Wiadomości

Food truck to ruletka. Książka o mobilnej gastronomii w Polsce

Moda na food trucki ruszyła w Polsce kilka lat temu i wciąż ma się dobrze. Jacek Tymoszuk postanowił opisać to zjawisko w książce z historiami i sylwetkami właścicieli barobusów.
Moda na food trucki ruszyła w Polsce kilka lat temu i wciąż ma się dobrze. Jacek Tymoszuk postanowił opisać to zjawisko w książce z historiami i sylwetkami właścicieli barobusów. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

- Chciałem podsumować, w jaki sposób mobilna gastronomia rozwinęła się w ciągu ostatnich lat. To jest nieprzewidywalny biznes i dlatego w książce jest dużo ciekawych, życiowych historii - mówi Jacek Tymoszuk, kiedyś właściciel pierwszego food trucka w Trójmieście, a teraz autor pierwszej polskiej książki o barobusach "Food Trucki - Pasja Na Kółkach". Premiera w styczniu.



Czy jadłeś w food trucku?

wielokrotnie, lubię odkrywać nowe barobusy 38%
raz czy dwa razy, ale wolę iść do restauracji lub baru 36%
jeszcze nie, ale temat mnie zaciekawił 7%
nie i zupełnie mnie to nie interesuje 19%
zakończona Łącznie głosów: 928
Łukasz Stafiej: Skąd u nas taka moda na barobusy?

Jacek Tymoszuk: Ze Stanów Zjednoczonych. Ale najpierw chciałbym podkreślić, że słowo barobus, w mojej opinii, nie jest właściwe. Za bardzo kojarzy się z mobilną gastronomią z zamierzchłych czasów. Barobusy powstawały w Polsce w latach 70., kiedy to właśnie pierwsze bary na kółkach robiono w przystosowanych autobusach. Większość food trucków to nie busy, tylko ciężarówki lub auta dostawcze. Drugą sprawą, która według mnie przemawia za używaniem nazewnictwa food truck, jest kulinarna rewolucja, która dokonała się w Stanach po kryzysie finansowym w latach 2007-2009. Zwolnieni szefowie kuchni otwierali swoje własne restauracje na kółkach, a jedzenie przygotowywane na ciężarówkach weszło na wyższy poziom.

Jak wspomniałem, moda na food trucki przyszła do nas ze Stanów i na całym świecie zjawisko to jest określane w ten sam sposób. Food trucki były czymś nowym, czymś, co odcięło je od formy gastronomii z poprzednich epok, kiedy to nie dbano za bardzo o jakość wydawanego jedzenia. Dzisiaj polskie trucki - takie jak chociażby krakowski Andrus czy Rozbrykana Owca - są wymieniane w przewodniku "Gault&Millau". To już nie są zwykłe barobusy z golonką i flaczkami. Aczkolwiek byłby to całkiem ciekawy pomysł na trucka z takimi daniami, ale w nowej odsłonie.

Kulinarne imprezy w Trójmieście


Ty jednak poszedłeś w burgery. Jak to wszystko się zaczęło?

Carmnik otworzyliśmy w połowie 2013 roku. Zaczęło się od pasji do prostego ulicznego jedzenia, którego brakowało w tamtym czasie w Trójmieście. Na takim Openerze, gdzie obecnie są wydzielone strefy z kilkudziesięcioma food truckami, ówcześnie przeważała gastronomia z mrożonymi frytkami, gotowymi zapiekankami i kiełbasą z rożna. Aż ciężko uwierzyć, że to nie jest obraz z lat 90., tylko historia sprzed niespełna 5 lat. Dzięki podróżom po świecie miałem okazję skosztować wielu fantastycznych potraw, które podawane były w formie ulicznego jedzenia. Zauważyłem też nadchodzący nowy trend na food trucki i street food. Dlatego pomysł na ten biznes wziął się głównie z potrzeby i chęci zmiany istniejącej sytuacji. A food truck był doskonałym sposobem do przetestowania sił i pomysłu w tym niełatwym biznesie, jakim jest gastronomia.

Po początkowym zachwycie burgerami i frytkami, zaczęły powstawać trucki z bardziej różnorodnym jedzeniem. Ostatnio najbardziej popularnymi stały się dania z pastrami czy z kuchnią azjatycką.
Po początkowym zachwycie burgerami i frytkami, zaczęły powstawać trucki z bardziej różnorodnym jedzeniem. Ostatnio najbardziej popularnymi stały się dania z pastrami czy z kuchnią azjatycką. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl
Gdy zaczynaliście z Carmnikiem, byliście jednym z pierwszych food trucków w Polsce.

W Trójmieście byliśmy pierwsi, ale niemalże w tym samym czasie pojawiły się inne samochody, takie jak Mukabar, Wielka Buła, Café Buzz, SurfBurger czy Belgijki. Można powiedzieć, że to był taki punkt kulminacyjny w rozwoju tego zjawiska w Polsce, w poszczególnych miastach tworzyły się tzw. sceny food truckowe. To były fajne momenty, kiedy jedzenie z ciężarówek biło szczyty popularności, a my sprawialiśmy ludziom ogromną radochę, dostarczając im dobre jedzenie, mimo że wielokrotnie musieli stać po nie kilkadziesiąt minut w kolejce. Do dzisiaj pamiętam sytuację, kiedy na imprezie Streetwaves w Gdańsku otwieraliśmy spóźnieni klapę, a czekający ludzie bili nam brawo. Nie było takiego wyboru jedzenia na mieście, jak mamy dzisiaj i nasi fani potrafili przyjechać po burgery z drugiego końca Trójmiasta. To był też moment, kiedy zapanowała moda na gourmetowe burgery i dlatego najwięcej w tym czasie powstawało właśnie food trucków z kanapką ze 100 proc. wołowiną.



Wiele się zmieniło od tego czasu w branży?

Wycofałem się z Carmnika i to dało mi możliwość spojrzenia na branżę z dystansu i napisania książki. Po początkowym zachwycie burgerami i frytkami, zaczęły powstawać trucki z bardziej różnorodnym jedzeniem. Polacy byli spragnieni nowych smaków. Była moda na Meksyk, był czas wegańskiego burgera, kanapek z pulled porkiem, chińskich pierożków na parze, a ostatnio najbardziej popularnymi stały się dania z pastrami czy z kuchnią azjatycką.

To nie jest łatwa praca. Wiele osób, które otwierają trucki - ja również zaliczałem się do tego grona - nie jest przygotowanych na to, co ich czeka. Food truck z reguły fajnie wygląda, jak się go ogląda z pozycji gościa, ale praca w nim do lekkich nie należy.

Zmieniło się też nastawienie urzędników.

Pięć lat temu stawanie food truckiem na terenie miejskim było po prostu łamaniem przepisów, pozostawały jedynie prywatne place i parkingi. Miasta takie jak Gdańsk, Gdynia czy Wrocław dostrzegły problem i zmieniły swoje przepisy pod kątem mobilnej gastronomii, wyznaczyły specjalne miejskie place dla food trucków. Mimo że w większości przypadków nie przyjęły się te miejskie miejscówki, to jednak jest to bardzo duży postęp. Największą jednak zmianą jest to, że powstało wiele specjalnych stref dedykowanych tylko food truckom. Niektóre działają wyłącznie w sezonie, a niektóre przez cały rok. Ogólnopolskim trendem stały się nocne markety takie jak Podwórko Na Dolnym Mieście czy Ulica Elektryków na stoczni. Coraz więcej zlotów food trucków jest organizowanych w mniejszych miejscowościach, gdzie gastronomia nadal kuleje. Food trucki dają możliwość spróbowania dań, które nadal wydają się egzotyczne.

Niezmienne jest chyba jedno: to ciężka robota.

To prawda. To nie jest łatwa praca. Wiele osób, które otwierają trucki - ja również zaliczałem się do tego grona - nie jest przygotowanych na to, co ich czeka. Food truck z reguły fajnie wygląda, jak się go ogląda z pozycji gościa, ale praca w nim do lekkich nie należy. Pracuje się zarówno w kilkudziesięciostopniowym upale przy rozgrzanych urządzeniach, jak i w mrozie, kiedy szyba z pleksi nie wystarcza, żeby chronić przed zimnem. Do tego dochodzą długie godziny pracy i praktycznie brak wolnych weekendów czy wakacji.

Jak wygląda typowy dzień food truckowca?

Mniej więcej tak: zakupy, prep (wstępne przygotowanie jedzenia), zapakowanie auta, dojazd na miejsce, uruchomienie urządzeń, sprzedaż, spakowanie, powrót na zaplecze plus dodatkowe minuty na stanie w korkach, wypakowanie auta, sprzątanie, rozliczenie utargu, przygotowanie listy zakupów na kolejny dzień. Oczywiście jak się ma dodatkowe ręce do pracy, to można podzielić się obowiązkami, ale same dojazdy, pakowanie i rozpakowanie to kolejne godziny, których się nie ma w przypadku prowadzenia stacjonarnego lokalu. Z dodatkowymi rękoma do pracy też jest bardzo duży problem, bo znaleźć osobę, która będzie na tyle odpowiedzialna, żeby prowadzić duży samochód, umiejącą przygotować jedzenie we właściwy sposób i mającą jeszcze dobry kontakt z klientem, jest niezwykle trudno. Bardzo, bardzo, trudno.

Dlaczego ludzie to robią? Bo zdaje się, że nie tylko z przymusu, żeby zarabiać na życie.

Każdy pewnie ma swoje powody, ale w większości przypadków będzie to niski próg finansowy wejścia w gastronomię i mniejsze ryzyko w przypadku niepowodzenia. Samochód nie wymaga tak wielkiej inwestycji jak lokal i zawsze można go odsprzedać (co widać coraz częściej na portalach internetowych z używanymi autami).

Środowisko jest zintegrowane? Food truckowcy się wspierają?

Można powiedzieć, że środowisko jest raczej zgrane. W większości przypadków można na siebie liczyć czy to w przypadku jakiejś awarii czy problemu z zastępstwem na imprezie. Na zlotach food trucki prowadzą między sobą wymianę jedzeniem i ludzie często wspólnie imprezują po pracy. Wiadomo, że czasami jedni dla drugich są konkurencją, szczególnie kiedy posiadają w swoim menu ten sam produkt. Dlatego też najczęściej bliżej ze sobą kolegują się grupki trucków z różniącym się asortymentem.



Za pomocą książki chciałeś oddać swego rodzaju hołd kolegom?

Po pierwsze, nie było w Polsce jeszcze takiej książki. Posiadam kilka amerykańskich i europejskich publikacji i bardzo chciałem, żeby nasze rodzime food trucki doczekały się swojej książki. Polska scena food truckowa na tyle okrzepła i pojawiło się na niej tyle ciekawych samochodów, miejsc oraz imprez, że w końcu jest o czym pisać.

Po drugie, zależało mi na tym, żeby food trucki były pokazane przez kogoś, kto miał do czynienia z tym biznesem. Kogoś, kto będzie wiedział, o czym pisze i ma dobry kontakt z tym środowiskiem. Dzięki byciu osobą z "wewnątrz", udało mi się przeprowadzić wiele ciekawych rozmów i dużo osób się przede mną otworzyło. Różnorodność food trucków przedstawionych w książce jest bardzo duża, więc każda z tych opowieści jest inna i przez to ciekawa.

Po trzecie, chciałem podjąć próbę udokumentowania tego, co do tej pory się wydarzyło i podsumować, w jaki sposób mobilna gastronomia rozwinęła się w ciągu ostatnich lat. Żyjemy w czasach bardzo szybkich zmian i błyskawicznego przepływu informacji, dużo wydarzeń odchodzi w okamgnieniu w niepamięć. Chciałem zatrzymać te historie oraz ten moment na dłużej i zamknąć je spisane w książce.

Właściciele food trucków to często nietuzinkowe osobistości. Umówmy się, że to nie jest zwyczajna praca, dlatego też te osoby nie są do końca zwyczajne. To specyficzny miks pasjonatów, marzycieli, kucharzy i hobbistów.

Jak wyglądała selekcja samochodów do książki?

Kierowałem się własną wiedzą i doświadczeniem, a także poleceniami od innych food truckowców. Szukałem różnorodnych aut i na tym mi najbardziej zależało. Chciałem przedstawić mobilne bary, które są ciekawe i istotne dla rozwoju zjawiska w Polsce. Oczywiście, mimo ogromnych chęci, nie udało mi się spotkać ze wszystkimi, z którymi planowałem, na wszystkich zabrakło też miejsca w książce. Finalnie znalazło się 47 samochodów. Chciałem, żeby książka była ciekawie złożona i miała albumowy charakter, a nie była zrobiona w formie encyklopedii. Sam kocham piękne książki, więc zależało mi, aby album był zarówno do poczytania, jak i do pooglądania, dlatego też zamieszczonych jest dużo zdjęć. Dodatkiem są stworzone przeze mnie przepisy na popularne food truckowe dania takie, jak: burger, pulled pork, bao, taco, burrito, pastrami, pho, ramen i wiele innych.

Jakich ludzi spotkałeś? Ta branża to z pewnością kalejdoskop osobowości.

Przeróżnych. Właściciele food trucków to często nietuzinkowe osobistości. Umówmy się, że to nie jest zwyczajna praca, dlatego też te osoby nie są do końca zwyczajne. To specyficzny miks pasjonatów, marzycieli, kucharzy i hobbistów. Nie jest nudno. Rozmawiałem zarówno z doświadczonymi kucharzami, którzy pracowali w topowych restauracjach, ludźmi, którzy uciekli z korporacji, byłymi menedżerami, pasjonatami samochodowymi, różnorakimi przedsiębiorcami, weteranami, takimi jak panowie z krakowskiej Niebieskiej Nyski, którzy handlują już ponad dwadzieścia lat czy dwudziestoparolatkami, którzy prowadzą już kilka własnych gastronomicznych biznesów.

Jak to jeden z bohaterów mojej książki - Kamil Stekowski z Flammastera - powiedział: "food truck to ruletka". To jest nieprzewidywalny biznes i dlatego w książce jest dużo ciekawych, życiowych historii. Zaczynając od opowieści o początkach food trucków i zderzeniu się z biurokracją w urzędach, przez sprawy związanych z przystosowywaniem samochodów i szukanie miejsc do handlowania, a kończąc na wypadkach przy pracy i katastrofach drogowych.

Jacek Tymoszuk sam kiedyś prowadził food trucka. Jego książka to pierwsze wydawnictwo o mobilnej gastronomii w Polsce.
Jacek Tymoszuk sam kiedyś prowadził food trucka. Jego książka to pierwsze wydawnictwo o mobilnej gastronomii w Polsce. fot. arch. pryw. Jacka Tymoszuka
Jakie trucki najbardziej cię zaskoczyły i zachwyciły?

Podoba mi się to, że zaczęły nieśmiało pojawiać się food trucki z polskim menu i regionalnymi daniami, które są serwowane w formie nowoczesnego street foodu. Na razie, głównie dzieje się to na południu Polski, ale myślę, że ta tendencja powinna się utrzymać i nowe trucki będą iść w tę właśnie stronę. Po fascynacji zachodnim jedzeniem zaczynamy wracać do znanych nam rodzimych smaków, które odstawiliśmy na chwilę na dalszy plan. W Krakowie działają już takie samochody jak wspomniany Andrus serwujący maczankę po krakowsku, Walenty Kania gotujący podroby i dania z dziwnych, budzących emocje produktów, jak penisy czy bycze jądra (notabene prowadzący swój własny program w Kuchnia +), Gumiklyjzy z Tych serwują kluski śląskie, a bieszczadzka Ambusada - proziaki. Pojawia się coraz więcej dobrych, lokalnych dostawców, którzy powracają do tradycji i robią doskonałej jakości jedzenie. Konsumenci są coraz bardziej świadomi i chętniej sięgają po droższe produkty wykonane rzemieślniczo, bez stosowania chemii czy konserwantów.

Oprócz regionalności zachwyciły mnie też trucki serwujące klasyki. Trucki, które niezmiennie trzymają jakość. Myślałem, że burger mnie już nie zachwyci, a tu niespodzianka nadarzyła się w Bydgoszczy w Burger Parku, gdzie zjadłem ich cheeseburgera z zatopionym w mięsie serem i dżemem bekonowym. Jadłem doskonałe hinduskie jedzenie w Curry Up! w Krakowie idealną neapolitańską pizzę od wrocławskiego Hapy Little Trucka, pyszne tacosy w warszawskim Taco Libre, podpłomyk u Flammastera, mój pierwszy ramen u Akity czy sandwiche z ośmiornicą w Honolulu Wise Food. Zachwytów było naprawdę dużo. Zaletą trucków jest ich ograniczone menu i dlatego właściciele mają możliwość (albo są po prostu do tego zmuszeni) i dopracowania produktu. Cytując kolejnego bohatera książki - Kamila Brysia z Andrusa - "w food trucku najważniejsza jest specjalizacja".

Żeby tak do końca nie słodzić, zdarzało mi się też zjeść bardzo słabe dania i niestety takich aut jest dosyć sporo na rynku. Trucki, gdzie właściciele nie mają pojęcia o gotowaniu i z całą pewnością ich na trucku nie znajdziecie. To jest wada tej branży.

Podoba mi się to, że zaczęły nieśmiało pojawiać się food trucki z polskim menu i regionalnymi daniami, które są serwowane w formie nowoczesnego street foodu.Po fascynacji zachodnim jedzeniem zaczynamy wracać do znanych nam i rodzimych smaków, które odstawiliśmy na chwilę na dalszy plan.

Czego wciąż u nas brakuje?

To, czego mi brakuje, a co można spotkać w Stanach, to różnorodność kulinarna. W Ameryce prowadzący food trucki pochodzą z różnych zakątków świata. Zjemy tam kuchnię meksykańską od rodowitego Meksykanina, libańską od Libańczyka, japońską od Japończyka itd. Jest to naprawdę autentyczne. Bardzo popularne są też fuzje kuchni różnych narodowości. U nas to kuleje i raczej za egzotyczne kuchnie odpowiedzialni są Polacy. Niektórzy to robią dobrze, bo odwiedzili te kraje i mają jakiś pogląd na to, jak to jedzenie powinno smakować, ale niektórzy robią to tylko dlatego, że takie jedzenie jest akurat w modzie. Małe zmiany są widoczne w Warszawie, gdzie dla przykładu działa Viet Street Food (którzy zaczynali z przyczepą z wietnamskim jedzeniem, i którego jeden z właścicieli oraz kucharze pochodzą z Wietnamu) czy BabCha z koreańskim współwłaścicielem i ich koreańskim menu.

Jak przyszłość czeka food truckową branżę?

Food trucków z rok na rok przybywa mimo tego, że nie jest to najłatwiejszy biznes. W tej chwili jest prawdopodobnie ponad 1000 samochodów w całej Polsce. Wiele z nich nie wytrzymuje do kolejnego sezonu, ale te, które mają atrakcyjny pomysł i serwują smaczne jedzenie, doskonale sobie radzą i z roku na rok widać ich rozwój - czy to w kolejnym otwartym aucie, czy stacjonarnym lokalu. Liczba food trucków moim zdaniem powinna się ustabilizować w kolejnych latach. Ich liczebność jest zależna od miejsc postoju w miastach. Nie wiem, jak będzie ze zlotami, ale może dojść do przesytu tą formą rozrywki. Już teraz dochodzi do sytuacji, kiedy tydzień po tygodniu odbywają się zloty w tym samym miejscu. Ludzie mogą się tym znudzić. Aktualnie właściciel food trucka, który chce się dostać na zlot, musi mieć w swojej ofercie menu różniące się od pozostałych samochodów. Dlatego będzie powstawało coraz więcej trucków z nowym oryginalnym jedzeniem. To jest plus, o ile nie będą to jednorazowe projekty, a przemyślane i spójne pomysły, które przetrwają do kolejnego sezonu.

Jak można zdobyć twoją książkę, żeby poczytać o tym wszystkim jeszcze więcej?

Na stronie pasjanakolkach.pl uruchomiliśmy już przedsprzedaż. Do końca grudnia można zakupić książkę w promocyjnej cenie razem z innymi gadżetami, które będą wyprodukowane w bardzo limitowanych ilościach. Premiera planowana jest na koniec stycznia. Dystrybucja prowadzona będzie na razie wyłącznie poprzez nasz sklep internetowy oraz podczas wybranych wydarzeń food truckowych i wydawniczych.

Opinie (132) ponad 20 zablokowanych

  • I hop (6)

    Smacznego

    • 9 19

    • Z reguły (2)

      Drogo i nie do końca higienicznie. Za 25 zł spokojnie zjem burgera w restauracji przy stoliku i toaletą gdzie mogę umyć ręce

      • 18 7

      • (1)

        Nie kłam
        Tacy jak ty nie jedzą w tych przybytkach ani w restauracji.

        • 4 13

        • No no

          Nie zes*aj się. W stacjonarnej burgerowni jem za tyle samo co w futtraku a dach nad głową i kibel mam.

          • 4 2

    • **** (1)

      Myślicie ze w ekskluzywnej restauracji wszyscy pracownicy tak przestrzegają higieny???? Buahaha ale jesteście naiwni to co się tam wyprawia czasami to się w głowie nie mieści

      • 48 9

      • Oczywiście

        Że nie wszyscy , ale przynajmniej nie kapie mi na głowę , jest ciepło , mam gdzie usiąść a po posiłku mogę jeszcze skorzystać z toalety - cena ta sama

        • 8 2

    • Śmieciowe

      Żarcie na kółkach za niemałe pieniądze

      • 19 3

  • Artykuł dłuższy niż książka. (14)

    Jestem właścicielem grilla ogrodowego, specjalność karkówka - też napiszę książkę.

    • 192 23

    • (11)

      No to napisz
      Wolny kraj

      • 16 15

      • (9)

        Nie napiszę bo grafomanów jest już dosyć.

        • 20 1

        • (8)

          Bo nie napisałbyś...

          • 6 12

          • (7)

            Dziękuję za opinię specjalisto od wszystkiego. Aż żal patrzeć ile lasu trzeba wyciąć aby wydrukować nikomu niepotrzebny gniot. Potem przecena w koszu w markecie a reszta na przemiał.

            • 19 5

            • (6)

              To chyba nie twój problem.
              Też zużywasz np. Tlen, a raczej szczepionki na raka nie wymyśliłes

              • 7 10

              • (2)

                Przynajmniej myślę racjonalnie i krytycznie.

                • 9 3

              • (1)

                Czyli rozumiem, że przeczytałeś tę książkę.
                Bo jeśli nie to chyba kłuci się to z tą racjonalnoscią...
                Hehe
                Pokolenie smartfona

                • 3 10

              • Czytałem a raczej starałem się przeczytać bo równie ciężkostrawne jak fastfood.

                • 9 1

              • (2)

                Ty urodziłeś to "dzieło" że tak się spinasz?

                • 6 5

              • (1)

                Nie
                Ale nie krytykuje.
                Niech każdy robi to co chce jeśli nikomu nie szkodzi.
                Poza tym nie czytałem go, a ty?

                • 6 2

              • Nie czytałem. I tak życie jest za krótkie na przeczytanie wszystkich książek, które chciałbym przeczytać.

                • 7 1

      • Zgadza się. Wolny. Dlatego kazdemu d**ilowi mozna mówić prawdę w oczy.

        • 2 0

    • Proponuję zmienić tytuł na "Food Trunki - pasza na kółkach". Niestety to nie jest jedzenie a właśnie pasza.

      • 25 6

    • Nie ma takiej potrzeby - już są napisane

      Może nawet dostaniesz taką na gwiazdkę;)

      • 6 0

  • Elegancko, 3msie

    • 15 11

  • Węszę bestseller tak jak smród z foodtrucka

    • 74 7

  • (8)

    Ceny nie dla Polaków

    • 72 22

    • Nie dla Wolaków (4)

      • 5 10

      • nie dla cebulaków (3)

        • 4 8

        • Nie dla nierobów (2)

          • 3 6

          • Nie dla LOLaków

            • 1 1

          • Jestem robem i też mnie nie stać.

            • 6 0

    • Mój ulubiony komentarz, wieczne narzekanie, wszystko źle, w UK w tesco ta sama cena a zarobki inne itp...

      • 3 7

    • (1)

      Przecież w cenie takiego burgera jest dwajścia kilo zimnioków z Biedry!!!

      • 2 4

      • Ziemniory juz sie nie nadają do tego tekstu

        Za drogie.
        Teraz sie mowi „20 kilo ryżu”

        • 5 1

  • j. polski (7)

    Wszystko fajnie. Mam nadzieję, że kiedyś również nam się znudzi anglojęzyczne słownictwo i zaczniemy używać swojego - "jedzenie na kółkach". Co z tego, że nikt nie zrozumie z zagranicy? Przecież widać, co sprzedają, a menu zawsze można zrobić drugie w modnym języku.

    • 64 17

    • (5)

      Weekend, bestseller, jeans, happening... I dziesiątki lub setki innych. Tych słów też nie używasz?

      • 9 22

      • (2)

        Ale pulled pork to już przeginka. Co złego w 'szarpanej wieprzowinie'?

        • 37 2

        • Bo jak hipster zobaczy bułkę z szarpaną wieprzowiną za 30 złotych, (1)

          to się skrzywi czemu tak drogo. A za pulled pork z radością da i 50!

          • 41 2

          • 10/10

            • 7 0

      • Baltiq Plaza

        Co to jest happening?

        Śmieszy mnie coś takiego, jakby to było coś obciachowego używać polskich wyrazów w Polsce, a w Anglii odwrotnie, wszędzie "polszkie szklepy" z polskimi produktami i nazwami.
        Paradoks?

        • 13 0

      • Nie

        • 0 0

    • Dokładnie, czy czytając artykuł muszę zaglądać do słownika angielsko- polskiego? Czy my nie możemy używać naszego języka?

      • 25 2

  • Super sprawa.

    Jak dla mnie to trzeci świat pod względem jakości i higieny - ja podziękuję.

    • 101 13

  • Food truck (16)

    W USA jest synonimem taniego, śmieciowego żarcia...
    W Naszym kraju natomiast jakimś dziwnym trafem ludzie uważają, że jedzenie z Food Trucka jest jakimś luksusem...

    • 152 19

    • (2)

      Byłeś kiedyś w Stanach?

      • 8 26

      • Nie. Ale znam kogoś kto był. I powiedział mi co nieco.

        • 45 3

      • Tak

        Austin w Teksasie

        • 5 2

    • bo to jest fut trak. Amerykański styl i brytyjski dobrobyt na zmywaku.

      Jak by się nazywało jak za komuny zapiekanka z budy kempingowej, to każdy by gardził.

      • 39 2

    • to pewnie przez ceny, w Polsce jedzenie z food tracka jest porównywalnie do USA dużo droższe. W USA to najtańsze jedzenie fast food , nie trzeba pracować godziny żeby na to zarobić,a w Polsce różnie bywa...

      • 33 1

    • to nie jest (cała?) prawda

      Food trucki w USA prezentują bardzo czesto wybitną jakość. Przez to, że stałe koszty mają niskie (czynsz) inwestycja w produkt jest wyższa niż w większości tzw dobrych knajp. Trzeba wiedzieć co i u kogo jeść...

      • 21 5

    • a kto to uważa za luksus?

      • 6 2

    • W zssadzie ma racje. Jeżdżę tam od parudziesieciu lat. (5)

      Takie budy zawsze stały przeważnie na Manhattanie. Jedzą w nich turyści. Amerykanie raczej nie jedzą tego jak już to sporadycznie. Kuchnie etniczne można kupić też np. chilli, chińczyk itp.ale takie rzeczy jedzą raczej meksykańcy robotnicy. Przeważnie podjeżdżają pod place budowy albo fabryki w przerwie na lunch.Nie jest to nic tak popularnego jak opisuje autor. Jeżdżą często może lodziarze takie samochodziki z muzyczką stoją przy plażach przeważnie latem i to wszystko.

      • 15 2

      • (4)

        To co jedzą ci najlepsi Amerykanie?
        Skoro ja, mając obiektywnie nadwagę, gdy patrzę na typowych Amerykanów to czuję się smukły i niedożywiony.

        • 8 3

        • Nie ma czegoś takiego jak typowy Amerykanin (3)

          Kupa jest zapasionych i ma nadwagę jak Ty ale też masa jest fit. Procentowo na pewno tam więcej ludzi biega, ćwiczy i jest szczupła a Kalifornii trudno jest zobaczyć grubasa.

          • 6 6

          • (1)

            Kalifornia jak wiesz to wyjątek...
            A prawda jest taka że w Polsce póki co nie widzisz tak często tak wielkich świń jak w usa
            Każdy kto tam był to potwierdzi
            A moje 10kg nadwgi to ich 3 obiady

            • 9 1

            • ale jesteśmy na jak najlepszej drodze 70% juz ma nadwagę, a patrząc

              jak obecnie wyglądają dzieci i jaki styl życia prowadzą to zaraz będziemy mieli bardzo podobnie

              • 5 1

          • Byłem w Kalifornii

            Szczupli są tam ludzie pochodzenia azjatyckiego. Rodowici mieszkańcy Ksliforni są bardzo otyli. W restauracji spotkałem rodzinkę 5 osób i każdy miał blisko 100kg nadwagi dramat ;)

            • 4 1

    • Co Ty piszesz? (1)

      Jakim luksusem? Jadam tam bo jest szybko, tanio i zazwyczaj smacznie. Luksusu tam nie ma z pewnością.

      • 3 6

      • Ja to jestem dziwny

        I zamiast wpie*rzać bułę na stojaka pod płotem wolę pod dachem w restauracji zapłacić tyle samo.

        • 11 1

    • Fudtrak w Polsce to robienie dobrego, taniego i szybkiego biznesu

      Nie mają lokalu, auto to stary żęch wyposażony za grosze w kuchnię bez WC, robi tam żarcie często właściciel ze składników jak najtańszych a liczy wszystko jak dobra restauracja na Długiej.
      Hipster jedzie na taki spęd tych bud na kółkach, wydaje więcej niż na mieście w lokalu za to że musi stać w kolejce by zamówić, następnie na stojąco to je i dalej czując się głodnym i chcąc zamówić coś innego musi znów stać do kolejnej budy.

      Śmiechu warte pewnie książki o tym. Gdzie tu trudność w biznesie gdy taki niski próg wejścia w niego i szybki zwrot w krótkim czasie?
      Książka napisana podobnie jak ta buda na kółkach - dla szybkiego zarobku na frajerach małym kosztem.

      • 19 2

  • W lataxh 90 a nawet wcześniej były przyczepy (3)

    z zapiekankami - niewiadowki 126 przerobione. Stały w różnych miejscach miasta. Wiadomo trzeba było miec układy w urzędzie. Inaczej było z rożnami i kurczakami - rządziły na giełdzie. Też na zasadzie przyczepy. Czemu? Otóż cena. Do dzisiaj kamper jest bardzo drogi jak na polskie średnie zarobki - cena 10 letniego strupa po Niemcu to jakieś 120 tysięcy. Padaki do remontu budy i mechaniki są po 70 tysięcy. Za to nową kempingową mozna kupić juz za 60 tys.

    • 56 0

    • O tuż to. W sumie nie odkrywamy nieczego nowego.

      Tego typu forma sprzedaży jedzenia nie jest niczym nowym. Tylko nazwa jest nowa. I z tego co widzę, w dużych miastach to się zwie "food tracki", a w mniejszych poprostu barowozy, lub innego rodzaju podobne zbitki językowe. Dodatkowo, była to, i jest nadal popularna forma sprzedaży jedzenia na wszelkiego rodzaju rynkach i targach w mniejszej lub większej mieścinie czy też wiosce.
      Pewnie gdyby nie nazwa "fud trak", nikt by na to nawet nie zwrócił uwagi, a tak to atrakcją imprez są "fud traki". bk.

      • 24 0

    • (1)

      Dokładnie. W latach 90 sąsiad z bloku miał taką przyczepę Niewiadów 126 i sprzedawał z niej zapiekanki. Tyle, że nikt wtedy nie mówił na to furtak.

      • 15 0

      • Pamiętacie przyczepę na Dmowskiego we Wrzeszczu?

        • 2 0

  • Super

    No i super. W końcu coś nowego. Czekam na premierę!!

    • 6 15

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

08

listopada

Mikromusic Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Piorunująca siła opresji. O spektaklu "Experyment" według Zimbardo
O spektaklu "Experyment" według Zimbardo

Kulinaria

Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii z Trójmiasta
Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii
Bary i puby komentują obecną sytuację
Bary i puby komentują obecną sytuację

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Amatorska produkcja filmowa "Wożonko" z 2003 roku, opowiadająca o gdańskim blokowisku, to reżyserski debiut: