Wiadomości

stat

Dead Saint's Bitch: W każdym gatunku jest coś ciekawego

Dead Saint's Bitch: Trzeba dużej otwartości i tolerancji, żeby zrozumieć nasz żart i wytrzymać do pointy. Rozumiemy, że publiczność przyzwyczajoną do konwencjonalnych form, nasz koncept może po prostu męczyć.
Dead Saint's Bitch: Trzeba dużej otwartości i tolerancji, żeby zrozumieć nasz żart i wytrzymać do pointy. Rozumiemy, że publiczność przyzwyczajoną do konwencjonalnych form, nasz koncept może po prostu męczyć. fot. Alina Żemojdzin
Najnowszy artukuł na ten temat

Obrasqi - nowy zespół z Trójmiasta

Trzeba przyznać, że Trójmiasto zawsze owocowało sporą liczbą przedstawicieli szeroko pojętej muzyki ekstremalnej. I ten trend się nie zmienia. Jednym z takich zespołów jest Dead Saint's Bitch, który właśnie wydał swój debiutancki album.



Patryk Gochniewski: "Khaas" to wasz pierwszy długogrający album?

Kamila Haas: Tak, długo planowany i tworzony, lecz wreszcie ujrzał światło dzienne. Wcześniej składaliśmy krótkie epki, po pięć utworów. Była nawet wersja koncertowa, lecz już ich nie pokazujemy światu.

Bartek Krzyżyński: Tak naprawdę to pierwsze wydawnictwo "na poważnie". Poprzednie nagrania demo właściwie służyły nam do wewnętrznej oceny i selekcji pomysłów, które miały się znaleźć na tej płycie.

Wojtek Chmielewski: "Khaas" to również rodzaj podsumowania czy - jak to określił jeden z recenzentów - "the best of". Dotychczas do dyspozycji publiczności były tylko kolejne próbki, które próbowaliśmy kolportować w formie CD-R. Niektóre kopie otrzymały nawet specjalne okładki z odręcznymi rysunkami Kamili. Kto wie? - może kiedyś będą bardzo cenne. "Khaas" to właściwie rozwinięcie ostatniej z nich - "Numb3rs". Wielu fanów było zawiedzionych kolejną mini produkcją i domagało się pełnowymiarowego krążka. Pomysł był, materiał był - brakowało tylko funduszy, jednak kiedy je zgromadziliśmy, na horyzoncie zamajaczyły po raz kolejny upiory problemów kadrowych.

Ciężkie brzmienia - koncerty w Trójmieście



Istniejecie już ósmy rok - co wam tyle zajęło?

KH: Głównie rotacje muzyków, konkretniej wokalistów i basistów. Za każdym razem szkolenie nowych członków zabierało kolejne miesiące, które mogły być przeznaczone na dalszą twórczość. Dlatego dopiero teraz wychodzimy i z albumem, i z promocją oraz niedługo z nowymi, szykowanymi już, utworami.

WC: Tak, skompletowanie składu dało nam się we znaki. W nagraniach "Numb3rs" i "Khaas" wsparło nas kolejno dwóch świetnych basistów: Jan Banaś i Dominik Chojnacki. Każdy z nich był jednak mocno zajęty albo innymi projektami muzycznymi, albo po prostu codzienną walką o przetrwanie. Materiał tworzyliśmy jeszcze z Karolem Sassem, jednym z założycieli zespołu, który wobec piętrzących się obowiązków ojcowskich i służbowych był zmuszony, trochę szybciej niż reszta, wydorośleć. Wcześniej, po odejściu pierwszego wokalisty, Krzysztofa "Tytooza" Ośmiałowskiego, przez trzy lata szukaliśmy nowego frontmana. Udało nam się znaleźć trzy tymczasowe zastępstwa, ale żadne z nich nie wyszło poza okres próbny. I wtedy zjawiła się ona (śmiech). Zatem 2011 to bardziej data symboliczna, legendarna, pierwsze próby duetu Bartek i Wojtek. Prawdziwa historia zaczyna się w 2015 pierwszym koncertem z Kamilą.

BK: Powodów jest tak naprawdę mnóstwo. Poza wspomnianymi, kilkukrotnie zmienialiśmy salę prób, a za tym zawsze szła przeprowadzka i remont nowego miejsca. Jesteśmy też ludźmi o wielu zainteresowaniach i zajęciach, i nie chcąc tracić żadnego z nich, czasem skaczemy z kwiatka na kwiatek, zaniedbując pozostałe.

Recenzje nowych płyt z Trójmiasta


Mówicie, że eksplorujecie death metal. Ale ja tu słyszę multum inspiracji. Jest tu dość eklektyczne brzmienie - gdzieś słyszę A7X, gdzieś Sinch, miejscami odniesienia do klasyki hardcore'u czy metalcore'u. Sporo.

KH: Wynika to z naszej ogólnej ciekawości i otwartości na wszelkie gatunki. Lubimy też bawić się metrum, co jest bardziej progresywnym posunięciem. Czasem wstrzelimy gdzieś nawet rapowane kwestie, a czasem klasyczne rockowe granie. W każdym rodzaju muzyki i w każdym stylu jest coś ciekawego, co warto wykorzystać i "zmutować" z innymi gatunkami, a potem tylko patrzeć, co z tego wypełznie. Przynajmniej mi to sprawia największą satysfakcję i uważam, że to głównie nas kształtuje jako wykonawców.

WC: Duże znaczenie ma też spora rozpiętość wiekowa członków zespołu. W 2011, kiedy ja i Bartek zaczęliśmy coś razem kombinować, Kamila liczyła ledwie trzynaście wiosen. Wychowały więc nas zupełnie inne epoki. Nie do końca też twierdzimy, że eksplorujemy death metal, raczej chodzi o jego pogranicza. Typowo deathowych zagrywek jest u nas chyba najmniej. Sporo jest za to żonglowania konwencją. Od surf rocka po latynoskie aranżacje w stylu Santany. Natomiast takie narzędzia z deathowego arsenału, jak growl i łupanie na dwa kopyta, tworzą wspólny mianownik i sklejają całą resztę.


BK: Moim zdaniem, powodem zróżnicowanego brzmienia jest podstawowy filar istnienia tej kapeli, czyli demokracja lub - jak kto woli - kumplostwo. Każdy członek zespołu ma wpływ na powstawanie utworów, a bardzo duża część kompozycji powstaje na próbach, w trakcie improwizowanej burzy mózgów. Na ostateczny kształt piosenek ma wpływ zarówno to, czego słuchają członkowie kapeli, jak i to, co oglądają. Bo inspiracje można znaleźć nawet w najdurniejszych filmikach z YouTube'a.


Jednak mimo tej mnogości brzmień udało się wam zachować spójność. Była obawa, że ten pomysł, który sobie ułożyliście w głowie, nie przyniesie określonego rezultatu?

WC: Miło nam to słyszeć. Pewnie w dużej mierze jest to zasługa Marcina Kotarbińskiego, który pomiksował ten towar w jedną całość. Słyszeliśmy jednak również krytyczne głosy porównujące naszą muzykę do niestrawnej pizzy. Trzeba dużej otwartości i tolerancji, żeby zrozumieć nasz żart i wytrzymać do pointy, odkryć ukryty morał. Rozumiemy, że publiczność przyzwyczajoną do konwencjonalnych form: "tu powinno być przejście, tu refren", nasz koncept może po prostu męczyć. A fani niszowych gatunków jak hardcore, czy death metal dodatkowo jeszcze lustrują brzmienie kapel pod kątem "pozerstwa", "śmieszkowania" i innych branżowych pojęć. My jednak robimy swoje. Wierzymy, że znajdzie się nisza i dla nas. A jeśli nie, to tym gorzej dla niszy.

BK: Bardzo często pomysły nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, po prostu mamy ich mnóstwo i wielokrotnie odrzucamy te, które nam się nie podobają. Nagrania z "Khaas" są zaledwie niewielką częścią pomysłów, które przeszły przez zespół w ciągu ostatnich lat.

KH: Jakoś nigdy nie przeszło mi to przez myśl. Zawsze wszystko to wygląda bardzo spontanicznie, ktoś wykłada na stół pomysł, a reszta do niego dogrywa jak chce i tak się to tworzy. Często ktoś wpada też na coś kompletnie odjechanego i wkłada to do kompozycji lub sugeruje zmiany, żeby było coś mniej lub bardziej ekspresyjne. Dochodzimy w końcu do wersji finalnej i już w niej nic nie zmieniamy.

Muzyka teraz wygląda jak wygląda, ale szeroko pojęty hardcore wydaje się przeżywać drugą młodość. Upatrujecie w tym swojej szansy na dotarcie do szerszego grona odbiorców?

KH: To bardzo możliwe, chociaż widzimy w tym głównie zabawę. Ale, jak wiadomo, w momencie kiedy komuś zaczyna się to podobać i wkręca się w nasz klimat, zawsze sprawia to nam jeszcze większą frajdę.

WC: Chyba trochę słabi z nas żeglarze. Mam wrażenie, że zawsze źle ustawiamy się do wiatru i kiedy inni biorą kolejne halsy, my dopiero walczymy z cumą. Naturalnie, hamują nas w tym codzienne obowiązki, brak funduszy, itp. Rock'n'roll to, niestety, piekielnie drogie hobby. Nagrania, promocja, próby, wyjazdy - wszystko to pochłania ogromne ilości czasu i środków. Wymaga sieci kontaktów. Z pewnością przydałby się nam prawdziwy manager na cały etat. Nie zaszkodziłoby też kilku "ambasadorów marki", jak to się obecnie nazywa.

Macie wokalistkę. Skąd pomysł? Nie jest to oczywiste rozwiązanie przy tego rodzaju muzyce.

BK: To nie jest pomysł. Kamila jest po prostu lepsza od wszystkich we wszystkim (śmiech). A tak na poważnie... to nie był żart. Nasz kumpel Tytooz, który śpiewał z nami kilka lat temu, sprowadził na próbę nieletnią koleżankę co podobno fajnie śpiewa. On wyjechał, ona zaśpiewała, a mi się włączyła czerwona lampka w głowie, że ją trzeba kiedyś - przy najbliższej okazji - wcielić podstępem do kapeli.

KH: Nie wyszło to raczej z jakiejś konkretnej selekcji na zasadzie: "wokal, to musi być taka konkretna płeć, by się sprzedawało". Po prostu - chłopakom spodobał się mój wokal, więc postanowili mnie przyjąć.

WC: Może nie jest to oczywiste, ale - jeśli głębiej pogrzebać - dziewczyn, które "drą japę do naprawdę srogiej muzy" jest na świecie coraz więcej. Arch Enemy, OTEP, Jinjer, Once Human, żeby wymienić tylko kilka. Niezależnie od tego, pierwszy show Kamili, który słyszeliśmy, po prostu nas powalił. Jednej i drugiej stronie zajęło co prawda jakieś trzy lata przekonanie się do tego, że Kamila jest brakującym ogniwem DSB, jednak wszelkie wątpliwości prysnęły niemal z dnia na dzień.

Udało wam się nagrać naprawdę porządny materiał - jaki jest ogólny odbiór?

KH: Zazwyczaj się podoba, ale bywa różnie. Bywają i tacy, którym nasze chaotyczne usposobienie nie podchodzi do gustu i wolą słuchać raczej prostszych rytmów, podczas gdy my szalejemy i się nie ograniczamy do niczego. No, może jedynie do mniej lub bardziej mocnego kopnięcia.

WC: Zasięg wydawnictwa jest chyba wciąż zbyt mały, żeby móc wydać miarodajny sąd. Sporo opinii odnosi się do stylistycznego eklektyzmu, który ma oczywiście zwolenników, jak i zajadłych wrogów. Wiadomości, które spływały do studia w czasie premiery radiowej były wręcz szokująco pozytywne. Z drugiej strony nawet przyjaciele, w przypływie szczerości, potrafili oświadczyć, że ta muza "d. im nie urywa". Oczywiście, możliwe że wcale nie jesteśmy tacy fajni. Bierzemy to pod uwagę. Jednak niektórym słuchaczom muzykę musi ktoś polecić, muszą ją skądś znać, jak w słynnym monologu inżyniera Mamonia. Póki co większość kreatorów opinii, którym wysłaliśmy nasz towar, chyba nie znalazło jeszcze czasu na rozpakowanie płyt. Niektórzy nawet sami oświadczyli, że go raczej nie znajdą, o ile w ogóle zdecydowali się cokolwiek odpowiedzieć. No trudno. Z tym nie wygramy.

BK: Odbiór raczej pozytywny, nagrania powstawały z naszej własnej inicjatywy, nikt na nie nie czekał więc teraz musimy je jakoś wcisnąć w to morze wydawnictw, które powstaje w dzisiejszych czasach. Przy okazji pozdrawiam naszego kumpla, Marcina Kotarbińskiego, który nagrywając nas w swoim domowym studiu, poświęcił dużo czasu oraz bardzo się emocjonalnie zaangażował w nasze marzenie o nagraniu płyty.

Dead Saint's Bitch: Dziewczyn, które drą japę do naprawdę srogiej muzy jest na świecie coraz więcej. Arch Enemy, OTEP, Jinjer, Once Human, żeby wymienić tylko kilka. Niezależnie od tego, pierwszy show Kamili, który słyszeliśmy, po prostu nas powalił.
Dead Saint's Bitch: Dziewczyn, które drą japę do naprawdę srogiej muzy jest na świecie coraz więcej. Arch Enemy, OTEP, Jinjer, Once Human, żeby wymienić tylko kilka. Niezależnie od tego, pierwszy show Kamili, który słyszeliśmy, po prostu nas powalił. fot. Alina Żemojdzin
Teraz trasa czy na razie tylko lokalna promocja?

KH: Jak najbardziej trasa. Mamy za sobą sporo koncertów na północy Polski, a jeszcze trochę nas czeka. Wszelkie informacje o nadchodzących wydarzeniach możecie znaleźć na naszym facebooku.

WC: Aktualnie, jak co roku, jesteśmy w mini trasie po Pomorzu i okolicach. Tym razem udaliśmy się w nią z grupą Carnage, której przy okazji dziękujemy za zaproszenie. Najbliższy koncert zagramy 1 lutego w klubie Sąsiedzi w Elblągu, natomiast do Trójmiasta powrócimy 1 marca na półmetek trasy w klubie Metro.

Wydaje mi się, że teraz jest dla was dobry moment, aby rozwinąć skrzydła - macie może jakiś plan, aby próbować wbić się jako support przed kimś, kto pomoże wam w dalszej drodze?

KH: Póki co koncerty i nowy materiał to nasze priorytety, aczkolwiek przyszłość wszystko pokaże.

BK: To bardzo dobry pomysł, o którym nie raz myślałem. Wojtek już nie jedną noc zarwał, próbując nas wcisnąć przed jakieś gwiazdy, ja też pisałem maile do managerów, knajp, zespołów... ale odzew zdarza się rzadko. Może nie trafiliśmy jeszcze na odpowiedni kontakt?

WC: Próbujemy wszystkiego. Pewnie zabrzmi to naiwnie, ale liczymy na to, że ktoś nas usłyszy, pokocha i da nam szansę. Wielcy, wpływowi ludzie! Czytajcie to! Rozpakujcie przepiękne digipaki, które wam wysłaliśmy! (śmiech) Pewnie czekają w portierniach waszych klubów i redakcji.

Czytaj także: Ratrace: Nie próbujemy nikogo nawracać

Opinie (31) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20

października

Michał Szpak - The Moon Tour Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

23

października

Mariza Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

25

października

Stanisława Celińska - "Mali... Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Bardzo udany debiut. Po premierze "Kra, kra, kra, czyli zwierzęta na lodzie"
Bardzo dobry spektakl dla dzieci
Operetta wielce aktualna. O "Karmanioli" w Teatrze Wybrzeże
"Karmaniola" w Teatrze Wybrzeże

Kulinaria

Rodzice małych dzieci w kociej kawiarni. Nie wszyscy szanują regulamin
Rodzice robią problemy w kociej kawiarni
Tutaj studenci zjedzą i wypiją taniej
Tutaj studenci zjedzą i wypiją taniej

Planuj z nami tydzień

Restaurant Week, Budka Suflera, targi motoryzacyjne. Planuj tydzień
Planuj tydzień w Trójmieście

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    ORP "Błyskawica" przycumowany jest do nabrzeża w: