Wiadomości

stat

Dawid Podsiadło wystąpił w B90. Solidna rozrywka i tłumy fanów

Publika dostała dokładnie to, po co do B90 przyszła - solidną rozrywkę, w której mogła brać aktywny udział.
Publika dostała dokładnie to, po co do B90 przyszła - solidną rozrywkę, w której mogła brać aktywny udział. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl

Niepokojąca popularność wykonawców, którzy śpiewają o niczym, ramówki największych stacji radiowych, których najciekawszym punktem jest prognoza pogody, bo do znudzenia puszczają te same zgrane hity - mogłoby się wydawać, że polska muzyka rozrywkowa ma się coraz gorzej, ale wtedy pojawił się ten człowiek, Dawid Podsiadło. I udowodnił, że dobre piosenki obronią się same.



Wyprzedanie koncertu w jednej z największych trójmiejskich sal to sztuka niełatwa, a już na pewno nie dla rodzimego muzyka, który wyrusza na trasę obejmującą jedenaście miast. Niemal dwa tysiące biletów rozeszło się jednak na kilka dni przed imprezą i prawdopodobnie bez dużego wysiłku można by sprzedać drugie tyle. Co sprawia, że ten dwudziestodwuletni chłopak na pół godziny przed wyjściem na scenę zbiera pod nią tłum, jakiego może pozazdrościć mu wiele funkcjonujących od lat zespołów? Na pewno nie jest to charyzma.

Nie od dziś wiadomo, że polscy muzycy owszem, mają imponujące zdolności, ale na żywo prezentują je w sposób skrajnie minimalistyczny. Nie każdy może być Iggym Popem wspinającym się na nagłośnienie i rozbijającym butelki na klatce piersiowej, niemniej samo krążenie na przestrzeni kilku metrów z całkowicie statycznym (z wyłączeniem uginających się kolan) zespołem wokół jest pójściem po linii najmniejszego oporu. Pomiędzy kolejnymi piosenkami (pochodzącymi głównie z zeszłorocznego "Annoyance and Disappointment") nie było dużo lepiej.

Fani już doskonale znają "konferansjerkę" w wykonaniu Podsiadły - nieco reżyserowanej nieporadności, cedzenie pojedynczych słów, żart, któremu nie towarzyszy uśmiech autora. Publiczność uwielbia to do tego stopnia, że już samo oczekiwanie na komentarz odkładającego w milczeniu mikrofon wokalisty wywoływało fale śmiechu odbijające się od ścian B90. Tak banalny scenariusz występu nie może być magnesem dla rzeszy fanów, choć ma swój urok. Tajemnicy sukcesu należy się dopatrywać zatem w samej muzyce.

Wyprzedanie koncertu w jednej z największych trójmiejskich sal to sztuka niełatwa, a już na pewno nie dla rodzimego muzyka, który wyrusza na trasę obejmującą jedenaście miast.
Wyprzedanie koncertu w jednej z największych trójmiejskich sal to sztuka niełatwa, a już na pewno nie dla rodzimego muzyka, który wyrusza na trasę obejmującą jedenaście miast. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
W zakresie kreowania potencjalnych przebojów Dawid Podsiadło jest hurtownikiem. Niemal każda z jego kompozycji (najczęściej współautorstwa Bogdana Kondrackiego, domniemanego założyciela Bokki oraz producenta albumów między innym Anny Dąbrowskiej i Krzysztofa Kilijańskiego) prowokowała do interakcji. Jedni podskakiwali, inni klaskali w rytm (a przynajmniej próbowali w niego trafić) i niemal cała sala śpiewała wersy "W Dobrą Stronę" czy "Pastempomat". W tych, tworzonych na zachodnią modłę, aranżacjach łatwo można dostrzec powtarzające się klucze - proste partie perkusyjne przy nagłośnieniu, które nadaje im chłodnego brzmienia; zestawienie gitar elektrycznej i akustycznej, obszerne zastosowanie tamburyna. Stworzony na tej bazie podkład w polskich realiach brzmi dosyć oryginalnie, a gdy dodatkowo wykorzystany zostaje anglojęzyczny tekst (na przykład "Forest"), okazuje się, że mamy do czynienia ze znakomitym, momentalnie wpadającym w ucho przebojem posiadającym wszelkie predyspozycje do podbicia świata.

Po wykonaniu jednej z piosenek Podsiadło zdradził, że nie przepada za jej nieco odmienną wersją albumową i włączył ją do setlisty właściwie wyłącznie z konieczności. Rzeczywiście da się wyczuć, że za tym potężnym sukcesem frekwencyjnym, za diamentową płytą debiutancką i platyną po trzech miesiącach od wydania drugiej stoi sztab ludzi wspólnie podejmujących decyzje. Tak dobrze przygotowanej potencjalnej gwiazdy popkultury nie było w Polsce od lat, a może nawet nigdy wcześniej. Pytanie tylko, czy dla wokalisty obdarzonego wyjątkowym głosem diagnoza tego rodzaju jest korzystna? Nie będzie dla mnie zaskoczeniem, jeżeli któregoś dnia Dawid Podsiadło powie: "Już wystarczy" i obierze kierunek na bardziej osobistą twórczość, podobnie jak zrobiła to chociażby Monika Brodka.

Publika dostała dokładnie to, po co do B90 przyszła - solidną rozrywkę, w której mogła brać aktywny udział. Mimo że trochę marudzę w akapitach powyżej, to muszę przyznać, że w końcu powstała radiowa muzyka, od której nie ma się ochoty wyrzucić odbiornika przez okno, a w dodatku jej ożywiona wersja cieszy się zainteresowaniem, które na polskim rynku nie ma sobie równych.

Początek koncertu Dawida Podsiadły w B90:

Opinie (63) 7 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25

lipca

Koncerty z widokiem na świa... Gdynia, Muzeum Emigracji

27

lipca

The Best of 15 lat kabaretu... Sopot, Tarasy przy Aquaparku

27

lipca

Kultura

Nietypowy koncert na schodach Gdyńskiej Szkoły Filmowej
Nietypowy koncert na schodach GCF
Książka na wakacje: co czytamy latem?
Książka na wakacje: co czytamy latem?

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Tytuł Europejskiego Poety Wolności w roku 2018 otrzymał(a):