Wiadomości

Kajko i Kokosz już na małym ekranie. Oceniamy serial Netflixa

Przy projektowaniu głównych lokacji i części rekwizytów wykorzystano oryginalne wzorniki Janusza Christy.
Przy projektowaniu głównych lokacji i części rekwizytów wykorzystano oryginalne wzorniki Janusza Christy. mat. prasowe/ Netflix

Na platformie Netflix zadebiutował już animowany serial "Kajko i Kokosz" na podstawie słynnego komiksu Janusza Christy, który przez ponad 60 lat żył i tworzył w Sopocie. Wrota Mirmiłowa zostały nie tyle otwarte, co raczej uchylone, bowiem pierwsza seria liczy zaledwie pięć 13-minutowych epizodów. I to właściwie jedyny większy powód do narzekania. Jest zabawnie, z wigorem i w mocno wyczuwalnym słowiańskim klimacie. Na Trygława i Swaroga, to warto zobaczyć!



Niemal pół wieku po debiucie na łamach "Wieczoru Wybrzeża" jedna z najsłynniejszych rodzimych serii komiksowych doczekała się w końcu udanej ekranizacji i to od razu o międzynarodowym zasięgu, bowiem "Kajka i Kokosza" mogą także oglądać abonenci Netflixa spoza Polski. Sympatyczni wojowie ruszają więc na podbój świata, choć ich serialowa wyprawa przypomina na razie bardziej rekonesans, który ma wybadać nastroje wśród potencjalnych widzów i być może nadać bardziej wyrazisty charakter kolejnym, zaplanowanym w drugiej połowie roku, epizodom. Pierwsze pięć odcinków z pewnością wzbudza apetyt na jeszcze więcej przygód bohaterów Janusza Christy na małym ekranie.

Twórcy animacji z warszawskiego studia EGo Film mierzą się z legendą polskiego komiksu, a to już samo w sobie wydaje się być nie lada wyzwaniem. Pieczołowicie przygotowywany przez dwa lata projekt na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie spójnego, przemyślanego i zaplanowanego w najdrobniejszych detalach przedsięwzięcia. Widać również, że autorom serialu bardzo mocno zależało na jak najwierniejszej adaptacji komiksu - zarówno pod kątem fabularnym, jak i graficznym. Charakterystycznej kreski Janusza Christy na szczęście nie zdeformowano technologią 3D. Tradycyjna poklatkowa animacja sprawdza się w tym przypadku znakomicie, a nieco ubogą momentami dynamikę postaci na pewno da się jeszcze usprawnić. Warto też docenić wysiłek animatorów, gdyż nad jednym odcinkiem pracowało ich średnio 50 (wliczając całą ekipę, to 170 osób na odcinek).

Na Netfliksie dostępnych jest pięć pierwszych odcinków serialu. Docelowo ma pojawić się 56 epizodów.
Na Netfliksie dostępnych jest pięć pierwszych odcinków serialu. Docelowo ma pojawić się 56 epizodów. mat. prasowe/ Netflix
"Kajko i Kokosz" w serialowym wydaniu bazują przede wszystkim na prostych i czytelnych patentach fabularnych. Twórcy animacji, wśród których są także osoby związane z gdańskim studiem animacji Grupa Smacznego, dość swobodnie żonglują pomysłami Janusza Christy i nie przywiązują większej wagi do chronologii poszczególnych zeszytów. Zagorzałym fanom komiksu trochę pstrokata i posklejana z różnych tytułów fabuła może uwierać, lecz widzom mniej zaznajomionym z twórczością sopockiego rysownika serialowe uproszczenia nie zepsują dobrej zabawy.

Czytaj też: Z ekspertem o komiksach. Dobra czytelnicza alternatywa?

I właśnie z tego powodu netflixowa produkcja doskonale nadaje się na familijny seans. Starsi odbiorcy docenią słowny żart i dowcipną konstrukcję postaci, młodsi zaś rozkoszować się powinni w sytuacyjnym humorze. Problem dotyczy natomiast środkowej grupy odbiorców. Pokolenie kilkunasto- i dwudziestoparolatków jest zbyt młode, by zadziałał w ich przypadku sentyment do "Kajka i Kokosza", a jednocześnie już zbyt dojrzałe, by zafunkcjonował dziecięcy entuzjazm. Wydaje się, że twórcy serialu świadomie więc profilują treści pod określony typ widza, z korzyścią dla niego samego.

Poza warstwą graficzną bodaj największe obawy przed premierą "Kajka i Kokosza" wzbudzał dubbing. Na tym polu producenci serialu poruszali się już przecież bez ścisłych wytycznych autora komiksu i w zasadzie bez jakiegokolwiek punktu odniesienia. Za taki, lecz tylko umownie, można było przyjąć wybitnie nieudany eksperyment z początku XXI wieku, gdy głosami trójwymiarowej animacji byli Maciej Stuhr i Cezary Żak. Nowa adaptacja tymczasem to brawurowy wręcz popis dubbingowych aktorów. Kunsztem Jarosława Boberka (Mirmił) czy Grzegorza Pawlaka (Hegemon) pozostaje tylko się zachwycać. Przyklasnąć należy także Michałowi Pieli (Kokosz) i Arturowi Pontkowi (Kajko), którzy podołali ogromnej presji, a ich głosy bez większego zgrzytu synchronizują się z kluczowymi postaciami z kart komiksu.

Świetnie na dalszym planie spisują się Agata Kulesza (Jaga), Anna Apostolakis (Lubawa), Jan Aleksandrowicz-Krasko (Łamignat) czy Jacek Kopczyński (jego "Na plasterki!" można zapętlać bez końca). Zabawnie w gościnnych epizodach wypadają Eryk Lubos (Rodrus) czy muzyk i wokalista Krzysztof Zalewski (Wit). Gratką dla trójmiejskiej widowni jest także Abelard Giza jako Oferma. Kolejnym lokalnym akcentem jest także Stefan Wesołowski, który do skomponowania chwytliwej i wpadającej w ucho muzyki wykorzystał m.in. dźwięki typowo słowiańskich instrumentów.

Poza Kajkiem i Kokoszem inne wyraziste postaci to m.in. mocarny Łamignat, "desperujący" Mirmił czy banda Zbójcerzy pod komendą Hegemona.
Poza Kajkiem i Kokoszem inne wyraziste postaci to m.in. mocarny Łamignat, "desperujący" Mirmił czy banda Zbójcerzy pod komendą Hegemona. mat. prasowe/ Netflix
Serial według pomysłu Eweliny Gordziejuk i duetu scenarzystów Maciej Kur/ Rafał Skarżycki docelowo ma liczyć 56 odcinków. Jeszcze w tym roku na mały ekran trafi kolejna transza epizodów. Następną zaplanowano w 2022 r. Po udanym i obiecującym debiucie pozostaje mieć nadzieję, że twórcy nieco odważniejszym krokiem i ze znacznie większym plecakiem pomysłów będą kontynuować tę słowiańską wyprawę po obrzeżach Netflixa. Póki co pierwsza wizyta w serialowym Mirmiłowie nie kończy się kapitulacją, a w kierunku producentów nie warto na razie grozić palcem i za przykładem komiksowego Kaprala krzyczeć: "Na plasterki!".

Czytaj też: Komiksy dla dzieci - dlaczego warto je czytać?

Kajko i Kokosz - ciekawostki
- W 2022 r. minie 50 lat od pierwszej edycji komiksu.
- Nad jednym odcinkiem pracuje średnio 50 animatorów, a cały zespół jednego odcinka to około 170 osób.
- Do udźwiękowienia serialu posłużyły między innymi drzwi do stodoły, miecz oraz elementy rycerskiej zbroi.
- Jednym z większych wyzwań dubbingowych był wybór głosu Milusia i odzwierciedlenie onomatopeją jego charakterystycznego "Wak, wak!".
- Serialowa muzyka autorstwa Stefana Wesołowskiego zawiera elementy polskiej muzyki ludowej i nawiązuje do słowiańskiej kultury oraz do dźwięków historycznych instrumentów muzycznych.
- Przy projektowaniu głównych lokacji i części rekwizytów wykorzystano oryginalne wzorniki autorstwa Janusza Christy, udostępnione dzięki uprzejmości Fundacji Kreska im. Janusza Christy.
- Pierwsza próba ekranizacji "Kajka i Kokosza" miała miejsce na przełomie lat 80. i 90. Próby podjęło się słynne amerykańskie studio Hanna-Barbera, ale projekt nie został dokończony.
- W 1994 r. ukazała się gra komputerowa "Kajko i Kokosz" wyprodukowana przez gdańską firmę Seven Stars. Pierwsza wersja pojawiła się na komputery Amiga, później wyszła wersja na PC DOS, następnie w 1998 r. na PC Windows CD, wydana pod tytułem "Kajko i Kokosz w krainie borostworów".

Opinie wybrane


wszystkie opinie (128)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Kultura

W tym roku nie Noc, lecz Weekend Muzeów. Co warto zobaczyć?
Weekend Muzeów. Zaplanuj zwiedzanie

Kulinaria

Otwarcie ogródków gastronomicznych już w najbliższą sobotę
Otwarcie ogródków gastronomicznych

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Zbigniew Kosycarz to znany: