O Soundrive Fest: miejsce spotkań i odkryć muzycznych


Festiwalowe lato powoli dobiega końca, a Soundrive Fest zdaje się być jego najlepszym dopełnieniem. Kameralna atmosfera, industrialny klimat i kilkadziesiąt młodych, zdolnych wykonawców, to sprawdzony już przepis na udane wydarzenie, wyróżniające się spośród bogatej oferty koncertowej, już nie tylko Trójmiasta, ale i całego kraju. Trzy dni wypełnione znakomitą muzyką z całego świata po raz kolejny pokazały, że stocznia tętni życiem, a sam festiwal wciąż się rozwija, nie tracąc przy tym swojej unikalności.



Gdańskie święto muzyki alternatywnej rozpoczęło się w czwartek i trwało do soboty na terenie klubu B90 zobacz na mapie Gdańska, przyległej do niego hali W4 i na ul. Elektryków. Na trzech scenach wystąpiło blisko trzydziestu wykonawców reprezentujących najróżniejsze gatunki i style - od wszelkich odmian rocka, przez taneczną, a czasem mroczną elektronikę, aż po zaskakujący hip hop. Pomimo kilku odwołanych koncertów i zmian w programie na krótko przed rozpoczęciem festiwalu, organizatorzy zdołali przygotować godne zastępstwa, dzięki którym udało się utrzymać wysoki poziom artystyczny imprezy, a fani muzyki nie mieli powodów do narzekania.

Mapping Roberta Sochackiego poświęcony historii stoczni gdańskiej.
Mapping Roberta Sochackiego poświęcony historii stoczni gdańskiej. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Tutaj każdy jest równy

Nie od dziś wiadomo, że artyści występujący na Soundrive Fest startują z tej samej pozycji. Tutaj nie ma znaczenia kolejność koncertów czy podział na sceny - wszyscy mają równe szanse na zaprezentowanie swoich możliwości i zaskoczenie publiczności. A ta zdaje się być coraz bardziej wymagająca, ale jednocześnie wciąż podatna na dźwięki płynące ze sceny.

Najlepszym dowodem na to, może być koncert otwierającego drugi dzień, polskiego projektu Not Pretty Enough. Tajemniczy duet ukrywający się za beznamiętnymi maskami swoją transową elektroniką pomieszaną z subtelnymi melodiami, zaintrygował bardziej niż występujące na koniec panie z Waxahatchee. Z kolei grający ostatniego dnia na małej scenie Artificial Pleasure nie dość, że wypełnił ją po brzegi, to jeszcze roztańczył zgromadzonych w rytm charakterystycznych kompozycji spod znaku Davida Bowie i Talking Heads.

Wszyscy artyści podczas festiwalu mają równe szanse na zaprezentowanie swoich możliwości i zaskoczenie publiczności. A ta zdaje się być coraz bardziej wymagająca, ale jednocześnie wciąż bardzo podatna na dźwięki płynące ze sceny.
Wszyscy artyści podczas festiwalu mają równe szanse na zaprezentowanie swoich możliwości i zaskoczenie publiczności. A ta zdaje się być coraz bardziej wymagająca, ale jednocześnie wciąż bardzo podatna na dźwięki płynące ze sceny. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Wszystkie odmiany hałasu

6. edycja Soundrive Festu obfitowała w koncerty zespołów, które hałas z powodzeniem odmieniają przez wszystkie przypadki. Już pierwszego dnia pojawiło się ich kilka. Na początek młode The Stargazer Lillies, u którego przesterowane gitary przywodzą na myśl wyraźne wpływy irlandzko-brytyjskiej grupy My Bloody Valentine czy też Slowdive. W przypadku grupy Brutus - podobno najgłośniejszego tria w Belgii - hałasowała głównie perkusistka, będąca także ku zaskoczeniu publiczności wokalistką. Jej emocjonalne teksty osadzone w rytmicznej, intensywnej muzycznej mieszance z pogranicza post rocka i hardcore'u poruszały, niepokoiły i uwodziły jednocześnie.

Tego wieczoru jednak najwięcej sympatii wzbudzili brutalnie szczerzy i niesamowicie autentyczni w swojej naturalności panowie z The Picturebooks. Duet, którego muzyka z powodzeniem mogłaby być ścieżką dźwiękową do filmów z gangami motocyklowymi w roli głównej, dał porywający, pełen pasji koncert. Głośne, brudne gitarowe brzmienie rodem z Kalifornii, wydobyte przy pomocy całej masy efektów i potężnych bębnów, przygniatało wręcz swoją gęstością. Trudno było pozostać wobec tego obojętnym. Nic więc dziwnego, że tuż po koncercie ustawiły się długie kolejki nowych fanów chcących nabyć płytę i przybić piątkę z muzykami. W podobnym klimacie ponurego rocka pojawił się jeszcze duński zespół Get Your Gun - kolejny przykład na to, że wystarczy tyko dwóch zdolnych muzyków, by zagrać jak za czterech i dostarczyć mocnych doznań.

W tej kategorii bezkonkurencyjny okazał się jednak francuski projekt DEAD, poruszający się w stylistyce psychodelicznej elektroniki czy shoegaze'u. W ich wykonaniu hałas to przede wszystkim przesterowane syntezatory, automat perkusyjny nadający motoryczne tempo i hipnotyczny głos Berne Evol'a. Sami muzycy schowani w scenicznych ciemnościach pozwolili swoim słuchaczom w pełni skupić się na otaczających ich dźwiękach. W historii Soundrive Festu takich kapel było zaledwie kilka i zdaje się, że na tej imprezie zawsze znajdują one grono wiernych odbiorców.

Not Pretty Enough mocnym otwarciem drugiego dnia festiwalu.
Not Pretty Enough mocnym otwarciem drugiego dnia festiwalu. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Stocznia czuje hip-hop

Prawdziwy wulkan energii na tegorocznej edycji festiwalu wybuchał za każdym razem, gdy na scenę wkraczali raperzy. A tych było całkiem sporo. Od łączącego style AJ Tracey, który już po dwóch utworach kompletnie podporządkował sobie publiczność, przez sięgającego po poezję Kweku Collinsa, aż po kolorowego ptaka - Cakes Da Killa. Ten ostatni, jako reprezentant środowiska hip-hopowego w społeczności LGBT, wzbudził najwięcej skrajnych emocji - jednych wprowadzał w zażenowanie swoją otwartością, drugich zachwycał dystansem do siebie, a jeszcze innych śmieszył scenicznym show. Wszyscy jednak obserwowali go z zaciekawieniem.

Organizatorzy imprezy nie zapomnieli też o tych, którzy zamiast tańczyć, wolą posłuchać ładnych melodii. Okazji ku temu mieli kilka - pierwszą z nich był koncert belgijskiej elektro-popowej grupy SX, prowadzonej przez niezwykle charyzmatyczną Stefanie Callebaut. Do składu festiwalu dołączyli w ostatniej chwili w zastępstwie za A/T/O/S, którym z uwagi na okoliczności odwołania koncertu, zadedykowali jeden z utworów. Kolejną było spotkanie z Nite Jewel, śpiewającą proste piosenki w stylu awangardowego popu, przypominające występującą kilka lat temu na Soundrive Feście Austrę. A fani akustycznych czy eksperymentalnych brzmień mogli znaleźć dla siebie miejsce w klimatycznej hali W4.

Cakes Da Killa wzbudził najwięcej skrajnych emocji.
Cakes Da Killa wzbudził najwięcej skrajnych emocji. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
W tym roku oprócz atrakcji muzycznych, uczestnicy festiwalu mieli okazję zobaczyć unikatowy mapping autorstwa Roberta Sochackiego, poświęcony historii gdańskiej stoczni. Wizualizacje przygotowane specjalnie na potrzeby festiwalu rozświetliły hale wokół ul. Elektryków. To kolejny, po zeszłorocznych panelach dyskusyjnych, dowód na to, że Soundrive wciąż otwiera się na nowe rzeczy i proponuje odbiorcy coś więcej niż tylko koncert. Staje się miejscem spotkań i dyskusji, zapewniającym pełen wachlarz muzycznych odkryć. Impreza z każdym rokiem poszerza horyzonty wiernej już publiczności i kształtuje gusta tej zupełnie nowej. I to właśnie gwarantuje jej sukces.

Opinie (24) 1 zablokowana

  • dziękuję :)

    uwielbiam ten festiwal! Co rok ciekawe występy i świetna atmosfera!

    • 24 2

  • Ten festiwal poszukuje tożsamości

    mnie się takie poszukiwania podobają:)

    • 10 1

  • nie poszukuje, jego tożsamość to poszukiwania

    • 6 3

  • Ale żeby ani słowa...

    ... o zespole, który dał show, który potem został okrzyknięty najlepszym na tej edycji?
    Pani redaktor przegapiła Spaceboya.
    A szkoda ;)

    • 16 1

  • a zgoda urzedu byla?

    • 1 12

  • Z jednej strony plus za organizowanie festiwalu, a z drugiej oczekiwałem jednak więcej.

    Dwa bardzo fajne występy - Dead i Get Your Gun to jak na ponad 30 kapel za mało. I ten rapo-hip hop....

    Samo mieszanie różnych stylów jest okej, ale czasem miałem wrażenie, że wybierał robot. A nie ktoś co trochę muzyki posłuchał w życiu.

    A na zakończenie kolo puszcza muzę z płyty. Maił być nowy projekt z wokalistką- śpiewała ale w kłębach dymu stał pusty mikrofon. Bardziej to pasowało do kontenera przed klubem - a nie na finałowy koncert.

    No i zlikwidowanie leżaków w sali głównej - to zdecydowanie słaby pomysł. Te sofy (ze styropianem) lub leżaki pozwalały fajnie naładować baterie na kolejny występ. Nie każdy w czwartek i piątek ma wakacje.

    • 3 5

  • Jest pierwszy fachowiec, znawca muzyki.

    • 4 3

  • Dla nastolatka, który dopiero zapoznaje się z rodzajami muzyki - to taki festiwal jest super.

    • 4 0

  • bylo super

    wracam za rok,

    • 6 3

  • za rok juz nie bedzie!

    • 1 3

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jarmark Bożonarodzeniowy
Jarmark Bożonarodzeniowy
jarmark
lis 19-24.12
g. 12:00 - 20:00
Gdańsk, Targ Węglowy
Aga Zaryan Christmas Songs
Aga Zaryan Christmas Songs
kolędy i pastorałki
gru 12
niedziela, g. 19:00
Gdańsk, Stary Maneż
Tymek
Tymek
hip-hop
gru 16
czwartek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Kulinaria

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Co jest tematem przewodnim gdańskiej imprezy Baltic Games?