• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Jazz Waves, czyli morze ciekawej muzyki

Jakub Knera, fot. Łukasz Unterschuetz
8 października 2008 (artykuł sprzed 14 lat) 
Daedelus dał niezwykle porywający i żywiołowy koncert, co potwierdziła doskonale bawiąca się publiczność. Daedelus dał niezwykle porywający i żywiołowy koncert, co potwierdziła doskonale bawiąca się publiczność.

Festiwal Jazz Waves dał Trójmiastu jeden z najciekawszych muzycznych tygodni w tym roku.



Festiwal to inicjatywa Jarosława Tylickiego, niegdyś pomysłodawcy Gdynia Summer Jazz Days, na którym pojawiali się najlepsi jazzmani z całego świata. Po zakończonej pierwszej edycji jego nowego przedsięwzięcia - festiwalu Jazz Waves - można powiedzieć, że ta impreza również ma szanse dobić do grona najlepszych festiwali jazzowych w Polsce. Prawie tydzień muzyki na tyle różnorodnej, że praktycznie każdy wielbicieli niebanalnych brzmień powinien być zadowolony. Taneczne i elektroniczne rytmy, polskie nujazzowe formacje, niebanalni awangardowi goście z zagranicy - czy to nie wystarczające powody do zadowolenia?

Porywające nowe brzmienia

Pierwsze dwa dni festiwalu stały pod znakiem muzyki elektronicznej, która doskonale wpasowała się w cały program Jazz Waves. Najpierw w klubie Żak zaprezentował się twórca minimalistycznych i zarazem hipnotyzujących kompozycji, Frank Bretschneider oraz niebojący się eksperymentów w niezwykle przystępnej formie Daedelus.

Ten pierwszy zaprezentował set pełen melodii opartych na trzaskach i mechanicznych strukturach, wspieranych przez surowe i proste wizualizacje dokładnie zsynchronizowane z muzyką. Natomiast słynący z uwielbienia dla stylu retro Daedelus, oprócz miksów utworów tak różnych artystów, jak Nirvana czy Depeche Mode, grał także swoje własne kompozycje, podając je publiczności w zawrotnie tanecznych a czasem bardziej eksperymentalnych wersjach. Pewne jest, że tej jesieni trudno będzie komukolwiek przebić jego koncert pod względem energii i panującej wśród publiczności (mimo że nie zgromadzonej bardzo licznie) żywiołowości.

Dzień później w kościele św. Jana jako gwiazda wieczoru zagrał duet Jaki Liebezeit i Burnt Friedman. Friedman tworzył elektroniczne melodie na syntezatorach, wplatając w nie partie instrumentów, takie jak przetworzone gitary, czy małe pianino, które doskonale wyróżniały się na tle rozwlekłych, obrazowych melodii. Odpowiedzialny za rytm Liebezeit, otoczony zestawem perkusyjnym wygrywał rytmy dudniące na całą przestrzeń kościoła św. Jana. Ich występ uzupełniały wizualizacje Jeffersa Egana wyświetlane na kolumnach, ołtarzu i sklepieniu kościoła.

Występujący tuż po nich Christian Prommers Drumlesson ożywił atmosferę w kościele - zaprezentował niezwykle energetyczną mieszankę muzyczną. Lider formacji, Christian Prommer szalejąc z radości grał na zestawie perkusyjnym, inni muzycy obsługiwali m.in. bongosy, kontrabas, czy klawisze. Minusem ich występu pozostała jedynie przestrzeń, w której odbywał się koncert - od samego początku do ich muzyki chciało się bowiem tańczyć, na co krzesła w przestrzeni kościoła nie bardzo pozwalały.

Polski jazz atakuje

Niezwykle istotnymi koncertami festiwalu Jazz Vawes były występy polskich formacji. I o ile do tych, które zagrały w ramach "Nocy Improwizacji" można mieć pewne zastrzeżenia (chociaż z drugiej strony muzyka przecież nie zna granic i trzeba próbować wszystkich jej odmian) o tyle poniedziałkowy wieczór w klubie Ucho był doskonałym potwierdzeniem, że polskich zespołów jazzowych nie ma się co wstydzić, a wręcz przeciwnie - należy je chwalić. Z tria Chromosomos, 100nka i Baaba, najbardziej "typowo" jazzowym był ten pierwszy, jednak muzycy kolejnych pokazali że pomysłów im nie brakuje.

100nka w niezwykły sposób połączyła grę na perkusji, kontrabasie i gitarze elektrycznej. Dźwiękowe tła z wygrywaną linią basu w towarzystwie perkusji nie tylko urzekały publikę, ale brzmiały niezwykle świeżo, co potęgowała ogromna liczba efektów wykorzystywana przez gitarzystę grupy, Tomka Lesa. Niewątpliwe wrażenie sprawiał perkusista formacji, Przemek Borowiecki, który oprócz standardowego wyposażenia swojego instrumentu nie bał się używać takich urządzeń jak chociażby... balonik, z którego z piskiem spuszczał powietrze.

Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru była warszawska Baaba. Muzycy tego zespołu, grający połączenie rocka, jazzu i elektroniki pokazali, że nie tylko nie brakuje im pomysłów na niebanalne kompozycje, ale także potrafią zaprezentować je w nietuzinkowy sposób. Macio Moretti grający na perkusji oraz Bartek Webber obsługujący sampler i gitarą elektryczną to nie kto inny jak członkowie słynnego Mitch & Mitch. W połączeniu z zawadiacką grą Piotra Zabrodzkiego na basie i Tomka Dudy na saksofonach i flecie zagrali kompozycje zarówno bardziej eksperymentalne, porywające swoim dynamizmem stricte rockowe kawałki oraz inne typowo taneczne, do których nie zabrakło chętnych aby bawić się pod sceną.

Kwartet Spadającej Rzeki

Największą gwiazdą imprezy był jednak zamykający cały festiwal kwartet amerykańskiego jazzmana, jednego z przedstawicieli afroamerykańskiej awangardy lat 70. i 80., Anthony"ego Braxtona. Jego ranga wzrosła tym bardziej, że zapowiadany wcześniej występ Sama Riversa został odwołany ze względu na stan zdrowia, który nie pozwalał przylecieć muzykowi do Gdańska. Braxton pod szyldem Falling River Quartet wystąpił razem z trzema artystkami: skrzypaczką Erice Dicker, fagocistką Katherine Young oraz pianistką Sally Norris.

Kto przybywający do Sali Kameralnej Polskiej Filharmonii Bałtyckiej spodziewał się melodyjnych, ustrukturyzowanych kompozycji mógł poczuć się zawiedziony, jednak Braxton nie na darmo jest nazywany jednym z najciekawszych muzyków awangardowych świata. Kompozycje oscylujące wokół free jazzu powstawały jedynie w oparciu o dadaistyczne rysunki umieszczone na pulpitach na nuty, a czas wyznaczała im ogromna klepsydra ustawiona między muzykami. Dźwięki, które wygrywał zespół, mimo że pozornie niespójne potrafiły wciągnąć swoim na swój sposób tajemniczym klimatem. Nie było w nich nic z free jazzowego szaleństwa i jazgotu, ale emanowały spokojem i odrobinę filmowym klimatem, przypominającym momentami mroczne ścieżki dźwiękowe. Będący pod wyraźnym wpływem takich muzyków jak choćby John Cage, Braxton na przemian grał na swoich instrumentach: saksofonie lub klarnecie, a czasem pomagał sobie szurając krzesłem lub bucząc przez ustnik.

Ci, którzy czekali na ten koncert z niecierpliwością ani na chwilę nie oderwali wzroku od muzyka, bo jazzman pokazał niesamowitą klasę - awangardzisty wychodzącego poza narzucone ramy muzyki, a jednocześnie doskonale się nią bawiącego i wciągającego w ta zabawę pozostałych, doskonale improwizujących muzyków.

Niestety nie spotkało się to ze zrozumieniem wszystkich słuchaczy, gdyż część z nich opuściła salę w trakcie koncertu. Ale przecież muzyki nie należy rozumieć, tylko ją słuchać, dlatego niech żałują ci, którzy z sali wyszli przed końcem i nie dotrwali do momentu, kiedy piasek w klepsydrze cały się przesypał.

Koncert Braxtona w pewien sposób można uznać za doskonałą metaforę festiwalu Jazz Waves, który prezentuje muzykę niepopularną i nie zawsze rozumianą. Niewypełnione po brzegi sale mogły dziwić, ale jeśli w wypadku kolejnych edycji impreza zostanie nagłośniona lepiej, a ceny biletów nieco obniżone, możemy oczekiwać wspaniałego muzycznego święta. Nie pozostaje więc nic innego jak tylko czekać na to, co w ramach tej imprezy wydarzy się w przyszłym roku.

Wydarzenia

  • Jazz Waves 2 - 7 października 2008 (17 opinii)

Opinie (7) 1 zablokowana

  • A propos \" Nocy Improwizacji\" w św. Janie.

    Kilkanaście lat temu na świecie wykształcił się nurt tzw. Nowej Improwizacji /patrz publikacje np. Diapazonu - http://www.diapazon.pl/ - bez rytmu, melodyki i konwencjonalnej narracji. Dominują w nim walory brzmieniowe i sonorystyczne oraz preparacje instrumentów. Prekursorzy i wybitni artyści tego nurtu to m.in. Derek Bailey, Tony Oxley, Evan Parker, John Edwards, John Butcher, Frederic Blondy, Le Quan Ninh, Anthony Braxton, Zdzisław Piernik, Jurij Jaremczuk, Peter Kowald. Ci muzycy to elita elit świata muzycznego improwizatorów.

    Jedynie brak osłuchania we współczesnej muzyce improwizowanej może tłumaczyć fakt pominięcia koncertu francuza Frederica Blondy, Zdzisława Piernika i Rogulus X Szwelas und Gos. Najwyrazniej gdańska \"krytyka muzyczna\" nie jest zorientowana, co do języka muzycznego jakim posługują się muzycy, ani sensu użycia właściwych mu środków wyrazu. I po prostu nie wie jak \"to się je\".

    • 0 0

  • tajemnia poliszynela

    Tajemnicą poliszynela jest , że Rogulus i Szwelas nie potrafią grać

    • 0 0

  • co ma piernik do wiatraka?

    Piernik trochę lepszy, ale nie ma jak Braxtonm jeżeli chodzi o awangardę

    • 0 0

  • To był Kinetofon a nie Jeffers Egan!!

    Z tego co zdołałem zauważyć w piątek to za wizualizacje odpowiedzialny był Kinetofon a nie Jeffers Egan!!

    • 0 0

  • proszę pisać o jazzie ładną polszczyzną

    Co to znaczy - "wystąpił razem z trzema muzyczkami"
    albo "obsługująca fagot"
    fagot to nie maszyna drukarska!

    a wizuale robił Szymon czyli Kinetofon - nasz gdański :)

    co do Anthony'ego Braxtona - cóż spodziewałem się więcej, ale jedno trzeba przyznać - chłop gra na saksie niesamowicie. Jednakże mariaż jednego starego czarnoskórego wygi z trzema młodziutkimi białymi "muzyczkami" wyglądającymi trochę jak z kółka różańcowego jakoś mi nie grał razem. A granie 45 minut to jednego obrazka też mi trąci pseudointelektualizmem.

    • 0 0

  • Panie Robercie,

    a czego pan zazdrości muzykom z formacji RXS pisząc tak mało wyrafinowany komentarz??

    • 0 0

  • historia

    jak studiowałem w Warszawie to pamiętam jak w latach 60tych pluli tak samo na Boguslawa Szeffera jak teraz na tych młodych improwizatorów od Piernika.

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Ogród Świateł

w plenerze, pokaz

Jarmark Bożonarodzeniowy

jarmark

Henryk Miśkiewicz & Przyjaciele

jazz

Nowe Lokale

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Publiczny teatr dla dzieci i młodzieży, znajdujący się w Gdańsku nosi nazwę: