Wiadomości

Laureaci Grammy wystąpili w Operze Leśnej

Gregory Porter od pierwszej chwili oczarował publiczność swoim aksamitnym barytonem oraz przepięknymi kompozycjami, pochodzącymi z trzech dotychczas wydanych płyt - debiutanckiego albumu "Water" z 2010 r., eklektycznego krążka "Be good" oraz nagrodzonego Grammy "Liquid Spirit".
Gregory Porter od pierwszej chwili oczarował publiczność swoim aksamitnym barytonem oraz przepięknymi kompozycjami, pochodzącymi z trzech dotychczas wydanych płyt - debiutanckiego albumu "Water" z 2010 r., eklektycznego krążka "Be good" oraz nagrodzonego Grammy "Liquid Spirit". fot. Łukasz Unterschuetz/ Trojmiasto.pl

Włodek Pawlik nazywany jest Horowitzem jazzu, Gregory Porter - królem współczesnego jazzu. W poniedziałkowy wieczór w Operze Leśnej obaj artyści zaprezentowali m. in. kompozycje ze swoich najnowszych albumów, za które w bieżącym roku otrzymali nagrody Grammy.



Wśród muzyków towarzyszących Gregoremu Porterowi szczególnie wyróżniał się saksofonista Yosuke Sato, który przeplatał nastrojowe fragmenty wokalne brawurowymi, zadziornymi solówkami.
Wśród muzyków towarzyszących Gregoremu Porterowi szczególnie wyróżniał się saksofonista Yosuke Sato, który przeplatał nastrojowe fragmenty wokalne brawurowymi, zadziornymi solówkami. fot. Łukasz Unterschuetz/ Trojmiasto.pl
Włodek Pawlik Trio wykonało kompozycje z wydanego w 2006 r. krążka "Anhelli" oraz nagrodzonej Grammy płyty "Night in Calisia".
Włodek Pawlik Trio wykonało kompozycje z wydanego w 2006 r. krążka "Anhelli" oraz nagrodzonej Grammy płyty "Night in Calisia". fot. Łukasz Unterschuetz/ Trojmiasto.pl
Choć wielu słuchaczom doskwierał chłód, atmosfera na widowni była niezwykle gorąca.
Choć wielu słuchaczom doskwierał chłód, atmosfera na widowni była niezwykle gorąca. fot. Łukasz Unterschuetz/ Trojmiasto.pl
Gwiazdą wieczoru miał być wprawdzie Gregory Porter, ale czy występ tria Włodka Pawlika, laureata tegorocznej Grammy, można uznać za support? Z pewnością nie! Na "Grammy Winners Night" złożyły się więc dwa równorzędne, półtoragodzinne koncerty, w wykonaniu gwiazd największego formatu.

Włodek Pawlik już na początku występu, niby żartem nawiązał do tego, że jego zwycięska płyta "Night in Calisia" nadal jest bardziej popularna w USA i Japonii niż w Polsce. Niemniej jednak miłośnikom jazzu, którzy w dużej mierze wypełnili widownię Opery Leśnej, album ten wydawał się doskonale znany. Pawlikowi towarzyszyli muzycy, którzy brali udział w nagraniu zwycięskiej płyty - znakomity basista Paweł Pańta i wielokrotnie uznawany za najlepszego polskiego perkusistę jazzowego, Cezary Konrad.

Artyści rozpoczęli swój występ od utworów z płyty "Anhelli" z 2006 r., będącej wynikiem inspiracji Pawlika poematem Juliusza Słowackiego o tym samym tytule. Każdy z utworów stanowił rodzaj muzycznej narracji. Fortepian, chwilami bardzo liryczny, prowadził dialog z pozostałymi instrumentami. Akcja nawarstwiała się, prowadząc do kulminacji, przypominającej brawurowe jam session. Artyści z jednej strony urzekali muzyczną wrażliwością, z drugiej - wprawiali w zachwyt wirtuozerskimi, błyskotliwymi solówkami. W wykonaniu Włodek Pawlik Trio usłyszeliśmy m.in. tytułowe "Anhelli", "Kind of blues" (utwór skomponowany przez syna Włodka Pawlika, Łukasza), czy nastrojowe "Elenai".

Na zakończenie wykonane zostały trzy kompozycje z nagrodzonego Grammy albumu "Night in Calisia" i choć była to wersja na trio jazzowe, w niczym nie ustępowała tej oryginalnej, nagranej z amerykańskim trębaczem Randym Breckerem i Orkiestrą Filharmonii Kaliskiej. Tytułowym utworem z tej płyty artyści zamierzali zakończyć swój występ, a jednak publiczność nie pozwoliła im tak szybko zejść ze sceny, gromkimi brawami i owacją na stojąco domagając się bisu.

Kiedy na scenie pojawił się Gregory Porter, na widowni zapanowała euforia. Artysta od pierwszej chwili oczarował publiczność swoim aksamitnym barytonem oraz przepięknymi kompozycjami, pochodzącymi z trzech dotychczas wydanych płyt - debiutanckiego albumu "Water", z 2010 r., eklektycznego krążka "Be good" oraz nagrodzonego Grammy Liquid Spirit.

Piosenki Gregorego Portera to kompilacja stylów. W partii wokalnej można doszukać się licznych nawiązań do R&B, soulu czy bluesa, akompaniament natomiast zachwyca jazzowa finezją. Sam Porter sprawiał wrażenie natchnionego romantyka, człowieka niosącego przesłanie. Towarzyszący mu muzycy byli zdecydowanie bardziej dynamiczni. Wśród nich szczególnie wyróżniał się saksofonista Yosuke Sato, który przeplatał nastrojowe fragmenty wokalne brawurowymi, zadziornymi solówkami.

Słuchacze byli oczarowani i bezbłędnie rozpoznawali każdą z piosenek już po pierwszych dźwiękach. Największy aplauz zebrały przeboje "Hey Laura", "Liqiud Spirit", czy "Be good". Jeszcze przed zakończeniem ostatniej z programowych piosenek, "1960 What?" fani poderwali się z miejsc i nagrodzili artystę owacją na stojąco, otrzymując w podziękowaniu za ciepłe przyjęcie "Real Good Hands" na bis.

Przeszło trzygodzinne wydarzenie okazało się nie lada gratką dla miłośników jazzu. Artyści, jak na laureatów Grammy przystało, zaserwowali słuchaczom niesamowite, żywiołowe i energetyczne show. Dużym plusem było ustawienie telebimów, dzięki czemu nawet osoby zajmujące miejsca w dalszych sektorach mogły bez trudu przyglądać się temu, co działo się na scenie. Nagłośnienie, jak na warunki Opery Leśnej, było bardzo dobre - zdarzały się wprawdzie przebicia i odbicia dźwięku (szczególnie w bocznych sektorach) , aczkolwiek nie na tyle duże, aby utrudniały w znacznym stopniu odbiór muzyki.

Najbardziej przeszkadzało natomiast przemieszczanie się słuchaczy po widowni w trakcie trwania całego koncertu - w takich warunkach trudno skupić się na muzyce. Jeszcze gorsze wrażenie robiło wychodzenie z koncertu w trakcie ostatniego utworu.

Zobacz fragment występu Gregorego Portera.

Zobacz fragment występu Gregorego Portera.

Zobacz fragent występu Włodek Pawlik Trio.

Zobacz fragent występu Włodek Pawlik Trio.

Opinie (13)

  • Czy Gregory Porter wystapi ze swoim synem

    Harrym?

    • 11 8

  • Grammy (2)

    Występ dwóch tegorocznych laureatów Grammy, a na widowni może 60% publiczności. A na koncercie Thomasa Andersa, który gra z półplayback'u cała Opera. Polakom gratulujemy gustu muzycznego!

    PS. Drugą sprawą jest tzn. gastronomia na terenie Opery. Żena PL.

    • 21 3

    • gastronomia?

      te hot dogi za piątaka?

      • 2 1

    • GRAMY, przez 1 ''m'' a nie dwa ''m''. Pozdrow.

      • 0 6

  • opera leśna

    Opera leśna to nie jest miejsce dla takiej muzyki. Jak tam słuchać jazzu, gdy w jedna stronę przechodzą ludzie z piwkiem a w drugą wysikać się po piwku...

    • 21 3

  • dramat! (3)

    To,co wyprawiali ludzie na widowni do skandal i totalny brak kultury! Wychodzenie podczas koncertu to obraza dla artysty! Ale najważniejsze,zeby być pierwszym na parkingu!!!

    • 17 3

    • (2)

      Pawlik to przegiecie. Zarozumialy bufon. Przyszedlem na Portera, a nie zeby sluchac przedluzajacych sie wypocin Pawlika. Perkusita genialny. Basista gral jakby mu ktos zaciagnal reczny. Koncert Pawlika powinni okroic do polowy...

      • 6 8

      • (1)

        Wychodzenie podczas koncertu w zamkniętym pomieszczeniu - owszem, przykra sprawa. Wyjście między jedną piosenką a drugą, bo z zimna już się nie mogło wytrzymać - co w tym złego?
        Pawlik bufon, basista i perkusista poezja. Porter przewidywalny, acz b. dobry.

        • 6 2

        • To trzeba się ciepło ubrać, w Operze Leśnej jest właściwie zawsze zimno... A wychodzący ludzie zawsze irytują... Coś mi się zdaje, że liczba wychodzących wynikała z ilości darmówek dla Jeppesena...

          Porter absolutny mistrz, zresztą jego zespół też. Niesamowicie swingowali...

          Włodek Pawlik, no cóż, nic mi się w jego koncercie nie podobało. Pop jazz w stylu lat 80-tych mi się po prostu nie podoba... Ale często na żywo brzmi nieźle a osobowości muzyków niosą i gorszą muzykę, tu tego nie poczułem.
          I nigdy się nie spotkałem z takim burakiem i bucem na scenie jak Pawlik. Zresztą został przez część publiczności słusznie obśmiany za to prostactwo.

          • 3 0

  • Dziękuję Kombinatowi za przystępne ceny biletów!

    Dzięki temu mogłam być na tym wspaniałym koncercie kupując bilety po 60 zł:)

    • 12 0

  • "Brawurowe solówki" (1)

    ...nazywają się "improwizacje" i są istotą jazzu.

    • 4 2

    • Chyba,ze brzmią dokładnie tak samo jak na płycie. Wtedy z improwizacja maja niewiele wspólnego.

      • 1 0

  • Grammy

    Dlaczego wśród naszych laureatów Grammy pan dziennikarz nie wspomniał o dyrygencie Adamie Klocku i Orkiestrze Kaliskiej?

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

listopada

30

listopada

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Kultura

Muzyka Joanny Dudy w pierwszym polskim filmie Netfliksa
Muzyka gdańszczanki w filmie Netfliksa
Zmarł aktor Aleksander Skowroński
Zmarł aktor Aleksander Skowroński

Kulinaria

Jedzenie na telefon: testujemy pierogi
Jedzenie na telefon: testujemy pierogi
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Pierwszym dyrektorem Teatru Wybrzeże był: