Wiadomości

Lastryko i The Fruitcakes. Recenzje nowych płyt z Trójmiasta

The Fruitcakes podczas plenerowego koncertu.
The Fruitcakes podczas plenerowego koncertu. fot. FB The Fruitcakes

Rock progresywny i rock'n'roll to muzealne eksponaty? Nie, jeżeli sięgają po nie osoby o otwartych głowach i przekształcą w coś własnego, na co dowodów dostarczają nowe albumy trójmiejskich Lastryko i The Fruitcakes, o których przeczytacie w kolejnej odsłonie cyklu Recenzje nowych płyt z Trójmiasta.



Koncerty w Trójmieście


Lastryko - "Limbo" (Necio Records)



Lastryko to dziwny materiał budowlany - zlepek różnych kruszyw, które po dość przypadkowym połączeniu tworzą pstrokate, na swój sposób urokliwe wzory i do pewnego stopnia opis ten pasuje również do muzyki zespołu Lastryko. Da się w niej wypatrzeć rock progresywny, da się zauważyć odpryski rocka psychodelicznego, tu i ówdzie jakieś fragmenty stonera, kraurocka, a może nawet drobinki jazzu. To wszystko znamy jednak z dwóch wcześniejszych albumów - "Tętno pulsu" i "Lastryko" - a trójmiejska ekipa nie ma w zwyczaju powtarzać się, więc nawet jeżeli "CA" (pierwszy utwór na "Limbo") nie zaskakuje, z każdą kolejną minutą napięcie rośnie - da się wyczuć, że coś się zaraz musi odmienić.

Długo czekać nie trzeba, bo już w kolejnym kawałku ("Firmament") Artur Bieszke używa nie tylko gitary, ale również głosu. Można było usłyszeć go w prawdzie już na pierwszym wydawnictwie grupy, niemniej wówczas raczej na drugim planie, zakamuflowanego pod grubą warstwą efektów. Tym razem Bieszke pozwala sobie na więcej, jego śpiew jest wyraźniejszy, choć nadal graniczy z szeptem, a gdyby tak pozostawić tylko dwie pierwsze minuty i wyciąć instrumentalny, ponad trzyminutowy finał, nagle okazałby się, że mamy tutaj całkiem zjadliwy kąsek dla komercyjnych rozgłośni radiowych.

Na trzecim albumie Lastryko nadal jest w znakomitej formie i po raz kolejny udowadnia, że ich muzyka nigdy nie przestaje ewoluować
Na trzecim albumie Lastryko nadal jest w znakomitej formie i po raz kolejny udowadnia, że ich muzyka nigdy nie przestaje ewoluować fot. Paweł Jóźwiak
Jeszcze ciekawiej Bieszke brzmi w "8 kropel", którego pierwsza połowa to charakterystyczne dla Lastryko hipnotyzowanie motorycznym rytmem przy użyciu wysuniętej na front gitary basowej (Wojciecha Lackiego), ale natychmiast po dodaniu głosu atmosfera staje się chłodniejsza, bas gra nieco wyżej, a słowa są beznamiętnie cedzone jak w zimnofalowych klasykach spod znaku Wież Fabryk czy Siekiery. Kolejne cztery utwory (zatytułowane "Limbo", "Limbo", "Limbo" i "") to właściwie jedna kompozycja rozbita na części, poza krótkim fragmentem pod koniec niemal całkowicie instrumentalne i najbardziej przypominające wcześniejsze dokonania Lastryko, a także nieodżałowanego Ampacity, w którym Lacki również grał. Można w tym fragmencie albumu dopatrzeć się dzisiaj rzadkiego przypadku sięgania po prog rockową estetykę z pominięciem jej melancholijnego oblicza, które w XXI wieku całkowicie zdominowało śmiałe eksperymenty, jakimi niegdyś oczarowywało chociażby King Crimson. Być może tak brzmiałby współcześnie ten gatunek, gdyby kontynuowano jego założenia z lat 70., a nie usilnie próbowano powtórzyć balladowe przeboje Pink Floyd czy Genesis.

Pomiędzy trzema pierwszymi utworami, a tymi z kropkami w tytułach jest wyraźna różnica, można wręcz odnieść wrażenie, że "Limbo" to dwie EP-ki scalone w jedno wydawnictwo, ale ten drobny brak spójności niczego albumowi nie ujmuje. Lastryko wciąż się przeobraża, a dopóki jego członkowie będą potrafili zaspakajać głód poszukiwania nowych rozwiązań i tworzyć muzykę, która nie tylko z nazwy jest progresywna, dopóty ich twórczość zawsze będzie warta uwagi.


The Fruitcakes - "Into the Sun" (PIAS Poland)



Chyba nie istnieje tekst związany z The Fruitcakes, w którym nie padłoby porównanie do The Beatles, więc miejmy to za sobą już we wstępie - tak, ekipa z Trójmiasta pełnymi garściami czerpie z twórczości ekipy z Liverpoolu. Można by od razu dodać, że przecież niemal cały współczesny rock i pop w mniejszym lub większym stopniu nawiązuje do twórczości The Beatles, ale różnica jest taka, że autorzy "Into the Sun" nie ukrywają inspiracji, sięgają po nie z premedytacją i dumnie przekształcają w coś własnego.

Recenzje płyt z Trójmiasta


Można by oczywiście podjąć próbę doprecyzowania, o jakich Beatlesów właściwie chodzi, bo przecież ci z debiutanckiego "Please, Please Me" grali chwytliwy, prosty merseybeat, ale już ci z "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" celowali w mniej oczywiste kompozycje, zahaczali o art rock i rock psychodeliczny, ale w przypadku The Fruitcakes zastosowanie tak wyraźnych rozgraniczeń nie będzie możliwe. Wystarczy porównać dwa pierwsze utwory - "Whenever" z folkowymi naleciałościami, które najprędzej wzbudzi skojarzenia z albumem "Rubber Soul" i "Tell You More", którego instrumentalna końcówka grawituje w kierunku "Sierżanta Pieprza" - żeby dostrzec wszystkie odcienie twórczości Żuków zespolone w jednolitą, holistyczną wizję. Nie zawsze są to zresztą tylko oni, w dziwacznym "Dalai Lama" jako inspiratora można by wskazać Franka Zappę, a w "Aim For The Sun" czuć nastrój prog rockowych ballad spod znaku debiutanckiego albumu Camel.

Można też zupełnie zignorować tę oczywistą duchologiczną więź, która osobom z "nerdowskim" zapałem do analizowania muzyki umożliwi wielogodzinne rozkładanie każdego z utworów na składniki podstawowe i po prostu poddać się znakomicie napisanym, chwytliwym, ale jednocześnie niebanalnym piosenkom. Ich zasięg jest międzypokoleniowy, wystarczy kochać rock'n'rolla, żeby zauroczyć się w "Into the Sun", a nawet chciałoby się dodać, że ich zasięg jest międzynarodowy, bo The Fruitcakes w niczym nie ustępują Edward Sharpe and the Magnetic Zeros czy The Lemon Twigs, z tym że poza Polską jeszcze nie cieszą się równie dużym zainteresowaniem, a szkoda, bo ładne melodie odgrywane za pomocą gitar, a w dodatku utrzymane w pogodnym nastroju to przyjemna odmiana w czasach zdominowanych przez trapowy bit i coraz bardziej ponure brzmienie, nawet w zakresie popu.

Opinie (12) 1 zablokowana

  • Brawo Rezi :)

    • 3 1

  • Dzięki za info!

    Miło jest odkryć nowe brzmienia, popuszczam ich na Spotify żeby choć trochę im skapło.

    • 2 1

  • co to za tytuł?

    myślałem, że chodzi o płyty chodnikowe...

    • 2 7

  • Na Pomorzu na uwagę zasługuje jedynie mój ensemble.

    Nie wiem po co w ogóle próbujecie, ja jestem najlepszy.

    • 1 4

  • Cynizm?

    skapnie im 1 grosz

    • 2 0

  • czy oni maja przebicie poza swoje dzielnice w ogole?

    • 5 6

  • Leń

    Sprawdź może

    • 3 3

  • raczej nie :D

    .

    • 1 1

  • To nie pitol ;)

    • 0 0

  • a jak jedziesz na zamek w Malborku to myślisz o zamku przy spodniach czy przy drzwiach?

    • 6 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

grudnia

06

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Kultura

Kulinaria

Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i dla smaku
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i smaku

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Pisarz Jacek Dehnel pochodzi z: