Wiadomości

O czym szumią drzewa? O czym śpiewa gumowa świnka? Relacja z Dni Muzyki Nowej

Michał Jacaszek i Kwartludium - niczym szum prastarej puszczy.
Michał Jacaszek i Kwartludium - niczym szum prastarej puszczy. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl

Dni Muzyki Nowej to dni różnorodności. Zresztą sam festiwal zmienia się z roku na rok i za każdym razem ma dla słuchaczy całe mnóstwo niespodzianek. Hasło "muzyka nowa" w tym roku oznaczało wyjście poza strefę komfortu i postawienie publiczności w stan zdumienia.



Największy aplauz publiczności wywołał chyba koncert duetu Sidsel Endresen & Jan Bang z Norwegii. Skandynawska śpiewaczka korzystała podczas występu z rozmaitych technik wokalnych: śpiewu klasycznego i tradycyjnego, wydawała z siebie krótkie okrzyki, westchnienia, monologi prowadzone w znanych i nieznanych językach. Wszystkie te dźwięki zbierał i na bieżąco samplował Jan Bang, który budował wokół pajęczynę mikrodźwięków - czasem zapętlonych, a częściej wybijanych rytmicznie na klawiaturze samplera. Czuć było niezwykłe porozumienie między muzykami, które ujawniało się też na poziomie ruchowym. Ich ekspresja była zdumiewająca - Sidsel Endresen wydawała się wykonywać rękoma skomplikowane gesty rytualne, a Jan Bang tańczył przy swej aparaturze, ba, momentami nawet stepował. I kto powiedział, że operator samplera musi wyglądać jak smutny, nieruchawy gość wpatrzony w gałki i przyciski?

Nie każdy muzyk jednak ma obowiązek dawać na scenie performance ruchowy. Kluczowe jest to, by muzyka i jej forma była spójna i szczera. Trudno bowiem oczekiwać od Michała Jacaszka, by tańczył do swej sennej, hipnotycznej muzyki. Jego wspólny występ z Kwardludium był jednym z najmocniejszych punktów programu. Artyści wspólnie wykonali program ze świeżo wydanej płyty "Catalogue des arbres" - była to dopiero druga, po premierze na festiwalu Unsound, odsłona tego materiału. Mimo to zespół w składzie Michał Jacaszek (elektronika), Dagna Sadkowska (skrzypce), Michał Górczyński (klarnety), Piotr Nowicki (fortepian), Paweł Nowicki (wibrafon, perkusjonalia) zabrzmiał jak jeden organizm. "Catalogue des arbres" to z francuskiego "katalog drzew" i można się pokusić o stwierdzenie, że ich gra była pełna harmonii i majestatu, jak szum prastarej puszczy. Organiczna gra zespołu była pełna powietrza i wolności, ale zagrana z ogromną dyscypliną - żaden muzyk nie był tu ważniejszy, a dobrem nadrzędnym była wspólna forma.

Ostatni taniec To Rococo Rot.
Ostatni taniec To Rococo Rot. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Podobne: ciepłe i naturalne formy muzyczne tworzył zupełnie sam Jacek Mazurkiewicz, występujący pod szyldem 3fonia. Jego poetycki występ (program nosi nazwę "Chosen Poems", czyli "Wiersze wybrane") to prezentacja wachlarza możliwości preparowania dźwięku kontrabasu. Dopiero w połowie koncertu Jacek Mazurkiewicz po raz pierwszy wydobył ze swego instrumentu dźwięk w konwencjonalny sposób (smyczkiem). Wcześniej m.in. tworzył pejzaże dźwiękowe przykładając do instrumentu kamertony, których dźwięk przetwarzał przez całą baterię efektów i zapętlając je w niekończące się smugi. Kontrabasista zmieniał nastroje, to grał liryczne melodie oparte na klasycznych współbrzmieniach, to rozgrzewał głośniki do czerwoności emitując przesterowany noise wspierany głębokimi basami.

Te partie z kolei podobać się mogły fanom tria niemieckiego To Rococo Rot, które podczas Dni Muzyki Nowej zagrali swój ostatni koncert w swej dwudziestoletniej karierze (przynajmniej tak wynikało z deklaracji Roberta Lippoka). Pochodzący z Dusseldorfu i Berlina zespół zaprezentował program przekrojowy, w którym zawarł najważniejsze elementy swego muzycznego języka. Jeden z najważniejszych zespołów post-rockowych swe brzmienie opierał o transowe rytmy grane przez Ronalda Lippoka (perkusja) i Stefana Schneidera (bas), imprezowych beatach automatu perkusyjnego i ciepłych elektronicznych dźwięków generowanych przez wspomnianego już Roberta Lippoka. Występ Niemców zgromadził chyba najliczniejszą publiczność i był fantastycznym zwieńczeniem festiwalu.

Neue Vocalsolisten - nie tylko śpiewali, ale korzystali też z różnych przeszkadzajek.
Neue Vocalsolisten - nie tylko śpiewali, ale korzystali też z różnych przeszkadzajek. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Niedziela to był zresztą dzień niemiecki - przez To Rococo Rot wystąpił bowiem septet Neue Vocalsolisten, którzy swe wokalizy wspierali operetkowym gagami i poczuciem humoru. Lecz utwory, które wykonywali z operetką miały niewiele wspólnego. Kwintesencją ich stylu był utwór "Disiecta Membra" Mauro Lanzy napisany specjalnie dla tego zespołu, który publiczność w Klubie Żak mogła oglądać jako pierwsza. Po tej nieoficjalnej prapremierze zespół wykona premierowo utwór ten podczas festiwalu w macierzystym Stuttgarcie. Muzycy wykonywali krótkie klasyczne frazy przeplatane monologami, rozmaitymi hałasami i odgłosami, wspomagali się zabawkowymi przetwornikami dźwięku i gumowymi świnkami. Podczas koncertu odgrywali (dość łopatologicznie i kiczowato, ale taki był chyba cel) mini scenki rodzajowe, w których kolejno: szydzili z siebie, obrażali się czy uwodzili. Publiczność "kupiła" ten show i nagrodziła owacją na stojąco.

Wewnętrzny dialog Alessandro Bossetiego.
Wewnętrzny dialog Alessandro Bossetiego. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Charakter monologu miał także występ Alessandro Bosettiego. Choć był to w zasadzie dialog z komputerem (albo ze swoim alter-ego zaklętym pod klawiaturą laptopa). Bosetti snuł przedziwną, nieco komiczną, abstrakcyjną opowieść, w której przeplatały się rozmaite, niezwiązane ze sobą wątki, a tok narracji wyznaczały przypadkowo (?) odgrywane z komputera słowa. Czasami te nagrania przeradzały się w cyfrowy szum - jakby wszystkie stacje radiowe świata skupiły się nagle na jednej częstotliwości i zaczęły nadawać wiadomości.

Zupełnie abstrakcyjny charakter miał także występ duetu Charlotte Hug i Frederic Blondy. To był także jeden z występów wykraczających poza strefę komfortu słuchacza. Pianista Blondy rzadko i raczej niechętnie korzystał z klawiatury swego instrumentu. Wolał raczej dłubać pod jego klapą, wydobywając dźwięki bezpośrednio uderzając w jego struny. Charlotte Hug wydobywała zaś ze strun: skrzypiec i głosowych - przedziwny kalejdoskop dźwięków, często rwanych, niepokojących i świdrujących ucho. Na szczęście nieco wcześniej to ucho (słuchacza) "wymasowali" spokojnym i klasycyzującym programem Katarzyna Borek i Vojto Monteur. Ich koncert składał się z fantazji na temat kompozycji m.in. Siergiejów Prokofiewa i Rachmaninowa granych do elektronicznych beatów. Przy czym dźwięki fortepianu Katarzyny Borek na bieżąco przetwarzane były przez efekty obsługiwane przez Vojto Monteur.

Dni Muzyki Nowej to festiwal, podczas którego oczekiwania warto pozostawić w domu. Bo artyści, którzy na nim występują, nie zamierzają tych oczekiwań spełniać. Ba, czasem wręcz idą im na przekór. I na tym polega chyba największy urok tejże imprezy.

Taniec Jana Banga.

To Rococo Rot / Dni Muzyki Nowej

Opinie (1)

  • Brak słów...

    • 5 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

08

listopada

Mikromusic Gdańsk, Stary Maneż

08

listopada

Paweł Izdebski Trio Gdańsk, Parlament

Kultura

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Książka o chorobie Literacką Książką Roku. Przyznano Nagrody "Wiatr od Morza" 2019
Książka o chorobie Literacką Książką Roku

Kulinaria

Co warto mieć w domowej spiżarce? Mądre zakupy
Co warto mieć w domowej spiżarce?
Od soboty jedzenie tylko na wynos. Nowe obostrzenia dla gastronomii
Nowe obostrzenia: jedzenie tylko na wynos

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    W jakim zespole występuje znany m.in. z filmów Wojtka Smarzowskiego Arkadiusz Jakubik?