Wiadomości

stat

Fantastyczna lekcja patriotyzmu. L.U.C zagrał dla Niepodległej

L.U.C. stworzył wielowymiarowe show, które połączyło wszystkich w podróży przez zawiłe losy Polski. Historia spotkała się z muzyką w tyglu przepełnionym mnogością inspiracji oraz interpretacji.
L.U.C. stworzył wielowymiarowe show, które połączyło wszystkich w podróży przez zawiłe losy Polski. Historia spotkała się z muzyką w tyglu przepełnionym mnogością inspiracji oraz interpretacji. fot. Mateusz Słodkowski/Trojmiasto.pl

L.U.C - raper, kompozytor, twórca interdyscyplinarny. Według wielu artysta kompletny. I trudno się tym opiniom dziwić, zwłaszcza po piątkowym koncercieStarym Maneżu. Było to porywające trzygodzinne widowisko, które przede wszystkim było ukłonem dla niepodległej Polski.



Zacznę od końca. Ta część mogła się po prostu nie odbyć, nie była niezbędna do zamknięcia klamrą całości. Zakończenie to najnowsze z dokonań L.U.C-a, czyli materiał z płyty "Good L.U.C.K". Nie jestem jej fanem. Nie mówię jednocześnie, że jest zła - po prostu nie pasuje mi do Rostkowskiego. On jest przede wszystkim bardzo sprawnym raperem i w tej stylistyce wypada najlepiej - jego umiejętność tworzenia tekstów oraz szybkość operowania aparatem mowy to rzeczy, które zawsze były znakiem rozpoznawczym wrocławianina.

Koncert zapowiadaliśmy w naszym Kalendarzu imprez oraz cyklu Planuj tydzień - czytaj zawsze w czwartek o 10.



Tymczasem na najnowszej płycie jest zbyt "piosenkowo". Duży wpływ na to miał obecny stan ducha L.U.C-a: bo jest szczęśliwy, być może najszczęśliwszy w życiu - zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Ale na tej płycie tego wszystkiego jest za dużo. Ten buchający optymizm, mimo że bardzo szczery, z czasem zaczyna męczyć.

Poza tym, biorąc pod uwagę intensywność poprzedzających części widać było, że Rostkowski jest już po prostu zmęczony. Nie dość, że występ był długi i wyczerpujący, to jeszcze próby do niego trwały bite dziewięć godzin. Musiało nastąpić zmęczenie materiału, choć sam artysta podkreślał ze sceny, że ten maraton nie pozwala mu się w pełni cieszyć z tego, co się dzieje i jak świetnie całość się udała.

Tyle narzekania, bo do tego momentu było wyśmienicie. Przede wszystkim otwierający koncert materiał z płyty "39/89. Zrozumieć Polskę". Fantastycznie było usłyszeć ten materiał - nawet tak okrojony - ponownie na żywo po prawie dekadzie. Wtedy miało to miejsce na festiwalu All About Freedom w 2009, w przez wielu nieodżałowanym kinie Neptun.

Koncerty w Trójmieście w najbliższym czasie - nie przegap żadnego




Ta płyta to, po "Powstaniu Warszawskim" Lao Che, najważniejsze wydawnictwo szeroko rozumianej muzyki popularnej mierzące się z historią Polski. Czas poświęcony na zgromadzenie odpowiednich materiałów, zdjęć, sampli jest niemal nie do oszacowania. Jest to fantastyczna podróż przez pół wieku trudnych losów naszego kraju. Każdy utwór świetnie oddaje nastroje, które wtedy panowały i pokazuje osoby, które w danym okresie były najważniejsze. Jeśli mówić o historii, uczyć jej, zachęcać do jej poznawania, to właśnie w taki sposób.

"Zrozumieć Polskę" to rzecz absolutnie ponadczasowa, wywołująca ogromne emocje.
Czy wybitna? Na swój sposób na pewno, bo stworzyć takie wydawnictwo nie jest łatwo. Można było roztrzaskać się o falę patosu albo zbyt płytko podejść do niektórych tematów. Tutaj udało się znaleźć odpowiedni balans. Za ten krążek Rostkowskiemu należy się dozgonny szacunek.



Środkowa część to ukłon w stronę polskiej muzyki filmowej. L.U.C zaprosił do współpracy orkiestrę, projekt Rebel Babel, Sonię Bohosiewicz, Anię Rusowicz, Dorotę Miśkiewicz, Irka Wojtczaka, Laboratorium Pieśni czy Krzysztofa Herdzina. Działo się - mówiąc krótko. Dyrygujący całością Rostkowski w pełni oddał się muzykom. To oni teraz byli głównymi gwiazdami, a on ich tylko naprowadzał, od czasu do czasu przejmując mikrofon, rapując czy beatboxując, bawił się ze swoimi gośćmi oraz publicznością.

Ze sceny biła fenomenalna energia, która kursowała na linii scena-widownia. W nawiązaniu świetnego kontaktu z widzami pomogły też nie do końca wygaszone światła. To sprawiło, że wszyscy czuli się całością tego wyjątkowego wydarzenia. Paradne rozpoczęcie tej części, kiedy muzyk wprowadził orkiestrę na scenę także pomogło zburzyć mur pomiędzy występującymi a oglądającymi.

To zaowocowało prawdziwą koncertową petardą. O ile "Nóż w wodzie" Komedy był jeszcze okraszony nieśmiałością, gdzie obie strony się wyczuwały, to już motyw z "Dziecka Rosemary" czy mash-up muzyki Jana A.P. Kaczmarka lub klasyków polskiej muzyki filmowej były absolutnie wybuchowe. Tak właśnie powinno się reinterpretować standardy na współczesność. Z odpowiednim szacunkiem, ale jednocześnie bez specjalnego stawiania pomników. Dzięki temu te wielkie kompozycje zyskały niemal rockową energię.



Jeśli chcemy budować patriotyzm, to właśnie w taki sposób, tylko poprzez pozytywne wzorce oraz odpowiednie rozpatrywanie przeszłości możemy w końcu pójść w stronę może nie tyle rozejmu, ile zawieszenia broni w podzielonym tym tematem społeczeństwie.

L.U.C porwał się na niemożliwe: stworzył wielowymiarowe widowisko, które mogło przecież zakończyć się wielką klapą.
Bo zgranie ze sobą tyle osób pochodzących z różnych środowisk, w różnym wieku, na innych etapach kariery, z innymi inspiracjami to rzecz niemal niewykonalna. Ale ponownie perfekcjonizm Rostkowskiego, jego umiejętność zjednywania sobie ludzi oraz głowa przepełniona milionami pomysłów dały fenomenalny efekt. Zwłaszcza pierwsze dwie części. Trzecia była w porządku, ale gdyby ten koncert zakończył się na rozbudowanej wersji motywu z filmu "Vabank", nikt nie miałby o to pretensji.

Opinie (19) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20

września

Polska muzyka filmowa Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

24

września

Airbourne Gdynia, Klub Ucho

27

września

Red Box Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Aquaman i Green Lantern na okładkach z Gdańskiem w tle
Aquaman i Green Lantern z Gdańskiem w tle
David Garrett: Jestem szczęściarzem, że mam tak fantastyczną publiczność
David Garrett: Jestem szczęściarzem

Kulinaria

Darmowa kranówka w restauracji: tak czy nie?
Kranówka w restauracji: tak czy nie?
Weekend Kulinarny: czas promocji w gdyńskich restauracjach
Nadchodzi Weekend Kulinarny w Gdyni

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: festiwal filmowy w Gdyni, dzień otwarty schronów, weekend kulinarny
Planuj tydzień: nudy nie będzie

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Delfinalia to juwenalia: