Wiadomości

Łukasz Kowalczuk o komiksach, wrestlingu i Reptilianach

"W moim domu rodzinnym była bardzo żywa tradycja czytelnicza. Takie czasy, że rynek był mniejszy, ale kupowało się wszystko. Łapię się za głowę, kiedy słyszę opowieści o rodzicach wyrzucających na śmietnik karton z komiksami."
"W moim domu rodzinnym była bardzo żywa tradycja czytelnicza. Takie czasy, że rynek był mniejszy, ale kupowało się wszystko. Łapię się za głowę, kiedy słyszę opowieści o rodzicach wyrzucających na śmietnik karton z komiksami." mat. prasowe / Joanna Kowalczuk

Z Łukaszem Kowalczukiem spotykam się w jego pracowni. Niewielkie pomieszczenie wypełnione jest książkami, figurkami i przyrządami do rysowania, trudno znaleźć miejsce na dyktafon. Od niedawna zajmuje się już tylko robieniem komiksów. W naszej rozmowie zdradził skąd czerpie inspiracje, jakie ma plany podboju świata oraz dlaczego jedynie wrestling jest prawdziwy.



Aleksandra Wrona: Podejrzewam, że jesteś jedną z niewielu osób na świecie, której mogę zadać to pytanie, więc nie odmówię sobie tej przyjemności. Co łączy wrestling z Reptilianami?

Łukasz Kowalczuk: Wrestling z Reptilianami łączę ja (śmiech), bo oba te motywy są mi bliskie, interesują mnie, lubię tę tematykę. W komiksie "Vreckless Vrestlers", wydanym dwa lata temu nakładem Kultury Gniewu, jedną najważniejszych postaci jest Sierżant Reptilion, który należy do moich najbardziej udanych pomysłów.

Twoja fascynacja wrestlingiem to jednak coś więcej niż motyw w komiksie. W "Tylko Wrestling Jest Prawdziwy" opowiadasz o swojej historii związanej z tym sportem.

Z hasłem "Tylko wrestling jest prawdziwy" spotkałem się pierwszy raz w amerykańskim zinie "Atomic Elbow", w którym na końcu każdego numeru widnieje ilustracja z hasłem "Only Wrestling is Real". Zresztą nawiązałem z "Atomic Elbow" współpracę i w jednym z ostatnich numerów znajduje się grafika z Ivanem Putskim, polskim wrestlerem i polskim hasłem "Tylko wrestling jest prawdziwy".

Wrestlerka z Gdańska: dziewczyna w ringu jest zawodniczką, nie ozdobą

Wielka Gala Wrestlingu KPW w Gdyni:



A w jaki sposób wrestling pojawił się w twoim życiu?

Całą tę historię zawarłem w komiksie "Tylko Wrestling Jest Prawdziwy", więc nie chciałbym za dużo zdradzać. Wrestling to jeden z produktów kultury śmieciowej, popularnej, zachodniej, który dotarł do nas na przełomie lat 80. i 90. W przypadku moim i moich kolegów z podwórka trafił na bardzo podatny grunt. To taki komiks superbohaterski na żywo, bardzo mi się to spodobało. Później wrestling zszedł trochę na dalszy plan, wrócił po latach, przy okazji pracy nad komiksem. Zacząłem oglądać archiwalne gale i programy telewizyjne - ta miłość odżyła i trwa do dzisiaj. Do tego stopnia, że częściej oglądam wrestling, niż czytam historyjki z trykociarzami.

O "Vreckless Vrestlers" mówisz: "To hołd złożony popkulturze lat 80. i 90. - wrestlingowi, zabawkom, kreskówkom, historyjkom obrazkowym i grom. Rzeczom, które nadal sprawiają mi mnóstwo radości i zawsze będą wielką inspiracją."

Jeśli masz możliwość połączenia pasji z pracą, powinieneś z tego skorzystać, chociaż spróbować. Bo inaczej co poniedziałek idziesz do pracy ze strasznym bólem i oglądasz tam memy o tym, że niedługo będzie piątek, więc pójdziesz się napić.
Jest to moje główne źródło inspiracji, ale nie jedyne. Na moich półkach pełno jest rzeczy z lat 80. i 90., ale są też nowsze pozycje. Staram się oglądać nowe filmy i seriale, choć łapię się na tym, że najbardziej podobają mi się te inspirowane minionymi dekadami, jak np. "Stranger Things". Nie było określonego momentu, kiedy to stało się pasją. Do tworzenia komiksów wróciłem na studiach i wtedy wróciłem też do rzeczy, które podobały mi się, kiedy byłem dzieckiem, a nie miałem wtedy do nich dostępu. Teraz mogę obejrzeć każdy film, przeczytać każdy komiks, zamówić w Internecie wymarzoną figurkę. Zacząłem uzupełniać braki, no i tak mi zostało. To niewyczerpane źródło, myślę, że nigdy nie nadrobię zaległości, nie mam szans! Mam też ogromny szacunek do takich twórców jak Janusz Christa, Tadeusz Baranowski czy Jerzy Wróblewski, bo wychowałem się na ich komiksach. Jednak nie ukrywam, że wolę zagraniczne produkcje.

Skończyłeś filologię polską. Czy był w twoim życiu moment, kiedy pomyślałeś, że trzeba skończyć z komiksami i zająć się czymś "poważnym", np. uczyć języka polskiego?

Zanim zająłem się zawodowo komiksem, robiłem naprawdę dużo różnych rzeczy. Jeszcze sześć lat temu wstawałem np. o 5:00 rano, rysowałem dwie godziny, a potem jechałem do biura, żeby zająć się czymś "poważnym". Powrót do komiksu zbiegł się w moim życiu z małżeństwem i przeprowadzką, było mnóstwo pracy, ale nikt nigdy nie powiedział mi, że komiksy są stratą czasu. To było moje hobby, pasja, przyjemność. W moim domu rodzinnym była bardzo żywa tradycja czytelnicza. Takie czasy, że rynek był mniejszy, ale kupowało się wszystko. Łapię się za głowę, kiedy słyszę opowieści o rodzicach wyrzucających na śmietnik karton z komiksami. Jeszcze na studiach zacząłem uczyć się projektowania graficznego, co stało się moim zajęciem na lata. Pracowałem też w kulturze, m.in. przy organizowaniu festiwali, ale zawsze marzyło mi się połączenie mojej pasji z pracą.

We wrześniu udzieliłeś wywiadu, w którym powiedziałeś, że za kilka miesięcy planujesz żyć z komiksu. Udało się?

Tak, powiedziałem, że to kwestia kilku miesięcy i to się sprawdziło. Zrezygnowałem ze współpracy z firmami, dla których robiłem grafikę. Podjąłem ryzyko, ale potrzebowałem tego kroku. Prawie dwa lata pracowałem w firmie, która produkuje skarpetki dla dzieci, projektowałem skarpety i opakowania. Mimo fajnej atmosfery, szybko pojawiło się wypalenie i frustracja. Jeśli masz możliwość połączenia pasji z pracą, powinieneś z tego skorzystać, chociaż spróbować. Bo inaczej co poniedziałek idziesz do pracy ze strasznym bólem i oglądasz tam memy o tym, że niedługo będzie piątek, więc pójdziesz się napić. Weekend mija i znów do kieratu! Znałem moje możliwości, wiedziałem, że jeśli się postaram, poświęcę, to dojdę do tego pułapu, kiedy będę zarabiał robiąc tylko to, co lubię. Teraz wychodzę do pracy i wracam z niej z uśmiechem na ustach.

Dinozaury jako człekokształtne machiny zagłady, Radioaktywny Krzyż, Reptilianie... w jaki sposób te historie pojawiają się w twojej głowie? Gdzie jest ich źródło?

Moja głowa jest pełna takich obrazów, bo napchałem do niej tego wszystkiego obcując z kulturą śmieciową. Lubię opowiadać historie, może nie są one wyjątkowe i odkrywcze, pewnie nie zdobędę za nie Paszportu Polityki (śmiech). Aktualnie współpracuję ze scenarzystami, którzy mi te historie dostarczają i są to rzeczy dopasowane do mojego stylu i możliwości. Moim zadaniem jest dostosowanie tych scenariuszy, poukładanie, przełożenie na odpowiedni język. Wciąż chłonę, przetwarzam i kombinuję, jak opowiedzieć coś innego.

Zobacz także: Lubię rzeczy, które są dla mnie nowe. Wywiad z Tomaszem Bergmannem

Twoje pomysły rodzą się powoli czy są to raczej chwile olśnienia?

Czasem miewam takie olśnienie, jednak każdy pomysł wymaga też odpowiedniego researchu. Zanim zacznę pracę nad nowym projektem szukam podobnych tytułów, komiksów, powieści, opowiadań, filmów, żeby nie powtórzyć czyichś pomysłów, uniknąć klisz. Nie zawsze się udaje, ale patrz wyżej - nie zależy mi na tworzeniu odkrywczych dzieł. Zaczyna się od przebłysku, ale jego realizacja to proces, który wymaga dokładnego przemyślenia, naszkicowania, konsultacji ze scenarzystą.

Stworzyłeś też swoje własne małe imperium: komiksy, naklejki, figurki. Co było twoją motywacją? Fani?

Imperium to za duże słowo. Wraz z wydaniem "Vreckless Vrestlers" narodził się pomysł zrobienia do niego figurek i naklejek. To normalna praktyka na Zachodzie, nawet niezależni twórcy robią do swoich wydawnictw dodatkowe rzeczy, nazwijmy to "pamiątki". To, co robię, jest niszą w niszy, dlatego nie używam słowa "fan". Istnieje wokół mnie grono kilkudziesięciu odbiorców, którzy są raczej kolegami i przyjaciółmi, oni czekają na moje wytwory i je kupują.

Tworzysz też plakaty. Czy to sprawia ci taką satysfakcję jak komiksy?

Tworzenie plakatów opiera się na kompromisie, jako że nie należę do specjalnie drogich artystów rzemieślników, ktoś, kto zwraca się do mnie z prośbą o plakat, musi dać mi swobodę. Zakładam, że wie, w jakim będzie to stylu. Staram się, żeby na plakatach była jakaś historyjka, styl, liternictwo, po którym będzie widać, że jest to moja praca. Satysfakcja jest chyba taka sama.

Współorganizowałeś też SzlamFest. Co wyróżnia ten festiwal?

Na Szlamfeście mogliśmy zorganizować atrakcje, które nie mogłyby znaleźć się na innych imprezach związanych z komiksem czy w ogóle kulturą popularną. Szykujemy właśnie kolejną edycję, ale nie mogę jeszcze podać żadnych konkretów. Pierwsza edycja wprowadziła do tego typu imprez nową jakość, był solidny blok komiksowy, VHS Hell, retro gry, wystawy, no i wrestling. Miejsce, czyli duży klub muzyczny, sprawił, że Szlamfest nie przypominał zwyczajnego, smutnego konwentu. Różniło się to też od coraz popularniejszych Comic Conów, które chociaż mają w nazwie komiks, to nie zawierają go za wiele, a ich gwiazdami są aktorzy serialowi. Nie mam zamiaru brać w czymś takim udziału.

Zobacz także: Szlamfest, czyli wrestling, gry i komiksy w B90

Czy w twoich komiksach warto doszukiwać się głębszego sensu i przesłania dla następnych pokoleń? A może chodzi jedynie o to, żeby dobrze się bawić?

Sam nie wiem... Na pewno nie ma tam przesłania w stylu "dobro zawsze zwycięża", wręcz przeciwnie (śmiech). Zawsze jest jakiś przekaz, choćby miało to być "bawcie się dobrze". Tworzę komiksy, które sam chciałbym czytać, które stanowią ucieczkę od świata zewnętrznego, są one rozrywkowe, nie mają skomplikowanej fabuły, skupiają się na akcji. Inteligentny czytelnik zawsze wyciągnie z tekstu coś więcej, pewne rzeczy nie muszą być podane dosłownie, przejawiają się w doborze tematyki, postaci, w szczegółach. Nie doszukiwałbym się natomiast w moich komiksach głębszego przekazu filozoficznego.

Inteligentny czytelnik zawsze wyciągnie z tekstu coś więcej, pewne rzeczy nie muszą być podane dosłownie, przejawiają się w doborze tematyki, postaci, w szczegółach.
Gdybyś mógł przenieść się w czasie, cofnąłbyś się do lat 90. czy raczej ruszył w przyszłość, żeby przekonać się, czy w XXV w. odbędzie się prawdziwa radioaktywna apokalipsa?

Na pewno nie w przyszłość! Możliwe, że w XXV w. nie będzie już tej planety. Cofając się w czasie chciałbym też przenieść się w miejscu. Możemy nostalgicznie wspominać lata 80. i 90., ale prawda jest taka, że byłem wtedy dzieciakiem, który nie zauważał mnóstwa rzeczy. Polska lat 80. była smutna, pierwsza połowa lat 90. wcale nie była weselsza. Moja nostalgia za latami 80. nie jest nostalgią za PRL-em. Gdybym mógł się cofnąć, mając tyle lat co teraz, wybrałbym lata 80. w Stanach, Japonii czy Europie Zachodniej. Zagranica nie była wolna od problemów, ale nie przeniósłbym się w czasie i przestrzeni, żeby analizować sytuację polityczną, tylko żeby pójść do salonu gier arcade, normalnego kina albo sklepu z komiksami.

Twoje komiksy znane są nie tylko w Polsce. Pojawiły się we Francji, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Niemczech... Masz swój plan podboju świata?

Większość projektów, nad którymi aktualnie pracuję, to projekty pisane przez zagranicznych scenarzystów. W związku z tym ukażą się najpierw w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Wielkiej Brytanii. W przyszłości bardzo chciałbym pracować dla jednego z większych amerykańskich wydawnictw, nie mówię tu o DC czy Marvelu, bo znam swoje możliwości, bardziej chodzi mi o mniejszych amerykańskich wydawców, ale nadal dużych i rozpoznawalnych - IDW, Dark Horse, BOOM!, Dynamite czy Image. Teraz mozolnie buduję swoją markę, występuję w różnych antologiach, współtworzę mniejsze projekty, wszystko staram się robić najlepiej, jak potrafię w danym momencie. Kiedyś chciałbym pracować nad serią, którą sam czytam i lubię. Rysowanie Żółwi Ninja to by było coś.

Nad czym teraz pracujesz?

Skończyłem pracę nad komiksem, który się ukaże w Wielkiej Brytanii. Opowiada o demonicznym samuraju i problemie alkoholowym, na poważnie. Zdarza mi się też pisać scenariusze rysowane przez innych artystów. Lada chwila ukaże się Rad Erwank zilustrowany przez Jacka Teagle'a. Teraz rysuję komiks o Kaijoe - wielkim potworze robotniku. Potem w kolejce jest zeszyt o ninja inspirowany filmami klasy Z, punkowa wariacja na temat Frankensteina... Do tego na tapecie jest zawsze kilka mniejszych zleceń. Krótkie historyjki albo ilustracje. Od jesieni mam nadzieję ruszyć w Rumi z cyklem warsztatów komiksowych dla zaawansowanych.

Kusi cię jeszcze czasem komentowanie rzeczywistości jak za czasów Nienawidzę Ludzi?

W żadnym wypadku! Nie przekonasz tych, którzy są pewni swoich racji, a odnoszę wrażenie, że nie ma innych ludzi w internecie. Takie bieżące komentarze sprowadzają się więc już tylko do uzależnienia od lajków, śledzenia postów, "dyskusji" z trollami. Poczułem, że te rysunkowe komentarze niewiele zmieniały. Dodatkowo wiele z nich bardzo szybko się przeterminowało. Szkoda czasu. Mam określone poglądy, nie ukrywam ich i nie powinien tego robić żaden twórca. Moje komiksy w jakimś stopniu to odzwierciedlają. To głupie komiksy dla mądrych ludzi, więc czytelnicy szybko się tu odnajdują.

Opinie (6) ponad 10 zablokowanych

  • napisałbym coś (1)

    dla mnie kopia stylu od kolegów Hamerykanów. Wystraczy zobaczyć "Super Jail" albo "Ugly Americans". Niech zrobi jakąś deliryczną animacje we współczesnych realiach dekadencji i wyśle do Adult Swim.

    • 2 1

    • może zrób to sam? nie jestem fanem komiksu, ale bez przesady.. komiksów i stylów jest tyle ilu ich twórców, i trudno nie uciec od porównań do różnych konwencji.

      • 3 4

  • Komiksy są dla dzieci, wrestling dla mężczyzn..

    • 5 12

  • Kibic, wracaj na Arkę!

    Brakuje takich wariatòw jak Ty i Daniel.

    • 9 0

  • Normalnie jak..

    ..celebryci wystepujacy w roli ekspertów.

    • 3 2

  • powodzenia

    • 0 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

września

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

11

października

10. Alternatywne Targi Ślubne Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Koncert skrzypcowy w zaskakującej scenerii
Koncert w zaskakującej scenerii
Roztańczony introwertyk. Artur Rojek w Starym Maneżu
Rojek w Starym Maneżu

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Szampańsko i rybnie. Kolacja komentowana w Grand Blue
Kolacja komentowana w Grand Blue

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Stand-uper pochodzący z Gdańska to: