Wiadomości

stat

Kostiumowa produkcja z Gdańskiem w tle. Wkrótce ruszają zdjęcia do "Kamerdynera"

Olga Bieniek: Jestem gdańszczanką, (...) dlatego nie powinno dziwić, że współpracuję z lokalnymi aktorami, zwłaszcza że są fantastyczni, m.in. Marianna Zydek, Michał Kowalski, Maciej Konopiński czy Anna Kociarz. Łącznie w filmie wystąpi kilkunastu aktorów z Trójmiasta. (Na zdjęciu: aktorka Marianna Zydek)
Olga Bieniek: Jestem gdańszczanką, (...) dlatego nie powinno dziwić, że współpracuję z lokalnymi aktorami, zwłaszcza że są fantastyczni, m.in. Marianna Zydek, Michał Kowalski, Maciej Konopiński czy Anna Kociarz. Łącznie w filmie wystąpi kilkunastu aktorów z Trójmiasta. (Na zdjęciu: aktorka Marianna Zydek) fot. Marcin Makowski/FILMICON

Rozmach, plejada znanych aktorów, setki statystów oraz historia miłosna z przedwojennym Pomorzem w tle. Sceny do kostiumowego "Kamerdynera", którego akcja toczy się również w Gdańsku (m.in. magistrat zapłacił 400 tys. zł za promocję miasta), będą kręcone na terenie Wrzeszcza i Głównego Miasta jeszcze w sierpniu. O najnowszym filmie Filipa Bajona, pracy na planie i lokalnym patriotyzmie rozmawiamy z Olgą Bieniek, producentką filmową z Gdańska, odpowiedzialną także za "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł" i "Układ zamknięty".



Akcja "Kamerdynera" rozgrywa się na przestrzeni lat 1900-1945, gdy linia granicy wytyczonej w Wersalu po I wojnie światowej wpłynęła nie tylko kształt map, ale przede wszystkim życie trzech nacji z Pomorza: Polaków, Kaszubów i Niemców. Burzliwa historia odcisnęła piętno także na zamieszkującym okolice Pucka rodzie von Krauss, który będzie świadkiem m.in. dwóch wojen światowych, mordu w Piaśnicy oraz wkroczenia Armii Czerwonej na Kaszuby. Część ujęć już nakręcono na Warmii i Pomorzu, natomiast pod koniec sierpnia plan zdjęciowy na kilka dni przeniesie się do Gdańska. W rolach głównych zobaczymy Janusza Gajosa, Sebastiana Fabijańskiego, Adama Woronowicza, Borysa Szyca, Kamillę Baar-Kochańską, Łukasza Simlata, Annę Radwan i urodzoną w Gdańsku Mariannę Zydek.

Budżet filmu szacowany jest na około 14 mln zł. Produkcję wsparł Pomorski Urząd Marszałkowski (500 tys. zł), Miasto Gdańsk (400 tys. zł) oraz Gdyński Fundusz Filmowy (300 tys. zł).

Zobacz także cykl Filmowe Trójmiasto: te filmy i seriale kręcono w Trójmieście

Alicja Olkowska: Gdańsk w "Kamerdynerze" nie będzie tylko tłem, ma być wręcz jednym z bohaterów. Dlaczego akurat na to miasto się zdecydowaliście?

Olga Bieniek: Pierwszy powód jest bardzo prosty: nasza saga opowiada o Kaszubach, więc trudno wybrać inne miasto na stolicę Kaszub. Trzeba jednak zaznaczyć, że to nie jest film o wojnie, jest to film z wojną w tle, czyli batalistyka będzie ograniczona do niezbędnego minimum. Pokażemy za to losy ludzi, którzy mieszkali tutaj przez pryzmat wydarzeń, jakie niosły ze sobą I i II wojna światowa. To jest zbyt ważne miasto, dla nas - dla gdańszczan, dla ludzi z północnej Polski i nie mogliśmy go pominąć.

Planujecie pokazać najsłynniejsze zabytki czy poszukacie miejsc mniej oczywistych?

Nie pokażemy fontanny Neptuna, bo zna ją prawie każdy (śmiech). Wybierzemy za to obiekty, które będą widokiem na Gdańsk lub są charakterystyczne dla miasta. Ważne są także nazwy miejsc, np. Hotel Danzigerhof, który, co ciekawe, budujemy w willi na terenie Górnego Wrzeszcza.

Tereny Trójmiasta i okolic są niezwykle zróżnicowane: mamy tu morze, góry, lasy i jeziora, stare miasto i zupełnie nowe miejsca. Właściwie można nakręcić niemal wszystko, no może prócz huty (śmiech). Kiedyś np. na terenie Głównego Miasta realizowaliśmy sceny rozgrywające się w Berlinie.

W filmie biorą również udział aktorzy związani z Trójmiastem. To kwestia, oprócz ich talentu i dopasowania do roli, także lokalnego patriotyzmu?

Tak, to jest absolutnie lokalny patriotyzm, zwłaszcza że rynek filmowy w pewien sposób zamknął się w Warszawie, bo też powstają filmy np. w Łodzi i innych częściach kraju, ale jednak tam tętni serce filmowej branży. Jestem gdańszczanką, mój wspólnik jest Kaszubą, nasza firma działa w Gdańsku, dlatego nie powinno dziwić, że współpracujemy z lokalnymi aktorami, zwłaszcza że ci są fantastyczni, choćby Marianna Zydek, Michał Kowalski, Maciej Konopiński czy Anna Kociarz. Łącznie w filmie wystąpi kilkunastu lokalnych aktorów. Lubimy pracować w Trójmieście i jego okolicach, więc najpierw tutaj szukamy ludzi i plenerów.

Ile lat trwają już prace nad "Kamerdynerem", czyli od pomysłu do etapu, w którym teraz jesteście, a zatem bardzo zaawansowanego.

Pomysł pojawił się na przełomie 2012 i 2013 roku. Na początku miał być to film dokumentalny, ale z czasem uznaliśmy, że ciekawszą opcją jest film kostiumowy. W międzyczasie zmarł Zbigniew Dalecki, główny scenograf, mieliśmy trudności finansowe z różnych powodów, co spowodowało niemal dwuletnią przerwę w zdjęciach.

Mam wrażenie, że nieprzypadkowo związałaś swoje życie zawodowe z filmem. Twój tata jest operatorem w TVP Gdańsk, a brat operatorem filmowym. To była naturalna kolej rzeczy?

Często jest tak, że rodzice zabierają dzieci ze sobą do pracy i dzięki temu zdarzało się nam bywać w gdańskiej telewizji. Natomiast pracę w telewizji zaczęłam z Magdą Kunicką i Yachem Paszkiewiczem przy "Pętli czasu". Miałam wtedy 16 lat. Poszłam do Magdy i zapytałam, czy mogę współpracować przy programie. Zapytała mnie, co chcę robić. Odpowiedziałam szczerze, że nie wiem, ale chcę spróbować.

Zgodziła się.

Tak, na początku byłam lektorem we wspomnianym programie, ale kompletnie ułomnym (śmiech). Czytałam wszystko z kartki, do tego trząsł mi się głos. Potem zajmowałam się sprawami redakcyjnymi, m.in. odpisywałam na listy widzów, aż w końcu Magda powiedziała, że mam prowadzić kącik ciekawostek. Co najśmieszniejsze, dopiero wtedy, po pół roku pracy na planie, spotkał mnie mój tata. Nie wiedział, że pracuję w telewizji, ale też specjalnie to ukrywałam - bałam się, że jak będę miała dwóję z chemii, to rodzice zabronią mi przychodzić do pracy i każą się uczyć. Cóż, jak ma się 16 lat, to wszystko jest fascynujące prócz nauki (śmiech).

Rok po maturze zdałam do łódzkiej filmówki na zaoczną organizację produkcji filmowej i telewizyjnej. Niestety, studia zaoczne zapewniły mi wiedzę teoretyczną, ale nie praktyczną, np. nie byłam na planie zdjęciowym. Udało mi się jednak dostać pracę przy serialu "Rodzina zastępcza" w Warszawie. I tak zostałam, jeszcze w trakcie studiów, kierownikiem planu.

Olga Bieniek: "Kamerdyner" to nie jest film o wojnie, jest to film z wojną w tle, czyli batalistyka będzie ograniczona do niezbędnego minimum. Pokażemy za to losy ludzi, którzy mieszkali m.in. w Gdańsku przez pryzmat wydarzeń, jakie niosły ze sobą I i II wojna światowa.
Olga Bieniek: "Kamerdyner" to nie jest film o wojnie, jest to film z wojną w tle, czyli batalistyka będzie ograniczona do niezbędnego minimum. Pokażemy za to losy ludzi, którzy mieszkali m.in. w Gdańsku przez pryzmat wydarzeń, jakie niosły ze sobą I i II wojna światowa. mat. prasowe
I co było potem?

Potem... wyjechałam za granicę i urodziłam dzieci. Wróciłam po kilku latach i ponownie zaczęłam pracować w telewizji. Wtedy też zaproponowano mi stanowisko drugiego kierownika produkcji ds. lokacji przy filmie "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł", ale szybko okazało się, że plany diametralnie się zmieniły - wycofała się kierowniczka produkcji i to ja mam ją zastąpić. Oniemiałam, myślałam, że oszaleli, bo nie miałam wtedy pojęcia nie tylko o pracy na tym stanowisku, ale też na jakim etapie są inne obszary filmu, ponieważ po prostu zajmowałam się swoją "działką". W końcu się zgodziłam i tak w ciągu ośmiu tygodni, bo tyle zostało do startu zdjęć, musiałam wszystko nadrobić.

Najwidoczniej to była dobra decyzja, bo przywołujący tragiczne wydarzenia Grudnia 70. "Czarny Czwartek" został dobrze przyjęty przez widzów i zdobył wiele nagród, m.in. Złote Lwy oraz Wyróżnienie Specjalne Jury podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Tak, ten film się udał, ale to była niebywale ciężka praca. Miałam wtedy małe dzieci, a przez kilkanaście tygodni do domu wracałam na cztery godziny albo wcale. Praca po 16-18 godzin na dobę. Ale było warto.

Wbrew pozorom wciąż nie wszyscy wiedzą, czym dokładnie zajmuje się producent filmowy i co do niego należy podczas pracy nad filmem. Myślą, że to reżyser rządzi na planie, a to nie do końca tak jest.

W skrócie producent jest odpowiedzialny za to, aby wyprodukować film. A mówiąc więcej, jest to sport ekstremalny, często jazda bez trzymanki. Porównałabym to do lotu balonem, ale nie w pojedynkę, tylko z pasażerami i to od producenta zależy nie tylko przebieg samego lotu, ale też lądowanie. To producent "wybiera" wspomnianych pasażerów, czyli np. pozyskuje instytucje, które finansują film, a to znaczy, że będzie musiał się z nimi rozliczyć, oraz reżysera, operatora, kostiumografa, charakteryzatora, aktorów, czyli wszystkich twórców. Musi tych wszystkich ludzi przeprowadzić przez cały proces powstawania filmu, by potem zająć się dystrybucją tytułu i promocją w Polsce oraz za granicą.

Wróćmy jeszcze na koniec do "Kamerdynera". Kiedy będziemy mogli go obejrzeć?

Premiera zaplanowana jest na 2018 rok podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (20)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Najnowsze wiadomości

Kalendarz imprez

kalendarz

Zdjęcia z imprez

    Nowe lokale

    Najczęściej czytane