Wiadomości

stat

Na podciętych skrzydłach. Recenzja filmu "X-Men: Mroczna Phoenix"

Najnowszy artukuł na ten temat

Żyć aż do bólu. Recenzja filmu "Proceder"


Nawet wyposażonym w nieludzkie umiejętności mutantom mogłoby zabraknąć mocy, by udźwignąć "Mroczną Phoenix" spod sterty zardzewiałych już schematów, ociężałej akcji i wybrakowanej fabuły. Z odsieczą podczas seansu niestety nikt nie przybędzie, a uczucia znużenia nie wyprze całkowicie nawet sentymentalny ton pożegnań. Zapoczątkowana przed 19 laty seria X-Men bowiem dobiega końca w dotychczasowej formule i koniecznie potrzebuje tego, by odrodzić się na nowo z popiołów niczym tytułowy feniks.



Blisko dwie dekady, które filmowi X-Meni spędzili pod opieką producentów z 20th Century Fox, stanowiły dość burzliwy okres okraszony zarówno spektakularnymi sukcesami ("Pierwsza klasa", "Logan"), jak i przygnębiającymi porażkami ("Ostatni bastion", "Wolverine: Geneza"). Komiksowi mutanci podróżowali w czasie i przestrzeni, przechodzili reorganizację i niezliczone przegrupowania, zaliczyli dziesiątki misji, ponosili niepowetowane straty. Po prawie 20 latach cała seria przypomina toczącego już ostatni pojedynek i odchodzącego na sportową emeryturę boksera - pokiereszowanego, umęczonego i wyraźnie już znudzonego czempiona, którego co prawda nikt z ringu nie zbiera na noszach, ale któremu przyda się już pomoc, by doczłapać się do szatni.

Moment na zmianę warty i przekazanie franczyzy w ręce Disneya wydaje się już na tyle adekwatny, że po samych aktorach widać ewidentne zmęczenie postaciami, w które wcielają się przecież od lat. Rozglądający się obojętnym wzrokiem po ekranie Michael Fassbender i silący się na sztuczne grymasy James McAvoy ilustrują to w "Mrocznej Phoenix" aż nazbyt przekonująco. Wybitni w swoim fachu artyści zwyczajnie męczą się, próbując bezskutecznie wzbudzić w sobie dawną ekscytację rolami Magneta i Profesora Xaviera. Nie mając oparcia w choćby porządnym scenariuszu, Fassbender i McAvoy postawą na planie idealnie oddają kondycję całej serii X-Men, która już w "Apocalypse" zaczęła łapać solidną zadyszkę.

Jean Grey (Sophie Turner) przypadkowo potęguje swoje moce za sprawą pewnej kosmicznej energii. Wielka siła wyzwala w niej mroczne żądze, które pozaziemscy najeźdźcy chcą wykorzystać do likwidacji życia na planecie.
Jean Grey (Sophie Turner) przypadkowo potęguje swoje moce za sprawą pewnej kosmicznej energii. Wielka siła wyzwala w niej mroczne żądze, które pozaziemscy najeźdźcy chcą wykorzystać do likwidacji życia na planecie. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Weteranów komiksowego uniwersum w filmie Simona Kinberga wyręczyć miała Jean Grey - obdarzona telekinetycznymi zdolnościami i umiejętnością zaglądania w umysły mutantka, której moce zostają spotęgowane w wyniku przypadkowego napromieniowania tajemniczą, kosmiczną energią. Wypadek podczas jednej z misji nie tylko pobudza mroczną część osobowości dziewczyny, ale jednocześnie ściąga na Ziemię agresywnych najeźdźców, którzy chcą wykorzystać Jean i jej nowe supermoce do unicestwienia planety.

Problem w tym, że wcielająca się w Grey Sophie Turner aktorsko nie dorasta nawet do pięt Fassbendera i McAvoya. I nie jest to bynajmniej złośliwość pod adresem gwiazdy "Gry o Tron", a zwyczajne stwierdzenie faktu. Jedna serialowa rola nijak ma się do osiągnięć obu panów. Aktorce wielką krzywdę wyrządza jednak przede wszystkim autor scenariusza, który ani jej postaci należycie widzowi nie przybliżył w poprzedniej części, ani tym razem nie pozwolił poznać jej na tyle dobrze, by wzbudzić choć odrobinę empatii. Efekt? Filmowej Jean brakuje jakiejkolwiek charyzmy, a nieopierzonej Turner pozostaje biegać po planie z jedną zafrasowaną miną i paroma płaczliwymi kwestiami. Trzeba wykazać się ponadprzeciętną naiwnością, by uwierzyć, że postać zagubionej i podatnej na manipulacje nastolatki można ograć na ekranie za pomocą tak ubogiego arsenału środków.

Widowiskowe efekty specjalne są z pewnością jednym z nielicznych plusów "Mrocznej Phoenix". Szkoda, że możemy przekonać się o tym tak rzadko, bo twórcy filmu często unikają bezpośredniej konfrontacji bohaterów. Pod tym kątem jest to bodaj najnudniejsza część serii X-Men od lat.
Widowiskowe efekty specjalne są z pewnością jednym z nielicznych plusów "Mrocznej Phoenix". Szkoda, że możemy przekonać się o tym tak rzadko, bo twórcy filmu często unikają bezpośredniej konfrontacji bohaterów. Pod tym kątem jest to bodaj najnudniejsza część serii X-Men od lat. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Grzechów na koncie scenarzysty i zarazem reżysera jest znacznie więcej. Drugoligowi dotychczas X-Meni (Storm, Cyklop, Nightcrawler) nie potrafią w "Mrocznej Phoenix" wybić się na pierwszy plan, a na dodatek błyskotliwego Quicksilvera, któremu zdarzyło się nawet przyćmić Magneta i Xaviera, nie wiedzieć dlaczego postanowiono odesłać do tylnego szeregu. Postać przywódczyni kosmicznych agresorów napisano w tak pokraczny sposób, iż grająca ją Jessica Chastain, o zgrozo, ociera się momentami o autoparodię, paradując przez cały film w szpilkach i korporacyjnym uniformie. Nie licząc nieźle prezentującego się Nicholasa Houlta, któremu również nie wiedzieć czemu w pewnym momencie twórcy "odcięli prąd", gdy jego Bestia wyraźnie się już rozkręcała, cały ciężar znów spada na barki Magneta i Profesora Xaviera. Błędne koło się zamyka.

Archaiczny już mechanizm w postaci kolejnej, napędzanej sztucznie konfrontacji obu bohaterów właściwie przekreśla to, o co zabiegali twórcy poprzednich części. To młodzież miała przejmować pałeczkę od swoich profesorów. Tymczasem wyraźnie już zmęczeni sobą antagoniści jeszcze raz muszą wymienić się wrogimi spojrzeniami, by wzniecić iskrę w wygaszanym stopniowo ognisku. "Mroczna Phoenix" powiela doskonale znane już w serii schematy, nic nie jest nas w stanie zaskoczyć, zaś zwroty akcji są na tyle wykalkulowane i przewidywalne, że określanie ich mianem "zwrotów" wydaje się być równie bezsensowne, co doszukiwanie się w filmie elementów humorystycznych czy choćby relaksujących.

Ciężki, niemal zwalisty klimat niepokoju i destrukcji, jaki unosi się nad produkcją Kinberga, nie pozostawia miejsca ani na swobodną improwizację aktorów, ani na odpowiednią dynamikę akcji. Scen, w których dochodzi do bezpośredniej konfrontacji, jest ledwie kilka. Tym bardziej szkoda świetnych efektów specjalnych i znakomitej muzyki Hansa Zimmera, która i tak dostatecznie nas pobudza, ale w połączeniu z lepszą inscenizacją mogłaby dosłownie wbijać w fotel. Małą namiastkę tego można poczuć podczas walki w pociągu, a przede wszystkim w finałowej sekwencji. Takich momentów jest jednak w filmie zbyt mało. Bądź niekończących się dokrętek i zmian w scenariuszu było za dużo.

Jedną z głównych bolączek "Mrocznej Phoenix" jest powielanie doskonale już ogranych na ekranie schematów całej serii i brak świeżych pomysłów, szczególnie na młodszą część ekipy X-Men. W pewnym momencie znów do akcji musi wkroczyć duet Profesor Xavier - Magneto, choć ciężko oprzeć się wrażeniu, że obaj aktorzy wcielający się w te role są wyraźnie zmęczeni swoimi postaciami.
Jedną z głównych bolączek "Mrocznej Phoenix" jest powielanie doskonale już ogranych na ekranie schematów całej serii i brak świeżych pomysłów, szczególnie na młodszą część ekipy X-Men. W pewnym momencie znów do akcji musi wkroczyć duet Profesor Xavier - Magneto, choć ciężko oprzeć się wrażeniu, że obaj aktorzy wcielający się w te role są wyraźnie zmęczeni swoimi postaciami. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Odpowiednie tonowanie napięcia pozwala dotrwać do napisów końcowych, a w połączeniu z kunsztem technicznym i paroma znanymi nazwiskami w obsadzie, powinno zadowolić tych, którzy z serią X-Men nie są szczególnie zaznajomieni. Tylko wówczas fabularną niekonsekwencję w stosunku do poprzednich części i komiksowego oryginału da się jakoś przełknąć. Im większe oczekiwania, tym szybciej rosnące rozczarowanie i znużenie.

I nie zmieni tego sympatyczna, skądinąd, scena symbolicznego pożegnania kultowych dla całego uniwersum postaci. Na kogo postawi Disney? Jak X-Meni wkomponują się w świat Marvela? Szczegółów na razie nie znamy. Opierając się jednak na renomie marki można mieć niemal pewność, że będzie to odrodzony z popiołów feniks, a nie rozgrzebujący resztki po X-Menach sęp. Mutanci zasługują na to, by znów pofrunąć wysoko. "Mrocznej Phoenix" skrzydła przycięto jeszcze przed startem.

OCENA: 5/10

Film

X-Men: Mroczna Phoenix

X-Men: Mroczna Phoenix (1 opinia)

5.3
produkcja
USA
gatunek
Akcja
premiera
7 czerwca 2019
czas trwania
1 godz. 54 min.

Opinie (32) 7 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

24

listopada

26

listopada

Osiecka, Młynarski, Przybora Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

26

listopada

Basia Gdańsk, Stary Maneż

Kultura

Muzyka Hansa Zimmera w Ergo Arenie
Muzyka Zimmera w Ergo Arenie
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje

Kulinaria

Arco by Paco Pérez: hiszpańska kuchnia z widokiem na Gdańsk
Arco by Paco Pérez: kuchnia z widokiem
Serce do garów. Szefowie kuchni gotowali w szczytnym celu
Kolacja charytatywna "Serce do garów"

Planuj z nami tydzień

Narracje, półmaraton i muzyka Hansa Zimmera. Planuj tydzień
Narracje i muzyka Hansa Zimmera

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Spotkania Literackie "Odnalezione w tłumaczeniu" odbywają się: