Ludzie Trójmiasta: Dariusz Knyszyński, pierwszy barman Błękitnego Pudla

W drugiej połowie lat 90. w Błękitnym Pudlu bywali wszyscy: zamożni ludzie, którzy dorobili się majątku po 89. roku, bohema artystyczna i zwykli ludzie, którzy potrafili stać w długiej kolejce, aby dostać się do środka. O złotych czasach sopockiego lokalu przy Bohaterów Monte CassinoMapka, który 6 stycznia 2021 r. będzie świętować 25. urodziny, opowiada nam jego pierwszy barman, Dariusz Knyszyński. To kolejny bohater lubianego przez czytelników portalu cyklu "Ludzie Trójmiasta".



Restauracje w Trójmieście


"Darek, otwieramy knajpę!"



Trwają lata 90. Dla wielu czas prosperity, która przyszła wraz ze zmianami po 1989 r. Otwierają się nowe biznesy, a wraz z nimi pojawiają się pierwsi milionerzy, kwitnie życie towarzyskie i artystyczne. Powstają też nowe miejsca, które skupiają wokół siebie lokalną bohemę i środowisko biznesmenów. Jednym z nich jest powołany do życia na początku 1996 r. Błękitny Pudel, działająca do dziś sopocka restauracja. Od samego początku towarzyszył jej Dariusz Knyszyński, pierwszy barman.

- Z zawodu jestem geodetą. Gdy upadła tzw. komuna, upadł też projekt elektrowni Żarnowiec, gdzie zacząłem pracę wkrótce po maturze. Tak się moje losy potoczyły, że wylądowałem za ścianą Błękitnego Pudla, u mojej koleżanki, która otworzyła tu w 1991 r. elegancki butik.
To on, gdy jeszcze pracował w butiku, pomagał młodziutkiej Ani Przybylskiej wyszykować się na pierwszą sesję zdjęciową.

- Miałem przyjemność wybrać dla niej srebrną sukienkę, świetnie w niej wyglądała, choć była na nią odrobinę za duża. Polubiliśmy się. Potem Ania często wpadała do Pudla i tym swoim charakterystycznym, zawsze śmiejącym się głosem mówiła do mnie: Daro, masz jakiś nowy dowcip? To były wspaniałe czasy, wszyscy się tu znali.
Chcesz się podzielić z nami swoją historią? A może znasz kogoś, o kim powinniśmy napisać? Czekamy na e-maile: ludzietrojmiasta@trojmiasto.pl

Niedługo później zakolegował się z sąsiadami butiku, państwem Herman, Ewą i Michałem, którzy prowadzili za ścianą galerię i którą z czasem przekształcili, wraz z aktorem Teatru Muzycznego w Gdyni, Krzysztofem Arsenowiczem, właśnie w Błękitnego Pudla. Otwarcie odbyło się 6 stycznia 1996 r. Tego dnia za barem zadebiutował również Dariusz Knyszyński.

- Pewnego razu powiedzieli mi: "Darek, otwieramy knajpę, będziesz barmanem!". Ucieszyłem się, bo miesiąc wcześniej urodził mi się syn, więc potrzebowałem drugiej pensji. To jednak oznaczało jeszcze więcej pracy. Finalnie w butiku pracowałem od godz. 10 do 18, a od 19 byłem barmanem aż do zamknięcia lokalu.
Pudel z założenia nigdy nie miał być "zwykłą" restauracją. Stworzona przez artystów, od początku przyciągała trójmiejską, a z czasem ogólnopolską bohemę.

- Hermanowie wzięli choreografów z Teatru Muzycznego, braci Bogaczyków, którzy zrobili z tego miejsca architektoniczną, eklektyczną perełkę. Takiego lokalu w Trójmieście wtedy nie było. Ustawiały się tu straszne kolejki. Nie było tu też dużo miejsca, więc nie wszyscy mogli się zmieścić.
Wbrew pozorom Pudel jednak nigdy nie aspirował do eleganckiej restauracji z wykwintnym jedzeniem, wręcz przeciwnie. Menu było krótkie i powtarzalne, a znajdowały się w nim trzy rodzaje pierogów, śledź z ziemniakiem, kaszanka, schabowy bez panierki i naleśniki.

- Bardzo zamożni ludzie tu przychodzili, aby zjeść tę kaszankę (śmiech) - wspomina Dariusz.

Barman musi lubić ludzi



Wszystkiego uczył się od podstaw. Obsługi gości, długiej listy drinków, etykiety. Lubił za to ludzi i chętnie z nimi rozmawiał.

- Zawsze to podkreślam, także na szkoleniach z etykiety, które prowadzę w restauracjach i hotelach w całej Polsce: nie musisz być ekspertem, ale jeśli lubisz ludzi, to zawsze sobie poradzisz. Musisz z nimi rozmawiać. Gdy miałem tabakę, czyli całą knajpę gości, to starałem się rozładowywać atmosferę żartami, a miałem ich całe portfolio. Czasem łapałem wzrokiem ludzi w tłumie i mówiłem: ty będziesz za 20 minut, ty za pół godziny, a ty za 45 minut. Nikt się nie dąsał.

Cykl Nowe Lokale w Trójmieście - bądź na bieżąco



Błękitny Pudel był w latach 90. lokalem z własnymi zasadami. Tradycją było m.in. zamykanie go o północy - bez znaczenia wtedy była liczba gości - cisza nocna była święta.

- Mieliśmy szkolny dzwonek z drewnianą rączką. Goście otrzymywali pierwszy dzwonek o godz. 23:30, o 23:45 były dwa dzwonki, o 23:55 już każdy musiał mieć zapłacony rachunek, a o północy był pusty lokal. Taka była tradycja, tak to było wymyślone i co ważne, goście tego pilnowali.
Zdarzył się jednak jeden wyjątek, w 1997 r. Akurat grał tej nocy w Operze Leśnej zespół ZZ Top, wtedy bardzo popularny. Obsługa nie była w stanie opanować gości, imprezowicze za nic nie chcieli opuścić lokalu.

- Byłem wtedy na zmianie tylko ja i jeszcze jedna kelnerka, a co więcej, pośliznąłem się i pękły mi spodnie, więc mogłem tylko pracować "przodem", co ograniczało moje pole działania (śmiech). Niemal do rana byli tu goście. To była rekordowa noc i rekordowy obrót. A rano właściciele mieli pretensje, że nie zamknęliśmy Pudla na czas (śmiech) - wspomina.
Wkrótce dołączył do niego inny, dziś dobrze znany barman w Sopocie Tomasz Jurgielewicz [obecny współwłaściciel klubu Wtedy w Sopocie - przyp. red]. Pracowali w systemie "tydzień na tydzień".

- Praca tydzień na tydzień była fajna, bo miałem sporo wolnego czasu. Dzięki temu zwiedzałem z rodziną Polskę, oczywiście maluchem. To były świetne czasy. Dobrze nam się też żyło.
2
miejsce: Restauracje
w rankingu Restauracje
Canis Restaurant
Gdańsk, Ogarna 27
9.5/10
+ Oceń

Oprócz pensji, mieli napiwki, i to wysokie. Tzw. nowobogaccy goście nie oszczędzali w Pudlu pieniędzy - potrafili dwustuzłotowym banknotem odpalać cygaro.

- Stać nas było np. na telefon komórkowy. W latach 90. to był szpan, przyjść z taką "cegłą" do roboty. Pierwszy telefon miałem Erickson, jeszcze nie Sony. Potem dorobiłem się do tego stopnia, że wziąłem w dwóch workach jutowych gotówkę i poszedłem kupić złote seicento na zamówienie w salonie Oliwie. W prezencie dostałem telefon komórkowy z numerem. Był to 1998 r., pracowałem tu raptem dwa lata.
Praca w Pudlu była ekscytująca i pełna zabawnych sytuacji. Nie było tu miejsca na nudę, a raczej na ciągłą spontaniczność i odnajdywanie się w niespodziewanych sytuacjach.

- Raz miałem poważny wypadek w pracy. Tu, gdzie jest to wgłębienie, gdzie stoi ta sofa [Dariusz wskazuje ręką - przyp. red.], schodziło się kilka schodów w dół, gdzie na dole, za stolik robiła kościelna ława. Niosłem wtedy trzy Bloody Mary, w Pudlu sami nasi stali goście, pełen lokal. Niestety pośliznąłem się i... Wszystko to trwało trzy sekundy, nie więcej. Widzę, jak te czerwone drinki spadają z tacy na siedzące obok panie, ja lecę za nimi. Uderzyłem klatką piersiową w stolik, zatkało mnie. One całe w soku, scena jak z horroru "Carrie". Ale przeżyły i nadal przychodziły (śmiech).
Dziś Dariusz Knyszyński pracuje u importera włoskich win Noma w Gdyni, zajmuje się szkoleniami z wiedzy o etykiecie oraz dystrybucją wina. Mieszka na Chełmie w Gdańsku. Zdjęcie wykonano podczas wieczoru wybornych deserów w Szmaragdowej Cafe w Gdyni (2019 rok).
Dziś Dariusz Knyszyński pracuje u importera włoskich win Noma w Gdyni, zajmuje się szkoleniami z wiedzy o etykiecie oraz dystrybucją wina. Mieszka na Chełmie w Gdańsku. Zdjęcie wykonano podczas wieczoru wybornych deserów w Szmaragdowej Cafe w Gdyni (2019 rok). fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

Wielce szanowni goście



Do Pudla przychodziło kilka typów gości i wszystkich szybko rozpracowywała obsługa lokalu. Byli np. herbaciarze, którzy mieli swoją ławkę. Zamawiali tylko herbatę, a tak naprawdę chcieli oglądać dziewczyny na Monciaku. Dostawali więc stolik na kwadrans, a potem kelnerka stawiała tabliczkę z napisem "rezerwacja". Albo gdy gość dumał za długo nad jednym piwem i nie zamawiał nic więcej, także szybko widział napis "rezerwacja".

- Pochodziliśmy wtedy i pytaliśmy grzecznie, czy nie smutno tu panu samemu i że zapraszamy do baru. Stoliki musiały rotować, ale też nie chcieliśmy gości urazić.
Za to przy barierce był tzw. stolik rezerwowy dla najsłabszych gości, którzy np. nie dawali napiwków. Ten stolik strasznie się kiwał, a do tego były dwa krzywe krzesła. To była słodka zemsta barmanów.

W "złotych latach" Błękitnego Pudla bywali tu wszyscy, także ludzie z półświatka, ale nigdy nie przeszkadzali obsłudze w pracy, nie było też żadnych haraczy. Weryfikowano gości na wejściu, więc gdy się dało, wpuszczano tych, którzy dobrze lokalowi życzyli.

- Najbardziej lubiłem postaci ze świata artystycznego. Raz zamknęliśmy lokal, gdy w środku była Renata Dancewicz, Jacek Cygan i wielu innych ludzi sztuki i zrobiliśmy grę "prawda czy wyzwanie?". Skończyliśmy grać, gdy na zewnątrz było jasno.
Bywał tu też często śp. Romuald Lipko z żoną. Wiąże się z nim zresztą zabawna historia.

- Pewnego razu odwiedził nas z żoną, która tego dnia miała na sobie wielki biały płaszcz do samej ziemi. W tym samym czasie była u nas moja koleżanka, stewardesa, która też była tu stałym gościem i tym razem przyszła ze znajomą. Państwo Lipko wyszli, a niedługo później wspomniana koleżanka prosi o rachunek i mówi, że śpieszy się na samolot. Po chwili przychodzi i pyta, co za drinki robię, bo jej płaszcz jest na nią za ciasny. Okazało się, że pani Lipko miała identyczny i wychodząc wcześniej, pomyliła się i zabrała płaszcz mojej koleżanki. Szybko wsiedliśmy do malucha i pojechaliśmy do Domu Artysty w Sopocie, niedaleko Grand Hotelu. Schodzi pani Lipko, płaszcz niesie, przeprasza. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Materna także lubił tu przychodzić, Adam Michnik i Adam Hanuszkiewicz także. Deweloperzy, dilerzy samochodowi (jeden tu nawet opijał swoje bankructwo), producenci muzyczni, artyści, raz w tygodniu zjawiała się Agnieszka Osiecka, miała tu zresztą swoje ulubione miejsce.

- Jest niedziela, przychodzi Janusz Gajos ze swoją małżonką, siadają i mówią, że słyszeli, że mamy świetne naleśniki. Zamówili też herbatę, którą podawaliśmy w porcelanie z Bolesławca. Podałem im zamówienie, poszedłem za bar i obserwuję ich. W pewnym momencie pan Janusz wstaje i idzie do mnie do baru z tą herbatą. Postawił filiżankę na blacie i mówi: "wie pan co, jest taka sprawa", wskazując palcem na odciśniętą szminkę na rancie. "Panie Darku, to nie jest mój kolor pomadki", dodaje. Faktycznie, musiałem przyznać, że to nie był jego kolor (śmiech). Cóż mogłem począć, przeprosiłem i przyniosłem nową herbatę. Wstyd, ale pamiętajmy, że w tych czasach nie było zmywarek, takie wpadki się czasem zdarzały.
Ale nie tylko Polacy trafiali do Pudla. Bywali też zagraniczni goście, m.in. amerykańscy żołnierze.

- W jedne wakacje trwały manewry marynarki amerykańskiej na Bałtyku, a żołnierze stacjonowali w Gdyni. Pamiętam, że tego dnia mieliśmy straszną tabakę, czyli lokal pełen gości i z trudem dawaliśmy radę. W pierwszej sali stał stół, przy którym można było posadzić maksymalnie 14 osób. Bardzo ciasno. Nikt też tam nie siadał, bo goście przychodzili parami i pozabierali krzesła. Przyszedł wtedy dzisiaj dobrze znany deweloper ze swoim wspólnikiem, zamówili kaszankę. Mówię im, że mam tylko jeden stół, ale żadnych krzeseł, więc mogę dać im dwa kegi, a na nie położyć poduszkę. Zgodzili się i tak usiedli - opowiada po latach Dariusz. I dodaje:

- Po chwili weszła drużyna czarnoskórych Amerykanów, chyba z dziesięć osób. Pytają o stolik, a ja znowu to samo: stół mam, ale bez krzeseł i cóż, muszę... przesadzić dwóch szanownych panów, aby usadzić przy ich stole Amerykanów. Grzecznie przeprosiłem i poprosiłem, aby zmienili miejsce. Żołnierze dostali do jedzenia kaszankę i byli absolutnie zachwyceni - nie tylko kaszanką, ale też tym, że siedzieli na beczkach i tak miło zostali potraktowani. Na koniec otrzymałem w podziękowaniu zapalniczkę Zippo, to było wtedy coś!

Gastro, moja miłość



Dziś Dariusz Knyszyński pracuje u importera włoskich win Noma w Gdyni, zajmuje się szkoleniami z wiedzy o etykiecie oraz dystrybucją wina. Mieszka na Chełmie w Gdańsku. Ciągle jest w trasie, wiecznie gdzieś jest coś do zrobienia.

Co czuje, gdy po latach odwiedza Błękitnego Pudla?

- Cieszę się, że nadal młodzi ludzie mogą tworzyć to miejsce, ale rzadko tu bywam. Moje odejście z Błękitnego Pudla było dość emocjonalne, choć także po rozstaniu odwiedzałem to miejsce. Lubiłem tu zajrzeć, zwłaszcza w piątki. Te czasy już jednak nie wrócą, były kolorowe, zwariowane. Naprawdę czuliśmy wtedy, że żyjemy.
Ps. Jest jednak ziarno prawdy w powiedzeniu, że "niedaleko pada jabłko od jabłoni" - syn Dariusza, Łukasz, poszedł w ślady ojca i dziś jest barmanem w popularnym gdyńskim barze "Białe wino i owoce".

Opinie (99) ponad 10 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Ciekawy artykuł dla wszystkich zastanawiających się, czy to możliwe, że lokale na Monte przynoszą straty po sezonie:)

    • 34 3

  • Szmaragdowa z jednego zdjecia juz dawno zamknieta (3)

    Lata 90" złote czasy polskiej gastro. Brak kamer, systemów inwentaryzacji. Wal gonił wala

    • 34 2

    • To co ten facet opisuje to masakra w podejściu do klienta. On teraz robi szkolenia?? Co się dziwić jeśli Seicento miał złote.. Uczył się manier od nowobogackich to i takie ma..

      • 22 5

    • to jak w gdanskim urzedzie caly czas

      • 1 1

    • Szmaragdowa nie zamknięta, tylko przeniesiona na Świętojańską

      • 0 0

  • (2)

    Pamiętam, jak pod koniec lat 90 zostaliśmy z kolegą wyproszeni z Błękitnego Pudla, bo za długo siedzieliśmy nad piwem. Nie była to grzeczna i miła prośba, choć jeszcze nie dzisiejsze "W********ać". No ale kto by dbał o studentów, jak mógł wpaść Janusz Gajos z żoną.
    To była moja ostatnia wizyta w tym lokalu.

    • 82 10

    • Zmiana.

      Dziś takie sytuacje w Pudlu się nie zdążały. Personel jest cudowny

      • 0 7

    • Dokładnie tak. Zmanierowane zarozumialstwo. Ciasnota, smród starych mebli i "wożonko" obsługi

      Wielka bohema. Połowa tych "artystów" to ci, którzy jedynie sami siebie uważali za artystów i za takich chcieli uchodzić (podobnie w ówczesnym czasie było w Spatifie).

      • 9 0

  • (6)

    A To nie była wcześniej Teatralna w tym samym miejscu, kiedyś często za małolata tam się przesiadywalo

    • 4 20

    • Teatralna

      Była w budynku obok :)

      • 12 0

    • Teatralna

      Tez wspaniałe wspomnienia ...herbata na 4 osoby

      • 5 1

    • Teatralna (1)

      Teatralna była tam gdzie teraz Szydłowski

      • 15 0

      • I miała antresolkę :)

        • 6 0

    • Teatralna

      Teatralna była niżej, obok Spatifu.wiem bo pracowałam tam.

      • 4 0

    • W tym miejscu był ZURT. Tam kupowałem jeszcze czarno-białe TV.

      • 1 0

  • (1)

    ZZ Top zagrali w Operze Lesnej w 1996 roku. No i w nadal są tak samo popularni.

    • 15 3

    • Ale tak im się w Pudlu podobało, że

      Zostali dłużej

      • 6 0

  • (4)

    "W drugiej połowie lat 90. w Błękitnym Pudlu bywali wszyscy: zamożni ludzie, którzy dorobili się majątku po 89. roku"

    To szybko sie dorobili tych majatków :)

    • 35 5

    • Ktoś za nich zarobił.

      • 5 0

    • Tak dokładnie..

      Wtedy zaczęła wypływać kaszanka nie mylić ze śmietanka artystyczno-towarzyska od połowy 90 i to zaczął być początek końca w Zopotach

      • 11 4

    • W Polsce w tamtm czasie nie płaciło się praktycznie żadnych podatków. Ludzie znacznie szybciej i łatwiej zarabiali pieniądze.

      • 5 6

    • Celny

      wtręt!

      • 1 0

  • Opinia wyróżniona

    (11)

    Byłem nastolatkiem wkraczającym w świat dyskotek. Jeździło się do Sopotu. To był inny świat. Dosłownie i w przenośni. Pudel był nawet wzmianka w Reichu. Imprezy. Nieśmiałe wejścia do Fantomu gdzie jeden z bramkarzy(wielki) zapytał czy nie za młody jestem hehe. Później na dyskotekę w łazienkach... W międzyczasie kebab mniammm. Nawet s.p. Nikosia się widywało. To był inny świat. Pozdrawiam Wszystkich którym było tak wspaniale.

    • 90 7

    • Czasy mojej młodości i randki w pudlu.

      • 8 1

    • (1)

      To musialeś również bywać w Bunglu :)
      To byly czasy w ktorych królowały krótkie kowbojki i seledynowe marynarki :)

      • 9 2

      • No z tymi ..

        Seledynowym marynarkami to trochę przesadziłeś ...

        • 7 1

    • (1)

      Wielki bramkarz z Fantomu to wielce prawdopodobne że to Śp. Pan Czesław ze Stogow

      • 13 0

      • Znalazł się ktoś większy?

        • 2 0

    • Non stop, fantom spatif

      Jak miałem 15 lat to tam bywałem. Domalowawszy wcześniej wąsa i but na koturence;)

      • 9 1

    • (3)

      A niby co miał takiego Nikoś, ze go tak wyświęcasz w swoim wpisie? Wystarczyło napisać odstrzelony bandyta, złodziej i sutener nikos i tyle

      • 19 15

      • Nikt nie wyświęca. Był po prostu znana osoba.

        • 20 3

      • (1)

        Miał to, ze był dla zwykłych śmiertelników normalny, przechodząc w zatłoczonej knajpie, mówił przepraszam, pilnował porządku i spokoju. Nie miał palmy jak młode wilki

        • 19 1

        • pilnowal porzadku bo byl wtyka milicji.

          • 6 1

    • Dyskoteka na tarasach

      Kto pamietata kolo rotundy

      • 7 1

  • Darek amant (1)

    Jak Darek opowie o winie to się robi ciepło

    • 3 11

    • to gosc nie moze 30 minut pic piwa jak czlowiek? czego on uczy?

      Byli np. herbaciarze, którzy mieli swoją ławkę. Zamawiali tylko herbatę, a tak naprawdę chcieli oglądać dziewczyny na Monciaku. Dostawali więc stolik na kwadrans, a potem kelnerka stawiała tabliczkę z napisem "rezerwacja". Albo gdy gość dumał za długo nad jednym piwem i nie zamawiał nic więcej, także szybko widział napis "rezerwacja".

      Czytaj więcej na:
      https://rozrywka.trojmiasto.pl/Ludzie-Trojmiasta-Dariusz-Knyszynski-pierwszy-barman-Blekitnego-Pudla-n150137.html#tri

      • 7 0

  • Pudel, jak Złoty Ul. Kultowe miejsce. (2)

    Ech...ileż ja tam lasek zabierałem na drinka, a potem kolacja ze śniadaniem :)

    • 19 14

    • Ja nawet brodę dla ciebie zgoliłam.

      • 41 0

    • Pamietam, nigdy nie widzialam mniejszego

      To byly czasy...

      • 16 1

  • Cudowne miejsce (1)

    Sam spotykałem w Pudlu wspaniałych ludzi z całego świata. Największe wrażenie zrobił na mnie wspaniały inteligentny Pan profesor z Niemiec który ma na klatce piersiowej wytatuowanego Błękitnego Pudla. Przychodzi od 20 lat często z mamą bardzo piękną i mądrą kobietą z typu takich które są jaj dobre wino. Magiczne miejsce tworzą wspaniali ludzie. Oby Pudel zawsze trwał.

    • 12 15

    • Z tą cudownością

      To bym nie przesadzał

      • 10 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jarmark Bożonarodzeniowy
Jarmark Bożonarodzeniowy
jarmark
lis 19-24.12
g. 12:00 - 20:00
Gdańsk, Targ Węglowy
Aga Zaryan Christmas Songs
Aga Zaryan Christmas Songs
kolędy i pastorałki
gru 12
niedziela, g. 19:00
Gdańsk, Stary Maneż
Tymek
Tymek
hip-hop
gru 16
czwartek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Fląder Festiwal odbywa się na plaży w: