Nie tylko Trilok Gurtu. Zakończył się Sopot Jazz Festival

Mistrz Trilok Gurtu w akcji.
Mistrz Trilok Gurtu w akcji. fot. Anna Szczodrowska / trojmiasto.pl

Adam Pierończyk ma patent na jazz w Sopocie. Festiwal pod jego okiem rozkwita i przyciąga niemal regularnie komplety publiczności. A przecież w programie niekoniecznie pojawiają się gwiazdy z pierwszych stron gazet. W tym roku jedyną taką postacią był legendarny mistrz instrumentów perkusyjnych, Trilok Gurtu, i to jego koncert cieszył się największym powodzeniem. Było też kilka niespodzianek.



Adam Pierończyk ma patent na jazz w Sopocie. Jaki to patent? Na pierwszy rzut oka trudno dociec. Tu solowe popisy perkusyjne, tam występ big-bandu. Jednego dnia gra nowojorska awangarda, drugiego - skład melancholijny i staroświecki. Ale jest wspólny mianownik, który łączy wszystkich artystów występujących na Sopot Jazz Festival. To mistrzowskie opanowanie instrumentów, perfekcyjny warsztat i wirtuozeria. Niezależnie od prezentowanego stylu.

Zresztą, czy etykietka lub szufladka stylistyczna ma w XXI wieku jakiekolwiek znaczenie? Trilok Gurtu odpowiada: proszę nie pytać mnie o jazz. To, że występuję na festiwalu jazzowym, nie oznacza, że gram jazz! Na scenie staram się przede wszystkim sprawić przyjemność sobie. A potem liczę na to, że ta przyjemność udzieli się także widowni. I trzeba przyznać, że w piątkowy wieczór publiczność wysłuchała koncertu Hindusa z niekłamaną uciechą, ale i niezwykłą atencją. Mistrz instrumentów perkusyjnych zaprezentował program improwizowany pt. "Five elements" (Pięć żywiołów), w którym wykorzystywał tradycyjny zestaw perkusyjny, magiczne tabla, bębny obręczowe i kilka dziwnych przedmiotów (m.in. wiadro z wodą). W jego występie było sporo popisów niemal cyrkowej zręczności, ale był też i element duchowy, który pozwolił publiczności na moment zapomnieć o świecie.

Fantastycznie został przyjęty także czwartkowy popis szwajcarskiego duetu Andreas Schaerer - Lucas Niggli. Ten pierwszy swymi popisami wokalnymi zachwycał nawet zawodowych śpiewaków. Dzięki pomocy przetworników elektronicznych jego głos wydawał się nie mieć żadnych ograniczeń. Kroku dotrzymywał mu perkusista Lucas Niggli. "Czasami wydawało mi się, że on ma cztery ręce" - komentowali zachwyceni słuchacze. To była niespodzianka numer jeden.

Niespodzianka numer dwa, to popularność big-bandu festiwalowego, który wystąpił na zakończenie imprezy, w niedzielne popołudnie. - Zaplanowaliśmy ten występ na 16 i zrezygnowaliśmy z biletów, bowiem są to nasze "dni otwarte" - tłumaczył swój pomysł Adam Pierończyk. - Chcemy, żeby przyszli do nas ludzie w każdym wieku, niezależnie od zasobności portfela. I faktycznie, namiot festiwalowy przytulony do budynku Zatoki Sztuki pękał w szwach. Big-band prowadzony przez Aleksandrę Tomaszewską wprawdzie grał trudne, poszatkowane aranżacje, ale brzmiał ciepło, przyjemnie, a wisienką na torcie tego dnia był występ Jana Ptaszyna Wróblewskiego, który dołączył do zespołu na dwa utwory - "Morning Thunder" własnego autorstwa oraz "Ballad for Bernt" Krzysztofa Komedy. Żywą legendę polskiego jazzu nagrodzono burzą braw, a Ptaszyn podzielił się tym aplauzem z dyrygentką, wychwalając jej talent i pracowitość. "Praktycznie każdy muzyk na tej scenie mógłby zagrać takie solo jak ja - mówił - ale postaci takie jak Ola Tomaszewska rodzą się raz na kilkadziesiąt lat".

Kolejną niespodzianką na tym festiwalu była gra pianisty Kalmana Olaha, który w kwartecie Grzegorza Nagórskiego (zamykali piątkowy program) grał melancholijnie, nostalgicznie i niezwykle staroświecko. Ten jego niemodny jazz, przypominał starych mistrzów, takich jak Oscar Peterson (w balladowym wydaniu). Zaskoczeniem było nie to, że Olah jest wirtuozem, ale to, że te dźwięki z lamusa mogą tak pochłonąć i oczarować nas: nerwową, smartfonową publiczność.

W relacji tej nie może zabraknąć dobrych słów o otwierającym festiwal trio dowodzonym przez Jona Irabagona (saksofony) z Markiem Heliasem (kontrabas) i Barrym Altschulem (perkusja). Ten niemal akustyczny set zagrany w świetnie brzmiącej Sali Kameralnej Teatru Wybrzeże był kwintesencją nowoczesnego, wysmakowanego jazzu, w którym awangardowe pomysły i wolna improwizacja zapiera dech w piersiach. Amerykanie przy tym potrafili zadbać o różnorodność, bynajmniej nie bombardowali słuchacza dywanowymi nalotami dźwięków - grali z klasą, finezją i ogromną inwencją twórczą.

Opinie (2) 1 zablokowana

  • (1)

    A mogę wiedzieć jaka była ochrona? Chodzi mi o firmę:)

    • 0 0

    • :)

      Zaprzyjazniona ;)

      • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jarmark Bożonarodzeniowy
Jarmark Bożonarodzeniowy
jarmark
lis 19-24.12
g. 12:00 - 20:00
Gdańsk, Targ Węglowy
Aga Zaryan Christmas Songs
Aga Zaryan Christmas Songs
kolędy i pastorałki
gru 12
niedziela, g. 19:00
Gdańsk, Stary Maneż
Tymek
Tymek
hip-hop
gru 16
czwartek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Kulinaria

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Najstarszy klub muzyczny w Sopocie to: