Wiadomości

stat

Grafiki, które budzą grozę. Wywiad z Krzysztofem Wrońskim

- Tworząc autorskie ilustracje inspiruję się przede wszystkim dawnym folklorem Pomorza i literaturą grozy - mówi grafik Krzysztof Wroński. Jego rysunki trafiły właśnie na koszulki firmy odzieżowej Medicine.
- Tworząc autorskie ilustracje inspiruję się przede wszystkim dawnym folklorem Pomorza i literaturą grozy - mówi grafik Krzysztof Wroński. Jego rysunki trafiły właśnie na koszulki firmy odzieżowej Medicine. fot. Krzysztof Wroński

- Swój styl określiłbym jako folk horror. Jest to pojęcie dobrze znane w literaturze i filmografii brytyjskiej, mocno eksplorującej mit dzikiej, nawiedzionej przeszłością prowincji, gdzie groza kryje się w samym krajobrazie, utrwalona w wiejskich podaniach i dawnych historiach - mówi muzyk i grafik Krzysztof Wroński, którego rysunki znalazły się na koszulkach popularnej firmy odzieżowej.



Łukasz Stafiej: Chciałoby się powiedzieć, że współczesny człowiek renesansu z ciebie. Jesteś doktorantem studiów humanistycznych, tworzysz muzykę, piszesz książki i wreszcie - rysujesz. Kim jest Krzysztof Wroński?

Krzysztof Wroński: Zaczęło się w liceum, od perkusji. Trochę z przypadku, bo tak naprawdę zawsze chciałem grać na gitarze, a że moi koledzy potrzebowali do swojego zespołu perkusisty, zostały mi pałeczki. Przez ostatnie lata grałem w kilkunastu składach (Ląd Morze Ląd, Marla Cinger, Black Mynah, 1926, Pomelo Taxi, trans-syberia, Czechoslovakia). Najdłużej gram w Kiev Office, w październiku tego roku minie dziesięć lat, od kiedy dostałem angaż. Poza muzyką mocno siedzę w literaturze grozy i historii lokalnej, czego wynikiem jest moja książka "Czarny bóg" i kilka opowiadań. Z zainteresowania historią wyszły moje studia doktoranckie historii, a z historii i grozy wyrosło też i moje rysowanie.

Wybór stalówki i tuszu to poniekąd też wynik moich zainteresowań historycznych. Uwielbiam ryciny i drzeworyty z XVI i XVII wieku i mogę spędzać długie godziny podziwiając i analizując ich technikę wykonania i kreskę.
Rysowanie daje ci najwięcej frajdy? Jak doszło do tego, że archeolog zajął się grafiką?

Praca z ilustracjami daje nie tylko frajdę, ale i bardzo wycisza, nawet jeśli termin goni. Takiego spokojnego dłubania, szczególnie nad wielkoformatowymi ilustracjami nie zamieniłbym z niczym. A archeolog zajął się grafiką trochę z potrzeby - w ramach mojego doktoratu opracowuję architekturę zamkową i kilka lat temu chciałem się podszkolić w grafice 3D. Skończyło się na tym, że programy typu Blender i 3ds Max pozostały dla mnie tajemnicą, ale moi wykładowcy zwrócili uwagę, że nieźle mi idzie rysowanie (a ostatnimi moimi rysunkami były chyba scenki z "Władcy Pierścieni" nabazgrane w gimnazjum). Wtedy też zaprojektowałem okładkę do płyty "Statek Matka" Kievów z 2014 roku i od tego czasu coraz więcej czasu poświęcałem grafice, a rzeczą, która dała mi naprawdę mocnego kopa, była współpraca z wydawnictwem Vesper i tłumaczem Maciejem Płazą nad ilustracjami do tomu opowiadań H. P. Lovecrafta.

Ponad twórczość cyfrową przekładasz tworzenie grafik piórem i tuszem. Dlaczego wybrałeś akurat tę technikę? Co jest w niej takiego pociągającego?

Wybór stalówki i tuszu to poniekąd też wynik moich zainteresowań historycznych. Uwielbiam ryciny i drzeworyty z XVI i XVII wieku i mogę spędzać długie godziny podziwiając i analizując ich technikę wykonania i kreskę. Powoli się też przymierzam do linorytu i miedziorytu. Samo rysowanie piórem i tuszem jest dla mnie w pewien sposób rytuałem. Nabieram tusz na stalówkę, rysuję linie, kropki, tusz się kończy. I od nowa. Trochę jak mantra, szczególnie przy tworzeniu powtarzających się elementów, cieniowań czy tekstur. Kiedy w tle do pracy poleci jakaś snująca się muzyka (z reguły ambienty lub soundtracki, ostatnio dużo słucham Williama Ryana Fritcha), znikam na całe godziny.

To musi być bardzo wymagające i trudne zajęcie.

Oczywiście rysując stalówką szansa na popełnienie błędu lub zrobienie kleksa, którego się nie cofnie, jest spora, ale to też część przyjemności z rysowania tuszem. Trzeba być ostrożnym, albo dobrze markować błędy. Na początku, kiedy przeskakiwałem z rysowania cienkopisami na stalówkę, bałem się trochę. Szczególnie, że w podstawówce moja przygoda z wiecznym piórem skończyła się po połamaniu dwóch stalówek w ciągu kilku dni. Na szczęście rysowanie stalówką idzie mi lepiej niż pisanie, a większym niebezpieczeństwem okazały się dwa koty, które nie raz były zamieszane w wylanie zawartości kałamarza na stół kreślarski.

Folklor pomorski, szczególnie jego ciemniejsza część, jest stosunkowo słabo eksplorowany. Mnie najbardziej pociągają te elementy, o których już się nie do końca pamięta - mieszanka wierzeń i podań słowiańskich i germańskich, z mieszanką elementów pogańskich i chrześcijańskich.
Jaka tematyka pociąga cię najbardziej?

Tworząc autorskie ilustracje inspiruję się przede wszystkim dawnym folklorem Pomorza i literaturą grozy. Folklor pomorski, szczególnie jego ciemniejsza część, jest stosunkowo słabo eksplorowany. Mnie najbardziej pociągają te elementy, o których już się nie do końca pamięta - mieszanka wierzeń i podań słowiańskich i germańskich, z mieszanką elementów pogańskich i chrześcijańskich. Najlepiej czuję się schodząc ze szlaków i szukając dawnych śladów przeszłości - pozostałości opuszczonych wiosek, dworów, cmentarzy. Koncepty, nie tylko graficzne, ale i pisarskie pojawiają się same.

Wiele pomysłów jest też inspirowanych literaturą grozy - zawodowo zajmuję się też projektowaniem okładek i ilustracji do książek tego gatunku, więc jednocześnie mam świetną możliwość realizować się artystycznie. Dużą inspirację czerpię też z filmów grozy. Preferuję snujące się gdzieś na granicy szaleństwa i okultyzmu slowburnery, w rodzaju "Blackcoat's Daughter", "Dark Song", "Kill List", "Sauna", "The Field in England" czy "The Witch".

Swój styl określiłbym jako folk horror. Jest to pojęcie dobrze znane w literaturze i filmografii brytyjskiej, mocno eksplorującej mit (czy wręcz kult) dzikiej, nawiedzionej przeszłością prowincji, gdzie groza kryje się w samym krajobrazie, utrwalona w wiejskich podaniach i dawnych historiach.

W jakiej formie można zobaczyć twoje prace?

Większość moich prac jest przeznaczona do druku - są to okładki płyt (głównie alternatywa i cięższe klimaty), postery, wzory na koszulki, ale przede wszystkim okładki książek i ilustracje do nich. Dotychczas pracowałem m.in. nad drugim tomem opowiadań H. P. Lovecrafta "Przyszła na Sarnath zagłada" wydawnictwa Vesper czy bardzo ciekawą serią "Biblioteka Grozy" wydawnictwa C&T. Moje projekty można podejrzeć na stronie internetowej www.wronski-artwork.pl. Zdarza się nawet, że ilustracje zaczynają nowe życie jako tatuaże.

Najnowsze wcielenie twoich grafik to nadruki na koszulkach firmy odzieżowej Medicine.

Dzięki współpracy z Medicine udało się zrealizować pomysł, który bardzo długo siedział w mojej głowie. Kolekcja "Elder Terrors" to, krótko mówiąc, pomorskie strachy. Takie, o których mówiło się sto, sto pięćdziesiąt lat temu, przy opowiadaniu których ludziom włos jeżył się na głowie. Są to często zapomniane lub mało znane legendy i podania o czarownicach, dzikich łowach, olbrzymach, duchach i demonach pochodzące w większości z obszaru między Lęborkiem a Koszalinem, zbierane przed ponad wiekiem wśród najstarszych mieszkańców tamtejszych okolic.

Legendy przedstawione w "Elder Terrors" były na wpół zapomniane już wówczas, ponad sto lat temu, i dlatego chciałem je zaprezentować w jeszcze starszej formie.
Jak je odnalazłeś?

Przesiałem kilkanaście książek, aby znaleźć te najbardziej niepokojące i najlepiej oddające charakter dawnego pomorskiego folkloru. Legendy przedstawione w "Elder Terrors" były na wpół zapomniane już wówczas, ponad sto lat temu, i dlatego chciałem je zaprezentować w jeszcze starszej formie. Inspirując się ikonografią z XVI i XVII wieku wplotłem w ilustracje lokalne smaczki z epoki - można tam znaleźć sztandar pogrzebowy książąt pomorskich, bogate stroje landsknechtów, kościoły, dwory i wiejskie chaty. Z zespołem Medicine doszliśmy też do wniosku, że skoro tematem są konkretne legendy, fajnym akcentem będzie dodać do każdego wzoru krótką historię. Przygotowałem więc streszczenia poszczególnych opowieści, czasami je lekko podkręcając. A dla dociekliwych - na końcu każdej z nich znajduje się źródło.

Jak doszło do tej współpracy?

Same początki mojej współpracy z Medicine niczym nawiedzone pomorskie lasy owiewa mgła tajemnicy. Myślę jednak, że pewien wpływ mógł mieć stworzony przez Medicine bank grafik, gdzie każdy może wgrać swoją ilustrację (www.bank.wearmedicine.com).

Planujesz dalej współpracować z firmami modowymi?

Z chęcią zaprojektowałbym jeszcze jakieś wzory na odzież, ale pomysłów jest więcej, kolejnych inspiracji i pomysłów dostarcza mi też Natalia, moja dziewczyna i cichy kompan w zbrodni, odpowiedzialny za to, że wszystko w moich projektach trzyma się całości. W najbliższych miesiącach muszę nieco ograniczyć moje plany artystyczne i skupić się na pracy doktorskiej, potem chcę znaleźć nieco czasu dla siebie - mam trochę pomysłów na ilustracje, od dłuższego czasu też leży w szufladzie dłuższy tekst, który chciałbym w tym roku skończyć. A wraz z Kiev Office obchodzimy w tym roku 10-lecie grania, coś się zapewne w związku z tym wydarzy. Myślimy też nad kolejną płytą, kto wie, może niebawem przysiądziemy do komponowania.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (64)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

października

Kim do cholery jest Mirek Ś... Sopot, Państwowa Galeria Sztuki

23

października

Wiatr od morza. W sto lat p... Gdańsk, Pałac Opatów

04

listopada

Opera na start Gdańsk, Opera Bałtycka

Kultura

Otwarcie Kunsztu Wodnego dopiero w przyszłym roku
Otwarcie Kunsztu Wodnego w przyszłym roku
Krew nie woda, majtki nie pokrzywa. O spektaklu "Chłopem i babą stworzył nas Bóg"
O "Chłopem i babą stworzył nas Bóg"

Kulinaria

Okiem dietetyka: sezon na dynię
Okiem dietetyka: sezon na dynię
Smaki deluxe: jesienne menu w trójmiejskich restauracjach
Jesienne menu w restauracjach

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: trochę jesiennego wyciszenia
Planuj tydzień: trochę jesiennego wyciszenia

    Najczęściej czytane