Open'er 2015: momenty, które zapamiętamy

Festiwal Open'er w tym roku był mniejszy, zabrakło też międzypokoleniowej gwiazdy. Roztańczonej i beztroskiej nastoletniej publice, która zdominowała imprezę zupełnie to jednak nie przeszkadzało.
Festiwal Open'er w tym roku był mniejszy, zabrakło też międzypokoleniowej gwiazdy. Roztańczonej i beztroskiej nastoletniej publice, która zdominowała imprezę zupełnie to jednak nie przeszkadzało. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Najlepsza pogoda od wielu lat, nocne tańce do tuzów elektroniki pod sceną, ale brak wielkiej, międzypokoleniowej gwiazdy i zlikwidowanie jednej sceny, co spowodowało ogromny ścisk na niektórych koncertach - to momenty, które przejdą do historii tegorocznej edycji festiwalu Open'er w Gdyni.



Słońce na twarzy, czyli najlepsza pogoda od lat

Dawno takiej pogody na Open'erze nie było - przyznają wszyscy, którzy na festiwal jeżdżą regularnie i co roku zmagać się musieli z chłodem czy deszczem. Cztery słoneczne, wręcz upalne dni sprawiły, że festiwal, który od środy do soboty odbywał się na lotnisku w Kosakowie, miał niezwykle beztroską i leniwą atmosferę. Zdecydowanie lepszą sytuację miały zespoły grające muzykę taneczną. Fantastycznie sprawdziły się pogodne piosenki Of Monsters And Men czy energetyczne granie z przytupem Mumford and Sons. Na tych ostatnich pole pod Main Stage wypełniły tłumy fanów. Podobnie, jak na sobotnim koncercie Hoziera, gdzie dziesiątki tysięcy osób w trzydziestostopniowym upale czekało na wielki przebój "Take me to church". A gdy już się doczekali, chóralnie śpiewali go z młodym Irlandczykiem.

Wakacyjna atmosfera mniej sprzyjała artystom takim, jak Thurston Moore czy Swans grający w piątek. Ten pierwszy - były lider Sonic Youth - był wycofany, jakby nieobecny. Stał z boku sceny zerkając raczej na pulpit z tekstami, niż w stronę widowni. Jego muzyka wydawała się zupełnie pozbawiona emocji. Sporo emocji było za to na koncercie Swans, a Michael Gira jak zwykle świetnie wcielił się w rolę szamana i mistrza ceremonii tego przepełnionego hałasem, misterium alternatywnej muzyki gitarowej. Tymi dwoma koncertami organizator zrobił ukłon w stronę fanów mniej oczywistych dźwięków. Co z tego, skoro ludzie woleli skakać pod sceną na Mumfordach.

"Take me to church" Hoziera - na tę piosenkę czekały dziesiątki tysięcy fanów w sobotę.



Wakacyjna atmosfera, czyli nie ma to jak taniec w słońcu.



Nocne, szalone pląsy, czyli Major Lazer i The Prodigy

Każdego festiwalowego dnia nad festiwalem pojawiał się okrągły księżyc bliski pełni. Nie tylko był on bohaterem drugiego planu wielu festiwalowych selfie na Instagramie, ale stał się również mimowolnym towarzyszem spektakularnych imprez, które odbywały się po północy, a mimo wszystko przyciągnęły największe tłumy. Tak było podczas występu Die Antwoord, na którym w nocy ze środy na czwartek bawiło się kilkanaście tysięcy ludzi, czy sobotnim Disclosure.

Jeszcze większą publikę zgromadził czwartkowy show Major Lazer. Występ projektu DJ Diplo może i trudno rozpatrywać w kategoriach wydarzenia koncertowego - była to raczej gigantyczna, multimedialna impreza, która totalnie absorbowała zmysł wzroku i słuchu. A to za sprawą laserów i deszczu serpentyn nad publicznością, dudniących w uszach i pulsujących we wnętrznościach elektronicznych bitów i sampli czy wreszcie szaleństw lidera w plastikowej kuli nad głowami widzów. Poprzeczka w kategorii "największej impreza na Open'erze" została podniesiona bardzo wysoko.

Nie przeskoczył jej występujący tego samego dnia legendarny Faithless, na którym pojawiło się mniej osób i mniej energii eksplodowało pod sceną. Inna legenda elektroniki - The Prodigy - poradziła sobie zdecydowanie lepiej. Choć nie byli tak radośni jak Major Lazer, choć dla młodszej publiki ich wywodzące się ze stylistyki rave kompozycje pewnie lekko trąciły myszką, to pokazali, że są królami swojego gatunku.

Major Lazer trudno nazwać wydarzeniem koncertowym, ale w kategorii "najlepsza impreza Open'era" ten show nie miał sobie równych.
Major Lazer trudno nazwać wydarzeniem koncertowym, ale w kategorii "najlepsza impreza Open'era" ten show nie miał sobie równych. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Mniej scen, czyli tłum i ścisk

Open'er takiego ścisku, jak na koncertach Cheta Fakera czy Die Antwoord, chyba jeszcze nie widział. Ci, którzy ostrzyli sobie zęby na tych artystów, musieli wytrwać upakowani w Tent Stage jak w tokijskim metrze (o ile w ogóle się dopchali) albo oglądać koncert spoza namiotu. A w zasadzie słuchać, bo w tym roku nie było telebimu na zewnątrz sceny. Organizator chyba nie przewidział, że ci artyści przyciągną większe tłumy niż niejeden koncert na Main Stage. Popularność to jedno, ale nie bez znaczenia jest również fakt kurczenia się Open'era. Podczas tegorocznej edycji grano tylko na czterech scenach (w tym dwóch ograniczonych ścianami konstrukcji), a więc publika nie mogła się rozejść.

Mniejsza liczba scen to mniejsza liczba koncertów. Czasami okazywało się, że w danym momencie na festiwalu odbywa się tylko jeden. Takiej sytuacji na poprzednich Open'erach nie było. W przypadku świetnego koncertu Jonny'ego Greenwooda z londyńskimi symfonikami ten zabieg się sprawdził. Dzięki ciszy na pozostałych scenach można było w skupieniu wysłuchać dość cichych aranżacji współczesnej muzyki kameralnej na smyczki, pianino i gitarę. Ale w pozostałych przypadkach można było odnieść wrażenie lekkiego niedostatku. Co ciekawe - w sobotnią noc przez kwadrans po północy wszystkie sceny zgodnie z planem miały milczeć.

Mniej scen to jeden z powodów ogromnych tłumów na Tent Stage. Podczas koncertów Die Antwoord czy Cheta Fakera w namiocie nie było jak się ruszyć.
Mniej scen to jeden z powodów ogromnych tłumów na Tent Stage. Podczas koncertów Die Antwoord czy Cheta Fakera w namiocie nie było jak się ruszyć. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Rock żyje, czyli historyczny występ The Libertines

To jeden z tych zespołów, które swoją biografią oraz swoimi muzycznymi dokonaniami piszą historię rock'n'rolla. Piszą ją od końca lat 90. ubiegłego wieku, czyli od czasów, w których - zdawałoby się - nic nowego w muzyce gitarowej wymyślić się nie da. A jednak Pete Doherty i Carl Barat stworzyli niewiarygodnie szczere i autorskie wcielenie rocka i w kilka lat napisali swoją własną legendę. Po jedenastu latach przerwy pełnych wzlotów i upadków nieskąpiącego od używek Doherty'ego The Libertines wrócili na scenę i od razu wskoczyli do line-upów letnich festiwali. Na tegorocznym Open'erze dali historyczny, pierwszy w Polsce występ i udowodnili, że muzyka pełna szczerych, niekiedy wyniszczających emocji, czyli w zasadzie to wszystko, co tworzyło podwaliny rocka, wciąż żyje i ma się dobrze. To był chyba najbardziej autentyczny w swoim przekazie koncert tegorocznego festiwalu.

Takie wrażenie sprawiali również hardcore punkowcy z Refused, którzy swoją nieskończoną energią i głośnymi protest-songami niemal zmietli w czwartek Alter Stage. Udało im się porwać do pogo całkiem spore grono widzów, którzy - oprócz nielicznych wyjątków - tego dnia prawdopodobnie pierwszy raz w swoim życiu słyszeli o szwedzkim zespole założonym w 1992 roku.

Pete Doherty i Carl Barat czyli rockowy duet idealny na pierwszym koncercie The Libertines w Polsce.
Pete Doherty i Carl Barat czyli rockowy duet idealny na pierwszym koncercie The Libertines w Polsce. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Beztroska młodzież, czyli festiwal się odmładza

Open'er stawia na coraz młodszą młodzież. I trudno się dziwić. Letnie festiwale to święta tańca i radości. Zastrzyku życiowej energii i spontaniczności można się spodziewać tylko od nastolatków i ewentualnie studentów. To oni pójdą pod scenę, żeby zedrzeć gardło, spocić się, piszczeć, krzyczeć i tańczyć na całego. I dlatego na Open'erze jest Drake, Major Lazer, A$AP Rocky czy Disclosure, na których starsi patrzą spode łba. Nie są to jednak nazwy, które przyciągną na jeden dzień pielgrzymki muzycznych fanów z całej Polski, jak to było podczas zeszłorocznych edycji na koncertach Pearl Jam czy Prince'a. Ten kij ma dwa końce. Takim działaniem organizatorzy wyraźnie dają do zrozumienia, że Open'er festiwalem międzypokoleniowym nie będzie. Szkoda.

Jednak można spojrzeć na to z jeszcze innej strony. Trudno nie odnieść wrażenia, że coroczną dyskusję o tym, czy Open'er jest lepszy czy gorszy niż rok (pięć czy dziesięć lat) temu podżegają chyba głównie ci, którzy na ten festiwal nie chodzą. W najlepszym wypadku przychodzą, ale stoją z założonymi rękami kilometr od sceny, obserwując tłum przez szkiełko i oko. Pod sceną nikt nie traci czasu na tak jałowe dyskusje, wybiera emocje, spontaniczność, luz i taniec. Trudno to poczuć siedząc w domu przy komputerze i pisząc hejty w sieci.

Atmosfera pod sceną - na koncercie Mumford and Sons

Opinie (137) 4 zablokowane

  • Nareszcie koniec. Teraz dzieci do domu muszą jechać a w Gdyni będzie spokój. (4)

    Ps. Dlaczego była ładna pogoda? Zero deszczu a kalosze były przywiezione.

    • 94 87

    • (2)

      Tak zebys babo siedziala przy kompie i sie pytala, przeciez nic innego w zyciu nie robisz!

      • 16 15

      • bo lans musi być i basta!

        • 3 1

      • "przeciez nic innego w zyciu nie robisz!" - skoro ktoś nie lubi openera to znaczy, że nic innego w życiu nie robi? :D

        wole wydać "ciężko" zarobione pieniądze na festiwal legend rocka w dolinie charlotty i wacken open air - o którym nigdy nie słyszałeś :)
        i oczywiście koncerty zespołów które lubię i które cokolwiek reprezentują...

        a nie jakieś podrzędne guano dla okolicznej biedy, z zespołami, o których nigdy nie słyszałem...

        widzisz jak to miło? więc nie pisz, że ktoś tam 'nic innego w życiu nie robi' :) na takim g*wnianym pseudo-evencie świat się nie kończy.... :D bo najwyraźniej to Twój świat kończy się na Gdańsku i okolicach :D

        • 2 2

    • no właśnie

      wyjechały te brudasy !! będzie luzik aż do jarmarku.

      • 11 5

  • To była bardzo udana edycja! (6)

    Chodzę na Openera już od 9 lat i nie przypominam sobie wiele równie dobrych edycji. Pogoda, muzyka i to coś w powietrzu - wszystko zagrało. Frekwencyjnie niewątpliwy sukces. Dzięki za wspólną zabawę tysiącom ludzi i do zobaczenia za rok :)

    • 79 56

    • Za rok Openera już pewnie nie będzie :) (1)

      • 11 18

      • Juz ogłoszono ze będzie :)

        • 17 5

    • Faithless najlepiej od ostatniego openera! :P :)) (3)

      Czekamy na Chemical Brothers!! :))))

      • 11 3

      • C B (2)

        Byli juz w 2008 i dali jeden z lepszych koncertów muzyki elektronicznej w historii openera.

        • 0 1

        • no i co z tego że byli? (1)

          Open'er czasami powtarza zespoły. A ostatnio to i nawet co 2 lata potrafi mielić to samo...

          • 1 0

          • niesamowite

            wprost trudno uwierzyć!

            • 0 0

  • (3)

    Nie rozumiem upartego czepiania się trojmiasto.pl tego, że zlikwidowano jedną scenę i zmniejszono teren. Przecież dołożono koncertów na mainie (zamiast 3 było 5-6) i doszło znacznie więcej zagranicznych na Alter Stage. Można było dzięki tym ruchom dużo więcej zobaczyć, bo koncerty się tak nie nakładały. A przez zmniejszenie terenu krócej trwały wędrówki do namiotu i z powrotem = znowu więcej muzyki do usłyszenia/zobaczenia.

    Bardzo udana edycja. Nie wszystko zagrało idealnie, ale po ostatnim roku znowu mam wiarę w Open'era, mimo 35 lat na karku.

    • 87 26

    • (2)

      Nie mam porownania, bo na festiwalu bylem po raz pierwszy i tylko jeden dzien, z ciekawosci. I juz zaluje, ze bylem tylko jeden dzien i tego, ze nie bylem w poprzednich latach. Organizacja, artysci, imprezowicze, food tracki, dj'skie imprezy podgrzewajace na plus. Na minus chyba tylko brak wyboru piwa albo brak piwa, bo byl tylko heniek...

      • 8 1

      • Nie tylko Heniek

        w dużym białym namiocie była "strefa specjalności" gdzie w cenie Heńka był Żywiec APA, bock, marcowe, porter, paulaner, affligem i cos tam jeszcze... do tego były pieczątki i wychodziło taniej od tych szczyn heinekena

        • 4 0

      • Grupa żywiec

        Specjala spie...... Gdańskie to przeszłość , eb browar w braniewie sprzedany a biorą sie za produkcje heńka. Niech się nauczą jak powinno smakować piwo a nie wciskać byle g.... .

        • 2 2

  • Nurtujące pytanie. (6)

    Czy ktoś mi wytłumaczy w miarę rzeczowo czemu na wszelkiej maści festiwalach w dobrym guście, a odnoszę wrażenie, że wręcz trzeba, wyglądać jak dziwadło? Nie mówię żeby przyjść ubranym jak do pracy (nawiasem niektórzy też się ubierają... dziwnie). Ale jak patrze na niektóre stylizacje, np. kombinezon tygrysa jak z promocji w hipermarkecie itp to krew zalewa. Przecież to nawet wygodne nie jest. Zaznaczam, że wcale tego nie hejtuję, niech sobie robią jak chcą. Po prostu zastanawiam się nad zjawiskiem jako takim.

    • 47 49

    • festiwalowy street fashion

      W necie znajdziesz dużo publikacji na temat tzw. festiwalowego street fashion. Jest coś takiego jak "festiwalowa moda"

      • 6 6

    • Matko , w USA nikt nie zwraca uwagi jak jest ubrany bo maja to gdzieś , nie masz innych kłopotów na głowie? Moge Ci dołożyć :)

      • 28 10

    • Nie trzeba, a można. Ludzie codziennie chodzą obrani tak jak należy, czy to ze względu na pracę, czy też otoczenie, gdzie niekoniecznie wypada się wyróżniać. Na openerze i innych festiwalach mogą o tym zapomnieć, bo nikt ich nie ocenia - w końcu dookoła tyle innych dziwnie ubranych osób ;) Oczywiście, część osób chce pokazać przez to jacy są fajni. Myślę, że jednak dla większości liczy się dobra zabawa i możliwość wyluzowania, a "dziwny" ubiór jest jednym z elementów, które pomagają to zrobić. Pozdrawiam

      • 32 2

    • Ja Ci to wytłumaczę:

      To się nazywa: dobra zabawa, wyluzowanie, ucieczka od szarej rzeczywistości, wygłupianie się, łapanie dystansu do siebie i do tego co dzieje się w koło.

      • 36 2

    • Jeżeli masz w domu kostium tygrysa i bardzo chciałbyś wyjść w nim kiedyś z domu - to kiedy jeśli nie na Open'erze?

      • 15 1

    • proponuje masc na bol dolnej czesci plecow i wiecej dystansu do siebie :)

      • 4 0

  • Dziękuję: (20)

    - za 4 dni nieprzespanej nocy,
    - za widoki dzisiejszej beztroskiej młodzieży,
    - za chamstwo w autobusach,
    - za bezczelność w sklepach,
    - za wydane 9 mln z budżetu miasta - na dzieci i gimbazę!
    Mieszkaniec nie ważny, straszy człowiek nie ważny. Dziś liczy się bezstresowa młodzież i pijana gimbaza. Oni będą kiedyś naszymi lekarzami i inżynierami... Co niektórzy znaczy się ;-)))

    • 101 209

    • (2)

      Gimbazą nie jestem od dawna. W strój tygrysa rowniez się nie ubieram, mimo to na Openerze byłam i nie żałuję. Mieszkam w miarę blisko lotniska i moim zdaniem dramatu z głośnością nie ma. Okno zamknięte i można spać. A chamstwo w autpbusach to i rodzime się znajdzie.

      • 44 20

      • milcz gimbusie

        • 13 16

      • i to jest właśnie brak tolerancji

        • 6 3

    • 0/10

      • 9 10

    • napisz kim Ty jesteś i co robiłeś w ich wieku:-)

      to będzie czad dopiero

      • 20 8

    • więcej tolerancji (1)

      za 4 nieprzespane noce też dziękuję - były emocje warte zmęczenia, za widoki dzisiejszej młodzieży też dziękuję - w zdecydowanej większości serce rośnie - młodzi ludzie weseli, spontaniczni, bez kompleksów, pozytwnie nastawieni, pomocni, tolerancyjni, bawiący się - w końcu mają wakacje, i właśnie - są młodzi - niech się bawią i korzystają z życia. Mam 41 lat, byłam na Openenerze - widziałam i przeżyłam, bawiłam się świetnie, czekam na 'za rok'. Utrudnienia na pewno były, nie da się tego uniknąć - ja też mam utrudnienia jak pod moimi oknami idzie procesja w Boże Ciało, albo odbywa się festiwal muzyki ludowej, której nie słucham - ale na tym polega współżycie społeczne, żeby się przemęczyć w imię tego, żeby teraz ktoś inny miał frajdę, a ja będę mieć kiedy indziej.

      • 65 11

      • lubię to!

        • 1 0

    • Nie martw się...

      przyjdzie Duda i zlikwiduje ;PPP

      • 19 7

    • a ja dziękuję za widok 20 tysięcy najpiękniejszych dziewcząt na świecie :) (4)

      ps.chodzę, na open a od pierwszej edycji ale tyle piękna co w tym roku jeszcze nie widziałem

      • 22 7

      • patrzyłeś (3)

        czy pukałeś??

        • 7 6

        • tradycyjnie łapą w namiocie... (2)

          doszedł....

          • 7 2

          • Tandeciarz i konio czy jak wam onaniścimam córke w wieku tych piękności więc się parówo i ciulu (1)

            zaproście na kakao - rozumiem koledzy patole co rodziców meneli na nic nie stać więc się gul kica parówy ...

            • 0 2

            • ale ze o co ci chodzi tak wlasciwie ze masz corke w wieku tej mlodziezy i sadzisz ze jako iz to twoja corka to zostanie zakonnica czy moze dopiero po slubie?

              • 2 0

    • Nie umiemy się dogadywać. (3)

      Przykre jest to, że nie umiemy się dogadywać między-pokoleniowo. Od lat zmuszona jestem do słuchania łubu-dubu ze sceny głównej tego festiwalu. No i korona z głowy mi nie spadła. :)
      W tym roku postanowiłam sprawdzić o co kaman z tym openerem :) i nie żałuję. Syn opowiedział mi co i jak, więc pojechałam tam przygotowana :P Widok fajnie bawiącej się młodzieży jest budujący, a jeszcze bardziej myśl, że nasze dzieci mogą mieć i przeżyć więcej niż my w ich wieku. Nie widziałam burd, pijaństwa i i chamskiego zachowania.A np. zielone włosy? A dlaczego nie? Szarości mam dosyć.
      Utyskiwania na tą i inne inicjatywy kulturalne bardzo się dziwią. Czy wy - marudy - żyjecie? A może wam się tylko tak wydaje. Więcej tolerancji.

      • 25 4

      • kto był

        głównym sponsorem?? i ile dziewic zostanie matkami???

        • 5 7

      • pijaństow i chamstwo to było w komunikacji (1)

        Operenowcy - powinni poruszać się tylko autobusami Openera,
        niestety - przykra uwaga-
        jadę 109 - w środku tłum - operenowcy siedzą, piwo siedzi (dosłownie- bo stać ich było na bilet- ale po browar to do biedrony) a starsi ludzie stoją nad nimi...
        Przykre -
        tolerancja, kultura?
        gdzie te wartości w tym momencie...
        wsiadłeś do innego autobusu - to nie zachowuj się jak.....

        • 7 4

        • jak nie ma openera to w autobusach na babie

          mozna byc skatowanym (nawet bedac policjantem), w trakcie openera widac pijana mlodziez....

          • 2 0

    • Odezwał się 50-latek, który będąc nastolatkiem nie słuchał muzyki, nie miał znajomych z którymi się bawił, do 25 roku życia nie wypił kropli alkoholu ani nie zapalił papierosa... Zapomniał wół jak cielęciem był!!

      Sam jestem mieszkańcem Babich Dołów i impreza w żaden sposób mi nie uprzykrzyła życia. Dwa dni wracałem z pracy godzinę dłużej i co z tego?? NIC. Organizacja i transport były na tyle sprawne, że wracało się TYLKO godzinę dłużej. A to, że w autobusie ktoś się chamsko zachował - dziwne, żeby w takim tłumie nie znalazł się jeden lub dwóch debili. I to wcale nie przekreśla wszystkich uczestników. Mieszkam w bloku Dedala 8 po drodze na plażę, ludzie krążyli non stop w dzień i w nocy ale był spokój, nikt nie robił burd i nie hałasował. Częściej lokalni debile, Korzon z kolegami robią syf siedząc na ławce albo na placu zabaw, tłukąc butelki i drąc ryje ARKA GDYNIA!!!!

      Tak więc bardzo pozdrawiam uczestników festiwalu i obsługę bo przez cały czas był spokój i porządek.

      • 6 2

    • Ej!

      chyba młody nie byłeś, od razu antyk wyszedł i jęczy.Poluzuj gacie, a będziesz szczęśliwszy.

      • 1 0

    • Mały móżdżek masz

      Odniosę się tylko do kwestii finansowej, bo reszta to biadolenie sfrustrowanego człowieka, na które tylko nie ma lekarstwa zapewne, chyba że człowieku popracujesz trochę nad swoim szczęściem, bo nikt inny tego za ciebie nie zrobi.

      Zakładając, że wszyscy festiwalowicze wydali każdego dnia tyle co ja, a nie należę do rozrzutnych, to spokojnie wyjdzie ponad 12 milionów złotych zostawionych w sklepach, na terenie festiwalu, w taksówce, skmce, autobusie i u pani Gieni w parku oliwskim, u której kupiłem
      kupiłem wodę i orzeszki.biorąc pod uwagę, że było conajmniej kilka tysięcy ludzi z zamożnych krajów, można sądzić, że wydali oni grubo ponad to co ja wydałem, na restauracje, noclegi, transport. Według wstępnych szacunków, myślę że można mówić o conajmniej 25 milionach złotych, które zostały z tego tytułu na Pomorzu, czyli niemal trzy razy więcej niż koszt z budżetu Gdyni. Poza tym niemożliwe do oszacowania przyszłe dochody z turystyki, bo Sven, John i Jurgen powiedzą, że było świetnie, bezpiecznie, super ta Gdynia i całe trójmiasto i żeby ich koledzy, rodzina czy ktokolwiek jechał do Polski na wakacje, weekend, piwo, koncert, bo takiej publiczności nie ma nigdzie na świecie... Można by podać setki przykładów, dla których miasta mają ogromną korzyść z wspolfinansowania takich eventow. Ale ty pewnie i tak tego nie rozumiesz.

      • 0 0

  • Komercja... (1)

    • 34 23

    • No i co z tego??

      • 9 5

  • A gdzie zdjęcie celebryty.. Wojewódzkiego z "lufką" w zębach, które krąży po internetach? (5)

    Przecież ten "festiwal" to skupisko wszelkiej maści ćpunów, kilogramy zielska, fety i koksu, tysiące piguł i dopalaczy. Gdyby tam psa tropiącego wpuścić, to by zwariował. To się powinno Ćpun'er Festiwal nazywać o_O

    • 54 105

    • Blysnela wiedza z komputera, hehe

      • 12 5

    • nie mierz wszystkich swoją miarą ;)

      • 11 2

    • naprawdę??? a ja tyle czasu tego szukałem i nie znalazłem :P

      • 3 4

    • o jakś prawicowo katlocka parówa bez kasy laski perspektyw - napij si ebełta i idź spać mendo

      • 4 8

    • A co to jest feta? Bo jakby co zaczyna się w Gdańsku w tym tygodniu :)

      • 4 0

  • Faithless i Prodigy (1)

    Na Faithless było sporo osób po 30-tce, nawet 40-tce, na Prodigy pewnie też, także nie było tak źle jeśli chodzi o muzę międzypokoleniową...
    Niezapomniany klimat festiwalu, fajnie, ze nie trzeba było tak dużo biegać między scenami jak kiedyś... Piękna pogoda dużo dała... Super.

    • 51 7

    • Faithless

      Najlepszy koncert tegorocznego Openera. Profesjonalizm najwyższej próby. Wspaniałe przeniesienie muzyki elektronicznej na żywe instrumenty. Maxi Jazz ze względu na wiek mniej skakał, ale dzięki temu jak śpiewał! Aranże live przygotowane przez Sister Bliss - rewelacja.
      Byłem 10 lat temu na Skwerku i bez dwóch zdań - w tym roku byli jeszcze lepsi.
      Gdy poleciały klawisze Insomnia, bardzo się wzruszyłem pod sceną, jak nie przystoi prykowi po 40-tce :D
      To była właśnie ta propozycja dla starych dziadów - mnóstwo młodzieży nie kojarzyło o co kaman...

      • 15 0

  • Dziękujemy za zamknięty dojazd na plażę w Babich Dołach dla zwykłych obywateli. (8)

    W końcu koniec!

    • 51 58

    • Bo akurat w tym roku wolałas pójść na plaże, a nie openera? ;)

      • 7 15

    • Jakoś my - mieszkańcy Babich Dołów (1)

      nie mieliśmy większego problemu z wyjazdem i dojazdem - z i na nasze osiedle, czy to do pracy, z pracy, do lekarza, czy z zakupów etc. Chwilkę się postało na ul. Zielonej, ale codziennie docieraliśmy do domów, pokonując tą drogę dzień w dzień... więc najlepszym, co mogłabyś zrobić "zwykła obywatelko, która nie poradziła sobie z dojazdem do naszej plaży", to znajdź sobie inną plażę, bo nie jesteś jej warta!

      FESTIVAL OPEN'ER - zapraszamy za rok! Do usłyszenia!

      • 47 16

      • do autobusu nie dało się wejść nie wspomnę ze czekało się na nie ok 40 min,,

        wiec trzeba było pieszo iść, zenada

        • 1 1

    • (3)

      Przez 5 dni nie wyrobisz!!?

      • 8 2

      • pewnie

        ma ciśnienie heheheheh

        • 3 1

      • troch wyrozumiałosci (1)

        jak będziesz mieć małe dzieci które nie mogą spać, jak będziesz wstawać o 4 rano do pracy by dojechać w te dni w ogóle na czas, i czekać na w miare pusty atobus, to zrozumiesz, ale to przychodzi z wiekiem, gdy ma się masę obowiązków a mniej czasu na zabawę.
        Wystarczy tylko dobrze to zorganizować (super ekrany akustyczne, wiecej autobusów) i mniej kłopotu dla mieszkańców, no ale o tym nikt nie myśli więc nie dziw się że masa ludzi jest niezadolona, bo to było słychać nawet przy zamkniętych oknach, a w te upały dojechać autobusem to nierealne.

        • 2 3

        • Tylu bzdur naraz to dawno nie czytałem.

          Nie było słychać muzyki, może sporadycznie raz w ciągu dnia przez 5 minut to raz, a dwa... nie trzeba było "wstawać o 4 rano do pracy dojechać w te dni w ogóle na czas", bo jadąc z osiedla nie było absolutnie żadnego utrudnienia w ruchu na tym pasie a i autobusy 109, 309 normalnie z miejscami do wyboru do koloru mitomanko!

          • 5 1

    • Z Oksywia plażą zaledwie 3km spaceru... No chyba że aż 3km...

      • 10 4

  • Było pięknie!!!

    • 25 17

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Lao Che - Trasa Pożegnalna - No to Che!
Lao Che - Trasa Pożegnalna - No to Che!
rock
paź 1
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
IRA
IRA
rock
paź 7
czwartek, g. 19:00
Gdańsk, Filharmonia Bałtycka
Pat Metheny - Side Eye
Pat Metheny - Side Eye
jazz
cze'22 3
piątek, g. 20:00
Sopot, Opera Leśna

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywa się ulica w Gdyni, która w środy staje się przestrzenią spotkań ze znajomymi, odpoczynku na świeżym powietrzu przy muzyce na żywo i zagłębiem kulinarnym?