Wiadomości

stat

Karol Strasburger: Chcesz być gwiazdą? Idź się leczyć

- Ktoś mnie ostatnio zagaił: moja córka chce być gwiazdą, co ma zrobić? To znaczy aktorką, pytam. Nie, gwiazdą. Chce być popularna, bogata. To niech się idzie leczyć, pomyślałem - mówi Karol Strasburger. Znany aktor i prowadzący teleturniej "Familiada" będzie gościem sobotniego spotkania w MCKA Zatoka Sztuki w Sopocie w ramach akcji charytatywnej "Serca Gwiazd". Początek o godz. 13:15. Wstęp wolny.



Wszyscy trochę na to liczą, że w "Familiadzie" ktoś się wygłupi. Ale nikomu tu się krzywda nie dzieje.
Wszyscy trochę na to liczą, że w "Familiadzie" ktoś się wygłupi. Ale nikomu tu się krzywda nie dzieje. mat. prasowe
W teleturniejach:

brałem udział i było świetnie

8%

brałem udział, ale skompromitowałem się

5%

nie brałem udziału, ale bardzo bym chciał

30%

nie brałem udziału i nie chcę się kompromitować

57%
Borys Kossakowski: Za co pan ją tak lubi?

Karol Strasburger: Uwielbiam atmosferę w studiu. Pracuję z fajnymi ludźmi. Lubię też kontakty z uczestnikami, bo moja praca jest trochę dziennikarska, prowadzę z nimi miniwywiady. Jako jeden z niewielu prowadzących w telewizji mam dużą swobodę w prowadzeniu rozmów. Lubię tę pracę po prostu. Dlaczego nie pyta pan inżyniera, czy mu się nie znudziło przez dwadzieścia lat budować mosty?

W mediach wszystko się szybciej zmienia.

Ale nie dlatego, że prowadzący nie lubią swoich programów, albo że się nimi znudzili. Zmieniają się władze programów, zmienia się oglądalność. Pracownicy rzadko odchodzą z własnej woli.

"Familiada" dała panu zatrudnienie w telewizji, ale zabrała kino. Reżyserzy boją się zatrudnić aktora, który będzie się kojarzył z teleturniejem. Choć mam przeczucie, że jakiś młody "polski Tarantino" wkrótce po pana sięgnie.

Kto wie. Jestem cały czas w formie, gram w teatrze i w telewizji. Ale reżyserzy teraz rzadko patrzą na to, kto co umie. Aktorów angażuje się z innego klucza. Mam swoje lata i może nie do końca jestem atrakcyjny dla producentów? Ale nie narzekam. Mam co robić.

Jaki jest sekret długowieczności "Familiady"?

Autentyzm. Niczego nie udajemy, nie jesteśmy sterowani modami. Że trzeba mówić teraz głośno, albo szybko, że trzeba używać określonych słów, bo ludzie tego chcą. Staram się utrzymywać swój styl, formę i kulturę rozmowy z ludźmi. I na tym wygrywamy.

To tak trochę jak z pierwszym zwycięzcą Big Brothera, Januszem Dzięciołem, niepozornym strażnikiem miejskim, który po prostu był sobą. To było zaskoczenie. Naturalność ma jednak swoje "wady". Ludzie w "Familiadzie" często w "naturalny" sposób robią z siebie idiotów.

Po części wszyscy na to liczymy (śmiech). Ale taki jest charakter tego programu i każdy uczestnik jest tego świadomy. Zresztą w "Familiadzie" nie ma pułapek, nie zadajemy pytań, które wymagają specjalistycznej wiedzy. Pytania są banalnie proste, ale wykładają się na nich ci, którzy na co dzień uważają się za ekspertów od wszystkiego. Widzowie czekają na takie potknięcia.

A nie jest to granie na ludzkim nieszczęściu?

Wiele programów gra na kompromitację. Atakuje, wykorzystuje swoją przewagę. U nas nikt nikogo w pole nie wiedzie. Jeden wypada fantastycznie, inny źle. Ja uczestnikom zawsze pomagam. Nie dzieje się im żadna krzywda. Czasami takie głupstwo na antenie robi z człowieka bohatera. Jak umie przyjąć to z godnością i sam się z tego uśmieje, to działa paradoksalnie na jego korzyść.

"Familiada" ma swoje drugie życie na YouTube. Śledzi to pan?

Nie. O tym, że nazywają mnie królem sucharów - wiem. Niestety poziom komentarzy w internecie - głupich, złośliwych, prymitywnych i anonimowych - odpycha mnie kompletnie. Co innego memy, z których wszyscy potrafią się wspólnie zaśmiać. Ale jeśli jakiś gówniarz próbuje mnie obrazić - co to mnie obchodzi?

My jako dziennikarze często jesteśmy narażeni na negatywne komentarze. Trudno się od nich odciąć.

Jeśli ktoś szuka pochwały w internecie, to musi się liczyć z tym, że usłyszy też coś negatywnego. Ja nie szukam w sieci niczego na swój temat. Anonimowe wypowiedzi mnie nie obchodzą. Szanuję zdanie tych, którzy potrafią się podpisać pod swoją opinią. Internet daje mnóstwo fantastycznych możliwości, ale też ma sporo wad.

Skąd czerpie pan siłę, by pracować przez tyle lat?

Nie działam w kategoriach ocen. Spójrzmy na skoczków narciarskich. Przez wiele lat czasami nic im nie wychodzi. A potem nagle taki Kamil Stoch zostaje mistrzem świata. To jest jego pasja, na tym się zna, to mu sprawia przyjemność. Gdyby patrzył tylko na nagrody, do niczego by nie doszedł. Aktorstwo jest moim zawodem, ja się tym zajmuję, to mi sprawia przyjemność i przynosi mi pieniądze. Na studiach miałem zajęcia z Aleksandrem Bardinim. Na pierwszym roku powiedział nam: jeśli szukacie poklasku, zdjęć na okładkach gazet, to nie zajmujcie się aktorstwem. Będą o was mówić różne rzeczy: raz będziecie najlepsi, raz najgorsi. To nie ma znaczenia. Jeden taksówkarz ostatnio mnie zapytał: co ja mam córce poradzić? Ona chce być gwiazdą. Czyli aktorką, dopytuję. Nie, gwiazdą. Być popularna, mieć pieniądze. W takim razie powinna się leczyć, pomyślałem.

Jest pan gadżeciarzem. Ma pan iPhone'a czy iPada?

Nie jestem zachwycony firmą Apple. Korzystam ze smartfonów i tabletów innej firmy. Nie lubię ograniczeń związanych z oprogramowaniem tej firmy. W ogóle marka nie ma dla mnie znaczenia, tylko jakość: procesory, wyświetlacze, pamięć ram.

Jak jest nowy tablet to leci pan do sklepu?

Nie. Dopytuję fachowców, czy warto kupić nowinkę, czy lepiej poczekać, bo zaraz wyjdzie coś szybszego.

Lubi pan zaszpanować jakimś cyfrowym gadżetem?

Wręcz przeciwnie. Im droższa i fajniejsza rzecz, tym głębiej ją chowam. Mam to dla siebie, a nie dla szpanu.

Jest pan fanem campingu. Sam zbudował pan swojego campera. Czy aktor nie powinien spędzać wakacji w Cannes lub na Teneryfie na modnej plaży?

Ta pasja trwa od wielu lat. Wcześniej to były namioty, przyczepki, a teraz mam campera. Hotele i drogie jachty mnie nie obchodzą. W hotelach mieszkam na co dzień, bo na tym polega moja praca. Odpoczywam bez luksusów, uwielbiam dzikie plaże, choć jest ich coraz mniej. Pływam na desce, nurkuję, jeżdżę na rowerze. Do szczęścia wystarczy mi wtedy jeden dobry dres.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (39)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

27

września

Boto Wild Jam: Irek Wojtcza... Sopot, Teatr BOTO

28

września

Enemef: Noc Kina Polskiego Rumia, Multikino Rumia

06

października

Koncert piosenki francuskiej Gdańsk, Scena Muzyczna Gdańsk

Kultura

Romuald Wicza-Pokojski: Opera Bałtycka ma być teatrem dostępnym
Romuald Wicza-Pokojski o Operze Bałtyckiej

Kulinaria

Nowe lokale: kuchnia z Mauritiusa, gry, piwo i chleb
Nowe lokale: kuchnia z Mauritiusa, gry i chleb
Okiem dietetyka: zdrowe śniadanie do szkoły
Okiem dietetyka: zdrowe śniadanie do szkoły

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: będzie różnorodnie
Planuj tydzień: będzie różnorodnie

    Najczęściej czytane