• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Filmowa uczta dla oczu, symfonia dla uszu. Recenzja filmu "Zaułek koszmarów"

Tomasz Zacharczuk
29 stycznia 2022, godz. 13:00 
Opinie (10)

Po świecie cynicznych hochsztaplerów oprowadza nas Guillermo del Toro, który, jak to ma w swoim zwyczaju, otwiera przed widzem wrota do równie magicznego, co niepokojącego świata. Oparty na książce Williama Lindsaya Grashama "Zaułek koszmarów" nie jest filmem bez wad, ale zachwyca wizualnie do tego stopnia, że film można byłoby oprawić w ramy i delektować się jego pięknem przy blasku kominka i ze szlachetnym trunkiem w dłoni.



Kino w Trójmieście - repertuar, recenzje filmów, zapowiedzi, filmowe imprezy



Do perfekcji trochę jednak brakuje pod kątem scenariuszowym, co sprawia, że najnowszy produkt twórcy oscarowego "Kształtu wody" bardziej wpisuje się w gusta koneserów sztuki filmowej niż szerokiej publiczności, która nad imponującą strukturę przedkłada przede wszystkim emocje i kryminalną intrygę.

Filmowe imaginarium meksykańskiego reżysera tworzyły do tej pory najczęściej postaci z pogranicza snu i jawy, odstręczające dziwadła, wybryki natury, ale także ludzie uwikłani w paranormalne zjawiska i doświadczenia z zakresu fantastyki. Twórca "Kształtu wody", "Crimson Peak" czy "Labiryntu fauna" zdążył już wypracować w Hollywood charakterystyczny sposób stylizowania swoich nietuzinkowych dzieł, stając się jednym z największych estetów współczesnego kina. Udowadnia to także w najnowszym "Zaułku koszmarów", choć tym razem zamiast na wymyślonych, skupia się na potworach bardziej przyziemnych, bo uwięzionych w ludzkich ciałach.

Właściwie już pierwsza scena sygnalizuje widzowi, że zaułek, do którego zaciąga nas del Toro będzie nasączony mrokiem i zbrodnią. Stanton Carlisle (Bradley Cooper) w opustoszałym domu ukrywa ludzkie zwłoki, po czym puszcza budynek z dymem. Jak wielu mu podobnych w okresie amerykańskiego kryzysu lat 30. rusza w tułaczkę po kraju w poszukiwaniu życiowego celu. Trafia do obwoźnego lunaparku, który na przedmieściach wystawia osobliwe show tworzone przez różnego rodzaju dziwaków, ekscentryków, dewiantów i podupadłych artystów. Pod okiem zmagającego się z alkoholizmem mentalisty Pete'a (David Strathairn) Stan uczy się sztuczek opartych na czytaniu ludziom w myślach. Wkrótce postanawia opuścić trupę i rozpocząć solową karierę. W masowym ogłupianiu tłumów mężczyzna przekracza jednak kolejne granice, co niechybnie ściągnie na niego poważne konsekwencje.

Stanton Carlisle (Bradley Cooper) trafia do lunaparku, w którym poznaje tajniki pracy mentalisty. Wkrótce zaczyna solową karierę, która doprowadzi go do świata wielkich pieniędzy i zbrodni. Stanton Carlisle (Bradley Cooper) trafia do lunaparku, w którym poznaje tajniki pracy mentalisty. Wkrótce zaczyna solową karierę, która doprowadzi go do świata wielkich pieniędzy i zbrodni.

Wielkie oszustwo



Del Toro, posiłkując się książkowym pierwowzorem Williama Lindsaya Grashama, sięga co prawda swoją opowieścią niemal sto lat wstecz, aczkolwiek starannie dba o uniwersalność historii Stantona Carlisle'a. "Zaułek koszmarów" to niepokojące i budzące nawet odrazę studium ludzkiej natury skłonnej do niemoralnych zachowań tylko po to, by zaspokoić wewnętrzne ambicje i dać poczucie władzy nad drugim człowiekiem. U meksykańskiego reżysera hochsztapler za pomocą wyuczonych sztuczek manipuluje swoimi odbiorcami, lecz również ten sam tłum swobodnie mu na to pozwala, a nawet ułatwia kłamstwo. Człowiek bowiem - jak słyszymy w filmie - ma tendencję do uzewnętrzniania swoich lęków i pragnień, chce zostać odkryty i zrobi wiele, by uwierzyć w największy fałsz. Tacy jak Carlisle doskonale wiedzą, jak to wykorzystać. Uwidocznione w filmie psychologiczne mechanizmy wcale się nie zestarzały.

Reżyser "Zaułka koszmarów" bawi się w demaskatorstwo wzorem choćby Christophera Nolana w "Prestiżu", ale w swoim stylu namierza również ekranowe potwory. Tym razem nie w dosłownej, a przenośnej interpretacji. Upadek humanitaryzmu symbolizuje nie tylko człowiek w klatce - jedna z największych atrakcji lunaparku, ale częściowo także cyniczny Carlisle, obślizły właściciel jarmarku grany przez Willema Dafoe, schowana za wieloma maskami femme fatale w wydaniu Cate Blanchett czy dręczony upiorną przeszłością bogacz (Richard Jenkins), któremu spirytystyczne usługi świadczy główny bohater. Del Toro udowadnia, że potwora można wyhodować nie tyle w klatce, ile we własnej duszy.

Nowy film Guillermo del Toro nawiązuje do kryminałów z pierwszej połowy XX wieku i kina noir. To świetne połączenie, ale brakuje tutaj nieco emocji i zwrotów akcji. Nowy film Guillermo del Toro nawiązuje do kryminałów z pierwszej połowy XX wieku i kina noir. To świetne połączenie, ale brakuje tutaj nieco emocji i zwrotów akcji.

Mało kryminału w kryminale



"Zaułek ..." można więc potraktować jako psychologiczny kryminał, bo tego klasycznego znajdziemy tutaj stosunkowo niewiele. Konwencja, którą obrał sobie del Toro, zaburza nieco filmowe proporcje. Ekspozycja bohaterów i pierwszy akt łapią spore dłużyzny, a kulminacyjne sceny trochę giną w natłoku treści, co sprawia, że finał nie dostarcza takich dreszczy, jakie zapowiadała fabuła. Główną intrygę twórcy filmu podsuwają nam dość późno pod nos i trzeba przekopać się przez dużą liczbę pobocznych wątków, by wyczuć odpowiednie tempo opowieści. Potencjał na wciągający kryminał jest pokaźny, ale dzieje się tu stosunkowo niewiele, a niektóre postaci grzęzną trochę bezczynnie w swoich rolach.

Bradley Cooper ze scenariuszowymi zastojami radzi sobie najlepiej. Właściwie cały czas ma pod kontrolą postać Stantona, a w swoistym epilogu dokłada wisienkę na dość okazałym torcie, jakim jest jego najnowsza kreacja. Jego Carlisle jest równie wyrachowany, co zagubiony. Intrygujący, a zarazem odpychający. Skłonny do uczuć, ale jednocześnie potrafiący bez skrupułów manipulować emocjami. Wydaje się, że mroczną naturę swojego bohatera aktor oddał bez większego fałszu. Świetny jest David Strathairn, bez większych trudności radzi sobie Rooney Mara. Znakomite umiejętności potwierdzają też Willem Dafoe, Richard Jenkins czy magnetyczna Cate Blanchett, ale całej trójce przydałoby się więcej ekranowego czasu. A przecież film trwa prawie dwie i pół godziny, więc to najlepiej pokazuje, że del Toro nie do końca poradził sobie z adaptacją książkowego oryginału.

Grająca Lilith Ritter Cate Blanchett to z pewnością jedna z najbardziej magnetycznych postaci w filmie, choć jednocześnie przykład wielu z mało rozbudowanych ról w filmie del Toro. Świetnie radzi sobie natomiast w głównej roli Bradley Cooper. Grająca Lilith Ritter Cate Blanchett to z pewnością jedna z najbardziej magnetycznych postaci w filmie, choć jednocześnie przykład wielu z mało rozbudowanych ról w filmie del Toro. Świetnie radzi sobie natomiast w głównej roli Bradley Cooper.

Filmowa uczta dla oczu, symfonia dla uszu



Nie zmienia to jednak faktu, że "Zaułek koszmarów" już teraz można okrzyknąć jednym z najbardziej efektownych filmów tego roku, choć w kalendarzu przecież dopiero końcówka stycznia. Biorąc pod uwagę tylko techniczne rzemiosło, nie ma tu absolutnie słabego elementu. Stylistyka kina noir została przez twórców dopieszczona w najmniejszym szczególe. Fantastycznie pracuje kamera Dana Laustsena, który intuicyjnie przechodzi z szerokich na bliskie kadry i za każdym razem efekt jest świetny. Zanurzone w różnych odcieniach czerni zdjęcia idealnie współgrają z klimatem filmu i metamorfozą samego Stantona. Nie mniej imponująco prezentuje się scenografia - od makabrycznych dekoracji w lunaparku po gabinet Lilith Ritter czy ascetyczne wnętrza posiadłości Ezry Grindle'a. W każdej scenie i każdym pojedynczym ujęciu wszystko jest dokładnie w tym miejscu, gdzie powinno być.

Dlatego seans "Zaułka koszmarów" można porównać do przechadzki po muzeum, na którego każdej ze ścian wisi niekwestionowane dzieło sztuki. Pytanie tylko, czy wybierając się na film bardziej interesuje nas delektowanie się obrazem i dźwiękiem, czy autentyczne odczuwanie emocji i przeżywanie zbrodniczej intrygi. Z tym drugim bowiem część widzów może mieć wyraźny problem, bo stylistyczne piękno nowego filmu Guillermo del Toro niekoniecznie przysłoni dość przewidywalną i pozbawioną fabularnych twistów historię naciągacza, który oszukując tłumy, nabrał tak naprawdę samego siebie. Końcowy "żart" i śmiech wybrzmią bowiem bardzo gorzko. Warto tym tropem podążyć, ale trzeba mieć świadomość, że dla wielu widzów będzie to raczej ślepy zaułek.

OCENA: 7/10

Film

6.3 23 oceny

Zaułek koszmarów

dramat, kryminał, thriller

Opinie (10) 1 zablokowana

  • Film

    Kolejne Wielkie amerykańskie gów.o!

    • 5 18

  • No tak bo ty bys wolał G.. z TVNu albo wybitne dzieła filmowe rosyjskiej propagandy .

    • 5 7

  • Labirynt Fauna jest głupi do imentu

    tego nie ratują obrazy. Jest po prostu i**otyczny scenariuszowo. Po obwołaniu tego szrota królem filmów, na żaden film del Toro się nie wybieram, a opinie krytyków w tym przypadku nie liczę

    • 5 17

  • Co to są wewnętrzne ambicje?

    • 5 1

  • Byłem

    Obejrzałem. Dobry film aczkolwiek specyficzny.
    Nie dla każdego...

    • 8 1

  • i z tymi transami z hollywoodu

    • 1 3

  • Ładne to ale banalne i nudne. Cooper w roli głównej źle obsadzony

    • 2 2

  • Miał grać tyłem, ale pewnie koszt montażu za bardzo podniósłby koszty.

    • 1 0

  • Sam jesteś głupi do imentu

    • 0 0

  • Albo kolejną sztucznie pompowaną kupionymi ocenami szmirę o jakichś objawieniach czy innych "świętych".

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Open'er Festival 2022

festiwal muzyczny

Open'er Dzień 3 - Dua Lipa

festiwal muzyczny

Open'er Dzień 4 - Jessie Ware

festiwal muzyczny

Nowe Lokale

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywa się Dyrektor Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych?