Wiadomości

stat

Energetyczny początek Siesta Festivalu - Omara Portuondo uwiodła słuchaczy

Występ Omary Portuondo był kluczowym punktem pierwszego dnia Siesta Festivalu.
Występ Omary Portuondo był kluczowym punktem pierwszego dnia Siesta Festivalu. Edyta Steć/Trójmiasto.pl

Choć oficjalne otwarcie "Siesty" nastąpiło na popołudniowym koncercie Dino d'Santiago, to wieczorny występ Omary Portuondo był kluczowym punktem pierwszego dnia festiwalu. Kubańska diwa oczarowała słuchaczy od pierwszej chwili nie tylko swoim niesamowitym głosem, ale i osobowością, a że temperament miała "jak wulkan gorący", nie obyło się bez flirtów i popisów tanecznych. Owacjom nie było końca.



Siesta Festival rozpoczął się już w czwartek kameralnym wieczorem fado, jednak tradycyjne, oficjalne otwarcie nastąpiło podczas pierwszego z "dużych" koncertów, odbywającego się na scenie Filharmonii Bałtyckiej. I choć nazwisko artysty, który zainaugurował imprezę - Dino d'Santiago, wielu osobom jeszcze nic nie mówi, na zakup biletów zdecydowało się co najmniej 800 osób.

- W 2013 roku nie zdążyliśmy kupić biletów na Melody Gardot, więc zaryzykowaliśmy i poszliśmy na to, na co się dało - na występy Lury i Jehro - wspominają Małgorzata i Tomasz z Warszawy. - Choć nie mieliśmy najmniejszego pojęcia o tym, co nas czeka, bawiliśmy się znakomicie. Od tego czasu zawsze kupujemy bilety w ciemno i jeszcze nigdy się nie zawiedliśmy. Dziś również, choć nie ukrywam, że koncert był dla nas niemałym zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się prostej, wpadającej w ucho muzyki, a usłyszeliśmy ambitną mieszankę stylów, choć opartą oczywiście na mocnym, kabowerdyjskim fundamencie - mówili po koncercie.
Oficjalna inauguracja należała do Dino D'Santiago i jego zespołu. Publiczność była zaskoczona nie tylko wysokim poziomem, ale i wszechstronnością stylistyczną artystów.
Oficjalna inauguracja należała do Dino D'Santiago i jego zespołu. Publiczność była zaskoczona nie tylko wysokim poziomem, ale i wszechstronnością stylistyczną artystów. Edyta Steć/Trójmiasto.pl
Nie da się jednak ukryć, że siestowa publiczność najbardziej wyczekiwała spotkania z diwą Buena Vista Social Clubu - Omarą Portuondo. Tym bardziej, że piątkowy koncert był jedynym, jaki Portuondo dała w Polsce podczas swojej jubileuszowej trasy.

Kiedy artystka pojawiła się na scenie słuchacze natychmiast poderwali się z miejsc i przywitali ją gromkimi brawami, a nawet okrzykami zachwytu. Omara Portuondo zadbała natomiast o to, aby ta ekscytacja ani na chwilę, podczas półtoragodzinnego koncertu, nie przygasła.

Ileż było w niej młodzieńczego wigoru, zadziorności i energii! Omara Portuondo nie tylko śpiewała, ale i reżyserowała całe wydarzenie. Czuwała nad tym, aby każdy z towarzyszących jej muzyków otrzymał należyte oklaski po każdej z solówek, zachęcała słuchaczy do zabawy i podnosiła ich z miejsc, kiedy tylko miała na to ochotę.

Flirtowała do granic możliwości nie tylko z własnymi muzykami (szczególnie z perkusistą), ale i z jednym ze słuchaczy, który najpierw sam wskoczył na scenę i zaprosił Omarę do wspólnego tańca, a później był przez nią wzywany, kiedy tylko naszła ją ochota na pląsy. Również takie, o subtelnym zabarwieniu erotycznym - przecież Kuba to wyspa "jak wulkan gorąca", więc i temperament Kubanek ogromny.

"Besame Mucho" śpiewane razem z publicznością.

Interakcja z publicznością była tym, czego diwa potrzebowała jak powietrza, dlatego nieustannie zachęcała do wspólnej zabawy oraz śpiewania. Próbując wyczuć możliwości słuchaczy zaintonowała "Summertime" Gershwina, jednak reakcja nie okazała się zadowalająca. Portuondo się jednak nigdy nie poddaje i jeśli zamarzyło jej się, że pośpiewa z publicznością, to tak musiało się stać. Postawiła na "Besame Mucho" i trafiła w dziesiątkę - publiczność zgodnym chórem włączyła się w wykonanie.

W programie znalazły się zarówno nastrojowe ballady, jak "Adiós Felicidad", porywające "La última noche", kołysanka "Drume Negrita", a także słynna "Guantanamera" - uważana za jedną z najważniejszych pieśni patriotycznych Kuby. Warto również dodać, że artystce towarzyszył młody zespół, a że każdy z instrumentalistów okazał się biegłym wirtuozem o ciągotkach jazzowych, dobrze znane przeboje otrzymały ciekawą, pełną wigoru oprawę.

Po zakończonym koncercie publiczność poderwała się z miejsc i doprosiła się bisu, a gdyby nie interwencja dyrektora festiwalu, Marcina Kydryńskiego, owacje trwałyby bez końca. Nie co dzień ma się przecież do czynienia z gwiazdą tak wielkiego formatu, jak Omara Portuondo, więc reakcja słuchaczy była oczywista.

Dino d'Santiago od pierwszej chwili skradł serca słuchaczy i poderwał ich do tańca.



Omara Portuondo śpiewająco żegna się z publicznością.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (15)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

14

grudnia

Cohen i Kobiety Gdynia, Gdynia Arena

14

grudnia

Karolina Czarnecka: Solariu... Sopot, S.F.I.N.K.S 700

15

grudnia

Steve Hogarth Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Teatr Miejski w Gdyni zostanie przebudowany
Teatr Miejski w Gdyni do przebudowy
Erwin Schrott uwiódł słuchaczy swoim śpiewem
Erwin Schrott uwiódł słuchaczy śpiewem

Kulinaria

Szef kuchni z gwiazdkami Michelin otworzy lokal w Gdańsku
Szef z gwiazdkami Michelin w Gdańsku
Alternatywny jarmark gwiazdkowy z rękodziełem i piwem
Alternatywny jarmark gwiazdkowy

Planuj z nami tydzień

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane