Nagość u Mery Spolsky wcale nie taka kontrowersyjna. Emocje ponad wszystko

Mery Spolsky Live Act:

Monolog, piosenka aktorska czy raczej koncert? Wieczór, który przygotowała dla widzów w Starym Maneżu Mery Spolsky, trudno przypisać do jednej kategorii. Muzyczny monodram zatytułowany "Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj" był występem o nowej, ciekawej formie, a powstał na podstawie książki wydanej niedawno przez wokalistkę. Przekonaliśmy się też, czy odsłonięte fragmenty ciała Mery Spolsky rzeczywiście są kontrowersyjne.



Nadchodzące imprezy w Trójmieście


Wydarzenie zapowiadaliśmy w naszym Kalendarzu Imprez oraz w artykule z cyklu Planuj Tydzień - czytaj zawsze w czwartki o godzinie 10.


Czy zdarza ci się klikać w "clickbaitowe" nagłówki?

Zobacz wyniki (99)
Wokalistka i autorka tekstów Mery Spolsky jesienią tego roku zadebiutowała w nowej roli - napisała książkę zatytułowaną "Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj". Pozycja wydana została nie tylko jako książka papierowa, ale również jako audiobook. Co ciekawe, w dwóch różnych wersjach. Klasycznej, a także w wersji składającej się z różnych dodatkowych elementów i udźwiękowienia czy piosenek. Niektóre fragmenty są tam czytane przez gości: Ewę Chodakowską, Macieja Maleńczuka, Ralpha Kaminskiego, Marię Peszek, Krzysztofa Zalewskiego i Margaret. W książce poznajemy życie Marysi, dwudziestokilkuletniej bohaterki, która porusza wszystkie ważne dla siebie tematy.

Internetowa afera



Teraz Mery Spolsky wyruszyła w trasę koncertową promującą książkę. Jednak jak sama mówi o swoich występach - są to spektakle, a dokładniej określa je mianem "live actu", czyli teatralno-muzycznej adaptacji swojej książki.

- Live act to nie będzie koncert ani spektakl czy odczyt książki, nie będzie to też monodram. Więc co to będzie? To będzie stereodram! Czyli miks tego wszystkiego - zapowiadała artystka.
Występy odbyły się już w Warszawie, Katowicach i Krakowie, a w internecie natychmiast podjęto temat nagości, która pojawia się na scenie. W sieci można znaleźć artykuły komentujące jej skąpy strój, nagłówki podkreślają, że artystka pokazała na scenie pośladki, a  fani głównie bronią artystki. Nie brakuje też negatywnych komentarzy. W środowy wieczór Mery Spolsky wystąpiła w Starym Maneżu w Gdańsku, a my sprawdziliśmy, na czym polega jej live act.

Trudny początek występu



W sali Starego Maneżu zapełniła się większość miejsc siedzących. Do pytania, czy posadzenie widzów na krzesłach w przypadku takiego występu to dobra decyzja, jeszcze będę wracać. Wśród publiczności byli przede wszystkim młodzi ludzie, większość ubrana na czarno - tak jak apelowała artystka w zapowiedziach i opisach koncertów. Niektórzy mieli również ubrania pochodzące z linii odzieżowej Mery Spolsky.

Nie tylko imprezy taneczne. Jak spędzić andrzejki w Trójmieście?



Krótko po dwudziestej, kiedy miał się rozpocząć koncert, usłyszeliśmy zapowiedź, a następnie zaległa cisza i przez kilkanaście minut nic się nie działo. Najprawdopodobniej były to jakieś problemy techniczne, na co wskazywała nerwowa bieganina kilku osób z ekipy technicznej. Szkoda, że tak się stało, ponieważ wpłynęło to na pierwszą część występu. W końcu na scenie pojawiła się Mery w ciemnej chuście, z wielką książką pod pachą i odczytała początkowy fragment otwierający cały wieczór. Następnie rozpoczęła pierwszą piosenkę. Była dość spięta, prawdopodobnie właśnie przez problemy z techniką, i to dało się wyczuć.

Nowa forma koncertu



Na pewno duże znaczenie dla odbioru występu miała jego - intrygująca - forma. Rzeczywiście, bardzo wiele czerpała z teatru. Tak jak zapowiadano, było to połączenie monodramu, zaaranżowanych scen, piosenki aktorskiej i koncertu. Na scenie towarzyszyła jej tylko jedna osoba - muzyk grający na różnych instrumentach, również zmieniający ciekawe stroje, a nawet maski. Wokalistka przygotowała sobie szczegółową choreografię do śpiewanych piosenek, co również było zabiegiem formalnym. Mery Spolsky mówiła teksty skierowane wprost do widzów, lecz nie były to spontaniczne interakcje, a wypowiadanie przygotowanego tekstu, i publiczność nie reagowała tak żywiołowo jak zwykle na koncertach. Nie pomagały w tym też lekko przydługie pauzy pomiędzy utworami, w których Mery się przebierała. Z czasem widzowie przyzwyczaili się jednak do charakteru wydarzenia i zwłaszcza w drugiej połowie pozwalali sobie na coraz żywsze reakcje.

Stopniowo poprzez kolejne elementy wieczoru poznawaliśmy wykreowaną postać Marysi. Jednym z nich było "Trapowe Opowiadanie". Był to recytowany czy może rapowany fragment tekstu. Niektóre nagrane i zapętlone zdania oraz chichoty były niczym słuchanie monologu wewnętrznego, jej osobistego krytyka, który komentował i oceniał bohaterkę, wyśmiewał ją. Można było więc poczuć się, jakbyśmy słuchali jej myśli. A były to przemyślenia towarzyszące pewnie prawie każdemu z nas, na przykład przed lustrem - "jesteś gruba i brzydka", "oni patrzą na mnie", "patrz na te włosy", "nie jedz tyle". Mery Spolsky obracała się przed lustrem, słuchając tych komentarzy i dotykając swojego ciała, by płynnie przejść do kolejnej, dynamicznej piosenki.

Czytaj także: "Moje ciało jest zbyt czarne, by być polskie": Ogi Ugonoh o problemach Afropolaków

Forma a treść



Tu wraca pytanie o decyzję, czy widzów posadzić na krzesłach. Z jednej strony to pozwalało na oglądanie spektaklu w skupieniu, ale jednak pozbawiało widzów możliwości tańczenia, a ci podrygiwali w rytm muzyki i można było przypuszczać, że chętnie by potańczyli. To także dodałoby energii samej Mery Spolsky. Zamiast tego siedząca widownia znacznie wolniej się rozkręcała i dawała mniej energii artystce.

Mery Spolsky na wszelkie sposoby łamała konwencję koncertu. Raz siedziała przy stoliku, w innym momencie przeglądała się we wspomnianym wcześniej lustrze, skandowała do publiczności, odliczała, pokazywała tablice z hasłami. W trakcie jednej z piosenek zeszła ze sceny, podstawiając pierwszym rzędom mikrofon pod nos, by widzowie też mogli coś do niego powiedzieć. W innej przechadzała się z megafonem między siedzeniami, jeszcze w innym momencie zupełnie zniknęła ze sceny, by pojawić się z gitarą na boku sali.

Z jednej strony były to zupełnie nowe i ciekawe zabiegi, chociaż czuć było, że są dokładnie zaplanowane. Mery musiała pamiętać o każdym ruchu i elemencie, a było tego naprawdę sporo i momentami umykała przez to treść. Nie pomagało także nagłośnienie, które czasem zagłuszało tekst piosenek. W efekcie najciekawiej zaśpiewaną piosenką była ta, w której nie było żadnych szalonych świateł, wizualizacji ani zaaranżowanych ruchów - Mery Spolsky śpiewała z gitarą piosenkę o miłości i to paradoksalnie wtedy najbardziej można było poznać bohaterkę tego monodramu. Zaśpiewała swoim głosem prosto z serca utwór, który poruszył widzów, co wyrazili gromkimi oklaskami. Podobnie przejmująca była piosenka o śmierci "Najsmutniejsza dziewczyna roku", zaśpiewana do swojej mamy.

Pośladki nie takie gołe



Pod koniec pojawił się także temat cielesności, rozpoczęty etiudą o fałdce na brzuchu. Mery rozebrała się z garnituru, pod którym miała cieliste body. Nie był to strój wybitnie kontrowersyjny. Rzeczywiście odkrywał jej ciało, jednak jej swobodne już ruchy nadawały temu lekkości i charakteru żartu, było to też spójne z pomysłem na piosenkę. A śpiewała w niej o swoich kompleksach, o wadach i zaletach swojego ciała.

Nietrudno znaleźć w sieci nagłówki wyjęte z kontekstu i nastawione na tanią sensację, krzyczące o pokazywaniu nagich pośladków przez Mery Spolsky na koncercie. Tylko że nie o pośladki tu chodzi. Tak, było je widać, jednak nie epatowała nimi w seksualny sposób, a raczej opowiadała o radości płynącej z docenienia swojego ciała takim, jakie ono jest. I zrozumieli to widzowie.

- Robię to po to, bo wiem, jak dużo mnie kosztuje codzienna walka z lustrem. Ale też po to, aby inne dziewczyny poczuły, że nie są z tym same. Abyśmy się bardziej lubiły. Tymczasem na Insta wybucha dyskusja, że pokazywanie tyłka to dno, upadek, ujma dla twórczości (...). Chodźcie na live act, zobaczcie, a potem podyskutujmy - napisała na swoim profilu na Instagramie.
Podobnie myślała najwyraźniej publiczność, ponieważ na koniec godzinnego występu bez wahania poderwała się z miejsc i nagrodziła artystkę owacjami na stojąco. W finale Mery zachęciła zebranych do wpisywania się do pamiątkowej księgi, którą ze sobą przywiozła, i po występie część publiczności ochoczo do tego przystąpiła.

Opinie (21) 4 zablokowane

Wszystkie opinie

  • (2)

    Forma koncertu wydaje się orginalna i autorska, ale już rozbieranie się to tylko i wyłącznie skok na kliknięcia i lajki.

    • 14 30

    • Jasne, Gombrowicz też na kliknięcia i lajki liczył pisząc "d*pa!" - czasem brakuje słów gdy widzi się podobne "analizy" tego co twórca chciał osiągnąć.

      • 5 0

    • Gdyby to był Jakimowicz to byś pewnie piał z zachwytu.

      Ahahahahahahahahahahaha.

      • 3 1

  • Dziewczyna jest bardzo wykręcona i ma od cholery sexapilu;)
    Schrupał by..

    • 13 17

  • juz pseudonim zniecheca

    a zawartosc juz tylko dopelnia dziela.
    Rozprawy o faldach na brzuchu z jednej strony dla srodowiska instagramowego nader potrzebne ale z drugiej strony potrzeba tychze dowodzi braki dostecznego pofaldowania nieco wyzej

    • 27 35

  • jedno słowo

    słabe

    • 15 20

  • Opinia wyróżniona

    Mega

    Bardzo mi się podobało. Mery ma dystans do siebie, do świata, mówi językiem prostym ale nie prostackim, to język o lekkim zabarwieniu poetyckim. A przy tym jest urocza. Nie wiem jak może kogoś razić tyłek w stringach i to nawet nie skąpych. Super to wszystko było, polecam.

    • 23 12

  • Opinia do filmu

    Zobacz film Mery Spolsky Live Act

    Ehhh

    Prosiła żeby nie nagrywać..

    • 5 6

  • bardzo ciekawe

    takie widowisko dzisiaj okresla sie mianem cringe. bylem i musze powiedziec ze poziom zenady 100%. mi sie podobalo

    • 13 7

  • Wow takie nowatorskie

    Wow takie bez precedensu

    • 9 9

  • Live Act był świetny

    To nowa forma, w której widzimy Mery Spolsky, pewnie stąd pewne niedociagnięcia. Jednak mimo wszystko uważam, że spektakl bardzo udany.

    • 11 3

  • To się nazywa przerost formy nad treścią.

    • 15 15

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Olivia Stars - Daria Zawiałow
Olivia Stars - Daria Zawiałow
pop
lis 27
sobota, g. 18:00
Gdańsk, Olivia Star Top
Jarmark Bożonarodzeniowy
Jarmark Bożonarodzeniowy
jarmark
lis 19-24.12
g. 12:00 - 20:00
Gdańsk, Targ Węglowy
KRÓL
KRÓL
pop
lis 27
sobota, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Kulinaria

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Zespół Golden Life powstał w: