Wiadomości

Koncerty w lokalach: dobry zarobek i atrakcja dla gości

Coraz więcej restauracji włącza muzykę prezentowaną na żywo do swojej stałej oferty. W Canis Music and Wine koncerty odbywają się codziennie o godz. 19.
Coraz więcej restauracji włącza muzykę prezentowaną na żywo do swojej stałej oferty. W Canis Music and Wine koncerty odbywają się codziennie o godz. 19. fot. Canis Music and Wine

Muzykę wykonywaną na żywo włącza do swojej oferty coraz więcej restauracji, pubów i klubów. Tak zwane "granie do kotleta" ma oczywiście stanowić wabik na gości, jednak szefowie tych miejsc przyznają, że zatrudniając artystów nie myślą o tym, jak przełoży to się na zyski. Bardziej zależy im bowiem na tym, aby dzięki muzyce wyróżnić się z ofertą na tle innych, podobnych miejsc. Artyści chętnie godzą się na taką współpracę, ceniąc sobie nie tylko komfort pracy, ale też gwarancję niemałych zarobków - za jeden wieczór można zarobić do 700 zł.



Koncerty w Trójmieście


"Granie do kotleta" - to określenie przywodzi na myśl zespół grający smętne, weselne kawałki dla publiczności pochylającej się nad setką wódki i przekąską ze śledzia. Współczesne granie do kotleta nie ma prawie nic wspólnego z tym stereotypowym obrazem. Może poza tym, że artyści występują dla gości restauracji klubów, restauracji czy pubów, prezentując mniej absorbującą muzykę. Co do reszty, stawia się przede wszystkim na jakość, bo muzyka ma być tym, co wyróżni dane miejsce na tle konkurencji. Staje się zatem integralną częścią oferty gastronomicznej.

"Muzyka ma nas wyróżniać"



Co sądzisz o muzyce na żywo w restauracjach?

bardzo mi się podoba i często właśnie to przesądza o tym, że decyduję się wejść do jakiejś restauracji 56%
lubię ją, ale nie zawsze - czasem wolał(a)bym posiedzieć w ciszy 24%
nie jestem jej entuzjastą, ale mi nie przeszkadza 8%
denerwuje mnie - wolę miejsca, które nie serwują gościom takich atrakcji 12%
zakończona Łącznie głosów: 344
Muzyka ma być nie tylko wabikiem na gości i przekładać się na wzrost zysków. Zdaniem szefów restauracji, zatrudnianie artystów to działanie przede wszystkim wizerunkowe.

- Nie myśleliśmy o tym, żeby angażowanie muzyków miało przełożenie na zyski, ale aby się wyróżniać na tle innych restauracji - mówi Marta Sałek, manager restauracji Canis Music and Wine . - Nazywamy się Canis Music and Wine, dlatego bardzo zależało nam na tym, aby stworzyć miejsce, którego nie ma na mapie Gdańska, a może nawet Trójmiasta. Gramy codziennie od 19. Każdego dnia można wypić kieliszek wina, zamówić deskę serów, kolację czy deser i posłuchać różnego rodzaju muzyki. Mamy w muzycznym menu gitarzystów, saksofonistów czy wokalistów, a nawet zespoły, tak więc przekrój stylistyczny jest ogromny.
3
miejsce: Restauracje
w rankingu Restauracje
Mystery Restaurant
Gdańsk, Antoniego Abrahama 15A
8.9/10
+ Oceń

O przełożeniu muzyki na wpływy nie myślał też Leszek Chamerski, szef gdyńskiej pijalni nalewek Franca.

- Restauratorzy prześcigają się w pomysłach, jak przyciągnąć turystów, a ja chciałem zrobić coś fajnego dla nas - nie tylko gości, ale też naszych sąsiadów czy przechodniów - podkreśla Chamerski. - Kiedy nie leje woda z nieba, gramy koncert przed lokalem, stąd nazwa "koncert uliczny". Nasza publiczność wygląda przez okna i opiera się na parapetach, zatrzymuje się na ulicy. Nasza Franca bardzo mocno utożsamia się ze wszelkiego rodzaju sztuką. Stąd u nas nie tylko muzyka wykonywana na żywo, ale też fotografie na ścianach czy książki, jakie sprezentowali nam nasi goście.

Choć muzycy coraz częściej decydują się na granie w restauracjach, nie rezygnują z tradycyjnych koncertów pod chmurką. Zobacz, czego słuchaliśmy na gdańskich ulicach w ubiegłym roku.

Muzyka różnorodna i na wysokim poziomie



Tak jak restauracje dbają o wysoki poziom serwowanych potraw, tak samo przykładają dużą wagę do tego, kto przejmie we władanie restauracyjną scenę.

- Wysoki poziom prezentacji jest dla nas kluczowy - mówi Marta Sałek. - Na początku, kiedy restauracja ruszała, współpracowaliśmy z Akademią Muzyczną w Gdańsku. Obecnie castingi prowadzimy na bieżąco. Mniej więcej raz na dwa, trzy miesiące dajemy ogłoszenia i wybieramy takich artystów, którzy będą w stanie stworzyć odpowiednią atmosferę w restauracji.
- Muzyka łagodzi usposobienie, a że jest wielu artystów, którzy chcą w ten sposób pokazać światu swoją naturę, chętnie udostępniamy im miejsce - dodaje Leszek Chamerski. - Dotychczas kila osób zgłosiło się samych, kilka ja zaprosiłem. Marzy mi się również konkurs dla muzyków amatorów. Mam nadzieję, że niebawem uda się go zorganizować.

Muzyka w restauracji rządzi się swoimi prawami



Wykonywanie muzyki "do kotleta" rządzi się swoimi prawami. Tutaj - inaczej, niż np. podczas grania na ulicy - muzyka jest tłem, a nie główną atrakcją, która ma skupić na sobie jak największą liczbę słuchaczy.

- Nie jest to typowy koncert, a raczej muzyka tła. Bardzo zależy nam na tym, aby muzyka nie odrywała gości od jedzenia, nie zakłócała im spotkania. Nie bronimy im natomiast włączenia się w ten koncert, jeśli mają na to okazję. Pozostawiamy im wolny wybór - tłumaczy Marta Sałek.
Tyle w teorii, bo w praktyce muzykowi koncertującemu ciężko przestawić się na granie dla publiczności, która może nie wejść z nim w żadną interakcję. Kiedy już jednak to zrobi, przyjemność czerpie z tego niemałą.

- Mój pierwszy raz był trudnym doświadczeniem - opowiada Tomasz, pianista. - Byłem w klasie dyplomowej w szkole muzycznej II stopnia, świeżo po wygraniu kilku ważnych konkursów. Znajomy rodziców zaproponował, żebym mu ogarnął "piano bar" podczas jakiegoś spotkania firmowego. Pieniądze oferował niemałe, więc się zgodziłem. Już od pierwszej chwili czułem jednak ogromny dyskomfort. Nie chodzi już nawet o to, że nie grałem w skupieniu, jak zwykle. Bardziej bolało mnie to, że ludzie totalnie mnie ignorują. Nie było braw, nikt nie skupił się na mojej muzyce na dłużej. To było bardzo dziwne, wręcz krępujące uczucie. Z czasem jednak uporałem się z tą traumą i dostosowałem do nowych okoliczności. Dziś regularnie grywam do kotleta w restauracji, którą prowadzi moja żona. Zupełnie za darmo, z własnej woli i dla przyjemności.
Adam Kalinowski (na zdj. po prawej) pierwsze kroki na restauracyjnych scenach stawiał w  sopockiej Whiskey on the Rocks.
Adam Kalinowski (na zdj. po prawej) pierwsze kroki na restauracyjnych scenach stawiał w sopockiej Whiskey on the Rocks. mat. prasowe

Pomiędzy street'artem a graniem do kotleta



Wielu artystów, którzy grają koncerty w restauracjach, posiada duże doświadczenie w graniu muzyki ulicznej. Jak sami podkreślają, ich specyfika jest skrajnie różna.

- Na "streecie" trzeba dać z siebie maksymalnie dużo, żeby skupić na sobie uwagę i zainteresować przechodniów na tyle, aby byli skłonni sięgnąć do portfeli. Jeśli chodzi natomiast o puby czy restauracje, to wszystko zależy od profilu miejsca - mówi Adam Kalinowski, wokalista i gitarzysta, którego często można posłuchać w trójmiejskich lokalach. - Czasem faktycznie jestem traktowany jak tło. Znacznie częściej jednak restauracje chwalą się takimi koncertami i robią z nich atut. Wówczas ci, którzy chcą uczestniczyć w takim koncercie, siadają bliżej i się bardziej angażują, a ci, których to nie interesuje, siadają w jakimś ustronnymi miejscu.
Adam Kalinowski przyznaje, że granie muzyki tła może mieć swój urok i dawać artyście sporo satysfakcji.

- Dla mnie granie w restauracjach to lżejsza praca, niż granie gdzieś indziej - mówi Kalinowski. - Mogę sobie poeksperymentować, poimprowizować, pobawić się tonacjami i dynamiką. Bardzo często mogę też liczyć na odzew od ludzi. Kiedy w ostatnią sobotę, dla przykładu, grałem w jednej z trójmiejskich restauracji, atmosfera była naprawdę cudowna - ludzie przy mojej muzyce bawili się znakomicie. Jedna para podeszła nawet do mnie po zakończeniu, kupiła płytę i pytała, gdzie będą mogli mnie jeszcze usłyszeć. Takie reakcje bardzo cieszą.

Zarobki pewne i niemałe



Artyści otrzymują wynagrodzenie od restauracji. Za jeden wieczór - 3 x 45 min. - można zarobić od 200 do 700 zł. Jeśli ktoś gra sam, to całość zgarnia dla siebie. Jeśli jest to duet bądź większa grupa, honorarium trzeba podzielić na równe części bądź zależnie od wkładu.

Oprócz honorarium wypłacanego przez restaurację można też liczyć na dodatkowe profity:

- Często się zdarza, że goście zechcą podziękować artystom dodatkowo za ich występ - kupić płytę, postawić drinka, zaprosić do stolika, wesprzeć finansowo "z własnej kieszeni". My tego oczywiście nie zabraniamy - mówi Marta Sałek.
Jak wysokość honorarium wypłacanego przez restaurację ma się do grania na ulicy? Zdaniem artystów, zarobki są porównywalne.

- Z tą różnicą, że w knajpie mam stawkę ustaloną z góry, a na "streecie" wszystko jest niepewne - trzeba wiedzieć kiedy, gdzie i co zagrać - podkreśla Adam Kalinowski.
Muzyki na żywo, oprócz wspomnianych w tekście miejsc, posłuchamy także m.in. w browarze Maverick, Olivia Star Top, Mystery Restaurant, Whiskey On The Rocks, Muszli Gdynia, restauracji Walter, Gard Taste Scandinavian, restauracji Gruba Ryba czy Aioli.

Opinie (42) 10 zablokowanych

  • (3)

    Będąc we Włoszech nigdy mi to nie przeszkadzało. Wręcz umilało spędzony czas. W Polsce jakoś za każdym razem muzyka ta jest raz że zdecydowanie za głodna, a dwa strasznie rozpraszajaca i nierelaksujaca.

    • 26 9

    • Głodna muzyka? (2)

      • 5 6

      • Miało być "głośna" (1)

        • 7 0

        • głośnemu talerze na myśli

          • 2 1

  • fajnie, że chłopaki grają w bramie, ale (3)

    nie dość, że barma daje echo, nie dosć instrumentów jest dużo to jeszcze wzmacniacz mają. Litości

    • 28 4

    • reeer (2)

      Fakt.
      Przepisy zakazują wzmacniaczy. Jest to po części wina miasta że nie kontroluje chaosu i hałasu.

      (Sama znam osoby tak grające. Jeśli grają bez nagłośnienia, i tak słychać je z kilku metrów i to wystarczy, żeby muzyka była przyjemnym dodatkiem lub posłuchali jej wszyscy, którzy chcą. Nachalne nadawanie na całą ulicę i tworzenie kakafonii z sąsiednimi dźwiękami, to już irytujący harmider.
      Budzi niesmak, że muzycy tego nie rozumieją. Powinni szerzyć wyższą kulturę.)

      • 9 0

      • Kultura wyższa na streecie? (1)

        Na ulicy nie ma kultury wyższej. Kultura wyższa to w filharmonii, operze, chociaż i tam już też nie bo poziom spadł potwornie.

        • 0 7

        • Na jakim streecie ??? Na ULICY - szanujmy język polski.

          • 0 1

  • m (2)

    Super , zrobi się jak na KUBIE-ciepło i wesoło !!!!

    • 6 8

    • Byłoby fajnie gdyby faktycznie to granie było tłem ale...Starowiejska w Gdyni to granie na maxa. Jazgot słychać od dworca a i tematyka nie zaprasza do dłuższego słuchania. Jeśli ma to być do słuchania i przy okazji konsumpcji, to musi w ucho wpadać i pieścić a nie drażnić. Organizatorzy-weźcie to pod uwagę.

      • 2 0

    • muzyka na żywo jest fajna

      • 0 0

  • Działające dyskoteki w Trómieście

    Może warto zająć się tematem działających (nielegalnie) dyskotek w Trójmieście ? Lokale 'gorzko gorzko' w Sopocie i Gdańsku już nawet się nie próbują ukrywać tylko ogłaszają się na FB. W Sopocie działają już prężnie również Ego, Zła Kobieta, Coyote Bar, Kongo Bar, Spatif. Najlepsze jest to, że wczoraj obok Bistro Walter stał nawet duży radiowóz policji i Panowie w żaden sposób nie reagują. Przecież nadal jest zakaz organizowania dyskotek....

    • 17 14

  • nie wiedziałem, że na ulicy zarabiaja za ok. 2 godziny aż 200PLN

    ciekawe - młodzi, powinniście się zainteresować...

    • 5 2

  • To nie są koncerty. (6)

    Z całym szacunkiem dla poświęconego wkładu ale nie nazywajmy tego koncertami - to zwykle granie w tle.

    • 28 5

    • Nie czepiaj się (3)

      Przeczytałeś artykuł do końca ? Wszystko jest wyjaśnione. Rozchmurz się i dobrego dnia życzę.

      • 2 8

      • Ale tytuł artykułu wprowadza w błąd. (1)

        • 5 0

        • To nawet nie jest artykuł

          A zwykły, mało interesujący wpis na portalu. Kwestia autora.

          • 0 2

      • Sam sie rozchmurz

        Do czego to doszło, żeby nie można było wyrazić własnej opinii bez bezsensownych komentarzy typu życzę miłego dnia. A ja nie życzę niczego.

        • 1 0

    • Jesli to granie w tle to OK.

      Gorzej, gdy trzeba wrzeszczeć, aby prowadzić rozmowę.

      • 7 0

    • Czytasz ludziom w myślach, że wiesz po co przyszli?

      Ja na przykład odwiedzam takie miejsca dla atmosfery i muzyki. Kupuję coś do zjedzenia czy wypicia tylko dodatkowo.

      • 1 7

  • Skoro nie ma w artykule Duoacoustic (3)

    to autor nie odrobił lekcji. Duoacoustic to jak Sołdek na Motławie radzę się doszkolić i poprawić artykuł ️

    • 2 9

    • Bez przesady (2)

      Nic ich nie wyróżnia. To już chłopaki od wiaderek maja więcej charyzmy

      • 5 1

      • (1)

        Czyli nie słuchasz ich, Rafał ma nieziemski głos a Przemek jest geniuszem gitary

        • 0 4

        • Kwestia gustu

          Moim zdaniem niczym się nie wyróżniają. Słuchałem raz i mi wystarczy

          • 1 1

  • Współczuję okolicznym mieszkańcom!

    Kolejna kamienica do wyludnienia.

    • 8 6

  • Pani redaktor rozbawiła mnie już w pierwszym akapicie :) (1)

    "jednak szefowie tych miejsc przyznają, że zatrudniając artystów nie myślą o tym, jak przełoży to się na zysk".

    • 24 0

    • Jakich czytelników ma 3miasto.pl ?

      To jest traktowanie czytelników jak TVP1 traktuje widzów Wiadomości TVP1.
      Jak niedorozwiniętych.

      • 8 1

  • Gram na steecie (2)

    Gram na streecie i po raz pierwszy słyszę że mógłbym zarobić 200 PlN dziennie.
    W PL maxymalnie miałem 150PLN , najlepiej jest w Skandynawii.
    Ale mi nie chodzi o pieniądz a o styl życia.
    Zima fajnie jest grać w Rzymie czy Barcelonie bo człowiek śniegu nie widzi :-)
    Latem Skandynawia.
    Wówczas w pół roku można zwrócić na cały rok no i ten alternatywny styl życia nie dla niewolników...
    Jak nie masz rodziny i nie chcesz jej mieć to jest okey..
    To lepsze niż na tirze jeździć, tyle że trzeba lubić spać w tanich miejscach i wszystkiego mieć tyle co się do plecaka zmieści no itzeba umieć grać najlepiej na kilku instrumentach.
    Ja wywijam na gitarze i jednocześnie na harmonijce oraz na saxie.
    Tego nie da się nauczyć przez zimę....
    Ale pewnym jest że lepiej uczyć się muzyki niż w gry grać czy.... chodzić do szkoły która nic nikomu nie daje poza pensja dla nauczycieli.
    Mam 2 fakultety i dalem sobie spokój z korpo po 10 latach niewolnictwa.
    Akurat zajmuje się matka że złamana noga, jeszcze 2 tygodnie mnie nie ma.
    Mam namiar w tym roku na Ateny
    Pozdrawiam grających i sluchajacych

    • 13 8

    • grasz na ulicy, może nie tak światowo, ale poprawnie.

      • 0 0

    • i wtedy sie obudziles

      a nad lozkiem stala matka ze zlamana noga i mowila ze znowu sie zlałeś

      • 0 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

września

03

października

Święto Hal Targowych w Gdyni Gdynia, Hala Targowa

04

października

Targi Ślubne Weselnik Gdańsk, Plenum

Kultura

Koncert skrzypcowy w zaskakującej scenerii
Koncert w zaskakującej scenerii
Roztańczony introwertyk. Artur Rojek w Starym Maneżu
Rojek w Starym Maneżu

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Szampańsko i rybnie. Kolacja komentowana w Grand Blue
Kolacja komentowana w Grand Blue

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Skrót NCK oznacza: