Wiadomości

stat

Męskie Granie wróciło z przytupem

Za sprawą imprezy Męskie Granie okolice Orłowa i Kolibek zamieniły się w sobotni wieczór w regularną strefę festiwalową. Niemal sześć tysięcy osób, które uczestniczyło w wydarzeniu, raczej narzekać nie może - otrzymało bowiem ponad siedem godzin udanych koncertów polskich artystów. Co innego mieszkańcy - organizatorzy nie przygotowali parkingów, więc cała dzielnica została zastawiona samochodami.



Męskie Grania wróciło do Trójmiasta po czterech lata nieobecności. Co ciekawe, pierwsza edycja tej ogólnopolskiej, letniej trasy koncertowej prezentującej czołowych polskich muzyków odbyła się właśnie w Gdańsku, w Centrum Stocznia Gdańska. Potem impreza przeniosła się do klubu B90 i w 2013 roku zniknęła z trójmiejskiego kalendarza imprez. W tym roku koncerty sponsorowane przez Żywca wróciły nad morze i odbyły się w sobotni wieczór na terenie Parku Kolibki.

Park w gdyńskim Orłowie imprezy masowej gościł wielokrotnie - to tutaj m.in. odbywa się od lat festiwal Globaltica - ale wydarzenia na taką skalę jeszcze widział. Impreza wyprzedała się miesiąc temu, a trwające od godz. 17 do nocy koncerty odwiedziło około sześć tysięcy osób. Żeby pomieścić wszystkich fanów teren został zagospodarowany zupełnie inaczej niż to ma miejsce podczas wspomnianej Globatliki.

Scena główna stanęła na wysokości dawnego kompleksu stajennego, a na drugą mniejszą scenę, widownię, miasteczko festiwalowe z food truckami i nalewakami z piwem oraz strefy relaksu przeznaczono trawniki zaczynające się przy al. Zwycięstwa i ciągnące się wgłąb parku. Organizatorzy stworzyli w ten sposób bardzo wygodną i przestronną strefę festiwalową.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zlikwidowano tym samym przestrzeni, która podczas imprez na Kolibkach wykorzystywana była zazwyczaj na miejsca postojowe dla pojazdów uczestników. Podczas Męskiego Grania niestety nie pomyślano o zapewnieniu parkingów dla setek gości, którzy postanowili przyjechać samochodem. Skutek: dziesiątki aut zatarasowały na kilka godzin wszystkie uliczki i chodniki Orłowa oraz parking przy centrum handlowym Klif.

Rogucki jako Franek Kimono.



O ile dla mieszkańców musiało to się wiązać ze sporymi niedogodnościami, to dla festiwalowiczów raczej nie miało większego znaczenia. Oni otrzymali ponad siedem godzin muzycznych doznań na najwyższym poziomie przygotowanych przez polskich artystów. Łącznie wykonawców w Kolibkach pojawiło się jedenastu. Na małej scenie prezentowali się ci mniej znani: JAAA!, Małpa, Bownik i Piotr Zioła.Główną scenę zdominowała czołówka rodzimego ambitnego grania.

Pod względem stylistycznym było przeróżnie: Łona i Weber rapowali, rockowe brzmienia zapewniło Lao CheArtur Rojek, Brodka jak zwykle swoje awangardowe dźwięki oprawiła w nieprzeciętne widowisko, a SmolikKevem Foxem rozbujali publikę nastrojowymi balladami. Ważniejsze od tych udanych, ale regularnych występów zdawały się jednak na Męskim Graniu dwa projekty specjalne - muzyka, którą można usłyszeć wyłącznie podczas tej trasy.

Pierwszy z nich to Albo Inaczej, którego drugie wcielenie w Gdyni miało swoją premierę. Tak naprawdę wydarzenie bez precedensu dla fanów polskiego rapu, ale też swingu czy polskiej piosenki w ogóle. Bo w wymyślonym przez wydawnictwo Alkopoligamia projekcie chodzi o zderzenie tekstów polskich rapowych szlagierów z głosami wokalistów z zupełnie innych muzycznie światów. I tak w Kolibkach można było usłyszeć m.in. Felicjana Andrzejczaka śpiewającego przebój "Stres" autorstwa Eldo, Monikę Borzym z big bandem za plecami swingującą "Złe nawyki" zespołu 2cztery7 (zresztą Ten Typ Mes, Pjus i Łukasz Stasiak również osobiście wykonali ten kawałek we "właściwej" aranżacji) czy Fismolla śpiewającego w stylu rockowej ballady "Sznurowadła" Fisza. Ciekawostką był na pewno występ Mesa z Kortezem na basie w kawałku "Jak nikt".

Bardzo oryginalny cover "Taty dilera" Kazika na Żywo w wykonaniu Brodki.



Drugim i najważniejszym, a zarazem zamykający imprezę, koncertem specjalnym był występ Męskie Granie Orkiestra pod przewodnictwem Moniki Brodki, Tomasza OrgankaPiotra Roguckiego. Na co dzień działający w różnych estetykach artyści, odnaleźli się na jednej scenie wyśmienicie, wspólnie tworząc świetnie wyreżyserowany - zarówno muzycznie, jak i wizualnie - show będący niejako hołdem dla polskiej muzyki.

Jedenastoosobowy zespół - m.in. z Natalią Zamilską, Antonim GralakiemMichałem Kowalonkiem w składzie - przygotował bowiem własne, często ryzykownie oryginalne, a jednocześnie bardzo udane aranażacje znanych polskich przebojów z kilku ostatnich dekad. Rogucki zaśpiewał m.in. "Hi-Fi" Wandy i Bandy, "Falowanie i spadanie" Maanamu czy "King Bruce Lee Karate Mistrz" Franka Kimono. Brodka rewelacyjnie wypadła w wokalach do mrocznych, elektronicznych coverów "[sic!]" Heya i "Taty dilera" Kazika na Żywo.

Zespół zagrał też m.in. "Śmierć w bikini" Republiki, "W deszczu maleńkich żółtych kwiatów" Myslovtiz czy - z gościnnym udziałem Jana Borysewicza na gitarze - "Mamy forsę, mamy czas" Dżemu. Tak kreatywnej, a zarazem udanej i nie przesadzonej interpretacji evergreenów polskiej muzyki dawno nie było. Widzowie, którzy przestraszyli się chwilowego deszczu i opuścili Kolibki przed ostatnim koncertem, mają czego żałować. Męskie Granie wróciło do Trójmiasta z przytupem.

Fragmenty koncertu "Albo Inaczej 2" - Monika Borzym i 2cztery7.

Opinie (35) 8 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

17

kwietnia

Maleńczuk + Rhythm Section Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Nowe spektakle dostępne online, nie tylko z Trójmiasta
Spektakle online nie tylko z Trójmiasta
Miniserial Teatru Miniatura o pandemii. Papety opisują rzeczywistość
Miniserial Teatru Miniatura o pandemii

Kulinaria

Gdynia: produkty z hali z dostawą do domu
Gdynia: produkty z hali dowożą do domów
Firmy cateringowe zmieniają ofertę
Firmy cateringowe zmieniają ofertę

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Na Fląder Festiwalu prezentowana jest muzyka: