Wiadomości

stat

Człowiek na krańcu świata. Recenzja filmu "Arktyka"


Pośród skutej lodem arktycznej pustki słychać głęboki oddech mężczyzny, który walczy nie tylko o fizyczne przetrwanie, ale też o to, by wraz z ciałem nie zamarzła w nim choć cząstka człowieczeństwa. Właśnie o tym opowiada kameralny i skromny, acz niebywale ekscytujący fabularny debiut Joe Penny. "Arktykę" warto przemierzyć, zwłaszcza, jeśli ma się u boku takiego towarzysza podróży jak Mads Mikkelsen.



Surowa i enigmatyczna w "Arktyce" jest nie tylko złowroga, bezkresna, śnieżna biel, którą potrafi drgnąć z posad jedynie gigantyczna zamieć. W podobny sposób surwiwalową opowieść konstruuje debiutujący za kamerą Joe Penna. Bez wybujałego prologu, zbędnego dramatyzowania i niepotrzebnych retrospekcji reżyser wrzuca nas w sam środek arktycznej głuszy, po której przewodnikiem staje się dla nas ocalały z lotniczej katastrofy pilot (Mads Mikkelsen).

W otwierającej film scenie widzimy mężczyznę, który uporczywie dłubie w zaśnieżonej ziemi, przerzuca lodowe bryły, próbując dokopać się do brunatnej powierzchni. Dopiero, gdy kamera odjeżdża, widzimy, że nasz bohater wykuwa w ten sposób olbrzymi napis SOS. Sugestywny obraz z powodzeniem zastępuje niejedno słowo. Przekaz bez trudu da się odszyfrować. Później reżyser podrzuca nam już tylko drobiazgowe wskazówki: rozbity samolot, miejsce katastrofy, prowizoryczne obozowisko, włóczący się po okolicy polarny niedźwiedź.

Postać Overgarda (w trakcie filmu nie poznamy nawet jego imienia) składamy właściwie, niczym puzzle, element po elemencie. Nie wiadomo kim jest, w jakich okolicznościach trafił na Arktykę, jak długo skazany jest już na mimowolny obóz przetrwania. Jedynie po fragmentarycznych zapiskach na prowizorycznej mapie i zaawansowanym już stanie jego obozowiska można sądzić, że rozpaczliwego ratunku szuka od dłuższego czasu. Myli się jednak ten, kto sądzi, iż "Arktyka" będzie alternatywną i bardziej ekstremalną wersją "Zjawy" czy zimową odsłoną "Cast Away". Joe Penna ma bowiem większe ambicje. Przynajmniej do czasu.

Overgard (Mad Mikkelsen) jest jedynym ocalałym z lotniczej katastrofy. W arktycznej scenerii urządza prowizoryczny obóz w zniszczonej częściowo maszynie i czeka na ratunek. Niespodziewanie to jednak mężczyzna stanie się tym, który niesie pomoc.
Overgard (Mad Mikkelsen) jest jedynym ocalałym z lotniczej katastrofy. W arktycznej scenerii urządza prowizoryczny obóz w zniszczonej częściowo maszynie i czeka na ratunek. Niespodziewanie to jednak mężczyzna stanie się tym, który niesie pomoc. mat. prasowe/ Akson
Godna podziwu organizacja pracy i konsekwentne próby wzywania przez radio pomocy przynoszą upragniony rezultat. Nadlatujący z misją ratunkową śmigłowiec roztrzaskuje się jednak o lodowe skały, a wymieszana z euforią nadzieja Overgarda na ocalenie zalicza jeszcze bardziej spektakularny upadek. W rozbitej maszynie mężczyzna znajduje na pół-przytomną kobietę. Dochodzi do niespodziewanej zamiany miejsc - poszkodowany stanie się ratownikiem. Wystarczy więc kwadrans filmu, by przemeblować, wydawałoby się, oczywistą fabułę.

Walka o przetrwanie okupiona będzie więc podwójnym wysiłkiem, lecz twórców "Arktyki" interesuje nie tylko bezkompromisowe starcie człowieka z nieubłaganymi siłami natury. Joe Penna niemal w kompletnej ciszy (ledwie garstka dialogów) i absolutnym skupieniu obserwuje międzyludzkie relacje, a zarazem testuje moralność głównego bohatera w ekstremalnych warunkach. Ranna towarzyszka Overgarda znacząco bowiem obniża szanse na przeżycie. Z drugiej jednak strony mężczyzną targają wyrzuty sumienia. Przecież to ona pierwsza ruszyła mu na ratunek i właściwie z jego powodu znalazła się w tragicznym położeniu. Przy kilkudziesięciominusowym mrozie nie da się jednak, nomen omen, chłodno kalkulować i dokonywać logicznych wyborów.

"Arktyka" przede wszystkim to kino drobnych symboli, niewypowiedzianych słów, milczących gestów opatrzonych potężnym nakładem emocji. Zapalniczka, fotografia, błyskawiczna zupka - pozornie nieistotne elementy nie tylko napędzają ciąg przyczynowo-skutkowy, ale stanowią rekwizyty w rękach aktorów, którzy uczucia muszą wyrażać na ogół niewerbalnie. Obcowanie z tą filmową metaforyką fascynuje jeszcze bardziej niż zapierające dech w piersiach szerokie plany arktycznej pustyni, którą podąża skromna, dwuosobowa karawana. Film Penny stanowi świetny przykład sugestywnego, stonowanego i skupionego na emocjach kina.

Niemal całkowita rezygnacja z dialogów i spektakularnych zwrotów akcji (to absolutnie nie jest jednak nudny film!) wymagają nie tylko reżyserskiej dyscypliny, ale i aktorskiego geniuszu. A takim niewątpliwie od lat dysponuje Mads Mikkelsen. Duńczyk należy do tych współczesnych artystów kina, którzy nawet z czwartego planu potrafią skupić uwagę widza. A gdy taki wirtuoz ma właściwie plan zdjęciowy na wyłączność, to czyni po prostu cuda. Śmiem wątpić, czy ktokolwiek inny wniósłby do "Arktyki" tyle wartości i charyzmy. O Overgardzie nie wiemy praktycznie nic. Dzięki Mikkelsenowi, ten wydawałoby się mankament, staje się atutem filmu. Duński aktor niebywałym talentem roztopił arktyczne lodowce.

"Arktyka" to nie tylko fascynujący obraz walki człowieka z nieubłaganą naturą, lecz skromna, a jednocześnie bardzo emocjonalna opowieść o sile człowieczeństwa i woli przetrwania. Mądra treść i piękna wizualnie forma.
"Arktyka" to nie tylko fascynujący obraz walki człowieka z nieubłaganą naturą, lecz skromna, a jednocześnie bardzo emocjonalna opowieść o sile człowieczeństwa i woli przetrwania. Mądra treść i piękna wizualnie forma. mat. prasowe/ Akson
Właściwie jedynym z poważniejszych zarzutów pod adresem "Arktyki" może być fakt, iż Joe Penna swoim debiutem gatunku surwiwalowego specjalnie nie zrewolucjonizował. Owszem, w początkowym kwadransie ambitnie przełamał schemat, kilkukrotnie później ocierał się wręcz o wybitność, lecz finalnie wpisał swoją opowieść w dobrze znane już ramy. Szczególnie w końcówce da się zauważyć narracyjny pośpiech i trochę nienaturalne zwroty akcji uwieńczone nieco hollywoodzkim epilogiem. Kibicom filmowych rozbitków nie powinno to w żaden sposób przeszkadzać. Słabsze zakończenie nie zamazuje na szczęście ogólnego dobrego wrażenia, choć duża w tym zasługa brylującego Mikkelsena.

Joe Penna w pięknie, iście poetycko skadrowany lodowaty krajobraz, którego surową i chłodną naturę dodatkowo świetnie podbija kapitalna muzyka, wpisał człowieka usilnie walczącego o to, by przerażający chłód nie tylko nie odebrał mu sił w nogach, ale i nie zabrał resztek człowieczeństwa. Stawiając czoła Arktyce z bohaterami filmu można odnieść wrażenie, że wola walki i nadzieja na ocalenie nie obumierają wraz odmarzającymi kończynami, a z wychłodzonym sumieniem właśnie. W tym względzie akurat "Arktyka", paradoksalnie, potrafi wzniecić w nas ciepło w stosunku do drugiego człowieka. A to wydaje się podstawą naszego przetrwania. Nie tylko na Arktyce.

OCENA: 7/10

Film

Arktyka

Arktyka (11 opinii)

6.2
produkcja
Islandia
premiera
1 lutego 2019
czas trwania
1 godz. 37 min.

Opinie (23)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25

kwietnia

Gdańsk Lotos Siesta Festiva... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

01

maja

03

maja

Jemy Na Stadionie Gdańsk, Stadion Energa Gdańsk

Kultura

Zwierzaki to nie pluszaki - wywiad z Pauliną Reglińską
Zwierzaki to nie pluszaki
Arcydzieła Jana Sebastiana Bacha na Actus Humanus
Bachowskie arcydzieła na Actus Humanus

Kulinaria

Jesteś mieszkańcem? Zjesz taniej w niektórych restauracjach
Zjesz taniej w niektórych restauracjach
Dokąd na rzemieślnicze piwo i dobre jedzenie?
Dokąd na piwo i dobre jedzenie?

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: rozgrzewka przed majówką
Planuj tydzień: rozgrzewka przed majówką

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Scena Kameralna Teatru Wybrzeże znajduje się: