L.U.C: Życie bez miłości jest jak samolot na ziemi

L.U.C: Chodzi mi o promowanie otwartości, życzliwości, miłości, dobrej energii, której brakuje światu ostatnio jako przegniłej, starej bateryjce w latarce z piwnicy.
L.U.C: Chodzi mi o promowanie otwartości, życzliwości, miłości, dobrej energii, której brakuje światu ostatnio jako przegniłej, starej bateryjce w latarce z piwnicy. K. Daszkowski

Łukasz Rostkowski, szerzej znany jako L.U.C, od pewnego czasu jest silnie związany z Trójmiastem. Mówi, że to idealne miejsce do życia. Z nami rozmawia o przeszłości, nowym podejściu do tego, co robi i o "discopolonizacji" przestrzeni. Muzyka będzie można zobaczyć i posłuchać w sobotę, 2 grudnia, na koncercieStarym Maneżu.



Patryk Gochniewski: Przygotowując ten wywiad zajrzałem do naszej ostatniej rozmowy sprzed - bagatela - siedmiu lat, kiedy na sopockiej plaży do dorsza przygrywało nam disco polo. I wiesz, co mnie przeraziło?

Łukasz Rostkowski - L.U.C: (śmiech) No, że jest jeszcze gorzej i teraz przygrywa już nawet do szampana i kawioru?

Też, ale przede wszystkim to, że jest niezwykle aktualny. Połowę można by było dzisiaj przepisać.

Albo i jeszcze więcej pewnie.

Przede wszystkim rzeczy związane z polityką, edukacją czy patriotyzmem.

Nie pamiętam też, co ja tam dokładnie wtedy mówiłem, ale fakt, świat, jak krab, idzie w dziwną stronę. Zrobił się jak pampers - jeszcze bardziej banalny, nadmuchany watą i infantylny, a z drugiej strony, jak pułapka na jelenie - ostry, brutalny i bezwzględny. Nie lubię generalizować, ale młode pokolenie, choć uczy się szukać czegoś dla siebie, nie ma cierpliwości na zgłębianie bardziej ambitnego przekazu. Dziś na przykład disco polo, promowane nawet przez polityków, stało się oddzielnym gatunkiem, grane jest w radiach jak zespoły rockowe. Takie czasy. Trzeba pamiętać też, że mamy bardziej ziemiańską genezę historyczną niż Europa Zachodnia. Więc disco polo rządzi też w innych przestrzeniach życia, jak choćby estetyka publiczna, reklamy i tak dalej.
Chodzi mi o promowanie otwartości i życzliwości (...). Żeby parkować z myślą o innych, nie mordować się wzrokiem, gdy ktoś popełni błąd na drodze, nie malować bloków we wzorki z majtek, nie wieszać banerów na płotach jak gaci na kaloryferach.


Teraz najlepiej sprzedającymi się wśród młodych programami są reality-show z MTV. Może powinieneś zmienić profesję na medium?

(śmiech) Może. Nie wiem, wiesz, moja praca trochę na tym polega. Żeby przewidywać. Już kilka lat temu, na płycie "Homoxymoronomatura", zrobiliśmy tak jakby raport o kondycji Ziemi. Że planeta jest jedna, że trzeba inwestować w elektryczne silniki i tak dalej. A teraz proszę - Elon Musk (śmiech). Kiedyś, jak nie dociskali tak artystów podatkami i muzyka się sprzedawała, miałem taką teorię, że artyści mają dobre życie, więc powinni się troszczyć o ludzkość i przynajmniej dziesięć procent czasu poświęcać na misję ulepszania Ziemi i myślenia o przyszłości homo sapiens. Teraz muzycy mają gorzej niż piekarze - bo chleba za darmo nie ściągniesz przez internet. Ja mam jednak nadzieję się mylić. Owszem, te programy są popularne, ale następuje jakiś rodzaj rozbicia. Ludzie zaczynają poszukiwać. Nie ma teraz jednego show, jakim kiedyś był na przykład "Idol". Odbiorcy szukają swoich kanałów. Tak jak w muzyce - sprzedają się pojedyncze rzeczy. Ale w sumie zawsze single były popularniejsze od płyt.

Był to w twoim życiu okres, kiedy romansowałeś z historią. Ale chyba się z tego wyleczyłeś. Ostatni raz brnąłeś w ten temat w 2011 roku.

Nie do końca, bo historia cały czas jest moją pasją. Lubię do niej sięgać. Zrobiłem kilka spektakli, nawet nie tak dawno temu w Gdyńskim Muzeum Emigracji można było zobaczyć "Kuriera z Warszawy" o Janie Nowaku Jeziorańskim. Ale zmieniłem wektor tej edukacji. Poza tym, mam poczucie, że ciśnienie na Polskę jest dziś za mocne. Jestem zodiakalną wagą, więc siłą rzeczy szukam balansu. Ale absolutnie dobrze wyczuwasz, że nie poświęcam temu tyle czasu, co kiedyś. Po prostu nie podoba mi się upolitycznianie sztuki i historii.

Bardzo chciałeś zrobić film do "39/89". Ten projekt został ostatecznie zarzucony?

Odpuściłem. Zrozumiałem, że jestem sardynką w branży filmowej. To inny świat, musiałbym odpuścić muzykę na kilka lat, żeby to zrobić w taki sposób, jaki bym chciał, a to za duża cena. Nie można też robić wszystkiego. Tego się uczę. Odrzucania pomysłów jak przy selekcji kurek do jajecznicy. Poza tym nie mogłem znaleźć kogoś, kto napisałby dobry scenariusz. Miałem w głowie bardzo jasno poukładane, jak by to miało wyglądać, ale sam też nie byłem w stanie tego wszystkiego spisać. To był też okres po otrzymaniu Paszportu Polityki i naprawdę sprawy przyspieszyły. Animacja do tego projektu też została ostatecznie zarzucona.

Ale nie da się ukryć, że spora część twojej twórczości jest jednak jakoś patriotycznie zaangażowana. W takim sensie codziennym.

Empatia społeczna. To nawet nie patriotyzm, a raczej próba uwrażliwiania społeczeństwa, poszukiwania sprawiedliwości społecznej. Chociaż przy tym, co się ostatnio dzieje, lepiej nie szafować tym określeniem (śmiech). Już kilka razy w historii ludzkości, powołując się na takie hasła, wydarzyły się fatalne rzeczy. Chodzi mi o promowanie otwartości, życzliwości, miłości, dobrej energii, której brakuje światu ostatnio jako przegniłej, starej bateryjce w latarce z piwnicy. Żeby parkować z myślą o innych, nie mordować się wzrokiem, gdy ktoś popełni błąd na drodze, nie malować bloków we wzorki z majtek dozorczyni, nie wieszać banerów na płotach jak gaci na kaloryferach.

Zostawiając już kwestie patriotyczne. Mówiłeś wielokrotnie, że jesteś obywatelem kosmosu. Stąd też pomysł na Rebel Babel? Multikulturowe, interdyscyplinarne przedsięwzięcie.

Trochę tak. Jest to rodzaj przestrzeni, której szukałem. Rebel Babel Ensemble to miłość do ludzi, do muzyki, do języka i przede wszystkim pokoju, porozumienia i dialogu. Ten rodzaj awangardy, co na "Planet L.U.C.". Poszliśmy pod prąd. Chcieliśmy pokazać, że wszystkie języki są piękne, a nie tylko angielski. Również, że wszyscy jedziemy na jednym wózku i wiele innych aspektów, jak choćby umożliwianie orkiestrom spotkań ze znanymi solistami i odwrotnie.

Rebel Babel został przyjęty dwojako. Jedni się zachwycali, drudzy narzekali. Że znowu coś wymyślił, że sam nie wie, co chce robić. I jak to jest - dalej robisz to, co ci w danym momencie pasuje czy zacząłeś planować swoją karierę?

Racja. Kiedyś to było spontaniczne - coś mi wpadało do głowy, siadałem i już chciałem nagrywać płytę. Teraz to uporządkowałem. Łukasz Rostkowski robi rzeczy symfoniczne, udźwiękawia filmy i spektakle, L.U.C gra koncerty i pisze teksty, a Rebel Babel to orkiestra do spotkań, eksperymentów, działań społecznych. Dzisiaj jest to wszystko już przemyślane. Też miałem szczęście spotkać na swojej drodze ludzi, których posłuchałem i wyszło mi to na dobre. I choć mogło się wydawać, że to chaos, to teraz już będzie to bardziej powtarzalny wzór, który ludzie z czasem zrozumieją.

I to się będzie powtarzać - albo klasyka, albo eksperymenty, albo wypełniacz L.U.C w popkulturze. Też nie umiem do końca ocenić przyjęcia Rebel Babel, każdy odbiera to inaczej. Do mnie przemawiają fakty - z tym projektem zagraliśmy największe, najlepiej przygotowane koncerty, na których mogliśmy grać z wieloma postaciami, jak Bisz, Grubson, Mela Koteluk, Kayah czy Bovska. Zdecydowanie najlepsze chwile, jakie spędziłem na scenie z setkami wspaniałych ludzi. Amatorów i zawodowców. Szalony odrzutowiec mocy, z którym też nam się udało wyjść za granicę. Nie próbuję robić muzyki pod trendy i oczekiwania - robię tak, jak mi serce bije. Rebel zrobił dużo dobrego. Dla mnie, ale i dla tych wszystkich muzyków, którzy w innych okolicznościach nie zagraliby dla tak dużych publiczności. Nie uważam się za żadnego Mesjasza, absolutnie, ale dzięki temu wszyscy dostaliśmy szansę doznać czegoś nowego - zwykle okraszonego uśmiechem.

Do Gdańska przyjeżdżasz jednak z projektem Reflekcje. Długo z tym jeździsz, już trzeci rok. Może faktycznie trochę się rozmieniasz?

To nie do końca tak. Nie jeżdżę z tym. Trzy lata temu zimą odbyła się trasa Spragnieni Lata, a potem koncert na Openerze i Męskim Graniu. Po tym wstrzymałem ten projekt ze względu na zbyt emocjonalny, osobisty ładunek. Teraz jest jedyny moment, aby ludzie, którzy nie zobaczyli tego na żywo, mogli pośpiewać z nami te piękne refreny polskich piosenek. Rebel zakończył koncerty, wiosną pewnie moja nowa płyta, więc teraz jest jedyna chwila, aby to dokończyć i zamknąć projekt. Tym bardziej, że ludzie prosili o te koncerty. To będzie też dobre powtórzenie wiadomości przed nową płytą.

Czyli lubisz sobie dawkować swoje wizje - żonglować nimi. I wychodzisz do ludzi z tą, na którą akurat masz ochotę.

Trochę tak. Jak mówiłem, to jedyny moment, żeby zakończyć Reflekcje. Ale też ta trasa to w bardzo dużej mierze odpowiedź właśnie na głosy ludzi, bo projekt miał kilkumilionowe odsłony, a ja przestałem z tym koncertować.


Bym zapomniał - miło mi cię powitać w gronie trójmieszczan!

(śmiech) Dziękuję bardzo, ale muszę powiedzieć, że na razie to dość schizofreniczne doznanie ze względu na częste podróże między Gdańskiem a Wrocławiem. Jestem wrocławiano-trójmieszczaninem.

Nie chcę być wścibski, ale podobno za twoją przeprowadzką kryje się historia miłosna.

Po części też, ale to rozwinięty wątek. Trójmiasto było dla mnie jak filtr emocji po trudnym rozstaniu kilka lat temu. Kiedy tracimy miłość, warto się oddać innym rzeczom, które się kocha. A ja kochałem - oprócz muzyki - rower, zieleń, żeglarstwo, kitesurfing i tak dalej. Zaczęło się od tego, że Leszek Możdżer, z którym przyjaźnimy się od lat, zaproponował mi pomieszkiwanie u siebie w Sopocie. Po tygodniu stwierdziłem, że to idealne miejsce do życia. Uwielbiam tę przestrzeń z bardzo wielu powodów. Niewątpliwie, gdybym nie poznał mojej pięknej dziewczyny, wszystko mogło potoczyć się inaczej.
Kiedy tracimy miłość, warto się oddać innym rzeczom, które się kocha.


Czyli L.U.C, który lubi robić wszystko na tzw. maksa, jest też na "maksa" romantykiem.

(śmiech) Nie byłem tego do końca świadom, ale tak, jestem romantykiem. Rozsypywanie traktów z płatków róż na polskim błocie w listopadzie, wyszukiwanie restauracji w grotach skalnych nie jest mi obce (śmiech). Doceniam wartość dobrego związku. W ogóle nasze życie bez miłości jest jak samolot na ziemi. Dlatego też odważyłem się na budowanie czegoś na drugim końcu Polski. To jest w utworze "W związku z tym" - związek to pracochłonne ognisko. Wydaje mi się, że im jest się starszym, tym trudniej się szczerze zakochać. Ludzie mają bardzo dużo roszczeń wobec siebie, przyzwyczajenia i tak dalej. Mi było to dane, więc to doceniam. Trzeba dźwigać opał i osłaniać palenisko, bo zimne deszcze lat chcą zgasić w nas wszystko.

Dobrze ci nad morzem czy tęsknisz za Wrocławiem?

Oba zdania są prawdą. Bo i dobrze mi nad morzem, i tęsknię za Wrocławiem. Tutaj to jest coś niesamowitego. Morze, ta przestrzeń... Klimat, powietrze, magiczna otulina - genialna konstrukcja miasta liniowego. Ale jest też zimniej i szybciej robi się ciemno - to odczuwalne. Wrocław ma swoją moc, ale tęsknię przede wszystkim za ludźmi i wspaniałymi przyjaciółmi. Tu jednak też mam już przyjaciół. Trójmiasto, choć zimne, bardzo ciepło mnie przyjęło.

Drzemie w tobie jeszcze jakaś iskra misyjności czy nie masz zamiaru już edukować?

Mam, ale w innych kategoriach. Może zrobię małe seminarium w Gdyńskiej Szkole Filmowej o muzyce filmowej. Jak wspominałem, nastawiam się teraz na muzykę. Edukację pozostawiam sobie w tej części orkiestrowej Rebel. Na pewno wróci temat Zrozumieć Polskę, ale na razie nie mogę zdradzić nic więcej poza tym, że będzie związany z Trójmiastem. Przygotowujemy coś bardzo dużego z jednym z trójmiejskich muzeów. Jak będzie więcej konkretów, będziemy mogli o tym pogadać.

Mam jednak takie dziwne wrażenie, że jak sytuacja się zmieni, to gdzieś w przyszłości nie będziesz w stanie oprzeć się pokusie i z tym swoim sarkastycznym luzem opowiesz współczesną historię Polski.

Stwierdzasz, nie pytasz (śmiech). Temat takiej opowieści jest fajny w kontekście poetyki, bo chciałbym wrócić do publicystyki w tekstach. Ale kto wie, życie jest niewiadomą. Wcześniej bym nie pomyślał, że zagram z trzystoma osobami naraz albo że zagram w Barcelonie dla kilkunastu tysięcy ludzi. Staram się nie zamykać, ale jednocześnie nie jestem zwolennikiem wyśmiewania kogokolwiek i kreowania nienawiści oraz podziałów. Jesteśmy już tak podzielonym społeczeństwem, że nie ma co tego pogłębiać. Ja zawsze próbuję łączyć, szukać wspólnych mianowników. Ale, mówię, nigdy nie wiadomo - czas pokaże.

Opinie (22) 2 zablokowane

  • (2)

    polski 2PAc
    Elo

    • 3 5

    • (1)

      Co to jest Elo?

      • 5 0

      • elehtrik lighth Orchestra?

        • 5 0

  • (3)

    Ale głębia niech mnie kule ....

    • 10 4

    • Kurczę pióro (1)

      • 2 1

      • Motyla noga.

        • 3 1

    • A kto umarl ten nie żyje

      • 0 0

  • bezpieczne? :D

    • 2 1

  • Kocham moją mamę, starczy?

    • 1 1

  • Świetny wywiad!

    Nie wiedziałam, że LUC ma tyle fajnych przemyśleń, wygląda na spoko gościa :)

    • 15 6

  • Miłość jest przereklamowana.

    • 1 4

  • (2)

    dorabianie filozofi do filozofi to już zbyt wielka przesada , ktoś się chyba zagalopował w swojej misji edukacyjnej

    • 5 9

    • (1)

      Filozofi? Brrrr... boli, gdy się to czyta.

      • 4 0

      • taki był zamiar - to prowokacja

        • 0 0

  • Człowiek bez miłości (1)

    jest jak ryba bez roweru.

    • 7 3

    • Kto kocha prawdziwie ten nie zmysla.

      6 liter to milosc.

      Kochac siebie to samogwalt.

      • 0 0

  • Pozdro dla kumatych

    Połowa nie rozumie co tu się dzieje w tym wywiadzie i jakim człowiekiem jest Łukasz :)

    • 8 6

  • A kto yo jakiś bóg ? Ten luc co z tego ze mówi, ja tez mówiłem wszyscy mieli w D..... Elo

    • 3 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Kazik
Kazik
rock / punk
mar 11
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
IRA
IRA
rock / punk
mar 12
sobota, g. 17:00
Gdańsk, Filharmonia Bałtycka
Pat Metheny - Side Eye
Pat Metheny - Side Eye
jazz
cze 3
piątek, g. 20:00
Sopot, Opera Leśna

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Zlokalizowany w Gdańsku Instytut Badań nad Przyszłością został założony przez blogerkę: