Wiadomości

stat

Kodym z Apteki świętował urodziny w Uchu

Kodym to prawdopodobnie największy outsider polskiego rocka, a jego Apteka jest jedną z najbardziej konsekwentnych i "prawdziwych" w swych artystycznych działaniach kapel na rodzimej scenie. Można się było o tym przekonać w piątek wieczorem w Uchu.



Piątkowy koncert Apteki w Uchu był poniekąd wydarzeniem specjalnym. Jędrzej "Kodym" Kodymowski - założyciel, wokalista i gitarzysta gdyńskiego zespołu świętował bowiem w ten sposób swoje 52. urodziny. Żaden to okrągły jubileusz, więc i obyło się bez nadzwyczajnych momentów. Publiczność odśpiewała muzykowi obowiązkowe "Sto lat" i na tym celebracje się skończyły.

Zresztą Kodym nie był chyba w nastroju do pogadanek czy snucia wspomnień i anegdot. Razem z zespołem skupił się na graniu i postawił na przekrój przez twórczość. Apteka na koncie ma - od debiutu w 1990 roku - osiem krążków (ponoć kolejny już jest prawie gotowy). Kodym i spółka nie szczędzili utworów przede wszystkim z "Mendy" czy ostatniego, wydanego pięć lat temu krążka "Od pacyfizmu do ludobójstwa". Zespół wspierał za didżejską konsoletą DJ Cent.

Kto się spodziewał szaleństw na scenie, ich się nie doczekał. To już nie te czasy. Obecna Apteka z Pawłem Szychulskim na basie i Karolem Kropiewskim na perkusji to skupieni na graniu swojej transowej, psychodelicznej alternatywy rzemieślnicy. Kodym, choć nadal z pełnym zaangażowaniem śpiewa o ćpaniu i wylicza w swoich kawałkach litanie narkotyków, dawno z testowaniem ich na własnej skórze skończył. Jak podkreśla w wywiadach, woli poświęcać się bliskim i wnukowi.

Nie oznacza to jednak, że publiczność również postanowiła być statyczna i do kolejnych kawałków wyłącznie tupać nóżką. Na koncercie pojawiło się około trzystu osób - w większości dawno już ustatkowanych trzydziesto- i czterdziestolatków, pamiętających kapelę z młodości. Wystarczyła jednak kilkunastoosobowa reprezentacja kilku pokoleń staromodnych punków, aby pod sceną zawrzało.

Było pogo, były przepychanki i dzikie tańce. I nic w tym dziwnego: tak właśnie taki koncert powinien być odbierany. Nikogo więc też specjalnie nie zdziwił fakt, że jeden z uczestników młyna nagle się przewrócił, uderzając głową o posadzkę. Zespół przerwał koncert, a sytuacja - przez moment wyglądająca na poważną - okazała się nieprzyjemnym, ale niegroźnym wypadkiem.

Mężczyzna po chwili wstał i został wyprowadzony na świeże powietrze, a kałużę krwi z rozbitej głowy uprzątnięto. Kodym ze sceny skwitował całą sprawę w typowy dla siebie, bezpardonowy sposób: "Brawa dla kolegi. Naznaczył ten koncert prawdziwą, ludzką krwią". Po czym zespół wrócił do grania.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22

października

28

października

Paweł A. Nowak - Akordeon b... Gdańsk, Oliwski Ratusz Kultury

28

października

Drużyna MEGamocnych - warsz... Gdynia, Muzeum Emigracji

Kultura

Krew nie woda, majtki nie pokrzywa. O spektaklu "Chłopem i babą stworzył nas Bóg"
O "Chłopem i babą stworzył nas Bóg"
SS Sołdek ma już 70 lat
SS Sołdek ma już 70 lat

Kulinaria

Smaki deluxe: jesienne menu w trójmiejskich restauracjach
Jesienne menu w restauracjach
Sztuczka doceniona w konkursie Wine&Food Noble Night
Sztuczka laureatem Wine&Food Noble Night

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: trochę jesiennego wyciszenia
Planuj tydzień: trochę jesiennego wyciszenia

    Najczęściej czytane