dziadka, a dla innych spokojny czas z najbliższymi.

- Z racji że mieszkam z mamą, to posiłki w niedzielę najczęściej jemy wspólnie. Zdarzają się wyjątki, kiedy jemy osobno, ale to zazwyczaj wtedy, kiedy każda z nas gotuje dla siebie, ale i tak raczej przebywamy w tym dniu razem - mówi Filip z Moreny.
- W moim domu niedzielne obiady to już tradycja - często to jedyny dzień w tygodniu, kiedy mamy okazję zasiąść do stołu całą rodziną. Obiad tego dnia jest zwykle około godz. 13 i jest bardziej odświętny niż w inne dni. Również dania są mocno tradycyjne - zawsze jest to jakieś mięso, do tego ziemniaczki, warzywa, domowy kompot. Niedzielny obiad nie może się obejść też bez deseru - kisiel, budyń, kasza manna z jagodami, panna cotta itp. Wszyscy domownicy starają się dopasować tego dnia swoje plany tak, aby nie ominąć wspólnego obiadu - opowiada Magda z Gdyni.

Tradycyjne obiady z dostawą do domu



- U mnie kiedyś co niedzielę były rodzinne obiady, co tydzień siadaliśmy przy wspólnym stole i najpierw "ucztowaliśmy", a potem rozmawialiśmy ze sobą oraz graliśmy w jakieś planszówki czy karty. Oczywiście najczęściej było to spowodowane tym, że co niedzielę wpadali do mojej rodziny ciocie, wujkowie czy kuzyni. Natomiast teraz troszkę się to zmieniło, nie spędzamy tak często niedziel w takim harmonogramie. Chociaż przez wybuch pandemii zauważyłam, że w inne dni tygodnia spędzamy czas razem - odpowiada Kasia, mieszkanka Oliwy.
Niepisana zasada spędzania czasu w rodzinnym gronie w niedzielę występuje w wielu domach.
Niepisana zasada spędzania czasu w rodzinnym gronie w niedzielę występuje w wielu domach. fot. 123rf.com /Roman Samborskyi
Niektórzy zauważyli, że zamknięcie sklepów w ten dzień wpływa na niedzielne posiłki. Inni odnotowali zmiany po przeprowadzce na "swoje" - ich życie zaczęło wyglądać inaczej, jednak mimo że w pamięci zostają ciepłe niedzielne "obiadki" u babci, to często decydują się na jedzenie zamawiane na dowóz.

5
miejsce: Jedzenie na telefon
w rankingu Jedzenie na telefon
Surfburger
Gdańsk, Chłopska 59
8.5/10
+ Oceń

Dodatkowo w obecnych czasach łatwo można zamówić jedzenie, które smakiem będzie przypominać domowe obiady. Dobrą alternatywą mogą być np. bary mleczne, które również dowożą jedzenie pod nasze drzwi. Na terenie Trójmiasta mamy m.in. Bar Mleczny Stągiewna w Gdańsku czy Bar Bursztyn w Sopocie. Nie wspominając o wielu czynnych restauracjach z jedzeniem na wynos oraz takich, które oferują dania wstępnie przygotowane, które można samemu przyrządzić w domu. Taką możliwość dają nam takie lokale, jak: Neon z Gdyni, NieSztuka czy Tygle - oba z Gdańska.

Może cię zaciekawić: Zrób to sam, czyli delikatesy na wynos

- Gdy mieszkałam u rodziców, to z dwa razy w miesiącu jeździliśmy na niedzielny obiad u babci, gdzie było rodzeństwo mojej mamy i moi kuzyni, łącznie około 15 osób. Podczas tych obiadów oczywiście kluczowym daniem zawsze był rosół, a na drugie danie do wyboru: zrazy, schabowe, potrawka z kurczaka, schab ze śliwką, kaczka i inne różności. Kiedy jedliśmy w domu, to menu było różne, raczej żadnej konkretnej tradycji nie mieliśmy - opowiada Marta z Wrzeszcza.
- Jeśli nie zapomnę zrobić zakupów w sobotę, to nic się nie zmienia, niedzielny obiadek jest. Jednak czasem sporadycznie zdarzy mi się zaopatrzyć tylko w warzywa, wtedy jedyną opcją pozostaje obiad na dowóz. Zmieniło się ostatnio dość dużo, ponieważ nie można wychodzić do restauracji, a nawet z rodzicami najczęściej niedzielne obiady jedliśmy na mieście - wspomina Patrycja.
- Nie mieszkam niestety z rodzicami i dzieli nas spora odległość, niemniej w domu rodzinnym co niedzielę śniadanie każdy robił sobie sam, następnie jedliśmy wspólny obiad. Wiadomo: rosół, potem opiekane ziemniaki, sałatki, jakaś pieczeń mięsna i pieczeń warzywna, a na kolację czasami szliśmy zjeść na miasto albo w odwiedziny do babci, gdzie wieczorem się zjeżdżali wszyscy z rodziny na "minizjazd" - mówi Kuba od niedawna mieszkający poza domem rodzinnym.
- Zauważyłam tendencję u ludzi do korzystania tego dnia z restauracji. Moim zdaniem wynika ona z tego, że w niedzielę bardzo często zamknięte są sklepy, jednak podczas trwającej pandemii nawet to uległo zmianie i korzystanie z nich zastąpiła opcja dowozu, która stała się bardzo popularna. Jednak u mnie w domu wygląda to bez zmian. Pochodzę z dość tradycyjnej polskiej rodziny, gdzie niedzielne obiady w pełnym składzie to chleb powszedni, a tradycyjne potrawy, jak rosół, są rzeczą wręcz obowiązkową. Nie mieszkam już z rodziną, dlatego muszę się przyznać, że jedzenie na dowóz często ratuje mi dzień i nie koliduje z moim wegetarianizmem... jak to często było w przypadku rodzinnych obiadów (śmiech) - opowiada Alicja.
Czytaj dalej: Dokąd na wege obiad w Trójmieście?

Niedziela to przede wszystkim dzień wolny dla osób pracujących w wielu branżach. Dzięki temu mogą spotkać się na spokojnie z bliskimi i spędzić czas w rodzinnym gronie.

- U mnie niedziela to zazwyczaj normalny dzień, nie celebrujemy jakoś szczególnie tych posiłków. Trochę się to zmieniło na przestrzeni lat, bo pamiętam, że jako dziecko często jeździłam do babci na niedzielne obiady. Teraz też zdarza się taka celebracja, ale raczej wynika z tego, że to dzień, w którym większość osób ma wolne od pracy i łatwiej zaaranżować rodzinne spotkanie - dodaje Kamila mieszkająca w Nowym Porcie.
- Niedzielny obiad w tym momencie nie rożni się u mnie niczym innym od obiadów w pozostałe dni tygodnia. W okresie letnim zazwyczaj jest to posiłek zjedzony na mieście z przyjaciółmi, ale w teraz sprawa jest utrudniona. W domu rodzinnym również sytuacja wygląda podobnie. Często przez to, że niedziela jest dniem wolnym od pracy i rytm dnia jest zaburzony, obiad zjada się o innych porach dnia niż zazwyczaj i nierzadko jest on nawet gorszej jakości, mniej wartościowy niż te sporządzone w tygodniu - mówi Marcel z Gdyni.
A jak u was wyglądają niedzielne obiady? Zmieniły się w ostatnim czasie, a może wszystko po staremu? Czekamy na wasze komentarze.

Opinie (100) 9 zablokowanych

  • Nie ważne czy pandemia czy nie, w niedzielę zawsze z dzieciakami przygotowuję wspólny obiad. Ostatnio robiliśmy pierogi i mąka latała po całej kuchni, dobrze że roomba bez gadania to posprzątała. A szafki przetarłam sama. Lubię spędzać w ten sposób niedziele :)

    • 1 0

  • Moi mili i kochani (23)

    Nie oglądajmy się na wirusa. To wirus taki jak inne, jak grypa. Życie mamy tylko jedno i korzystajmy z niego. A wspólny posiłek z bliskimi... Czy jest coś ważniejszego? Żebyśmy nie żałowali tej izolacji gdy kogoś z naszych bliskich zabraknie a my nie spędziliśmy z nim czasu. Także telefony w dłoń i zapraszajcie rodzinę na obiad i całe niedzielne popołudnie.

    • 74 97

    • (1)

      Ja sobie darowałem od ponad miesiąca niedzielne obiadki i jako jedyni w rodzinie z żoną jesteśmy zdrowi. W każdym innym domu w rodzinie jest covid w przedziale wiekowym 20-83 i każdy przechodzi to tak samo ciężko, jedni mają tylko gorszy kaszel.

      • 4 3

      • przynajmniej są odporni... po szczepionce duża szansa, że też swoje odchorujesz...

        • 0 0

    • izolacja i dystans to podstawa , chocby babcia czekala z pysznym rosolkiem

      • 0 1

    • No jasne (6)

      Jak dziecko, które może być zakazone i totalnie bez objawów, 'sprzeda' babci czy dziadkowi koronkę, co może z kolei doprowadzić do śmierci, to faktycznie...

      • 47 14

      • A jak bedzie zakazony grypą (2)

        I sprzeda wirusa dziadkowi i babci, a moze zacznij myslec? Dlaczego wczesniej nie byliscie tacy odpowiedzialni ?

        • 4 8

        • Na grype tylu ludzi nie umierało, !!!!

          • 3 0

        • ktos

          Ja nigdy nie odwiedzałam nikogo jak byłam chora, więc kwestia personalna. Nie odwiedzałam z szacunku do drugiej osoby, żeby jej nie zarazić.

          • 5 0

      • (2)

        No fakt, babcia już do końca życia nie powinna się z wnukami widzieć bo mogą zarazić. Leczcie się na dekiel, chociaż nie wiem czy wam psychiatra już pomoże.,

        • 17 29

        • (1)

          Skąd ta pewność, że babcia chce poświęcić swoje bezpieczeństwo dla zobaczenia się z wnukiem? Kochający wnuczek również nie będzie narażał babci,.... za wyjątkiem dnia przelewu emerytury na konto babci ;)

          • 13 5

          • Wiesz to z własnego doświadczenia? Bo od miesięcy ciągle czytam o zabieraniu emerytur i czekaniu na mieszkania po babciach i dziadkach. Piszą to tylko koronahisterycy, macie w tym wiele doświadczeń jak widać.

            • 4 1

    • Zle mówisz, bo taki rodzinny obiad może właśnie skończyć się, że ktoś z naszych nie będzie mieć objawów c-wirusa i nam go przekaże i wtedy nie daj Boże któś zejdzie z tego świata. Nie lepiej poczekać jak epidemia przejdzie. !!!

      • 1 0

    • (1)

      Oczywiście wirus, ale nie jak grypa, (tu pada kilka bardzo dosadnych epitetów w stronę autora komentarza powyżej). Przy grypie czułam się fatalnie, gorączka, łamanie w kościach, ból nawet włosów. Przy koronawirusie czułam się bardziej zmęczona niż zwykle, ale bez przesady, no i prawie się udusiłam - taki mały szczegół. Więc idź, madralo, na rodzinny obiad, najlepiej do starszych rodziców/dziadków, okaż się bezobjawowym nosicielem, po czym z uśmiechem na ustach pochowaj matkę lub dziadka, którzy skonali samotnie gdzieś na oddziale zamkniętym, dysząc ledwo co podłączeni do respiratora - koniecznie w obecności całej rodziny, bo taki pogrzeb ze spędem rodzinnym to w końcu taka sama i piękna tradycja jak niedzielny obiadek w gronie najbliższych. Nikomu nie życzę, ale niektórzy sami do takich scenariuszy doprowadzili/-ają/-ą.

      • 10 3

      • do tych zakutych lbow to nie dociera

        .

        • 5 2

    • (2)

      Tak, wirus jak grypa, który dziennie uśmierca więcej osób niż grypa przez cały sezon...

      • 27 8

      • Dziennie w Polsce umiera ok 1 100 ludzi

        Z różnymi schorzeniami.
        A rocznie do tej pory to było ok 400 000 przypadków śmierci w Polsce ( takie dane w rocznikach statystycznych )

        • 4 0

      • Tak

        Bo w trakcie sezonu grypowego wykonuje się dokładnie zero badań zwłok w kierunku grypy. Więc dlatego jest ich mniej

        • 7 25

    • (2)

      tak zapraszajmy, a potem chorujmy wszyscy, albo chodzmy na pogrzeby
      myślcie ludzie co fundujecie waszym starszym rodzicom

      • 28 8

      • I dlatego od urodzenia nie chodzisz do dziadków? (1)

        Bo możesz im grypę zanieść?

        • 4 9

        • Dziadkowie mieli kontakt z wirusem grypy całe życie - wykształcili jaką taką odporność, choć wiadomo, że z wiekiem coraz ciężej się przechodzi każdą chorobę. Za to koronawirus jest nowy, potencjalnie każdy może być chory i zarażać. I nie - "nie do końca życia się odizolujmy", tylko do momentu wprowadzenia szczepionki/leków/przechorowania przez większą część populacji/minięcia krytycznego zapchania szpitali...

          • 9 1

    • (1)

      W pelni sie z toba zgadzam. Dobrze, ze sa ludzie, ktorzy sa pozytywnie myslacy, wsrod tych wszystkich zastraszonych i uleglych. Pozdrawiam Ciebie!

      • 12 31

      • Co niektórzy mają w głowach? To bardzo ciekawe. Chętnie poczytamy, Julku, jakie jeszcze inne przejawiasz zachowania, które czynią Cię "nieuległym".

        • 24 5

    • (1)

      Kpisz czy o droge pytasz?

      • 12 4

      • Odpowiedz c

        Żyje życiem

        • 3 6

  • oby nas zamkneli

    Oby nas zamknęli na święta,sylwestra ...inaczej będzie mega zle jak sie zacznie gościna, odwiedzanie, biesiadowanie
    Czas na loc down właśnie w takim okresie świąteczno-sylwestrowym , dobry moment , bo w przeciwnym razie zgonów bedzie więcej niz narodzin

    • 0 0

  • Gość

    U mnie nic się nie zmieniło teraz jak jest zimno to w domu z rodziną jak było ciepło to najczęściej przy grilu z rodziną i znajomymi

    • 0 0

  • U mnie nie zmieniło się zupełnie nic

    Zgodnych z prawem obostrzeń brak także w czym mam się ograniczać??

    • 3 0

  • (16)

    Jak słyszę niedzielne obiady to dostaje gęsiej skórki...
    zdecydowanie preferuje rower, wypad za miasto, popływać nad jeziorem, a Babunie i Rodziców odwiedzam w tygodniu. Widomo każdy ma inne potrzeby i cudna jest ta tradycja, pod warunkiem, że nikogo na siłę nie ciągnie się na obiad do mamusi/teściowej...

    • 66 26

    • (2)

      Ktoś tu się niefortunnie wżenił?

      • 25 4

      • (1)

        Nie koniecznie, po prostu z mężem mamy wspólne pasję i weekendy są dla nas. Rodziny mamy fajne, ale dla większości może być to dość egzotyczne, że chce się spędzać czas inaczej niż przy stole z przysłowiowym schabowym z buraczkami

        • 18 0

        • ale bym opitolił schabowego z buraczkami

          • 0 1

    • (4)

      każdy ma wybór ale w tej sytuacji w której jesteśmy zwłaszcza z tym co za oknem lepiej nie zachęcać do wspólnego stołu, bo może się to złe skończyć,
      wirus wciąż krąży a często zaczyna się od zwykłej grypy więc po co narażać bliskich na wyjścia a potem na przesiadywanie wspólnie przy stole gdzie wiadomo nie ma dystansu ani maseczki

      • 10 1

      • wystrzegac sie , to podstawa zachowania zdrowia i swoich bliskich, niepowazni sa ludzie co narazaja swoich znajomych czy krewnych ,nie mysla i nie rozumieja istoty problemu epidemii

        • 0 0

      • (2)

        I wystarczy wzmianka o polityce, i niedzielny obiad jest horroremi

        • 12 0

        • Dlatego należy najpierw uzgodnić wspólne poglądy (1)

          A tych, w których się różnimy, się nie porusza, bo i po co?

          • 6 0

          • Czyli klepać się po plecach

            I bron Boże nie poruszać tematów nie wygodnych. Ot i cała rodzina

            • 3 0

    • (1)

      Jak masz czas w tygodniu odwiedzić rodziców to widać masz dużo czasu, moje dzieci pracują cale dnie do późna, my też jestesny w domu po 17, więc dwa razy w miesiącu w soboty lub niedziele milo z potrzeby serca spotkać się nam z dziećmi i wnukami przy jak napisałaś niedzielnym obiadku i wyjść na spacer lub miło spędzić trochę czasu razem, bo prawdę mówiąc dziś nikt nie wie ile czasu mamy jeszcze

      • 8 0

      • Jasne, to zrozumiałe, że tego czasu w tygodniu jest mniej. Ja kończę pracę po 17tej, mam rodziców już na emeryturze więc jest prościej spotkać się wieczorową porą. Czy mam dużo czasu, jak widać nie mnie to oceniać, może to kwestia organizacji.
        Jak nie było pandemi super jest zabrać mamę np. do kina od tak po prostu, czy wyskoczyć na kawę z ciastkiem, żeby zmienić otoczenie, a tato podłubię w tym czasie przy aucie z moim mężem, czy wypiją ten magiczny złoty trunek :)
        Często zapominamy, że osobom starszym brakuje aktywności.
        Ja, ile się da, staram się aby zarówno fizycznie (np.basen) czy psychicznie (polecam gdyński experyment i wykłady dla seniorów ) byli aktywni. Wiem, że dzięki temu będę się mogła dłużej cieszyć ich obecnością.
        Jaką formę wybierzemy, czy niedzielne obiady czy popołudnia zależy od nas. Bylebyśmy z potrzeby serca się spotykali, a nie z przymusu, a co gorsza...bo tak wypada.

        • 6 0

    • Jak słyszę o tych niedzielnych rowerach to dostaje gęsiej skórki (3)

      Ja jadę w niedzielę na obiad do babci czy teściowej. A na rower jadę w tygodniu. Oczywiście każdy ma inne potrzeby i nikogo siła na rower nie wyciągam

      • 31 6

      • (2)

        I to jest super, bo właśnie od szacunku do drugiego człowiek trzeba zacząć. Ja tam w niedzielę zabieram Mamę i Tatę na rower jak tylko pogoda sprzyja. Zdecydowanie czują się lepiej, bo nie obiad jest tu ważny, a czas sprzedzony razem.

        • 12 0

        • Ja zapraszam mamę i tatę na obiad (1)

          Bo nie rower jest tu ważny ale wspólnie spędzony czas

          • 11 2

          • I to jest piękne! Pozostaje mi życzy Wam dziś pięknie spędzonego wspólnie czasu, bo nie obiad/rower jest tu przecież ważny, czy dzień tygodnia.
            Dobrze, że to zrozumiałeś/aś.

            • 2 1

    • Rower to przede wszystkim środek komunikacji (1)

      A niedziela jest dla bliskich

      • 1 10

      • Bliskich zabierz na rower i zobaczysz, że nie jest to tylko środek komunikacji. Wzmocnicie odporność, witamina D, endorfiny...

        • 5 1

  • My mieliśmy rodzinne chrzciny, tylko 10 osób (6)

    i obiad u brata. Wszyscy zachorowali na covid, szwagierka w szpitalu, 39 lat, a ojcu tlen podawali.

    • 47 14

    • Trzeba było nie chrzcić.

      • 1 0

    • No i po co Wam to było...?

      • 1 0

    • Na niedzielny obiad nie rtzeba zapraszac kseidza. Odbywa sie on tez najczesciej w domu, a nie w kosciele.

      • 0 2

    • Rozumiem ,że wszyscy żyjecie

      Więc w czym problem?

      • 0 12

    • A jak byście nie mieli chrzcin

      To byście zachorowali za 3 tygodnie po spotkaniu z sąsiadem czy w sklepie. Szwagierka byłaby w szpitalu a ojcu podawali by tlen

      • 16 19

    • Masz jeszcze jakąś bajkę do opowiedzenia?

      • 12 28

  • Rodzinny obiad to wymysł zaborczych matek;)

    • 1 3

  • U mnie nic się nie zmieniło, czy pseudo pandemia, czy nie, jemy tak samo.
    Kasia

    • 2 0

  • U mnie nie ma w ogóle czegoś takiego jak "rodzinne obiady". Były kiedyś za dzieciaka jak jeszcze żyli dziadkowie. Teraz każdy żyje swoim życiem i swoimi sprawami, ewentualnie rodzinka na kawę i ciasto zaprasza.

    • 2 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Lao Che - Trasa Pożegnalna - No to Che!
Lao Che - Trasa Pożegnalna - No to Che!
rock
paź 1
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
IRA
IRA
rock
paź 7
czwartek, g. 19:00
Gdańsk, Filharmonia Bałtycka
Pat Metheny - Side Eye
Pat Metheny - Side Eye
jazz
cze'22 3
piątek, g. 20:00
Sopot, Opera Leśna

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Kogo zobaczyliśmy w roli Jezusa w musicalu “Jesus Christ Superstar” granym na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni?