Wiadomości

stat

Morderczy klaun powraca. Recenzja filmu "To"


"Chcesz balonika?" - z demonicznym uśmieszkiem na ustach z wielkiego ekranu pyta upiorny klaun Pennywise, a widzowi, pomimo świadomości przerażających konsekwencji, pozostaje jedynie ochoczo wystawić rękę. "To" bowiem plasuje się w ścisłej czołówce najlepszych ekranizacji dzieł Stephena Kinga, a zarazem w gronie najciekawszych tegorocznych premier. Jednocześnie udowadnia, jak kapitalną mieszanką jest synteza nowoczesnego horroru i oldskulowego Kina Nowej Przygody.



Od premiery telewizyjnego mini-serialu opartego na prozie Stephena Kinga mija w tym roku równo 27 lat. Dokładnie taki okres oddziela też makabryczne wizyty "Tego" w prowincjonalnym miasteczku Derry. Przypadek? Nawet jeśli skrupulatnie wykalkulowany chwyt marketingowy, to skutecznie oddziałujący na wyobraźnię jeszcze przed wejściem na salę kinową. Sztucznych stymulatorów film Andresa Muschiettiego jednak zupełnie nie potrzebuje. Broni się rewelacyjnym aktorstwem, wzorową realizacją i wiernym odzwierciedleniem literackiego oryginału.

Oczywiście, biorąc na filmowy warsztat ponad tysiąc stron rękopisu, nie obyło się bez ingerencji i uproszczeń. Argentyński reżyser wspierany przez trio scenarzystów ograniczył się (przynajmniej na razie) do połowy literackiej historii. Zmienił również ramy czasowe, oryginalną scenerię lat 60. zastępując stylistyką ery magnetowidów, walkmanów, Michaela Jacksona i szalenie modnych wówczas bmx'ów. Skojarzenia (niejedyne zresztą) z netflixowym przebojem "Stranger Things" nad wyraz słuszne i nawet wskazane. Klimat lat 80. czuć zarówno w kawałkach The Cure i New Kids On The Block, w których zasłuchuje się jeden z młodych bohaterów, jak i na kinowym afiszu reklamującym "Koszmar z ulicy Wiązów".

Klub Frajerów to siedmiu wyalienowanych wśród rówieśników nastolatków, których łączy zamiłowanie do przygód, nieszablonowe myślenie i chęć rozwikłania zagadki porywanych dzieci.
Klub Frajerów to siedmiu wyalienowanych wśród rówieśników nastolatków, których łączy zamiłowanie do przygód, nieszablonowe myślenie i chęć rozwikłania zagadki porywanych dzieci. mat. prasowe/ New Line Cinema
Rewolucji natomiast w poprowadzeniu fabuły i kreacji bohaterów zasadniczo nie ma. Grupka szkolnych frajerów, jak sami siebie określają, zawiązuje detektywistyczny pakt, którego celem jest zdemaskowanie porywacza dzieci, który grasuje w Derry od kilku miesięcy. Szlachetna postawa nie jest do końca bezinteresowna, gdyż jedną z ofiar tajemniczego monstrum jest młodszy brat Billa Denbrougha (Jaeden Lieberher), nieformalnego lidera młodocianych outsiderów. Śledztwo żółtodziobów doprowadzi do nieuchronnej konfrontacji z diabolicznym klaunem, Pennywisem (Bill Skarsgard), ale nie jest on jedynym potworem, z jakim sympatycznym dzieciakom przyjdzie stawić czoła. Fani literackiego oryginału mechanizm przeraźliwej działalności "Tego" doskonale znają, niewtajemniczonym jego odkrywanie dostarczy podwójnej przyjemności.

O ile, rzecz jasna, słowo "przyjemność" ma rację bytu w przypadku ponad dwugodzinnego horroru. Muschietti, który gatunkowych szlifów nabierał podczas prac nad "Mamą", kapitalnie zapanował nad zgrabnym związaniem wszystkich elementarnych komponentów klasycznego kina grozy. Suspens goni suspens, uczucie osaczenia ściska żołądek, a dynamicznie skręcone kadry ociekające chwilami brutalnością powodują, że niejedną scenę na czele z makabrycznym otwarciem obejrzymy przez palce.

Główna w tym zasługa demonicznego Pennywise'a w znakomitej interpretacji Billa Skarsgarda. Szwedzki aktor, nawet skrzętnie przykryty toną makijażu, potrafi zmrozić zarówno upiornym spojrzeniem, jak i równie przerażającym śmiechem. Właściwie trudno ocenić, czy większą odrazę wzbudza cynicznym zastraszaniem, czy drastycznym szałem, w jaki wpada na widok kolejnej potencjalnej ofiary. Zarazem jest w nim coś niebezpiecznie magnetycznego, bo wbrew poczuciu komfortu, gdy obłąkany klaun znika z ekranu, natychmiast błądzimy oczami w jego poszukiwaniu. Skarsgardowi bez wątpienia udało się wykreować jednego z najstraszliwszych i najwyraźniejszych filmowych oprawców, jakich w ostatnich dekadach wpuszczono na salę kinową.

Tytułowe "To" najczęściej przyjmuje formę demonicznego klauna, który terroryzuje mieszkańców prowincjonalnego miasteczka Derry. W postać znakomicie wcielił się pochodzący ze Szwecji Bill Skarsgard.
Tytułowe "To" najczęściej przyjmuje formę demonicznego klauna, który terroryzuje mieszkańców prowincjonalnego miasteczka Derry. W postać znakomicie wcielił się pochodzący ze Szwecji Bill Skarsgard. mat. prasowe/ New Line Cinema
Twórcom "Tego" udało się uniknąć gatunkowej sztampy nie tylko dzięki wydatnej pomocy tytułowej postaci, ale również, a może przede wszystkim, dzięki nieocenionemu zmysłowi łączenia codziennej obserwacji i wyobraźni w osobie samego Kinga. Filmowcy, precyzyjnie i ostrożnie stąpając po śladach pozostawionych przez pisarza, tworzą horror nowoczesny, wielowymiarowy, pogłębiony społecznie i psychologicznie, w którym bezbronna młodzież rzuca wyzwanie nie tylko tajemniczej sile, ale i całej zakompleksionej społeczności.

Grozą wieje nie tylko, gdy czerwony balonik wypuszczony przez klauna sunie przez biblioteczną salę, czy w momencie, kiedy bohaterowie wkraczają do opuszczonej rudery. "To" z charakterystycznym dla Kinga realizmem portretuje zło zamknięte w domach, podsycane nałogami, rodzicielską nadopiekuńczością, zobojętnieniem, czy w końcu przemocą, nie tylko fizyczną. Stąd nie ma w filmie praktycznie żadnej pozytywnej postaci wśród dorosłych. Odpowiedzialność przejmują więc dzieci, dla których warunkiem przetrwania jest wzajemna przyjaźń i chęć buntu.

Młodocianym bohaterom żywiołowo udaje się podtrzymywać relacje nie tylko między sobą, ale również w stosunku do widowni. Paczce wyalienowanych wśród rówieśników przyjaciół kibicuje się właściwie od pierwszej sekundy. Główna w tym zasługa znakomicie wykonanej pracy castingowej przez twórców filmu, jak i samych aktorów, na czele z Finnem Wolfhardem, znanym ze wspomnianego już serialu "Stranger Things". Jego wyszczekany, momentami bezczelny i obdarzony szczególnym jak na swój wiek humorem oraz ciętym językiem Richie bryluje w każdej scenie. W zestawieniu ze zbuntowaną "chłopczycą", drobnym hipochondrykiem, oczytanym grubaskiem i jąkającym się przyjacielem tworzy zwariowaną zgraję osobowości, a każdej z nich reżyser przeznacza na tyle dużo przestrzeni, że brak choćby jednej z tych postaci wzbudzałby w nas niemałą konsternację.

Film Muschiettiego stanowi także barwny kolaż nowoczesnego horroru z klimatycznym Kinem Nowej Przygody, a wiodąca w tym zasługa właśnie młodych bohaterów "Tego". Ich amatorskie detektywistyczne zapędy, wzajemne słowne utarczki, językowe gafy i typowe dla nastolatków dylematy znakomicie szatkują przepełnione grozą i lękiem kadry. Z Klubem Frajerów dajemy się porwać w wielką filmową, fascynującą przygodę, w której choć nie brakuje strumieni krwi i zdekompletowanych ciał, to trudno momentami powstrzymać się od śmiechu i szczerej sympatii względem młokosów. Kolejny raz kłania się rewelacyjny produkt braci Duffer.

"To" fascynuje opowiadaną historią, zadowala świetnym aktorstwem, bawi stylistyką lat 80. Słabszymi elementami filmu mogą być nieliczne na szczęście przestoje, dość schematyczna fabuła i mało angażujący finał.
"To" fascynuje opowiadaną historią, zadowala świetnym aktorstwem, bawi stylistyką lat 80. Słabszymi elementami filmu mogą być nieliczne na szczęście przestoje, dość schematyczna fabuła i mało angażujący finał. mat. prasowe/ New Line Cinema
Należny podziw przysługuje też argentyńskiemu reżyserowi, który miał przecież niełatwą misję pogodzenia ze sobą konwencji przygodowej komedii z obowiązkowymi regułami horroru. Muschietti z tego gatunkowego starcia wyszedł bez szwanku. Niczym kameleon dostosował stylistykę filmu do naszych emocji - gdy odraza i lęk osiągają apogeum na uspokojenie dostajemy sesję śmiechoterapii. Jednak, abyśmy nie poczuli się już zbyt swobodnie i bezpiecznie, chwilę później z wyczuciem boksera tańczącego balet zdejmuje nam uśmiech z twarzy, desygnując do boju niezawodnego Pennywise'a.

Po przeciętnej ekranizacji "Mrocznej wieży" nic lepszego fanom twórczości Stephena Kinga nie mogło się przytrafić. "To" udowadnia, że w horrorze z powodzeniem znajdzie się miejsce dla ambitniejszych treści i luźniejszej formy, pod warunkiem, że materiał bazowy da taką szansę, a tę następnie wykorzysta reżyser. "To" się udało. I to jak!

OCENA: 8/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (50)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

18

listopada

Targi Gra i Zabawa 2017 Gdańsk, Amberexpo

24

listopada

Gdańsk Ska Jamboree Gdańsk, Protokultura

01

grudnia

Spacefest Gdańsk, B90

Kultura

Kino w Muzeum II WŚ. Seanse od 21 listopada
Kino w Muzeum II WŚ od 21 listopada
Weekend skandynawski w Muzeum Emigracji, czyli "Czytanie [o] Północy"
Weekend skandynawski w Muz. Emigracji

Kulinaria

Jedzenie na urodziny, bankiety i święta. Skąd zamówić catering w Trójmieście?
Jedzenie na urodziny, bankiety i święta
GastroTOP. Restauracje z ciekawym wystrojem
GastroTOP. Restauracje z ciekawym wystrojem

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: Narracje, targi gier i dużo koncertów
Planuj tydzień: koncerty i targi gier

    Najczęściej czytane