• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Klimat Harlemu zawładnął filharmonią

Zobacz naszą relację z wydarzenia.


Wspaniała muzyka, atmosfera nowojorskiego klubu nocnego z pierwszej połowy XX wieku, pojedynki stepujących tancerzy czy jam session to jedne z wielu atrakcji, jakich dostarczyło publiczności odbywające się w czwartkowy wieczór w Filharmonii Bałtyckiej Cotton Club The Show, widowisko muzyczno-taneczne zaprezentowane przez amerykańskich artystów.



Podczas czwartkowego show Filharmonia Bałtycka przekształciła się w Cotton Club - legendarny jazzowy klub z początków XX wieku, w którym występowały takie gwiazdy, jak Duke Ellington, Ella Fitzgerald, Nat King Cole, Billie Holiday czy Louis Armstrong. W historii klub ten zasłynął również jako miejsce rozgrywek gangsterskich - pierwsza połowa minionego stulecia w Ameryce to czasy konfliktów na tle rasowym, kryzysu gospodarczego i prohibicji.

Kluby jazzowe stanowiły wówczas odskocznię od szarej i mrocznej codzienności. Królowała tam dobra muzyka, ekspresyjny taniec, nawiązywały się znajomości i romanse, a większość z pojedynków, jakie miały tam miejsce, rozgrywała się na gruncie artystycznym. Podczas czwartkowego show scena Filharmonii Bałtyckiej została zaaranżowana na taki właśnie klub, a artyści, przez przeszło dwie godziny, odgrywali scenki rodem z Harlemu.

Jazzowy band grał przebój za przebojem, wokaliści zachwycali różnorodnymi barwami głosu i perfekcyjną techniką, a całość uatrakcyjniały pokazy taneczne. Jak na Harlem przystało, zdarzały się i pojedynki. Walczyli ze sobą stepujący tancerze, zachwycając publiczność swoimi niecodziennymi umiejętnościami. Walczyli ze sobą również instrumentaliści, prezentując publiczności prawdziwe jam session. Nad całością czuwał mistrz ceremonii (po naszemu wodzirej lub po prostu kaowiec), który wprowadził publiczność w nastrój i klimat dawnego Harlemu.

W programie znalazły się największe standardy jazzowe, które publiczność rozpoznawała i nagradzała oklaskami już po pierwszych dźwiękach, m. in. "Autumn leaves", "Fever", "What a Wonderful World", czy "Summertime". Ta ostatnia piosenka została zinterpretowana zupełnie inaczej, niż można się było spodziewać - została potraktowana jako aria operowa (którą de facto jest) i zaśpiewana pięknym lirycznym sopranem.

Wśród instrumentalistów na plan pierwszy wybijał się Longineu Parsons, uważany przez międzynarodową krytykę za jednego z najlepszych trębaczy na świecie. Publiczność zachwycał jednak nie tylko wspaniałą grą i błyskotliwymi solówkami, ale przede wszystkim charakterystycznym wokalem, który bardzo upodabniał go do równie "zachrypniętego" i grającego na trąbce Louisa Armstronga.

Amerykańscy artyści zapowiadali niezapomniany wieczór i nie byli w swych zapewnieniach gołosłowni - tak niesamowitą feerię barw głosów, w dodatku równie perfekcyjnych technicznie, nieczęsto mamy okazję podziwiać. Niezwykle interesujące okazały się również pokazy stepowania, pojedynki, oraz aranżacje, poprzez harmonię, synkopowane rytmy i niezwykłą żywiołowość prezentacji nawiązujące do muzyki amerykańskiej przełomu drugiej i trzeciej dekady XX wieku.

Nie spisał się natomiast realizator dźwięku (to chyba jakaś plaga!), który nieumiejętnie balansując brzmienie i przesadzając z decybelami sprawił, że zamiast słów mistrza ceremonii (niezwykle istotnych, ponieważ przybliżających ideę i fabułę show), słyszeliśmy jeden wielki bełkot. Podobnie rzecz się miała podczas numerów wokalnych i instrumentalnych, gdzie wyciągane zostały nie te głosy, które miały solo.

Nie lepiej spisali się oświetleniowcy - podczas całego show panował zbyt mocny półmrok, a kiedy na scenie działo się coś istotnego, brakowało oświetlenia punktowego. Siedząca w egipskich ciemnościach publiczność niechętnie włączała się do zabawy, a przecież taka właśnie miała być istota tego show.

Wykonawcy nie dawali jednak za wygraną i nie tylko podnieśli słuchaczy z miejsc, ale również zachęcili do wspólnego tańca oraz śpiewu. Kiedy show dobiegało końca, w Cotton Clubie, którym na ten jeden wieczór stała się sala koncertowa filharmonii, szaleństwo ogarnęło całą widownię.

Opinie (8)

  • Wow, super! Szkoda, że nie byłem! Smak Nowego Yorku w Gdańsku! (3)

    W Trójmieście brakuje właśnie "czarnej muzyki" na żywo...

    • 16 10

    • ciekawe ,kto minusuje?

      ciekawe ,kto minusuje?

      • 0 11

    • Też jestem zdania, że stanowczo za mało Murzyna mamy w Trójmieście.

      Fajnie by było, gdyby przyjechał do nas na koncerty znany murzyński bluesman - Ted Nugent.

      • 8 0

    • było bardzo mało ludzi, bilety strasznie drogie, reklamy żadnej. szkoda że tak wspaniały spektakl przejdzie bez echa. Sądzę że artystom było przykro że widownia świeci pustkami, bo mi było. ale i tak dali pokaz u nas nieznany, było cudownie! technika faktycznie poległa z kretesem!!!

      • 6 2

  • Harlem

    Moim zdaniem impreza była słabo propagowana i ceny biletów zbyt wygórowane, stąd tyle pustych miejsc! Szkoda, myślę że artystom też byłoby miło gdyby słuchaczy/widzów było więcej :)

    • 8 0

  • A co z Mozartem? (2)

    Wielka szkoda, że w kolejną rocznicę mozartowską na scenę wyszła kakofonia z nowojorskiego lunaparku. Wstydźcie się.

    • 0 5

    • Jeżeli ma Go wykonywać nasza filharmonia ,to może niech lepiej nic się
      w tej materii nie dzieje.

      • 0 0

    • Mozart = nudziarz

      Między barokiem a romantyzmem w muzyce było wielkie, rozdmuchane nic.

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Pat Metheny - Side Eye
jazz
cze 3
piątek, g. 20:00
Sopot, Opera Leśna
180 - 240 zł
Kup bilet
Sopot: Paweł Domagała - Wracaj Tour
pop
lip 24
niedziela, g. 19:00
Sopot, Amfiteatr Tarasów przy Aquaparku
Kup bilet
Ladies' Jazz Festival: Aga Zaryan
jazz, festiwal muzyczny
lip 29
piątek, g. 17:00
Gdynia, Teatr Muzyczny
80 - 120 zł
Kup bilet

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Jeden z czołowych i najbardziej wszechstronnych polskich projektantów związany z Trójmiastem, producent i reżyser pokazów mody, współtwórca marki Ufufu, to: