Wiadomości

stat

Hołd dla gitarowych introwertyków. Relacja z festiwalu SpaceFest

Rockowa orkiestra Pure Phase Ensemble wykonała fenomenalny psychodeliczny spektakl na gitary, sekcję dętą, syntezatory, perkusję i śpiew.
Rockowa orkiestra Pure Phase Ensemble wykonała fenomenalny psychodeliczny spektakl na gitary, sekcję dętą, syntezatory, perkusję i śpiew. fot. Monika Goldszmidt/trojmiasto.pl

Nowy gdański festiwal SpaceFest wypełnił trójmiejską niszę dla festiwalu z alternatywną muzyką gitarową i wszedł na dobrą drogę, aby stać się wydarzeniem ogólnopolskim.



Karol Schwarz, spiritus movens festiwalu SpaceFest i projektu Pure Phase Ensemble.
Karol Schwarz, spiritus movens festiwalu SpaceFest i projektu Pure Phase Ensemble. fot. Monika Goldszmidt/trojmiasto.pl
Walijczycy z White Noise Sound pokazują, jak shoegaze może brzmieć współcześnie.
Walijczycy z White Noise Sound pokazują, jak shoegaze może brzmieć współcześnie. fot. Monika Goldszmidt/trojmiasto.pl
Nie wszystkie pomysły organizatorów się sprawdziły. Solowy występ Jaimiego Hardinga, skądinąd świetnego wokalisty Marion, okazał się niewypałem.
Nie wszystkie pomysły organizatorów się sprawdziły. Solowy występ Jaimiego Hardinga, skądinąd świetnego wokalisty Marion, okazał się niewypałem. fot. Monika Goldszmidt/trojmiasto.pl
SpaceFest to festiwalowy hołd dla gitarowej alternatywy spod znaku shoegaze i spacerock. Oba style rockowego grania złote czasy miały przeszło 20 lat temu, jednak obecnie przeżywają renesans. Mocno przesterowane gitary, połączone z melodyjnym, smutnym i pełnym emocji wokalem oraz transowymi, psychodelicznymi rytmami są coraz popularniejszą inspiracją dla młodych zespołów.

Najlepszym przykładem współczesnego spojrzenia na tę estetykę - a zaraz najciekawszym fragmentem sobotniego maratonu koncertowego w Fabryce Batycki - był występ kolektywu Pure Phase Ensemble. W tym projekcie wszystko było zaskakujące, począwszy od 13-osobowego składu. Na scenie spotkały się tak przeróżne muzyczne osobowości jak m.in. saksofonista Spiritualized, Ray Dickaty czy muzycy związani z trójmiejską alternatywą: Joanna Kuźma, Piotr Pawlak oraz spiritus movens całego przedsięwzięcia, Karol Schwarz.

Równie niecodzienna jest historia powstania tego projektu. Muzycy po raz pierwszy spotkali się raptem kilka dni wcześniej na prowadzonych przez Dickaty'ego festiwalowych warsztatach kompozytorskich. Sobotni koncert był premierą efektów ich wspólnej pracy. Pure Phase Ensemble na scenie zaprezentował się jako świetnie zgrana rockowa orkiestra, która przedstawiła fenomenalny psychodeliczny spektakl na gitary, sekcję dętą, syntezatory, perkusję i śpiew.

Z kolei zespół White Noise Sound pokazał, jak mógłby brzmieć shoegaze, gdyby tworzące jego zręby na początku lat 90. zespoły posiadały dostęp do zaawansowanej muzycznej technologii. Młodzi Walijczycy garściami czerpią z dokonań takich ikon gatunku jak My Bloody Valentine czy The Jesus And Mary Chain, jednak wzbogacają je o przejrzyste brzmienie i syntezatorowe motywy. Skutkiem tego powstaje bardzo żywa, pełna energii muzyka rockowa, świetnie sprawdzająca się na żywo.

Nie wszystkie występy trafiły jednak w muzyczne założenia festiwalu. O ile muzykę polskich gości, zespołów Manescape, Klimt czy Ścianka można zamknąć w szufladce z napisem "alternatywne gitarowe granie" - choć to raczej wciąż dalekie inspirację muzyką shoegaze - trudno to uczynić z solową twórczością dwóch brytyjskich gości.

Jaime Harding, skądinąd świetny wokalista brit-popowej kapeli Marion, w solowym występie z gitarą poległ. Jak na muzyka tego formatu, jego akustyczne aranżacje utworów macierzystego zespołu i kilku coverów brytyjskiej muzyki były zaskakująco słabe. O wiele lepiej poradził sobie w roli wokalisty w projekcie PPE. Z kolei Simon Scott, były perkusista zespołu Slowdive przygotował set generowanego z laptopa ambientu.

Choć obaj panowie są zasłużonymi muzykami na rockowej scenie, trudno oprzeć się wrażeniu, że ich zaproszenie na festiwalu miało charakter jedynie marketingowy, na nazwy swoich zespołów mieli zwabić publiczność. Ich solowe występy nie wniosły bowiem nic ciekawego ani do formuły festiwalu, ani współczesnego rozumienia gitarowej alternatywy.

Organizatorom SpaceFest - wydawnictwu płytowemu Nasiono Records i CSW Łaźnia - należą się pochwały za odwagę w prezentowaniu niszowej sceny gitarowej i wypełnienie festiwalowej luki w Trójmieście. Zaletą jest również - aspirująca do wyjścia poza standardowe ramy festiwalu muzycznego - forma. Oprócz kilkudniowych warsztatów i sobotniego koncertu głównego, w piątek w Łaźni odbyła się debata i spotkanie z zagranicznymi gośćmi festiwalu. Wadą pierwszej edycji okazał się nie do końca przemyślany dobór artystów i dość niska frekwencja.

Warto jednak, żeby SpaceFest nie okazał się jednorazowym wydarzeniem, tylko z roku na rok poszerzał swoją formułę.
Wracający do łask shoegaze może stać się świetnym magnesem, który przyciągnie do Gdańska publiczność z całej Polski.

Opinie (34) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

04

marca

Dominic Miller Band Gdańsk, Stary Maneż

08

marca

Poeci Rocka Gdynia, Gdynia Arena

08

marca

Pościelówy. Natalia Piotrow... Gdynia, Sala Koncertowa Portu Gdynia

Kultura

Kaligrafia nowoczesna: nietypowa pasja Olgi Grochowskiej
Kaligrafia nowoczesna: wywiad

Kulinaria

Charytatywna kolacja z Marcinem "Różalem" Różalskim
Różal wspierał zwierzaki w Oliwie

Planuj z nami tydzień

Garou, targi vintage i hip-hop. Planuj tydzień
Planuj tydzień: targi vintage, hip-hop

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Słynny klub muzyki młodzieżowej w Sopocie, który powstał w 1961 r. to: