Wiadomości

stat

Krzysztof Skiba: Dziś wszystko bierze się na poważnie

Krzysztof Skiba: Atutem tej biografii jest między innymi to, że tu się nie pogubisz jak w wielowątkowej fabule, gdzie co chwilę musisz wracać, żeby sobie przypomnieć, o co chodziło.
Krzysztof Skiba: Atutem tej biografii jest między innymi to, że tu się nie pogubisz jak w wielowątkowej fabule, gdzie co chwilę musisz wracać, żeby sobie przypomnieć, o co chodziło. fot. Piotr Oleś

Mówi, że niczego się nie boi, a wszystko, co robił, było w konkretnym celu. Krzysztof Skiba - jedna z najbarwniejszych postaci polskiego rocka i sfery publicznej. Właśnie ukazała się jego autobiografia, "Skiba ciągle na wolności", która jest barwną historią o nim, o Big Cycu, ale także o Polsce na przestrzeni lat. Książki wygrać można w konkursie pod tekstem.



Patryk Gochniewski: Ciągle na wolności - to brzmi jakbyś był przestępcą albo uciekinierem z zoo.

Krzysztof Skiba: To jest rodzaj żartu, gry słownej. Podtytuł książki to "Autobiografia łobuza". Stąd też taki łobuzerski wydźwięk. Miałem też do czynienia z organami ścigania w stanie wojennym czy PRL-u w ogóle. Było to związane z moją działalnością w Pomarańczowej Alternatywie czy Ruchu Wolności i Pokoju. Raz siedziałem nawet trzy miesiące, często na czterdzieści osiem.

Po transformacji też bywało o tobie głośno.

W wolnej Polsce wprawdzie już nie byłem aresztowany, ale zdarzały się jakieś tam historie na krawędzi - głównie związane z działalnością Big Cyca. Chociażby słynna sprawa z pokazaniem tyłka premierowi Buzkowi. Tak więc ten tytuł to rodzaj czytelnej prowokacji. Zawsze byłem buntownikiem. Nie tylko politycznym. A buntowników się izoluje, bo mogą "zarazić" zdrowe społeczeństwo.

Brzmi to też tak jakbyś się bał, że cię faktycznie kiedyś zamkną.

Wbrew pozorom nie. Niczego się nie boję i ci, co mnie znają, mogą to potwierdzić. Nie bałem się Jaruzela, więc tym bardziej nie będę się bał obecnej władzy. Wolność można ograniczać na wiele sposobów, nie tylko kratami. Można też trafić do szpitala psychiatrycznego. Dzisiaj wszystko bierze się na poważnie.

Wszystkie koncerty w Trójmieście



To prawda.

Musisz wszędzie dodawać minki, żeby było wiadomo, jaki jest przekaz. I tutaj też - ktoś może powiedzieć, że takich świrów powinno się zamykać. Ale prawda jest taka, że każdy artysta jest w jakimś stopniu świrem. Normalny to ma być księgowy, a artyści są nadwrażliwi. Były już takie okresy, kiedy artyści przeszkadzali wszystkim - władzy, proboszczowi, nawiedzonym moralistom czy mieszczuchom. Picasso był uważany za wariata, a dziś jego obrazy to klasyka. Salvador Dali na spotkanie potrafił przyjść boso, w przebraniu Jezusa i z kozą na sznurku.

Weźmy "Makumbę". To nie jest utwór o kimś konkretnym, tylko o polskim stosunku do inności, jak reagujemy na "innego" i jak oni sobie z tym radzą.



Ta książka to biografia czy już rodzaj testamentu?

(śmiech) Nie no, klasyczna biografia. Testament spiszę może, jak będę miał osiemdziesiąt lat. Pretekstem do napisania tej książki było trzydziestolecie Big Cyca. Uznałem, że to będzie fajne dopełnienie. Tym bardziej, że jakaś połowa treści jest właśnie o zespole. Działamy nieprzerwanie trzy dekady. Mało kto może się pochwalić takim stażem. My dzień w dzień koncertujemy, tworzymy, nagrywamy. Występujemy na całym świecie - na tej trasie graliśmy chociażby w Belgii, Szwecji czy Stanach, a w Polsce między innymi na Pol'and'Rock dla kilkuset tysięcy widzów. Płyta jubileuszowa pt. "30 lat z wariatami" to świetne podsumowanie.

Sporo się na niej dzieje - mnóstwo gości.

My gramy tu tylko dwie piosenki, a resztę - według własnej wizji - zaproszeni przez nas wykonawcy, jak Kobranocka, Renata Przemyk, Jelonek czy Dr Misio, który fantastycznie przerobił piosenkę "My, Polacy". Tekst do niej napisałem w 1992 roku i - co niesamowite i smutne zarazem - idealnie on pasuje dzisiaj. Zatem ta moja biografia i płyta urodzinowa to mocne akcenty obchodów tego naszego jubileuszu.

Książkę podzielono na mnóstwo krótkich rozdziałów. Nie dłuższe niż około dziesięć stron. Skąd taki pomysł?

Żeby lepiej się czytało. Jak mówią czytelnicy - pożerało. Poza tym jest też pewien klucz. Można ją czytać tak, jak się chce. Od końca, środka, początku, małymi lub dużymi dawkami. Wszystko dlatego, że nie jest ona ułożona chronologicznie. To był mój pomysł. Ze współautorami, Jakubem Jabłonką i Pawłem Łęczukiem, doszliśmy do wniosku, że takie rozwiązania będą najciekawsze.

Jak w ogóle doszło do współpracy?

Śmieszna sprawa. Podesłali mi książkę o Piotrze Bukartyku, którą napisali. Przeczytałem ją i doszło do spotkania. Sprytnie zagrali, bo spotkaliśmy się przy piwie i powiedzieli mi, że zawsze chcieli napisać o mnie. No i poszło. Seria trzydziestu spotkań, każde po dwie, trzy godziny. Potem redakcja. Wyjątkowo szybko udało nam się zamknąć temat. Zaczęliśmy się spotykać w maju, książka poszła do druku we wrześniu, a w listopadzie trafiła już na sklepowe półki.



Jakaś połowa treści jest właśnie o zespole. Działamy nieprzerwanie trzy dekady. Mało kto może się pochwalić takim stażem. My dzień w dzień koncertujemy, tworzymy, nagrywamy. Występujemy na całym świecie.
Jakaś połowa treści jest właśnie o zespole. Działamy nieprzerwanie trzy dekady. Mało kto może się pochwalić takim stażem. My dzień w dzień koncertujemy, tworzymy, nagrywamy. Występujemy na całym świecie. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Pięćset stron to książkowy moloch. Ale patrząc na liczbę rozdziałów, wątków i historii, domyślam się, że to ledwie kropla w morzu. Ile tego było przed redakcją?

Może cię zaskoczę, ale wyrzuciłem tylko jeden rozdział. Jak już wszystko było gotowe do druku, to dopiero wtedy zacząłem sobie przypominać różne rzeczy, które spokojnie mogłyby się znaleźć w środku. Być może to pomysł na kolejną książkę (śmiech). Ale to na razie melodia dalekiej przyszłości.

Pięćset stron...

No dużo, ale teraz czytelnicy głównie takie książki wybierają. Wiesz, atutem tej biografii jest też to, że tu się nie pogubisz jak w wielowątkowej fabule, gdzie co chwilę musisz wracać, żeby sobie przypomnieć, o co chodziło. Mogę się też pochwalić, że książka "Skiba ciągle na wolności" jest grubsza od biografii Pink Floydów - zmierzyłem, jestem centymetr grubszy, a to oznacza, że oni mieli nudniejsze życie (śmiech).

Zadedykowałeś ją synom - będą dumni z ojca, który tyle nawywijał?

Nie mnie oceniać, mam nadzieję, że tak. Wiesz, ja zawsze wywijałem w słusznej sprawie. Nie bez powodu dostałem Krzyż Wolności i Solidarności za walkę z komuną. To czysto honorowe odznaczenie, nie wiążą się z nim żadne apanaże. Ale żeby je dostać, to przez rok cię prześwietlają w IPN-ie. Musisz mieć status prześladowanego w PRL oraz osoby, która czynnie, w konspiracji, zwalczała władzę komunistów. Nam zawsze o coś chodziło, ta błazenada czemuś służyła. Bolały nas rzeczy, które dzieją się w Polsce, a nie naprawimy się, nie wiedząc, co nam dolega. Diagnoza jest konieczna. Happeningi uliczne czy piosenki Big Cyca to była taka diagnoza. Po transformacji też przecież mówiliśmy o tym, co się dzieje wokół nas. Weźmy "Makumbę". To nie jest utwór o kimś konkretnym, tylko o polskim stosunku do inności, jak reagujemy na "innego" i jak oni sobie z tym radzą.

Skoro już jesteśmy przy młodych, powiedz mi: czy dziś widzisz miejsce dla inicjatywy podobnej do Pomarańczowej Alternatywy?

Jest Żółta Alternatywa! Bardzo aktywna w Łodzi i na Dolnym Śląsku. Pamiętasz ten happening z żółtymi kaczkami? To miała być kpina z pomników, mamy w ogóle straszny problem z pomnikami w Polsce.

No mamy. Sam parę lat temu przygotowywałem tekst o pomnikach w Gdańsku. Nie powiem ci, ile dokładnie ich było, ale ładnych kilka setek. Dziś pewnie jeszcze parę doszło.

Sam więc widzisz i rozumiesz, o czym mówię. Poza pomnikami papieża mamy, chyba jako jedyni na świecie, pomniki ziemniaka, pomnik zasłużonego byka rozpłodowego i... pomnik grzyba. Ale te kaczki. To była z pozoru niewinna sprawa. Gumowa kaczka kąpielowa ustawiona na kartonach jako pomnik Czystości Narodu. Dla mnie to jest duża, dmuchana zabawka. Dzieci takimi bawią się na plaży. Ale to nabrało jakiegoś politycznego nadęcia. Gdyby ktoś zostawił na ławce w parku dużego pluszowego misia, ciekaw jestem, czy zostałyby w to zaangażowane służby porządkowe. To był jakiś cyrk z policją, która w ogóle starała się nie używać słowa "kaczka" tylko "nielegalna konstrukcja kartonowo-gumowa".





Żartujesz?

Nie. Mało tego. Chcieli zapakować kaczkę do radiowozu, ten okazał się za mały i musiał przyjechać większy. Po tym zajściu pojawiła się akcja "uwolnić kaczkę". Plakaty wisiały w miastach: Łódź, Legnica, Toruń, Gdańsk. A hasłem całości było "śmiech wrogom ojczyzny", które uważam za bardzo trafne.

Widzisz więcej tego typu ciekawych inicjatyw?

Tak. Jako kulturoznawca, który zawsze interesował się sztuką alternatywną, otwartą, krytyczną, happeningami, zwracam uwagę na takie rzeczy. I, dla przykładu, za bardzo dobrą akcję uważam ubieranie pomników w koszulki z napisem "Konstytucja". Podoba mi się taka teatralizacja polityki. Demonstracje kobiet z wieszakami. Albo hasła polityczne wyświetlane projektorem na budynkach. Takie rzeczy robił już w latach 70. Krzysztof Wodiczko, wybitny artysta interwencyjny. Najgłośniejsze było chyba wyświetlenie swastyki na ambasadzie RPA w Londynie jako sprzeciw wobec apartheidu.

Co różni takie akcje kiedyś i dziś?

Wydaje mi się, że mieliśmy łatwiej. W tej ogólnej szarzyźnie, kiedy wychodziło się przebranym za krasnala, w żółtych kalesonach i stawało na kiosku ruchu, nie sposób było zostać niezauważonym. A dziś? Pewnie byś pomyślał, że to jakaś reklama pizzerii. To też dobrze o nas świadczy jako o społeczeństwie, bo oznacza, że staliśmy się bardziej otwarci na inność i facet w dziwnym przebraniu nie budzi już takiej reakcji jak dawniej.

Powiedz, jaki jest prawdziwy Skiba? Bo wielu widzi w tobie głównie scenicznego pajaca.

Pajacami to są ci faceci w garniturach, którzy w telewizji udają, że kochają Polskę, a wszyscy wiemy, że chodzi im o posady i pieniądze. Moje zachowanie na scenie czy zabawne teksty piosenek to jest tylko forma, dzięki której mogę przemycić ważkie treści. Od zawsze uprawialiśmy w Big Cycu krytyczne spojrzenie na rzeczywistość. Zastanawialiśmy się nad naszymi wadami, obsesjami narodowymi, nad polskim wariactwem czy kondycją moralną naszego społeczeństwa. A co do prawdziwego Skiby, to ja jestem do bólu normalny. Na scenie, przed mikrofonem potrafię eksplodować, ale w domu jestem jak wszyscy. Piję herbatkę, oglądam dobre filmy i czytam książki. Przecież odkurzając dywan czy myjąc naczynia nie będę robił żadnego show. Chociaż kto wie? Może na starość zacznę (śmiech).

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (78)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

grudnia

Rewia - lata 20. lata 30. -... Gdynia, Konsulat Kultury

31

grudnia

Sylwester Gdański Gdańsk, Park Oruński, Jar Wilanowski, Targ Węglowy, Molo w Brzeźnie

31

grudnia

Sylwester w Gdyni Gdynia, Skwer Kościuszki

Kultura

Zaistnieć w grupie za wszelką cenę. O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
Nowy dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego
Nowy dyrektor Muzeum Morskiego

Kulinaria

Co zjemy i wypijemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?
Co zjemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów
Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane