Wiadomości

stat

Made in Poland: Za niczym nie gonimy

Piotr Pawłowski (drugi od lewej): "Ciemna gawiedź w rękach smutnych psychopatów" - to mi pasuje do naszych czasów, choć Gałczyński pisał tak o Polsce już w latach 30. U nas rzadko ceni się prawdziwe cnoty.
Piotr Pawłowski (drugi od lewej): "Ciemna gawiedź w rękach smutnych psychopatów" - to mi pasuje do naszych czasów, choć Gałczyński pisał tak o Polsce już w latach 30. U nas rzadko ceni się prawdziwe cnoty. fot. Marcin Pawłowski

Zespół Made in Poland ma obecnie bardzo silny związek z Trójmiastem. O zimnej fali, nowej płycie i reaktywacji formacji rozmawiamy z jednym z jej założycieli, Piotrem Pawłowskim.



Patryk Gochniewski: Nie ukrywam, że trochę zdębiałem w pierwszej chwili. Bo wasz nowy album to "Kult". A niedawny album Kultu to... "Made in Poland".

Piotr Pawłowski: Ta nazwa bardzo mi pasowała do tematyki naszej płyty. Przekonałem więc kolegów do tego pomysłu. Nie sądzę, żeby ktoś mógł te płyty pomylić - przecież nasze stylistyki są zupełnie różne i nie mam tu na myśli wyłącznie muzyki.

W ogóle ten tytuł idealnie wpisuje się w rzeczywistość, w której żyjemy. Bo nie ukrywajmy - to jest rodzaj kultu.

Tak, Polska jest obecnie krajem, w którym chamstwo, ignorancja i głupota stały się uświęcone, a więc otoczone kultem. "Ciemna gawiedź w rękach smutnych psychopatów" - to mi pasuje do naszych czasów, choć Gałczyński pisał tak o Polsce już w latach 30. U nas rzadko ceni się prawdziwe cnoty. Chodzenie na msze wystarcza.

Zobacz wszystkie rockowe koncerty w październiku


A czym dla was jest tytułowy kult?

Lubię to słowo, dobrze brzmi, choć jest nadużywane. Mamy wysyp "kultowych" rzeczy i zjawisk, które w rzeczywistości nimi nie są. Kultowy bar mleczny, kultowy autobus z czasów PRL, długo by wymieniać.

W ogóle to słowo bardzo często się pojawia w odniesieniu do Made in Poland: że zespół kultowy, legendarny. Jak ty, człowiek, który jest w składzie od początku, podchodzisz do tych określeń?

Podchodzę z dużym dystansem, zresztą mam dystans do samego siebie i ci, którzy mnie dobrze znają wiedzą, że tak jest. Nie wiem, dlaczego mielibyśmy być "kultowi" albo "legendarni". My po prostu jesteśmy twórcami mało popularnych utworów, które wykonujemy z pasją i zaangażowaniem. Nie umiemy inaczej. Mogę tak chyba powiedzieć też za kolegów. W przeciwnym razie sztuka nie ma sensu, jeśli samemu nie wchodzi się w nią na sto procent.

Zobacz także: Adam Kalinowski - Starałem się nie podejmować radykalnych decyzji


Nowe Made in Poland to tak naprawdę... The Shipyard plus Artur Hajdasz, który też był w pierwszym składzie. Od kogo wyszedł pomysł, aby właśnie tak to rozegrać?

The Shipyard to całkowicie odrębny byt. I pomimo, w pewnym sensie, unii personalnej nie łączyłbym tych tematów. Obecna edycja Made in Poland zaczęła się od tego, że wytwórnia Antena Krzyku postanowiła wydać "Martwy Kabaret" na winylu. W ślad za tym przyszło zaproszenie do zagrania tego archiwalnego materiału na ubiegłorocznym Off Festival. Wiedziałem, że Artur raczej wolałby zagrać te utwory na perkusji niż je śpiewać. Trzeba więc było pomyśleć o wokaliście, który by temu podołał.

I padło na Rafała Jurewicza.

Tak. Rafał Jurewicz wydał mi się od razu najlepszym możliwym wyborem. Pozostało tylko go do tego przekonać. Wiele rzeczy musiało się tu zgodzić, bo materiał był trudny, a czasu mało. A jeśli Rafał miał śpiewać, to Michał "Goran" MiegońMichał Młyniec dołączyli do tego projektu w sposób niejako naturalny. Dobrze się złożyło, że obaj się do tego idealnie nadawali. Goran, bo jest świetnym gitarzystą, równie innowacyjnym co Krzysztof Grażyński - nasz pierwszy gitarzysta, który zmarł tragicznie kilka lat temu. I potrafi śpiewać. Nawet po niemiecku.

A co powiesz o Młyńcu?

Bardzo przydała się jego wszechstronność, bo w MiP gra aż na trzech instrumentach. Uważam ten skład za najlepszy koncertowo w historii zespołu, dlatego też nasz występ na Offie został bardzo dobrze przyjęty, były następne propozycje koncertowe. Pojawił się też pomysł nagrania płyty studyjnej, którą od razu zainteresowała się Antena Krzyku. Nawiasem mówiąc, najlepiej rozpoznawana w świecie muzyki niezależnej polska oficyna wydawnicza. I tym sposobem opowiedziałem już chyba wszystko.

Zobacz także: ŁYKO - Czujemy wielką satysfakcję

Można powiedzieć, że znacie się jak łyse konie - łatwiej się w ten sposób pracuje?

Artur i ja gramy ze sobą z przerwami już naprawdę bardzo długo, ale ciągle siebie zaskakujemy. Myślę, że sporo sobie nawzajem zawdzięczamy. Dzięki setkom wspólnych prób i rozmów o muzyce mamy własny styl jako sekcja rytmiczna, raczej ciężko nas podrobić (śmiech). Natomiast z Arturem nigdy nie pracuje się łatwo. I tak było i tym razem. A z chłopakami z The Shipyard mam też już wiele wspólnych doświadczeń i to na pewno procentuje. Bardzo to sobie cenię. Można powiedzieć, że muzyka jest takim medium, które potrafi połączyć nawet bardzo odległe światy każdego z nas.



Zimna fala w Polsce, Made in Poland, to zawsze były zjawiska niszowe. A tu proszę - radiowa lista przebojów. Zaskoczenie? Czy wzrost zainteresowania nurtem nad Wisłą?

Tak, to dla nas spore zaskoczenie, nigdy nie myśleliśmy o listach przebojów. Nie wiązałbym tego jednak ze wzrostem zainteresowania zimną falą nad Wisłą. Dla mnie "zimna fala" jest tylko hasłem, ja w ogóle nie słucham muzyki "po gatunkach". Myślę, że całość naszego przekazu z płyty "Kult" mogła zrobić wrażenie na słuchaczach. Niewielu jest artystów, którzy bez ogródek śpiewają po polsku o tym, co tu i teraz, a tak są odbierane nasze teksty - pomimo swojego uniwersalizmu. Cieszę się, że ktoś to docenił.

Zawsze podkreślałeś, że gracie przede wszystkim dla własnej satysfakcji, że muzyka daje wam szczęście, ale jednocześnie nie ukrywałeś, że nie obraziłbyś się na popularność. Czy właśnie częstsze wizyty na falach radiowych mogą wam to zapewnić? To zapewne będzie się też wiązać z większą liczbą koncertów.

Nic się nie zmieniło, my za niczym nie gonimy. Być może fajnie jest być popularnym. Ja osobiście chciałbym jednak, żeby to nasza muzyka znalazła nowych słuchaczy. Muzyk ma kontrolę nad swoim dziełem tylko na etapie tworzenia - później zaczyna ono żyć własnym życiem. Chciałbym mieć jak najwięcej okazji do jej zaprezentowania, bardzo lubię grać koncerty. Natomiast żeby nasza muzyka dobrze zabrzmiała, muszą być spełnione określone warunki, a z tym bywa różnie.

Zobacz także: MaJLo - Zaczynam czuć większą przyjemność niż stres

Wracając do przerywanej historii zespołu - co zadecydowało o reaktywacji, która nastąpiła kilka lat temu?

Made in Poland istnieje wtedy, kiedy Artur i ja mamy na to ochotę w tym samym momencie. I ten moment raz na jakiś czas się zdarza. Nie istnieje żaden inny czynnik. Oczywiście, jeśli MiP już działa, to wkład innych osób w to, co powstaje może być bardzo duży. Bo ja zawsze jestem za demokracją w zespole.

Jak powstawał "Kult"? To zupełnie nowe kompozycje czy jest może tu coś, co nie weszło na "Future Time"?

Płytę nagrywaliśmy w dwóch studiach w Gdyni i jednym w Londynie, gdzie mieszka Artur. Następnie Piotr Pawlak pracował nad miksami, dokładając więcej przestrzeni, czasami proponując nowe rozwiązania konstrukcyjne. Nie ma tu żadnych pomysłów z "Future Time", są natomiast pomysły z lat 80., które nigdy nie miały swojej szansy być zrealizowane w studio. Nie jest to jednak rekonstrukcja historyczna, to w zasadzie zupełnie nowe podejście.

Nie chcę być niesprawiedliwy w stosunku do pozostałych członków, ale patrząc na twoje anegdoty na Facebooku, to robiłeś w życiu wiele rzeczy, doświadczyłeś wielu sytuacji, które spokojnie można by było spisać w formie książki.

Ta książka jest już w tak zwanym opracowaniu redakcyjnym. Jest tam jednak bardzo niewiele o Made in Poland. Ten zespół wymaga osobnej publikacji, na razie nie jestem na to gotowy (śmiech). Ale lubię pisać, ciągle to robię, więc z pewnością jeszcze coś o muzyce popełnię.

To były inne czasy, ale nigdy muzyka nie była w stanie zapewnić odpowiednich warunków egzystencji?

Nigdy nie chciałem być wyłącznie muzykiem. Jakoś tak się składało, że łączyłem to najpierw z nauką, a potem pracą. Jeżeli kiedyś żyłem wyłącznie z muzyki, to na studiach właśnie. Nie da się jednak utrzymać z tego rodziny, wie o tym każdy, kto interesuje się tak zwaną sceną niezależną. Od lat zajmuję się więc zupełnie innymi rzeczami, które nie są związane z muzyką - i to też mnie rozwija. A dla mnie to bardzo ważne. Nie jestem też ani wystarczająco dobry, ani zainteresowany graniem muzyki innych artystów.

Zobacz także: Kiev Office - Kosmopolityzm kontrolowany, dźwięki nieokiełznane

Czy Made in Poland wróciło na dobre, czy jak ta zimna fala - będzie przypływać i odpływać?

Nie wiem. Kompletnie się nad tym nie zastanawiam. W ogóle to wszyscy powinniśmy raczej myśleć, jak zmniejszyć zawartość dwutlenku węgla w atmosferze ziemskiej, żebyśmy my i nasze dzieci mieli gdzie żyć za kilkadziesiąt lat. Gdybym miał teraz dwadzieścia lat, właśnie o tym pisałbym piosenki.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (13)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

grudnia

Rewia - lata 20. lata 30. -... Gdynia, Konsulat Kultury

31

grudnia

Sylwester w Gdyni Gdynia, Skwer Kościuszki

31

grudnia

Sylwester Gdański Gdańsk, Park Oruński, Jar Wilanowski, Targ Węglowy, Molo w Brzeźnie

Kultura

Zaistnieć w grupie za wszelką cenę. O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
Nowy dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego
Nowy dyrektor Muzeum Morskiego

Kulinaria

Co zjemy i wypijemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?
Co zjemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów
Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane