Wiadomości

stat

Czechoslovakia: Coś, co istnieje na przekór

Adam Piskorz (Czechoslovakia): Od zawsze chciałem, żeby moja muzyka była czymś więcej niż tylko "umilaczem czasu". Chciałem, żeby coś z odbiorcą robiła, jakoś czesała pod włos.
Adam Piskorz (Czechoslovakia): Od zawsze chciałem, żeby moja muzyka była czymś więcej niż tylko "umilaczem czasu". Chciałem, żeby coś z odbiorcą robiła, jakoś czesała pod włos. fot. Tomasz Węgrzyn

Trójmiejski zespół Czechoslovakia ma bardzo dobry czas. Adam Piskorz opowiada nam o najnowszym wydawnictwie - płycie "HVST" oraz wszystkich składowych, które miały wpływ na jej powstanie: poligonie, wspomnieniach, chwastach i niechęci do słowa "promocja".



Co rok, to płyta. Chyba nie narzekacie na brak pomysłów?

Adam Piskorz: Rzeczywiście ta płyta powstała bardzo szybko, czego, szczerze mówiąc, zupełnie się nie spodziewałem. Poprzednia - "Malimy" - miała premierę 31 grudnia 2017, ale zespół w tamtym momencie właściwie nie istniał, bo Paweł Strzelczyk, z którym zakładałem Czechoslovakię, wyjechał na stałe do Austrii projektować układy scalone na stację kosmiczną, a Krzysiek Wroński zajął się kończeniem doktoratu. Zagraliśmy jeszcze wspólnie kilka koncertów z doskoku, ale powoli liczyłem się z myślą, że to koniec. Na szczęście udało mi się znaleźć następców na bas i perkusję. Za bębnami usiadł Kuba Mondrzejewski, z którym grałem w improwizującym składzie Miss Trans Late. Na bas doszedł Mateusz Kunicki z Where is Jerry oraz Wojt i Vreen, a kiedyś z Kevina Arnolda i miliona innych składów. Praktycznie od razu zaczęliśmy grać nowe rzeczy bez oglądania się na stare numery Czechoslovakii i nagle okazało się, że skład tak "zażarł", że mamy gotowy cały materiał na płytę i nie ma na co czekać, trzeba to nagrać i grać koncerty.

"HVST" - co to w ogóle znaczy?

To po prostu chwast (śmiech). Na ten pomysł wpadł Paweł, który odwiedził nas na jednej z prób. Miał to być chwast po czesku, natomiast okazało się, że słownik podaje, że jednak plevel, ale ten hvst został, bo też pasował mi do okładki płyty, nad którą akurat siedziałem. Chwast w różnym rozumieniu posłużył nam też jako element spajający poszczególne piosenki. Mam tu na myśli coś niepożądanego, odrzucanego przez większość. Coś, co istnieje na przekór, po swojemu, wbrew czyimś planom. Niechciane, ale piękne, jak na przykład chaber bławatek, który pojawia się w ostatnim numerze.

Teledysk, który powstał z miłości do Moreny


Wydaje się, że nostalgia nigdy nie przestanie was napędzać i inspirować.

Nie wiem, czy to nostalgia nas napędza. Ona raczej zmusza do gapienia się w okno, a nie do działania. W tej chwili jesteśmy w zespole pod parą i to, że dobrze się nam razem gra i rozumiemy się często bez słów, nas nakręca. Mam dość melancholijną naturę, lubię babrać się w swojej przeszłości i to pewnie wychodzi w tekstach, które mogą być odbierane jako nostalgiczne.

Nagraliście tę płytę na setkę, w trzy dni - co chcieliście tym osiągnąć i czy to się udało?

Nagraliśmy ją w naszej byłej sali prób, w piwnicy Complex we Wrzeszczu, a nie w studiu. Na setkę po to, żeby uchwycić naszą wspólną energię i brzmienie, jakie mamy na co dzień, bez zbędnego kombinowania. Po prostu ustawiliśmy mikrofony i zaczęliśmy nagrywać. Pierwszego dnia nagrywaliśmy cały zespół, kolejnego dogrywałem ślady dodatkowych gitar i trzeci dzień na wokale. Chcieliśmy, żeby było głośno, brudno i garażowo. Gitara co chwilę się sprzęga i płynnie przechodzi w melodię i o to nam właśnie chodziło. Duża w tym zasługa Andrzeja Kędzierskiego, który realizował nagranie i akustyki naszej sali. Na etapie miksu postanowiliśmy schować wokale za muzyką, żeby jeszcze bardziej oddać ten żywy klimat nagrania i żeby głos był po prostu kolejnym instrumentem. Poza tym niespecjalnie przepadamy za popularnym stylem realizacji rockowych nagrań, w których 80 proc. to wokal, a reszta to jakieś plumkanie w tle, tło muzyczne. Chociaż Andrzej trochę protestował, to ostatecznie udało się go przekonać do naszej wizji.

Gracie muzykę, która przenosi dzisiejszych trzydziestolatków dobre dziesięć-piętnaście lat wstecz. Ale gdzie przenosi ona was?

Po nagraniu okazało się, że ta muzyka oczywiście nawiązuje do amerykańskich lat 90., całej tej sceny koledżowo-indie-rockowej czy shoegazowej, ale to jakoś samo z nas wyszło. Nie planowaliśmy tego zupełnie. Pewnie jakiś wpływ miało pojawienie się Mateusza w składzie, który na indie zjadł zęby, ale po prostu daliśmy się ponieść dźwiękom, które przychodziły nam jako pierwsze. Często w poprzednich zespołach takie rzeczy odrzucałem jako zbyt banalne. Widać dorosłem do tego, żeby specjalnie nie udziwniać. Natomiast nie traktujemy tych piosenek jako muzeum, w którym jesteśmy kustoszami. Dla mnie i Kuby jest to raczej coś zupełnie nowego. Melodyjne, głośne granie do przodu, które po raz pierwszy, w moim przypadku, zahacza nawet o coś w rodzaju letniego paraprzeboju (śmiech).

Sale prób - gdzie przygotowują się trójmiejscy muzycy?


Lata 90. były bardzo dobre dla brudnej muzyki gitarowej, czerpiecie z tego pełnymi garściami, jednak na poprzedniej, jak i na tej płycie sporo jest także akcentów psychodelicznych, charakterystycznych dla jeszcze wcześniejszych epok.

Od zawsze chciałem, żeby moja muzyka była czymś więcej niż tylko "umilaczem czasu". Chciałem, żeby coś z odbiorcą robiła, jakoś czesała pod włos. Nie zawsze się to udawało. Łatwo popaść tu w przesadę, która zamiast pobudzać, śmieszy bądź irytuje. Tutaj pewnie takimi elementami, które wybijają z rutyny słuchania są wszechobecne sprzężenia, które w pierwszym kontakcie pewnie mogą drażnić. Sam pamiętam swoje pierwsze przesłuchania "Bleach" czy "Incesticide" Nirvany, kiedy zastanawiałem się, o co im chodzi z tymi piskami i brudem. Po latach to ich moje ulubione płyty. Natomiast utworem z "HVST", który działa na mnie najbardziej psychoaktywnie w trakcie jego grania są "chwasty" - ostatni numer na płycie. Czuję, że to coś ważnego, że przechodzę jakąś granicę, że to trochę moje i trochę już nie moje.

Opowiedz trochę o tekstach na "HVST". Bo jest tu kilka ciekawych historii, trochę narzekania, trochę nadziei.

Najbardziej oryginalną historią z płyty jest pewnie ta o porywaczu zwłok z Brętowa. Gość przez dziesięć lat wykradał ludzkie szczątki z cmentarzy w całym Trójmieście, katalogował je, woził SKM-ką, ukrywał się przed policją i zakopywał w lesie na byłym poligonie niedaleko miejsca, w którym mieszkam. Wokół poligonu - który w zasadzie nie był poligonem, tylko Garnizonowymi Składami Amunicji - obracają się jeszcze teksty do "chwastów" i teledysk do "meduzy". To impresje na temat przemierzania prawdziwie dzikich terenów zielonych w środku miasta. Dziewiczych, w odróżnieniu do trójmiejskich lasów, które faktycznie są po prostu plantacją drewna.

Koncerty w Trójmieście: muzyka alternatywna


Duża część poligonu była faktycznie porośnięta bardzo gęstymi krzakami, które nazywaliśmy z moimi znajomymi dżunglą. Obfitość roślin i zwierząt, jaką tam spotykałem zdumiewała. Nie raz kilka metrów przede mną wyskakiwała sarna, zając, borsuk, lis czy rodzina dzików. Raz, jadąc na rowerze, wjechałem w środek wielkiego stada ptaków, które odpoczywało tam przed dalszym lotem. Wokół mnie wzbił się rój tysięcy małych skrzydeł. To wszystko chciałem jakoś utrwalić na tej płycie czy w teledyskach. Utrwalić, bo zamiast zrobić tam rezerwat, miasto sprzedało teren deweloperowi i powstanie tam osiedle z gęstą, wysoką zabudową wielkości Niedźwiednika. Dziki poligon został potraktowany jak chwast, który trzeba wyrwać i zabetonować.

Reszta tekstów to slackerskie opowieści trzydziestolatka, który staje się wolny od oczekiwań innych, nie musi czuć się akceptowany, porzuca nieśmiałość i po prostu mu już trochę mniej zależy. Nie wstydzi się tego, co robi i że jest trochę chwastem (śmiech). Podsumowując, narzekamy na niszczenie przyrody i głupi antropocentryzm, a nadzieja jest w naszej postawie wobec tego.


W tekstach przewija się jakaś nostalgia, ale w klipach przede wszystkim. Za każdym razem, oglądając "meduzę", przypominam sobie, jak wspaniale było kiedyś na poligonie.

Poligon w teledysku do "Meduzy" to już prawdziwy poligon budowlany. Gramy tam na hałdzie piasku, który za chwilę stanie się nasypem pod przyszłą drogę łączącą Srebrzysko z Pieckami czy Moreną, jak kto woli. W klipie do "chwastów" łaziłem po prostu z aparatem i nagrywałem zbliżenia na rośliny z moich ulubionych miejsc, które się jeszcze ostały, a w migawkach pojawia się ciało Mateusza w gąszczu, nawiązujące do numeru "ciała" o hienie cmentarnej.

Ostatni wasz okres to częste zmiany perkusistów. Ta sytuacja już się ustabilizowała czy to wciąż płynna część Czechoslovakii?

W tej chwili świetnie się nam razem gra i nie wyobrażam sobie nikogo innego niż Kubę za bębnami. Skład jest jak najbardziej stabilny, ale życie pokazało mi, że bywa różnie. Ludziom zmieniają się upodobania i priorytety, nie można niczego ciągnąć na siłę. Natomiast ze wszystkimi naszymi byłymi członkami, czyli Pawłem, który zostaje dobrym duchem zespołu i czasem nas odwiedza, a także z byłymi perkusistami - Ludomiłem Sawickim i Krzyśkiem Wrońskim, a także z Dr Sample Sp 303 - który trzymał rytm na pierwszej płycie - jesteśmy dalej dobrymi znajomymi.


2018, 2019-2020 będzie kolejnym rokiem z podróżą w gitarowe granie umiejscowione gdzieś pomiędzy Smashing Pumpkins i Ścianką czy powędrujecie w nieco innym kierunku?

Nowe numery, które aktualnie szlifujemy kontynuują klimat z "HVST", ale trudno powiedzieć, co będzie dalej, bo nawet jak planuję, przynosząc riffy na próbę, żeby coś brzmiało w określony sposób, to potem muzyka, wspólne granie i tak nas prowadzi w jakąś inną stronę. To, jak z kolektywnej improwizacji powstaje jakiś wspólny szkielet, ale nie wiemy jeszcze jakiego zwierzęcia, to świetny moment. Nie wykluczamy natomiast jakiegoś skoku w bok. Ostatnio z Mateuszem - basistą - rozmawialiśmy o tym, że fajnie byłoby zrobić też coś lekkiego i zwiewnego w stylu Devendry Banhart, którego obaj jesteśmy fanami.

Jesteście stąd, czerpiecie z dziedzictwa trójmiejskiej sceny alternatywnej, historie, które opowiadacie często wydarzyły się tutaj, ale chyba jako jedyny zespół nie nagraliście piosenki o Trójmieście. Dlaczego?

Większość naszych numerów opowiada o Trójmieście lub o tym, co tu przeżyliśmy. Po prostu nie używamy konkretnych nazw miejsc, a staramy się, żeby te historie były bardziej ogólne. Natomiast zawsze podkreślamy, że jesteśmy z Trójmiasta, a nie Gdańska, Gdyni, Sopotu. Czy Tczewa, bo stamtąd jest Kuba. Mieszkałem we wszystkich trzech, więc ciężko mi nawet to jakoś rozgraniczać. Antagonizmy między miastami rozpatruję tylko pod względem humorystycznym. A na nasz hymn na cześć Trójmiasta może jeszcze przyjdzie czas.

"HVST" już jakiś czas krąży w obiegu. Jak będzie wyglądał najbliższy czas dla was - koncerty, promocja?

Osobiście nie cierpię słowa promocja. Hasło, że "promujemy album" jest dla mnie tak samo śmieszne jak "wchodzimy do studia" lub "pod czujnym okiem realizatora". Robimy to, co możemy. Wysyłamy płytę do dziennikarzy i na fanpejdże, które, poprzez coraz lepszej jakości teksty, stopniowo przejmują opiniotwórczą rolę w muzyce i kombinujemy, żeby nasza nazwa odbijała się jakimś echem, ale też bez przesady i "napinki" w tej materii. Z ciekawych rzeczy utwór "meduza" ukaże się na mikstejpowej kasecie "Gazety Magnetofonowej", a ja w wolnym czasie wezmę się za kolejny teledysk. Najbardziej zależy nam jednak na graniu i tworzeniu nowych rzeczy. Po urlopie przeprowadzamy się do nowej sali prób, tym razem w Gdyni, a pod koniec sierpnia - 31.08, gramy koncert w Chełmży, nad jeziorem.

Reszta koncertów jest w trakcie załatwiania. Chętnie przyjmujemy nietypowe propozycje - typu koncert u ciebie w garażu czy gig w lesie z prądem z agregatora. Marzy mi się zorganizowanie koncertu na ogródkach działkowych. Materiał z "HVST" pasowałby tam idealnie, ale jest tam pewnie spore lobby w temacie ciszy (śmiech).

Opinie (12) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

08

grudnia

Świąteczne Bakalie Gdańsk, Plenum

11

grudnia

Please, Stand Up! Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

19

grudnia

Xmas Tour - Sylwia Banasik Sopot, Sala Koncertowa PFK

Kultura

Oryginalne tablice z postulatami Sierpnia '80 mogą zniknąć z ECS
Muzeum Morskie chce tablic z Sierpnia '80
Irena Jarocka i Lech Bądkowski będą mieli swoje pomniki w Oliwie i Głównym Mieście
Dwa nowe pomniki w Gdańsku

Kulinaria

Jemy na mieście: restauracja Deska - smak i duże porcje
Jemy na mieście: Deska - duże porcje
Wykluczeni społecznie poprowadzą food trucka
Food truck, który pomaga wykluczonym

Planuj z nami tydzień

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Autorem powieści "Srebrzysko. Powieść dla dorosłych" jest: