Wiadomości

stat

Odnosi sukcesy rzeźbiąc w drewnie. Wywiad z Robertem Wyskielem

"Coś się kończy, żeby coś mogło się zacząć" mówi Robert Wyskiel i słysząc jego historię trudno nie przyznać mu racji. Po 17 latach w branży gastronomicznej chwycił za dłuto i poświęcił się rzeźbieniu w drewnie. W sierpniu wyjechał na Syberię, żeby wziąć udział w największym na świecie konkursie rzeźb drewnianych, z którego wrócił z wyróżnieniem.



Aleksandra Wrona: Skąd w twoim życiu wzięła się pasja do drewna?

Robert Wyskiel: Mówi się, że coś się w życiu kończy, żeby coś się zaczęło, u mnie tym nowym początkiem okazało się zakończenie pracy w gastronomii. Przez 17 lat pracowałem w tej branży, prowadziłem pensjonat i dwie restauracje we Władysławowie. Niestety, jeden z moich lokali został podpalony, chciałem go odbudować, ale brakowało mi funduszy, dlatego sam zabrałem się za przygotowywanie elementów wystroju. Tak powstała moja pierwsza rzeźba, a ja postanowiłem poświęcić się rzeźbiarstwu.

Jaka była to rzeźba?

Wyrzeźbiłem rybaka, ponieważ chciałem, żeby stał przed wejściem do mojej restauracji. Pamiętam, że we Władysławowie odbywały się zawsze plenery rzeźbiarskie, na które przyjeżdżali artyści z całej Polski. Chodziłem tam i zachwycałem się pracami i wszechobecnym zapachem drewna, ale na myśl mi nie przyszło, że ja też mógłbym tego spróbować. Wydawało mi się, że skoro od tylu lat pracuję w gastronomii to jest ona moim przeznaczeniem, dopiero kiedy zacząłem rzeźbić poczułem, że robię coś, co kocham.

Czym dla ciebie jest drewno?

Drewno jest dla mnie magicznym materiałem. Przypomina mi trochę człowieka, bo tak jak każdy człowiek jest inny, tak nie ma dwóch takich samych drzew i kawałków drewna. To najbardziej mi się w nim podoba. Cieszę się też, że mogę utrzymać moją rodzinę robiąc to, co lubię.


Jak wygląda praca rzeźbiarza?

Jest to praca trudna przede wszystkim pod względem fizycznym. Sam muszę zadbać o to, żeby pozyskać drewno, przewieźć je, obrobić. Póki jestem w miarę młody robię duże, nawet trzymetrowe rzeźby. Pewnie kiedyś będę siedział w warsztacie i dłubał małe figurki, ale w tym momencie to po prostu ciężka, fizyczna praca.

Drewno jest dla mnie magicznym materiałem. Przypomina mi trochę człowieka, bo tak jak każdy człowiek jest inny, tak nie ma dwóch takich samych drzew i kawałków drewna.
Jakich narzędzi używasz rzeźbiąc?

To ciekawy temat, bo pamiętam, że kiedyś zamawiałem na Podkarpaciu rzeźbę wysokości 1,5 m i musiałem czekać na nią aż 9 miesięcy. Zajmował się tym starszy pan, który posługiwał się tylko dłutem i kilkoma podstawowymi narzędziami. W tym momencie, na wykonanie tej wielkości rzeźby potrzebuję 10 - 12 godzin. Czasy się zmieniły i robienie tego dłużej nie jest opłacalne pod żadnym względem. Używam głównie pilarek i szlifierek, a dopiero na końcu dłuta.

Rysujesz wcześniej projekt?

Rzadko, najczęściej ostateczny kształt rzeźby powstaje w trakcie pracy. Dostaję zlecenie na konkretny temat i za bardzo go nie analizuję, tylko biorę się do roboty. Wydaje mi się też, że nie rysuję najlepiej. Nie lubię, gdy ktoś za bardzo ingeruje w moją wizję, staram się też nie kopiować rzeźb ze zdjęć, bo zabiłoby to moją kreatywność.

Na jakie rzeźby najczęściej dostajesz zlecenia?

Trudno powiedzieć, bo zamówienia są naprawdę różne. Popularne motywy to postacie anioła i rybaka. Zdarzają się też bardzo nietypowe zamówienia. Kilka lat temu dostałem od jednego z muzeów zlecenie na rzeźbę Mikołaja Kopernika przypominającą rzeźbę znajdującą się na zdjęciu w jakiejś starej książce. Ten Mikołaj Kopernik był naprawdę bardzo brzydki, więc zapytałem czy na pewno ma być taki sam. Okazało się, że oryginalną rzeźbę wykonał w latach 30. jakiś rzeźbiarz ludowy, eksponat zaginął, ale muzeum zależało na to, żeby mieć w zbiorach coś podobnego do niego.

Sprawdź październikowe wystawy i spotkania z artystami w Trójmieście


Rzeźbisz nie tylko w drewnie, ale też w lodzie.

Pierwszą okazją do zmierzenia się z materiałem jakim jest lód, dostałem od producenta lodu, który złożył u mnie zamówienie na rzeźbę niedźwiedzia na bal prasowy w Berlinie. Okazało się, że jest to o wiele łatwiejsze niż rzeźbienie w drewnie, a równie przyjemne. Przede wszystkim - wymaga mniej siły fizycznej. Do tej pory rzeźbiłem w lodzie dopiero trzy razy, ale szło mi tak dobrze, że w tym roku ponownie jadę rzeźbić w lodzie na Syberii.

Wspomniałeś o podróżach... Jakie miejsca udało ci się odwiedzić dzięki twojej pasji?

Oprócz krajów europejskich, których było sporo, jednym z ciekawszych miejsc był położony na Syberii Tomsk, gdzie w grudniu ubiegłego roku miałem okazję rzeźbić w lodzie, a w sierpniu wziąłem udział w największej imprezie rzeźbiarskiej na świecie "Prazdnik Topora - Ax day" oraz konkursie, w którym zdobyłem wyróżnienie za moją pracę "Zbrodnia i kara" - z sześciometrowej kłody świerku syberyjskiego wyrzeźbiłem postacie Roskolnikowa i Soni. Zostałem też przyjęty w poczet Związku Artystów Rosji i zaproszono mnie na grudniową imprezę rzeźby w lodzie do Tomska, a także na lutowy festiwal rzeźby z lodu w Harbinie w Chinach. W międzyczasie, w maju, ponownie odwiedziłem Syberię, tym razem tę daleką, nad samym Bajkałem, gdzie w Irkucku również rywalizowałem rzeźbiąc w drewnie.

Jak wygląda taki konkurs?

Tak naprawdę konkurs zaczyna się pół roku wcześniej, kiedy trzeba złożyć wniosek, wysłać opis i szkic swojej pracy. Po wstępnej kwalifikacji omawiane są kwestie techniczne dotyczące transportu, pobytu oraz potrzebnych materiałów. Każdy uczestnik ma do dyspozycji świerk syberyjski o długości 6 m i wybranej przez siebie średnicy. Same zawody to niesamowite przeżycie. Odbywają się one na ogromnym terenie, ponieważ startuje w nich ok. 130 osób, z których każda musi mieć swoje stanowisko w bezpiecznej odległości od innych, kiedy każdy z nas odpala pilarkę, hałas przypomina zawody Formuły 1. Następnie, przez kilka dni w ekstremalnym tempie przygotowujemy swoje prace, które później ocenia jury.

Same zawody to niesamowite przeżycie. Odbywają się one na ogromnym terenie, ponieważ startuje w nich ok. 130 osób.
Spodziewałeś się, że twoja praca zostanie wyróżniona?

Zupełnie nie! Cieszyłem się, że w ogóle udało mi się dostać do konkursu, bo razem ze mną aplikowało kilka innych osób z Polski, a dostałem się tylko ja. Podczas festiwalu okazało się jednak, że kibicuje mi tamtejsza Polonia. Udało mi się poznać naprawdę świetnych ludzi, w tym dziewczynę, która pomogła mi jako tłumaczka.

Od gastronomii we Władysławowie, po rzeźbienie na Syberii. Twoje życie bardzo się zmieniło.

Wiadomo, że łatwiej jest tworzyć siedząc w zaciszu własnego warsztatu, ale wiem, że trzeba wychodzić do ludzi i uczestniczyć w różnych festiwalach, żeby się rozwijać. Rzeźbię krótko, bo zaledwie od pięciu lat z roczną przerwą, podczas której leczyłem kontuzję. Chociaż samo rzeźbienie nie jest czymś bardzo odkrywczym, to jednak jestem samoukiem i muszę rozwijać swoje umiejętności.

Zobacz także: Kolejna rzeźba Tewu w Gdyni

Jak doszedłeś do tego momentu, w którym jesteś teraz?

Sam nie wiem, myślę że to Bóg mną tak pokierował. Mam dużą rodzinę, szóstkę dzieci, żyjemy blisko Boga i myślę, że to on wskazał mi tę ścieżkę.

Słyszałam, że marzy ci się pobicie rekordu Guinessa.

To marzenie jest ze mną od samego początku, kiedy jeszcze rzeźbiłem słabo. Teraz, kiedy idzie mi znacznie lepiej, nie mogę znaleźć odpowiedniego materiału. W tym momencie kilka osób rozgląda się dla mnie za dużym pniem. Wymarzyłem sobie, że będzie to rzeźba zrobiona z jednego kawałka, dlatego potrzebuję co najmniej 17-metrowego pnia. Do tego dochodzi fakt, że taką rzeźbę trudno będzie przewieźć, więc najlepiej zrobić wszystko tam na miejscu. Czekam cierpliwie na ten moment i wiem już, co chciałbym w nim wyrzeźbić, ale na razie niech to zostanie tajemnicą.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (16)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

października

To o Nas - spotkanie autors... Gdańsk, Oliwski Ratusz Kultury

25

października

BOTO Wild Jam: Marcin Janek... Sopot, Teatr BOTO

28

października

Teatr Qfer: Baśnie 1001 nocy Gdańsk, Teatr w Blokowisku

Kultura

Krew nie woda, majtki nie pokrzywa. O spektaklu "Chłopem i babą stworzył nas Bóg"
O "Chłopem i babą stworzył nas Bóg"
SS Sołdek ma już 70 lat
SS Sołdek ma już 70 lat

Kulinaria

Smaki deluxe: jesienne menu w trójmiejskich restauracjach
Jesienne menu w restauracjach
Krzysztof Ilnicki z "Bake off": Widz chce czegoś pozytywnego
"Widz chce czegoś pozytywnego"

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: trochę jesiennego wyciszenia
Planuj tydzień: trochę jesiennego wyciszenia

    Najczęściej czytane