Wiadomości

Jankowski: Nieważne co sobą reprezentujesz, ważne jak się prezentujesz

Zwiastun filmu "Polskie gówno"


To film o ludziach, którzy nie mają łokci. Nasi bohaterowie są zdolni, wrażliwi, ale nie mają łokci, nie mają pewności siebie. A teraz jest czas ludzi pewnych siebie, nieważne, co prezentujesz, ważne: jak się prezentujesz - mówi Grzegorz Jankowski, reżyser filmu "Polskie gówno". Film właśnie trafił na ekrany kin.



Grzegorz Jankowski: Tymon zaśpiewał mi piosenkę "Burdel dla psów", która zupełnie mnie urzekła. Rzuciłem do niego: Zróbmy musical fabularny!
Grzegorz Jankowski: Tymon zaśpiewał mi piosenkę "Burdel dla psów", która zupełnie mnie urzekła. Rzuciłem do niego: Zróbmy musical fabularny! fot. Mateusz Ochocki / KFP
W dzisiejszych czasach ważne jest:

co sobą reprezentujesz

38%

jak się prezentujesz

27%

jedno i drugie

35%
Borys Kossakowski: Jak wdepnąłeś w "Polskie gówno"?

Grzegorz Jankowski: Reżyserowałem program "Łossskot", w którym występował Tymon. Siedzieliśmy razem, w Krakowie, po nagraniu któregoś z odcinków. Tymon miał kiepski dzień. Narzekał, że ma czterdzieści lat, spadł do drugiej ligi muzycznej, nie może się odnaleźć. Zaczął mówić o filmie dokumentalnym, który by sportretował jego stan. Zaśpiewał mi wtedy piosenkę "Burdel dla psów", która zupełnie mnie urzekła, wprowadziła jakiś twórczy trans. Rzuciłem do Tymona: jaki dokument? Zróbmy musical fabularny!

Z pierwszych zdjęć jednak nic nie wyszło...

Porwaliśmy się z motyką na słońce. Mieliśmy mało czasu, mało pieniędzy, część rzeczy nam zupełnie nie wyszła. Po zmontowaniu tego okazało się, że mamy kilka świetnych scen, ale potrzeba co najmniej dwa razy tyle, żeby skończyć. Zaczęliśmy szukać pieniędzy...

I to trwało w sumie siedem lat.

Wydaje się długo, ale debiuty tyle trwają. Piszesz scenariusz, chodzisz, prosisz o pieniądze. Jeśli spojrzysz na daty, to drugi film po debiucie przeważnie robi się po kolejnych pięciu latach. Co ciekawe, niektóre pomysły przez ten czas się starzeją i jak w końcu realizujesz swój scenariusz, to nie do końca czujesz problem.

A wasz scenariusz się zestarzał?

Chyba nie. Choć ja się zmieniłem. Inne rzeczy mnie ciekawią. Mam też więcej pokory. A sam film utwierdził mnie w przekonaniu, że najważniejsza jest wiarygodność na ekranie. Żeby ludzie na ekranie byli prawdziwi.

To nie zawsze się udawało. Kilka scen granych przez naturszczyków wypadło bardzo sztucznie.

Już tego nie czuję, że to sztuczne. Ale nawet jeśli - wolę przełknąć trochę tej sztuczności, żeby potem dostać dużo prawdy. Jak kupisz tę konwencję, że to grają naturszczycy, to wszystko się w tym filmie zgadza.

Nie przeszkadza ci to, że jesteś reżyserem, a mimo to jesteś w cieniu Tymona?

Spokojnie, da się z nim żyć. Tymon nie ma złej woli, tylko czasami za dużo gada. Jest lojalny wobec przyjaciół, zbiera ich i ciągnie za sobą. O mnie zaś powiedział poetycko, że jestem jak woda, która opływa wyspę, którą jest on sam. Tymon dużo robi dla promocji filmu, to silna osobowość, jest rozpoznawalny, a ja nie chcę się z nim ścigać. Zresztą jest sporo ludzi, którzy pozostają w cieniu. Na przykład Tomek Kronenberg, który zaangażował się w film od strony producenckiej nie mniej niż Tymon.

Takich cichych bohaterów "Polskie gówno" ma więcej...

Przede wszystkim montażystkę Agnieszkę Glińską i operatora Tomasza Madejskiego, których, mimo dziury w budżecie, namówiłem do pracy przy filmie. To zawodowcy i świetni fachowcy, dali nam niezwykłego kopa. Agnieszka to osoba, która potrafi z półtoragodzinnej rozmowy Tymona z Arkiem Jakubikiem wyłuskać kluczowe trzy minuty "mięsa". Pomogła nam poskładać wszystkie klocki do kupy, bo film jest mocno patchworkowy. To Aga wymyśliła scenę, jak Sonia nagrywa Tymona na komórkę.

Robert Brylewski na końcu "ukradł" film.
Robert Brylewski na końcu "ukradł" film. mat. prasowe
Dużo improwizowaliście?

Sporo. Kręciliśmy, montowaliśmy, patrzyliśmy co wyszło dobrze, w którą stronę film idzie. Scena finałowa w Polwsadzie powstała na samym końcu. Mieliśmy niby wszystko gotowe, ale czuliśmy, że filmu nie ma. Nie kleił się, brakowało emocji. Postanowiliśmy coś dokręcić i pojechaliśmy do kibla do jakiejś korporacji i tam zarejestrowaliśmy ostatnią scenę z Robertem Brylewskim. Po montażu to mnie kopnęło. Wiedziałem, że jest dobrze. A przy okazji Robert "ukradł" ten film.

Mieliście problem z tytułem? "Polskie gówno" jest dość obrazoburcze.

Producenci starali się nas zniechęcić do niego. Ale Wojtek Smarzowski nas wspierał, żebyśmy się nie poddawali. Że trzeba być konsekwentnym. Pewnie ciężko jest promować tytuł "Polskie gówno" w małych miejscowościach, dla niektórych może jest nie do zaakceptowania. Ale już jest i nie ma odwrotu. Nawet Grażyna Torbicka w Gdyni jakoś to przełknęła, gdy wręczała nam nagrodę publiczności, więc chyba nie jest tak źle.

To podobno film o naiwniakach. Jesteś naiwniakiem?

Tymon mówi, że to film o naiwniakach, a ja mówię, że to film o ludziach, którzy nie mają łokci. Podobno Tadeusz Konwicki mawiał, że się boi ludzi, którzy są zbyt pewni siebie, bo zrobili mu dużo krzywdy. Nasi bohaterowie są zdolni, ale wrażliwi, nie mają łokci, nie mają pewności siebie. A teraz jest czas ludzi pewnych siebie, nieważne, co prezentujesz, ważne: jak się prezentujesz.

Film

Polskie gówno

Polskie gówno (12 opinii)

4.2
produkcja
Polska
gatunek
Musical, Komedia

Opinie (59) 16 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

24

lutego

Bolewski | Tubis Gdańsk, Kwadratowa

01

marca

Koncert Muzyki Filmowej i E... Gdynia, Gdynia Arena

02

marca

Arek Jakubik Solo Gdynia, Studio Panika

Kultura

Nowa rzeźba Tewu w Gdyni
Nowa rzeźba Tewu w Gdyni
"Chilli". Odważna powieść gdańskiej debiutantki
Odważna powieść debiutantki

Kulinaria

"Zawieszone zupy" w bistro na Przymorzu
"Zawieszone zupy" w bistro na Przymorzu

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: ferie, Dzień Kota i dużo koncertów
Planuj tydzień: ferie i dużo koncertów

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane