Wiadomości

stat

Loco Star: A ty co dzisiaj zrobiłeś dla siebie?

Marsija: Mieliśmy plan, aby wyprowadzić się do Berlina. Na razie jednak postanowiliśmy zostać w Gdańsku.
Marsija: Mieliśmy plan, aby wyprowadzić się do Berlina. Na razie jednak postanowiliśmy zostać w Gdańsku. fot. Dominik Staniszewski / trojmiasto.pl

Aby promować swoją najnowszą płytę "Shelter" wybrali się aż do Nowego Jorku. Marsija i Tomek Ziętek z Loco Star opowiadają nam o swoich wrażeniach z pobytu na festiwalu CMJ, o tym jak się żyje w Polsce i jak połączyć związek uczuciowy z pracą zawodową.



Ziętek: Żeby zrobić karierę za granicą, trzeba być za granicą.
Ziętek: Żeby zrobić karierę za granicą, trzeba być za granicą. mat. prasowe
Borys Kossakowski: Czy jesteście aż tak dobrzy, że możecie występować jako reprezentacja Polski?

Marsija: Możemy, możemy.
Tomek Ziętek: Każdy może. A tak na serio, to Instytut im. Adama Mickiewicza ogłosił konkurs, nasz menadżer nas zgłosił. Nawet o tym nie wiedzieliśmy. Instytut często wysyła polskie kapele w świat.

Czy polskie kapele mają szanse na karierę zagraniczną?

tak, przykładem tego jest np. L. Możdżer

19%

raczej tak, ale udaje to się tylko nielicznym, wybitnym artystom

49%

raczej nie - to jak strzelić szóstkę w totka

17%

zdecydowanie nie, na Zachodzie są tysiące lepszych kapel

15%
Jak wrażenia z wyjazdu do Nowego Jorku?

T: Obawialiśmy się tego wyjazdu, zwłaszcza frekwencji na naszym koncercie. Na CMJ było 1500 zespołów. Znajomi muzycy ostrzegali nas, że czasem na takich festiwalach się gra do pustej sali. W naszym przypadku było inaczej. Klub na 150-200 osób był wypełniony po brzegi. Ale trudno powiedzieć jakie zrobiliśmy wrażenie na tamtym środowisku.

M: W ciągu dnia uczestniczyliśmy w różnych spotkaniach, wykładach. Wynika z nich jednoznacznie, że na sukces zespołu pracuje cały sztab: menadżer, osoby związane z kreacją i promocją. Sam zespół też nie może ograniczać się do robienia muzyki. Podstawowe pytanie to: co dzisiaj zrobiłeś dla swojego zespołu?

Z jakim nastawieniem tam jechaliście? Podbić cały świat?

T: Szczerze mówiąc sprawy organizacyjne nas zupełnie przytłoczyły. Wszystko było załatwiane na ostatnią chwilę. Dokumenty, bilety. Wizy dostaliśmy na dwa dni przed wylotem. Dopiero w samolocie mogliśmy się zacząć zastanawiać dokąd i po co my właściwie lecimy.

Planujecie karierę zagraniczną? Polski rynek wydaje się niegotowy na muzykę jaką gracie. Zbieracie dobre recenzje, ale to nie wszystko.

M: No tak, celebryci z nas żadni, skandaliści też.
T: Staramy się powoli dostosowywać do naszego rynku. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Żeby zrobić karierę za granicą, trzeba być za granicą.

Swego czasu planowaliście wyprowadzkę do Berlina. Chodziło o kasę czy o inspiracje?

M: Raczej chodziło o kontakty z artystami i wytwórniami.
T: Mieliśmy już wybraną dzielnicę, ale los ułożył się inaczej.
M: Berlina jednak nie odpuszczamy, ale musimy wiedzieć po co mamy tam jechać i co tam będziemy robić.

Czyli w Polsce żyje wam się dobrze?

T: Mogłoby być gorzej.
M: Ale mogłoby być także lepiej.

Żeby mieć hit musisz śpiewać po polsku. Wy konsekwentnie śpiewacie po angielsku.

M: To myślenie nieco archaiczne. Zależy dla kogo chcesz tę muzykę tworzyć. Wolę robić muzykę dla mniejszej grupy, ale dla takiej, która będzie odbierać ją tak, jak ja chcę ją przekazać. Nie chcę się specjalnie podkładać, żeby zyskać taką publiczność, na jakiej mi nie zależy. Jak zrobisz przebój, to ludzie przychodzą na koncert tylko dla tego przeboju. Jak go zagrasz na początku, to wychodzą.

A może was wcale nie interesuje wielka kariera?

M: Jasne, że chcemy grać jak najwięcej koncertów. Ale nie jesteśmy kapelą studencką, która gra mnóstwo koncertów, Juwenalia, plenery. Ja takiej muzyki nie trawię.

W USA istnieje zupełnie inna polityka finansowania sztuki. Państwo w ogóle się nie angażuje w finansowanie sztuki, w przeciwieństwie do krajów europejskich, które płacą artystom całkiem dużo. Który model jest zdrowszy?

M: W Stanach pieniądze na sztukę są, ale gdzie indziej. Są większe możliwości grania koncertów. W Polsce jest kilka dużych miast, w których się gra raz, dwa razy do roku i na tym koniec.
T: A w Polsce musimy szukać oszczędności. Mamy w planach stworzenie Loco Star Soundsystem i grać we dwójkę.

No właśnie - we dwójkę. Jesteście parą nie tylko na scenie. Konflikty małżeńskie nie przekładają się na muzykę? Co jest ważniejsze muzyka czy rodzina?

M: Rodzina.
T: Ale warto spełniać własne ambicje. To takie wahadło. Jesteś w trasie kilka dni, to zaczyna cię ciągnąć do domu. Jesteś za długo w domu, ciągnie cię na scenę. Jedno bez drugiego nie ma sensu.

Marsija, nie jesteś zazdrosna o pozostałe projekty Tomka? Oprócz Loco Star gra jeszcze w JazzOut, Mitch&Mitch, D4D.

M: Jestem dumna z tego, że gra! Wręcz uważam, że gra za mało.

Dzielicie obowiązki domowe w ten sposób, że dzisiaj Marsija robi obiad, a Tomek nagrywa trąbkę do piosenki? Kłócicie się o to, kto ma obierać kartofle, a kto układać beaty?

M: Ha, ha, trochę tak to wygląda. W muzyce nie ma między nami większych konfliktów. Na szczęście.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (7)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

17

sierpnia

Gdynia Aerobaltic 2018 Plaża Gdynia Śródmieście, Lotnisko Kosakowo

18

sierpnia

Techno Garden | Kuba Sojka Gdańsk, Protokultura

29

sierpnia

13. Festiwal Goldbergowski Gdańsk, Kościół Św. Trójcy, Akademia Muzyczna im. St. Moniuszki

Kultura

Zmarł Brunon Zwarra
Zmarł Brunon Zwarra
Humor Fredry a sprawa polska. O "Damach i Huzarach albo Play Fredro"
O "Damach i Huzarach albo Play Fredro"

Kulinaria

Jemy na mieście: Meat Shack BBQ - ciekawy mięsny projekt
Jemy na mieście: Meat Shack BBQ
Okiem dietetyka: czy bezglutenowe znaczy zdrowe?
Czy bezglutenowe znaczy zdrowe?

Planuj z nami tydzień

    Najczęściej czytane